Posty

Wyświetlam posty z etykietą koncerny

Oddane terytorium

Zrozumiałe, słuszne i uzasadnione oburzenie wywołały słowa Alfonsa, że „ Jesteśmy narodem, który może utracić terytorium, ale nigdy nie stracimy duszy; możemy oddać terytorium, ale nigdy nie oddamy naszej Ojczyzny”. Pojawiły się pytania, jakież to terytorium i, co ważniejsze, KOMU (Putinowi, Trumpowi?) chce oddawać lokator Pałacu Prezydenckiego, sypnęło nawet oskarżeniami o zdradę stanu. Krytyka, jaka spadła na Alfonsa po wygłoszeniu i zamieszczeniu w mediach społecznościowych tej wypowiedzi, jest stuprocentowo trafna. Prezydent RP nigdy nie powinien takich bzdur wygadywać ani wypisywać . No, ale wiadomo, że co do legalności prezydentury Nawrockiego Karola są wątpliwości, bo co do zupełnego braku jej jakości nijakich wątpliwości już nie ma… W każdym razie, jakkolwiek słowa Alfonsa trzeba zdecydowanie potępić, t o przecież zupełnie one nie dziwią, biorąc pod uwagę obóz polityczny, do którego on przynależy. A jest nim wszak klerykalna prawica postsolidarnościowa, konkretnie – jej ...

Drogie mydelnice

Volkswagen, największy koncern motoryzacyjny Europy i drugi na świecie, przeżywa poważne problemy finansowe. Kryzys, nie ma się co oszukiwać. Z jego wyrobów obecnie dobrze sprzedają się jedynie… firmowe kiełbaski z curry, pierwotnie przeznaczone do kantyny fabrycznej, obecnie dystrybuowane również w sklepach. Z samochodami marek Volkswagen, Skoda, Seat i Cupra, Audi, Porsche (ma autonomię w ramach koncernu), Bentley, Lamborghini i Ducati (produkuje włoskie motocykle sportowe) jest już znacznie gorzej. Koncern stanął oto przed wizją… no, może jeszcze nie bankructwa, ale z pewnością będzie musiał zwolnić tysiące pracowników, zamknąć niektóre fabryki (polskie, ze względu na niższe niż w Niemczech koszta pracy, są niezagrożone… na razie) i być może pożegnać się z kilkoma swoimi markami. Obecnie trwają negocjacje w ramach zarządu, które są oczywiście nader trudne. Tak czy owak, zagrożeni są również liczni podwykonawcy – jeśli spadnie im liczba zamówień na części, tapicerki i im podobne e...

Alfons i dzienniczek elektroniczny

Weta lokatora Pałacu Prezydenckiego, niejakiego Nawrockiego Karola zwanego Alfonsem i Batyrem, są w większości szkodliwe. Kosztowały już polski budżet (czyli nas wszystkich!) ponad osiem miliardów złotych, nie dopuściły do wejścia w życie pożytecznych rozwiązań, utrzymały liczne patologie. Przykładem jest to, któremu poświęcona zostanie dzisiejsza notka. Oto zaczął się nowy rok szkolny. Wraz z jego początkiem w aplikacji mObywatel miał być dostępny państwowy eDziennik, czyli nic innego, jak elektroniczny dzienniczek szkolny. Dzięki niemu rodzice pozyskiwaliby wiedzę o ocenach swoich pociech, ich obecności (lub nieobecności) na lekcjach, zachowaniu, informacjach klasowych i tym podobnych sprawach. Podobne rozwiązania już funkcjonują, tyle że w postaci aplikacji przygotowanych przez prywatne koncerny informatyczne, oczywiście dla zysku. Ale eDziennika nie będzie, bo Alfons zawetował ustawę. Jakoby w obawie o bezpieczeństwo danych osobowych i w odpowiedzi na apel środowiska nauczycie...

Za garść kobaltu

Wiele jest miejsc na świecie, gdzie trwają krwawe konflikty, popełniane są ludobójstwa, szerzy się śmierć i zniszczenie. Palestyna okupowana przez izraelskich faszystów. Ukraina ogarnięta wojną z Rosją (której nie chcą zakończyć ani Zełenski, ani Putin). Sudan. Granica Etiopii i Erytrei. No i Demokratyczna Republika Konga. Tam też leje się krew, ludzie giną jest ogólnie źle. Na przełomie XIX i XX wieku Kongo zwane wówczas Belgijskim przez lat kilkadziesiąt stanowiło WŁASNOŚĆ JEDNEGO CZŁOWIEKA, króla Belgii, Leopolda II; trwało to w latach 1885-1908. To, co się tam działo, do dziś stanowi jeden z najtragiczniejszych przykładów zbrodni europejskiego kolonializmu i tego, jak niszczycielską istotą jest Homo sapiens rasy białej. Ludność była straszliwie eksploatowana, oczywiście w imię interesów belgijskich kapitalistów i samego Leopolda II. Na porządku dziennym były tortury, takie jak chłosta metalowym drutem, a także mordowanie za byle przewinienie. Zniewolenie pełne. Nie zmieniło się...

Więcej na naukę

Więcej pieniędzy oczywiście. Ale po kolei. Przedwczoraj w Warszawie odbyły się demonstracje, osoby uczestniczące w których domagały się przeznaczania większych środków na polską naukę. Konkretnie 3 proc. PKB. Czy tyle by wystarczyło, przyznam szczerze, nie wiem; podejrzewam, iż jest to absolutne minimum. Tak czy owak, sektor ten zalicza się do tych, które w (k)raju nad Wisłą są drastycznie niedofinansowane. Na czym cierpią nie tylko zarobki naukowców i pracowników uczelni, ale też przeprowadzane jest mniej badań, niż mogłoby, rozwój technologiczny Polski również postępuje w tempie spowolnionym (a takie na przykład satelity dobitnie świadczą, na co nas stać – tylko więcej pieniędzy potrzeba). Co najwyżej składamy cudze technologie, zamiast kreować własne. A polscy naukowcy robią kariery na zagranicznych uczelniach (drenaż mózgów). Nie oszukujmy się, sektor naukowy znajdował się i nadal znajduje poza zainteresowaniem solidaruchów, jacy dopchali się do władzy w 1989 roku, oszukawszy sp...

Zbędna klasa

Bez niech podobno nie byłoby niczego. A tymczasem kapitaliści (nie mylić z przedsiębiorcami) jako klasa społeczna istnieją głównie, a wręcz tylko dlatego, że mają za sobą medialną propagandę oraz państwo, jego aparat represji i nadzoru, usłużnych rządzących tudzież pieniądze; tak, wiele gigantycznych biznesów, w tym największe światowe koncerny i korporacje, funkcjonuje dzięki transferom środków publicznych do prywatnych kieszeni. Oczywiście propaganda głosi, że kapitaliści są „kowalami własnego losu” (swoją drogą, stwierdzenie to jest wewnętrznie sprzeczne, ponieważ zespołu czynników od człowieka niezależnych, jakim jest los, nie da się wykuć ani w ogóle ukształtować), na których opiera się cała gospodarka. Bez ich rzekomej inwencji i pracy nie byłoby nic. Tymczasem to jedna wielka bzdura. Czasy, kiedy kapitaliści – tacy jak Henry Ford, bracia Renault, André Citroën , Tomasz Bata i im podobni – rzeczywiście wymyślali już to nowe, pionierskie technologie, już to metody produkcj...

Pracownik inwigilowany

W klasycznej już, genialnej, aczkolwiek przerażającej powieści Rok 1984 autorstwa George’a Orwella mieszkańcy totalitarnego państwa Oceania byli nieustająco inwigilowani przy pomocy urządzeń zwanych teleekranami, które kontrolowały każdy ich ruch i słuchały każdego słowa. I, jak to bywa, rzeczywistość z czasem przestała znacząco odbiegać od fikcji. Podobna inwigilacja jest codziennością w licznych firmach, jak świat długi i szeroki. Kilka z przykładów z Polski. Szef fabryki materacy korzystał z zakładowych kamer, aby podglądać pracownice, czemu oddawał się w swoim domu. Z kolei w podpoznańskim zakładzie produkującym kominy kamery wykorzystywane są do liczenia, ile razy osoby zatrudnione wychodzą do WC, co najwyraźniej traktowane jest jako marnotrawstwo czasu. I nie, nie chodzi o – słuszną skądinąd – walkę z bumelanctwem, ale o NADMIERNĄ kontrolę oraz naruszanie przestrzeni osobistej. Podobna inwigilacja nie odbywa się zresztą jedynie przy użyciu kamer, bo ostatnio wykorzystywane są...

Świąteczny mord imperialistyczny

Minęły nam święta, nadchodzą kolejne. Nie dla wszystkich było one jednak szczęśliwe. Oto 25 grudnia, kiedy wielu z nas siedziało przy świątecznych stołach, bądź uskuteczniało inne formy świętowania, USA zbombardowały Nigerię. Konkretnie, były to ataki rakietowe i dronowe na stany Sokoto oraz Zamfara. Oficjalnie miały one na celu ochronę chrześcijan przed islamskimi, a raczej islamistycznymi fanatykami z organizacji Boko Haram (którzy rzeczywiście są niebezpieczni). W praktyce jednak pociski spadły na tereny, gdzie Boko Haram… nie ma. Bastion tejże organizacji działa kilkaset kilometrów od zbombardowanego terenu. Fikcją jest także ochrona chrześcijan, ci bowiem w ostrzelanych przez USA stanach od wieków nie mieszkają. Innymi słowy, w bombardowaniu zginęli zupełnie niewinni ludzie z wiosek, które z żadnymi bojownikami, terrorystami ani niczym podobnym nic wspólnego nie miały. Ot, zwykli rolnicy, kobiety i dzieci. Ale byli to muzułmanie, a w oczach zachodniej, kapitalistycznej propagan...

Przejęcie

Ojoj, oj! No to się porobiło! Netflix przejmuje Warner Bros., czyli globalny, acz oczywiście z USA rodem, koncern medialno-kulturowy, w skład którego wchodzą liczne wytwórnie filmowe, kanały telewizyjne z HBO na czele tudzież platformy streamingowe. Mówiąc krótko, powstanie iście gigantyczny ogólnoświatowy konglomerat medialny. Liczni komentatorzy grzmią, że będzie to oznaczało „dyktaturę Netflixa”… a nie wszyscy lubią tę platformę, bowiem produkowane na jej użytek filmy i seriale często zawierają treści postępowe, lewicowe i demokratyczne. Sam Netflix w mailach wysyłanych do swych użytkowników zapowiada, że na ten moment nie zmieni się nic, on i studia Warnera działały będą jak dotychczas, niezależnie od siebie, tyle, że stanowiły będą jedną grupę kapitałową. Zauważyć trzeba, iż takie przejęcia w kapitalizmie nie stanowią niczego dziwnego; są zupełnie naturalną cechą owego systemu i występują na różnych rynkach, nie tylko medialnym, rozrywkowym czy kulturowym. Świetnie widać to c...

Biznesowi partnerzy ludobójców

Większość ludobójstw, czystek etnicznych ani innych masowych zbrodni byłaby prawdopodobnie niewykonalna, gdyby nie kapitaliści – partnerzy biznesowi sprawców. I tak, Holocaust był możliwy dzięki niemieckim koncernom, które zaopatrywały obozy zagłady w sprzęt, kosząc na tym ogromne pieniądze, oczywiście. Japońskie kartele przemysłowe – zaibatsu – dostarczały cesarskiej armii broń i inne wyposażenie, służące do przeprowadzania maskar w Chinach (najsłynniejsza jest rzeź Nankinu w 1937 r.), Mandżurii, Korei i na pozostałych terenach okupowanych. US Army, która też popełniła liczne zbrodnie (Wietnam, Irak, Afganistan…, dronowe ludobójstwo Baracka Obamy), również zaopatruje prywatny kapitał. I tak dalej… Oczywiście identycznie jest z wojną rosyjsko-ukraińską, na której kapitaliści trzepią kasę, aż miło. A już szczególnie widać to po ludobójstwie w Gazie i innych zbrodniach popełnianych przez Izrael: na Zachodnim Brzegu Jordanu, w Syrii, Jemenie, Libanie… Z Izraelem jako państwem i izrae...

Broń kapitalistów i polityków

Jak wiemy, jednym z narzędzi – kto wie, czy nie najbardziej przerażającym – ludobójstwa w Strefie Gazy, popełnianego przez faszystowski Izrael, jest głód. Dostęp do żywności i wody pitnej w tamtym miejscu okupanci mocno ograniczali od dwóch dekad, co miało na celu utrzymanie Palestyńczyków w ryzach i osłabieniu, a także wzbudzeniu u nich gniewu na Hamas, który jakoby miał być winnym tego stanu rzeczy, niemniej od października 2023 roku, kiedy to rozpoczęto pełnoskalową eksterminację mieszkańców Strefy Gazy, odcinanie ich od niezbędnych do życia artykułów jeszcze wzmocniono. Wolontariuszy wiozących tam pomoc humanitarną albo mordowano (Damian Soból!), albo aresztowano (np. załogi Flotylli Wolności). A w tym roku na dwa miesiące Izrael CAŁKOWICIE odciął Strefę Gazy od żywności, wody i wszelkiej pomocy humanitarnej. Po to, jak łatwo się domyślić, by zagłodzić tych Palestyńczyków z tamtego obszaru, których nie wybiły pociski, bomby tudzież biały fosfor. Dopiero niedawno w bardzo ograniczo...

Obawa Alfonsa

Rząd (jak za wszystkim, co sw tej kadencji dobre, za rozwiązaniem owym stoi oczywiście Lewica) przymierza się do wprowadzenia podatku cyfrowego. Miałyby go płacić największe korporacje z branży internetowej, które działają w Polsce, takie jak Google czy Meta, które obecnie daniny publiczne do naszego budżetu niby odprowadzają, ale nader skromne; zdecydowanie więcej forsy z (k)raju nad Wisłą wyprowadzają (nie zaliczają się zresztą pod tym względem do wyjątków spośród globalnego kapitału). Analogiczne podatki funkcjonują w większości państw zachodnich. Rozwiązanie to miałoby wiele zalet. Największą, rzecz jasna, byłby wpływ znacznych kwot do naszego budżetu. Czyli więcej pieniędzy na taką na przykład publiczną opiekę zdrowotną czy, żeby daleko nie szukać, asystencję osobistą dla osób z niepełnosprawnościami, której premier nie chce wprowadzić, bo niby za droga, a tymczasem kasa jest na armię potrzebna. Podatek cyfrowy byłby też sprawiedliwy; nie ma wszak powodu, aby globalne firmy, kt...

Chora wizja imperium

Współczesne wojny wywoływane są w imię interesów kapitalistów, konkretnie – właścicieli i udziałowców największych światowych (głównie amerykańskich) koncernów oraz korporacji; jest to zbrojne oblicze imperializmu w obecnej postaci. Podobnie rzecz się ma z ludobójstwami tudzież innymi masowymi zbrodniami, jak chociażby tą, jaka popełniana jest w Gazie. Historycznie jednak nie tylko interesy posiadaczy (arystokratów, kapłanów, kupców, itd.) były przyczyną takich tragedii, ale też chore wizje władców. W czasach, kiedy dominowały monarchie – szczególnie te będące różnymi formami tyranii – książęta, królowie, cesarze i innego rodzaju kacyki czuli potrzebę podbojów i grabieży, przeto najeżdżali ościenne kraje i podporządkowywali je sobie. Oczywiście stała za tym cała machina propagandowa: wola bogów/Boga, poszukiwanie życiowej przestrzeni dla ludu, szerzenie wartości cywilizacyjnych, Pax Romana , Russkij Mir i inne. Owa krwawa polityka przeżyła dominację ustroju monarchicznego – to właśni...

Szybka i zabójcza

Fast fashion (z angielskiego – szybka moda) to współczesny trend w przemyśle odzieżowym, uskuteczniany przez największe koncerny produkujące ubrania. Na czym on polega, mówi sama nazwa. Kolejne nowości wprowadzane są na rynek jedna po drugiej, nie co sezon, lecz wiele razy w ciągu… no właśnie, nie tyle nawet roku, ile miesiąca. Trafiają do sklepów (np. w galeriach handlowych) na całym świecie, gdzie dostępne są nieraz w naprawdę niskich cenach. Te oczywiście nie biorą się znikąd, o czym będzie za chwilę. Ubrania takie lansowane są z pomocą intensywnego marketingu, w czym udział mają reklamy we wszystkich mediach, jak i i internetowi influencerzy, którzy pokazują, jak to zamawiają nowe ciuchy, otwierają paczki z nimi, a potem je wkładają (ciuchy, nie paczki). Po to oczywiście, aby każda oglądająca osoba chciała mieć taką koszulkę, spodnie, bluzę, kurtkę czy co tam jeszcze i wydała na nie krwawicę. Oczywiście influencerzy mają modelowy ubiór z danej kolekcji, który kosztuje krocie, al...

Podatek i groźba

Dobra wiadomość: ma zostać wdrożony podatek cyfrowy. Jego projekt wkrótce zaprezentuje Ministerstwo Cyfryzacji. Obejmie on tzw. Big Tech, czyli największe cyfrowe koncerny i korporacje – głównie oczywiście amerykańskie – jakie działają w Polsce, z czego uzyskują naprawdę gigantyczne kwoty. Uzyskane w ten sposób środki przeznaczone będą na nasz rozwój technologiczny. Pomysł ów z całego serca pochwalam. Raz dlatego, że trzeba wreszcie przestać pozwalać wielkiemu światowemu kapitałowi na wyprowadzanie miliardów znad Wisły; tylko na tym tracimy – wszyscy. Dwa, że to normalne i uczciwe, iż jeśli jakaś firma działa w danym kraju, to tam właśnie płaci podatki od zysków. Niech zatem, powiedzmy, Meta odprowadza w Polsce daninę za zyski z Polski, w Niemczech – z Niemiec, we Francji – z Francji, w USA – z USA i tak dalej, zależnie oczywiście od stawek podatkowych w poszczególnych państwach. Trzy, opodatkowanie wielkich graczy rynkowych jest niezbędne dla rozwoju gospodarczego, co podkreślają l...

Słudzy wielkich korporacji

Nasz rząd ogłosił strategiczne partnerstwo z Google w dziedzinie rozwoju tzw. „sztucznej inteligencji”. Odnośnie tego, czy faktycznie jest to inteligencja, czy też po prostu co bardziej rozbudowane programy, mam spore wątpliwości, ale w tego typu filozoficzne dywagacje nie będę dziś brnął. Faktem jest, że określane tym mianem narzędzia informatyczne błyskawicznie się rozwijają, w czym Polska musi mieć swój udział, jeśli chcemy prawidłowo funkcjonować jako państwo, społeczeństwo i poszczególne jednostki. Google w (k)raju nad Wisłą dostanie 5 mln zł (czyli zarówno w skali państwowej, jak i – zwłaszcza – korporacyjnej, bardzo MAŁO) na przeszkolenie Polaków w dziedzinie sztucznej niby-inteligencji. Czyli tak naprawdę w stosowaniu rozwiązań stworzonych przez tę akurat korporację. Forsa ta, innymi słowy, pójdzie ni mniej, ni więcej na promowanie Google’a i jego produktów w Polsce, jak gdyby firma owa nie miała gigantycznego udziału w naszym rynku. Ano właśnie, po raz kolejny nasi „kocha...

Chaotyczny imperializm

Dziś zaprzysiężenie zboczonego miliardera-faszysty, czyli oczywiście Donalda Trumpa, na prezydenta imperium zła (USA). Do Białego Domu wprowadzi się on już po raz drugi, po czteroletniej przerwie, kiedy zamieszkiwał tam Joe Biden. Jeszcze jako prezydent-elekt, Donald Trump zaczął uprawiać swoją ulubioną „politykę” na portalach społecznościowych. Pochwalił się zatem w swych wpisach, że zamierza odkupić (lub przejąć siłą w razie potrzeby) Grenlandię od Danii, co Duńczykom, jak łatwo się domyślić, do gustu nie przypadło. Pragnie również przyłączyć Kanadę do USA, co także nie spotkało się z przychylną reakcją. Do tego dochodzi, także ogłoszona w mediach społecznościowych, chęć przejęcia pełnej kontroli nad Kanałem Panamskim; prezydent Panamy, co zrozumiałe, zareplikował dość ostro. Z jednej strony można się zastanawiać, czy wpisy idioty można traktować poważnie (autorzy memów zareagowali z humorem, tworząc np. mapki USA rozebranych przez Kanadę i Meksyk, a nawet państwa Europejskie, w...

Biznes Północnoatlantycki

Zboczony kapitalistyczny miliarder, Donald Trump, szykuje się do ponownego objęcia prezydentury w imperium zła, czyli oczywiście USA. W związku z tym przypomniał, że Stany Zjednoczone będą broniły (aha, już to widzę!) państw należących do NATO pod warunkiem, że te odprowadzą wymagane składki, wynoszące 2 proc. PKB (Polska, kierowana wasalizmem postsolidarnościowych, a więc marionetkowych wobec Waszyngtonu władz, buli znacznie wyższe, nie wspominając o przepłacaniu za amerykański gaz czy sprzęt wojskowy). W związku z tym przypomnieniem posypały się – tak jak za poprzedniej kadencji zboczonego miliardera – negatywne komentarze i pytania, czy europejscy sygnatariusze Paktu Północnoatlantyckiego mogą w razie czego (czyli rosyjskiej agresji, choć to bardzo wątpliwe, by miała ona nastąpić) liczyć na imperialistyczne wsparcie polityczne oraz, zwłaszcza, wojskowe. Tymczasem, jakkolwiek bezgraniczna jest moja pogarda dla Trumpa, jednego nie mogą mu odmówić. Mianowicie szczerości. Otóż, NATO ...