Posty

Wyświetlam posty z etykietą system

Bioroboty

Kapitalizm, jako system totalitarny (acz najczęściej jest to – jeszcze! – totalitaryzm zamaskowany pod pozorami szczątkowej demokracji), dąży do wytworzenia wzorcowego społeczeństwa (czy raczej zbiorowiska jednostek), oczywiście całkowicie zniewolonego. Konkretnie, chodzi o takie wymodelowanie klasy pracującej (proletariatu), aby idealnie nadawała się do celów klas pasożytniczo-wyzyskujących (kapitalistów). Ma to być zbiorowisko biorobotów. Biorobot to pod względem biologicznym typowy przedstawiciel gatunku Homo sapiens . Innymi słowy, żywy organizm ludzki. Tyle, że z zaprogramowanym umysłem. Programowaniem tegoż zajmują się: szkoła od najmłodszych lat, religia (w Polsce głównie katolicka), media, systemowa propaganda, reklamy, część przynajmniej dzieł kultury, itd. Celem jest, jak łatwo się domyślić, pozbawienie – w procesie oduczania – człowieka zdolności samodzielnego, zwłaszcza zaś krytycznego myślenia, tak, aby bez zastanowienia przyjmował i wchłaniał serwowaną mu papkę infor...

Wyspa i pasożyty

Istnienie miliarderów – oraz kapitalistów jako klasy społecznej – jest ogólnie szkodliwe. Nie dość, że gromadząc gigantyczne majątki, przyczyniają się do nędzy i głodu na całym świecie, to jeszcze niszczą środowisko naturalne. Ich koncerny prowadzą bowiem rabunkową, skrajnie nieracjonalną gospodarkę, zanieczyszczają powietrze (sami miliarderzy też to robią, tłukąc się po globie prywatnymi odrzutowcami), wodę i glebę. A także… No właśnie, tu przechodzimy do dzisiejszego tematu. Ivanka Trump (pomiot lokatora Białego Domu, rzecz jasna) i jej mężulek, Jared Kushner, chcą zachachmęcić jedną z należących do Albanii wysp. I przekształcić ją w luksusowy kurort, oczywiście po to, aby kosić forsę na wywczasach innych kapitalistycznych pasożytów, co to nigdy się pracą nie skalali. Ich plany, jak wiadomo, zagrożą lokalnemu ekosystemowi, roślinom i zwierzętom. A jest to jedno z ostatnich dziewiczych miejsc w Europie i basenie Morza Śródziemnego, z unikalną biosferą. Jeśli więc parze miliarderów u...

Trzymani w napięciu

Życie w kapitalizmie to jeden wielki koszmar i beznadzieja (przy czym propaganda nieraz skutecznie odwraca uwagę od tego poczucia, nakazując szukać winy nie w systemie, lecz w sobie). Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest stres, zarówno psychiczny, jak i fizyczny. Nadmierny oraz nieustający. Napięciu temu poddawane są już dzieci. Od najmłodszych lat życia system – nierzadko przy współudziale rodziców – wymaga od ludzi, żeby byli posłuszni i stale dawali z siebie wszystko, co oczywiście na dłuższą metę stresuje oraz wypala. Nic dziwnego, że dzieci w wieku szkolnym zmagają się już z różnymi dysfunkcjami zdrowia psychicznego. Zwłaszcza, że ciągle poddawane są stresującym bodźcom, płynącym nie tylko ze szkoły czy domu rodzinnego, ale też z, coraz częściej, mediów społecznościowych. Osoby ludzkie od wczesnego dzieciństwa są przy tym nieustająco oceniane – i przez najbliższych, i przez obcych, co rzecz jasna jest kolejnym, nader poważnym stresorem. W ramach tejże oceny mieszczą się różn...

Zbędna klasa

Bez niech podobno nie byłoby niczego. A tymczasem kapitaliści (nie mylić z przedsiębiorcami) jako klasa społeczna istnieją głównie, a wręcz tylko dlatego, że mają za sobą medialną propagandę oraz państwo, jego aparat represji i nadzoru, usłużnych rządzących tudzież pieniądze; tak, wiele gigantycznych biznesów, w tym największe światowe koncerny i korporacje, funkcjonuje dzięki transferom środków publicznych do prywatnych kieszeni. Oczywiście propaganda głosi, że kapitaliści są „kowalami własnego losu” (swoją drogą, stwierdzenie to jest wewnętrznie sprzeczne, ponieważ zespołu czynników od człowieka niezależnych, jakim jest los, nie da się wykuć ani w ogóle ukształtować), na których opiera się cała gospodarka. Bez ich rzekomej inwencji i pracy nie byłoby nic. Tymczasem to jedna wielka bzdura. Czasy, kiedy kapitaliści – tacy jak Henry Ford, bracia Renault, André Citroën , Tomasz Bata i im podobni – rzeczywiście wymyślali już to nowe, pionierskie technologie, już to metody produkcj...

Dzień zdrowia psychicznego

Mamy dziś 10 października. Niby data jak data; ot, typowy wczesnojesienny dzień. A jednak warto zajrzeć w kalendarz i zatrzymać się na chwilę, gdyż obchodzimy oto Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego. Zdrowie psychiczne zdefiniować należy jako dobrostan, w którym dana osoba radzi sobie ze stresem (a sami wiemy, w jakim zakresie musimy stawiać mu czoła), wykorzystuje swoje możliwości, uczy się, rozwija, pracuje, utrzymuje zdrowe relacje z otoczeniem oraz przyczynia do rozwoju społecznego. Innymi słowy, chodzi nie tylko o brak chorób tudzież innych dysfunkcji, ale też o poczucie równowagi psychicznej, samorozwój, możliwość samorealizacji. Temu wszystkiemu współczesny świat na każdym nieomal kroku zagraża. Niebezpieczeństwo kreują zwłaszcza rozliczne systemy, w ramach których żyjemy i funkcjonujemy. Stąd nie ma się co dziwić, że u coraz młodszych osób występują depresje, choroba afektywna dwubiegunowa, syndromy wypalenia, myśli samobójcze… W Polsce każdego roku dwa razy więcej osób od...

Kwestia systemowa

Dwoje celebrytów – dobra aktorka i marny showman – dojść raczyło do wniosku, że „bieda to stan umysłu”. Stwierdzeniem tym wywołali, w pełni oczywiście zrozumiałą, burzę w internecie, innymi słowy – falę krytyki. Bo i nie ma tu czego chwalić, za to zdecydowanie warto sprawę wyjaśnić. Sama myśl, że „bieda to stan umysłu”, brzmi jak brednie zaczerpnięte z różnorodnych książeczek czy filmików motywacyjnych, będących współczesnym opium ludu, a zarazem nośnikiem kapitalistycznej propagandy. Wiecie, chodzi o porady typu: „Wstawaj rano, kładź się późno spać, a się wzbogacisz”. Za stwierdzeniem o biedzie jako stanie umysłu kryje się jednak pewna doza pogardy – skoro jesteś biedny(a), to z własnej swojej winy. To też często głoszą nam kapitalistyczni propagatorzy. Wyzwól się z myślenia o biedzie, a przestaniesz być biedny(a); innymi słowy, zasuwaj na dobrobyt kapitalisty, a może rzuci jakieś ochłapy. Ot, mit dorabiana się na własnej pracy. Tymczasem żadna forma ubóstwa nie jest „stanem umysł...

Klasa złodziei

Pewien prezes, jeden z najbogatszych polskich kapitalistów, ukradł dziecku czapkę. Konkretnie, zachachmęcił przekazane przez sportowca małoletniemu na trybunach nakrycie głowy. Zdarzenie to zostało nagrane, film, jak to w naszych czasach, trafił do internetu, skutkiem czego prezes ów stał się rozpoznawalny na całym niemal świecie, na całym też niemal świecie za jego sprawą zaczęto mówić o Polsce, niestety, źle. Teraz facet czuje się prześladowany (czy coś takiego), toteż wynajął firmę ochroniarską. Cóż, nie współczuję mu; nie trzeba było okradać dzieci. Wszelako, patrząc na sprawę z szerszej nieco, bo klasowej perspektywy, kapitalista ten nie rozbił niczego, czego nie robiliby on sam oraz inni przedstawiciele jego klasy. Zyski wszak kapitalistów pochodzą w zdecydowanej większości z kradzieży. Oczywiście, z reguły nie jest to kradzenie dzieciom czapek ani innych części garderoby, lecz okradanie pracowników z części wypracowanych przez nich pieniędzy (wartości dodatkowej, czyli po p...

System się sypie

Europejska branża motoryzacyjna (a w kolejce czekają pozostałe) przeżywa narastając kryzys. Koncerny mające swe fabryki na Starym Kontynencie ograniczają produkcję, co oznacza zwolnienia i zamykanie poszczególnych zakładów. Firmy, w tym i te z wieloletnią tradycją, upadają. Polskę, twierdzą specjaliści, też to czeka, nad Wisłą funkcjonuje bowiem wiele przedsiębiorstw z tego sektora, toteż kwestią niedługiego czasu pozostaje, kiedy również one wpadną w tarapaty. Co dla naszego społeczeństwa, tak jak i dla zachodnich, będzie bolesne. Niektórzy analitycy o ów stan rzeczy oskarżają Unię Europejską, że niby narzuciła zbyt szybkie tempo elektryfikacji, czyli przejścia na produkcję aut z napędem elektrycznym. Inni – Chiny, bowiem chińscy producenci samochodów sukcesywnie poszerzają swą ofertę w poszczególnych państwach europejskich; nie trzeba specjalnie się rozglądać, aby pojazdy te zobaczyć na ulicach czy parkingach. Czasami trafiają się głosy, że za kryzys odpowiadają producenci aut (eu...

Szkodliwe obniżenie

Obchodzimy dziś Światowy Dzień Zdrowia i Pracowników Służby Zdrowia. Z tej okazji wszystkim osobom zatrudnionym w opiece zdrowotnej składam serdecznie życzenia: owocnej pracy i godnych jej warunków, wysokich wynagrodzeń oraz oczywiście szacunku ze strony pacjentów i przełożonych. Niestety, są na świecie miejsca, gdzie niesienie pomocy osobom chorym, rannym oraz cierpiącym zagrożone jest śmiercią, i to okrutną. Przykład stanowi faszystowski Izrael, którego kolonizacyjni siepacze zamordowali ostatnio grupę ratowników medycznych, a wielu lekarzy i pielęgniarek zginęło w bombardowanych palestyńskich szpitalach. W Polsce aż tak źle nie jest… Ale, jak wiemy, nasz system opieki zdrowotnej od lat mocno kuleje. A teraz może się wywrócić. Oto przez Sejm przeszła, dzięki KO, Konfederacji (choć część jej posłów była nieobecna podczas głosowania, co wypomniał im premier) i części PiS-owskiego klubu, ustawa o obniżeniu składki zdrowotnej. Tylko dla „przedsiębiorców” – czyt.: dla najbogatszych...

Dobry pomysł dla zdrowia

Kampania wyborcza powinna (tak, wiem, że to utopia, zwłaszcza w czasach komercjalizacji polityki i jej daleko posuniętego sprymitywizowania) bazować na propozycjach dotyczących rozwiązań kwestii społecznych. Prezydencka również, jako że w naszym ustroju prezydent ma inicjatywę ustawodawczą, a co jeszcze ważniejsze – nie czarujmy się, za poszczególnymi osobami kandydującymi stoją partie parlamentarne, ewentualnie organizacje społeczne. Jedną z takich kwestii jest oczywiście system publicznej opieki zdrowotnej, w (k)raju nad Wisłą, jak wiemy, daleki od ideału. I tu na plus wypada Magdalena Biejat, kandydująca z poparciem Lewicy, a dawniej należąca do Razem. Zaproponowała ona, aby zlikwidować składowy model finansowania (ujęła rzecz prościej, jako likwidację składki zdrowotnej) publicznego sektora zdrowotnego, i zastąpić go rozwiązaniem podatkowym, funkcjonującym w licznych krajach Europy Zachodniej orz Skandynawii, np. w Danii. Postulat ten nowy nie jest, Lewica – także, gdy była je...

Głupota czy system?

Jednym z postulatów Lewicy (wprowadzonym już w urzędzie we Włocławku, a także np. w Herbapolu) jest skrócenie tygodnia pracy do trzydziestu pięciu godzin. Pomysł to słuszny, o czym parę ładnych razy pisałem. Lansując go, Włodzimierz Czarzasty opowiada w filmiku opublikowanym w mediach społecznościowych swojego ugrupowania, jak to, będąc młodym, harował do utraty sił, byle tylko zarobić więcej i więcej. Pewnie mu się to udało, do ludzi ubogich wszak się nie zalicza, niemniej kosztem relacji rodzinnych; jak sam twierdzi, nie pamięta twarzy swoich dzieci z tamtego okresu. Konkluduje: „Byłem głupi. Praca to nie wszystko”. Cóż, głupoty temu politykowi nie zarzucam. Jeśli zaś w młodych swych latach skupił się na karierze zawodowej i jej poświęcał cały niemal swój czas, nie z głupoty to wynikało. Tego bowiem od ludzi oczekiwał – i nadal oczekuje – system kapitalistyczny. Wszak jego propaganda wmawia nam, iż musimy tylko zapierniczać, najlepiej dwadzieścia cztery godziny na dobę, przez sie...

Trzecia Droga do choroby

Jak wiemy publiczna opieka zdrowotna w Polsce – mimo wysiłków lekarzy, pielęgniarek, ratowników oraz innych pracowników medycznych – funkcjonuje, delikatnie rzecz ujmując, nie najlepiej zgoła. Jest to, o czym wielokrotnie pisałem, efekt bardzo niewydolnego składowego systemu finansowania, wprowadzonego przez prawicową koalicję AWS-UW, czyli dzisiejszy POPIS. Jest on drogi, gdyż pochłania środki na utrzymanie NFZ-u oraz obsługę pobierania składek przez ZUS, a przy tym niewydolny, ponieważ do placówek opieki zdrowotnej trafia koniec końców zbyt mało pieniędzy; nakładają się na to takie patologie, jak umowy śmieciowe, które pozwalają kapitalistycznym wyzyskiwaczom nie ubezpieczać zdrowotnie pracowników. Co gorsza, samo dysponowanie środkami też jest wadliwe, płaci się bowiem za leczenie, nie zaś wyleczenie pacjenta… Niedoskonałości systemu mnożyć można by długo. A teraz może być jeszcze gorzej. Od pewnego bowiem czasu Trzecia Droga, ze szczególnym uwzględnieniem Polski 2050 we współpra...

Taniej, wydajniej, zdrowiej

W medialnym zamęcie, jaki zapanował po ustawce, często nazywanej „zamachem”, która miała na celu zapewnić Donaldowi Trumpowi zwycięstwo w tegorocznych wyborach prezydenckich w jankeskim imperium, łatwo można przeoczyć pewną nader istotną, a przy tym ogromnie pozytywną sprawę. Czyli propozycję Lewicy w dziedzinie gruntownej reformy systemu finansowania publicznej opieki zdrowotnej. Reformy, dodajmy, niezbędnej. Obecnie mamy system składkowy, wprowadzony przez solidaruchów z koalicji AWS-UW (dzisiejszy POPiS), zrazu w postaci fatalnych kas chorych, później zmodyfikowanych przez rząd SLD-PSL poprzez przekształcenie w scentralizowany, a przez to cokolwiek lepiej działający NFZ. Modyfikacja ta wszelako niewiele pomogła, ponieważ sama istota systemu jest wadliwa. Otóż ze swej natury jest on drogi, i to dla każdego, poza najbogatszymi kapitalistami – im dany płatnik mniej zamożny, tym bardziej obciążająca dla niego jest składka (oj, znam to z doświadczenia!), a nadto obsługa jest kosztow...

Wyprodukowane w Unii Europejskiej

Chińskie samochody stają się coraz popularniejsze w państwach europejskich. Na drogach, również polskich, przybywa aut MG (marka niby brytyjska, wszelako po bankructwie przejęta przez Chińczyków, przez nich odbudowana i postawiona na nogi), do szturmu szykuje się koncern BAIC i jego samochody Beijnig (Pekin), Volvo chińskie jest już od dłuższego czasu… A to dopiero początek. Pojazdy z Państwa Środka kuszą rozsądniej niż w przypadku większości europejskiej, japońskiej czy koreańskiej konkurencji skalkulowanymi cenami – nie piszę: „niskimi”, takich bowiem na rynku samochodowym już nie ma – całkiem niebrzydką stylistyką, niezłym wyposażeniem, jak również rozwiązaniami technologicznymi i jakością, które wcale nie odstają na niekorzyść od innych aut. Jako się rzekło, kolejni chińscy producenci wchodzą do Unii Europejskiej. Przykładowo, na dniach na kilku pierwszych unijnych rynkach, w tym polskim (ofensywa jest szeroko zakrojona, skoro do końca bieżącego roku ma nad Wisłą powstać trzyd...

Zmienianie na siłę

Włącza człowiek telewizję, radio, loguje się do internetu, otwiera gazetę bądź czasopismo, albo po prostu idzie ulicą… i nieustannie atakowany jest różnymi reklamami, spośród których znaczna część dotyczy środków na odchudzanie, szamponów w cudowny sposób zapobiegających łysieniu, jakichś specyfików na lśniącą skórę tudzież innych tego typu paści. Że nie wspomnę o markowych ciuchach i obuwiu, które nadają podobno wygląd bóstwa w greckiej mitologii (Pana na przykład?). Półki księgarskie (biblioteczne pewnie zresztą też) uginają się pod ciężarem najróżniejszych poradników i książeczek motywacyjnych, które uczą nas, jak być lepszymi, sprawniejszymi, odważniejszymi, silniejszymi… Materiały przekazujące tę „wiedzę” wypełniają oczywiście poszczególne internetowe social media; najczęściej informują, że „wszystkie problemy są TYLKO w twojej głowie” (problem osoby, która ma otwarte złamanie kończyny, też jest TYLKO w jej głowie? Albo kogoś dogorywającego na raka? Albo palestyńskiego dziecka ...

Aby ratować dzieci i młodzież

Jednym z najbardziej przerażających trendów występujących w kapitalistycznej Polsce jest rokroczny wzrost liczby (zarejestrowanych, bo ilu z różnych przyczyn nie zgłoszono odpowiednim organom, oczywiście nie wiemy) prób samobójczych wśród dzieci i młodzieży. W 2023 r. padł kolejny rekord pod tym względem – 2139 w skali całego kraju. Tendencja wzrostowa w tym zakresie nader wyraźnie zarysowała się pod nie-rządami Bezprawia i Niesprawiedliwości. Rzecz jasna, aby to zweryfikować, potrzebne byłyby stosowne badania, niemniej przypuszczam, iż nie ma w tym przypadku. Negatywne (nie wiem, czy były jakiekolwiek pozytywne) konsekwencje PiS-owskich deform systemu ciemnoty (oświatą nazwać się tego nie da) – chociażby chaos związany z likwidacją gimnazjów i rekrutacją podwójnego rocznika do szkół średnich, liczne niewiadome odnośnie matur tudzież pozostałych egzaminów, przeładowanie postawy programowej (na szczęście ma zostać odchudzona) i zbyt dużo zadań lekcji w szkołach oraz zadań domowych, n...

Niekompetentni

Polscy przedsiębiorcy (szacunek) i kapitaliści (tu już niekoniecznie), mylnie określani pracodawcami (żadnej pracy wszak nie dają, lecz kupują na określony czas ludzką siłę roboczą, poniżej jej realnej wartości zresztą) żalą się, że coraz im trudniej znaleźć pracowników, zwłaszcza młodych, z odpowiednim kompetencjami miękkimi. Wierzcie mi lub nie, ale w żadnym razie nie zamierzam z tych ich żalów kpić. Podejrzewam, że mają rację – takich kandydatów do pracy realnie w (k)raju nad Wisłą brakuje. A co to w ogóle są kompetencje miękkie? Otóż, są to wszelkiego rodzaju umiejętności niemierzalne, osobiste i interpersonalne. Czyli te wszystkie, które dotyczą zdolności integrowania się z innymi ludźmi, chęci i umiejętności kooperowania, organizacji swojej pracy, itd. Podnoszą one wartość pracownika na rynku pracy, gdyż najzwyczajniej w świecie ułatwiają wykonywanie obowiązków zawodowych. Osoba z wysoko rozwiniętymi kompetencjami miękkimi solidnie i wydajnie pracuje – również w zespole, okazuje...

Mit kowala

Znacie mit o „kowalach własnego losu”? Czyli o jednostkach, które osiągnęły sukces – rzekomo – dzięki swojej pracowitości, silnej woli, aktywności, przedsiębiorczości, odwadze i tym podobnym cechom. Z pewnością znacie, jest on bowiem szeroko rozpowszechniony, już to w kulturze (zwłaszcza amerykańskiej, acz i europejska, a nawet rosyjska wolna od tegoż mitu nie jest), już to w mediach, już to we wszelkiego rodzaju poradnikach tudzież książeczkach motywacyjnych; słowem, we wszystkich źródłach, jakie wciskają nam, że to, co się z nami w życiu dzieje, zależy jedynie od nas samych. Rzecz jasna, jest to bzdura. Już samo sformułowanie: „kowal własnego losu” pozostaje nielogiczne, los bowiem z definicji jest czynnikiem przypadkowym, a w każdym razie od człowieka niezależnym, nie da się go więc wykuć, ani ukształtować w inny sposób. Świetnie zdawali sobie z tego sprawę starożytni Grecy (acz i w Biblii podobne wątki można znaleźć), w mitologi których – zwłaszcza tej zawartej w eposach i traged...

Warci poparcia

Generalnie, liczne są powody, dla których popieram Lewicę (jakkolwiek, rzecz jasna, nie jest to poparcie ślepe, bo są i rzeczy, co budzą moje zastrzeżenia oraz nie podobają mi się; o nich jednak napiszę zapewne kiedy indziej). Głównym jest po prostu ideologia; skoro jestem wyborcą o światopoglądzie lewicowym, to jasnym pozostaje, iż głosy swe oddaję na polityków, jacy deklaruję podobne do moich przekonania. Zwłaszcza, że innego wyboru za bardzo nie mam, skoro nie nie działa w Polsce inna niż omawiana tu koalicja, lewicowa formacja, która miałaby szansę dostać się do parlamentu. No dobra, w grę wchodziliby jeszcze Zieloni, lecz są oni coraz bardziej wasalizowani przez konserwatywną, klerykalną i służalczą wobec kapitalistów PO. Dalej, jeśli chce się realnych zmian na lepsze w Polsce, to Lewica pozostaje jak na razie jedyną formacją, która może je zaproponować; wszystkie inne partie i koalicje – poza wspomnianymi Zielonymi, stłamszonymi wszelako przez PO – są konserwatywne, czyli po ...