Koszta społeczne
Mieszkam w małej miejscowości, a mimo to, kiedy w sezonie grzewczym wracam z wieczornego spaceru z czworonożnym przyjacielem, mam tarkę w gardle. Od smogu, generowanego głównie przez piece węglowe (czy ludzie palą w nich wyłącznie węglem, to inna sprawa, którą zająć się winni kontrolerzy) z pobliskiego osiedla; samochody dokładają się do niego w znacznie mniejszym stopniu. Przez dzień jest trochę lepiej; ludzie siedzą w pracy, natomiast ja spaceruję wówczas po lesie (a raczej tym, co z niego zostało po rabunkowym wyrębie) lub łące, gdzie smog dociera w znacznie mniejszych ilościach. Jeśli dożyję – w co wątpię – do następnego sezonu grzewczego, zainwestuję w maseczkę przeciw-smogową. Skoro zaś w małej miejscowości są takie problemy z zanieczyszczonym powietrzem, to mogę sobie tylko wyobrażać, jak to jest w dużych miastach. Zresztą, nie tylko wyobrażać, bo studiowałem w Krakowie, choć w tamtych czasach problem smogu był NIECO mniej palący niż obecnie… Dlatego (o czym już ni...