Trzymani w napięciu
Życie w kapitalizmie to jeden wielki koszmar i beznadzieja (przy czym propaganda nieraz skutecznie odwraca uwagę od tego poczucia, nakazując szukać winy nie w systemie, lecz w sobie). Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest stres, zarówno psychiczny, jak i fizyczny. Nadmierny oraz nieustający.
Napięciu temu poddawane są już dzieci. Od najmłodszych lat życia system – nierzadko przy współudziale rodziców – wymaga od ludzi, żeby byli posłuszni i stale dawali z siebie wszystko, co oczywiście na dłuższą metę stresuje oraz wypala. Nic dziwnego, że dzieci w wieku szkolnym zmagają się już z różnymi dysfunkcjami zdrowia psychicznego. Zwłaszcza, że ciągle poddawane są stresującym bodźcom, płynącym nie tylko ze szkoły czy domu rodzinnego, ale też z, coraz częściej, mediów społecznościowych. Osoby ludzkie od wczesnego dzieciństwa są przy tym nieustająco oceniane – i przez najbliższych, i przez obcych, co rzecz jasna jest kolejnym, nader poważnym stresorem. W ramach tejże oceny mieszczą się różne egzaminy, nie zawsze potrzebne.
Im wiek bardziej zaawansowany, tym gorzej. Po ukończeniu edukacji czeka bowiem jednostkę kontakt z targiem niewolników, czyli rynkiem pracy. Innymi słowy, zetknięcie z kapitalistycznymi patologiami: bezpłatnymi stażami, bezrobociem, niełatwym poszukiwaniem zatrudnienia i związanymi z tym upokorzeniami, brakiem pomocy ze strony państwa, złą pracą, niskimi zarobkami, umowami śmieciowymi bądź wymuszonym samozatrudnieniem (trudno orzec, co gorsze), niestabilnością bytową… W robocie zetknąć się można z takimi nader negatywnymi zjawiskami, jak mobbing, molestowanie seksualne (najczęściej dotyka kobiety), represjonowanie za działalność związkową, itd. Wszystko to, ma się rozumieć, powoduje ciągły stres. A jeśli proletariusz zmuszony jest do harówy w nieregulowanym czasie pracy, musi cały czas być pod telefonem i na każde zaufanie, stan napięcia praktycznie nie zanika. Na tym się nie kończy, bo wizja utraty zatrudnienia, a wraz z nim środków (choćby marnych) utrzymania, cały czas nad człowiekiem wisi, niczym miecz Damoklesa, co stresuje ciągle. Zbyt niskie w stosunku do kosztów życia zarobki takoż są poważnym stresorem.
Życie w kapitalizmie to wszelako stres nie tylko związany z pracą i jej środowiskiem. Dochodzą takie rzeczy, jak brak państwowej polityki mieszkaniowej (no dobra, dzięki Lewicy zaczyna się program budowy tanich mieszkań na wynajem, ale jeszcze trochę wody w Wiśle musi upłynąć, nim one powstaną), czyli – w sytuacji, gdy nie dziedziczy się dachu nad głową po rodzicach – konieczność wynajęcia lokalu, często za bardzo wysokie opłaty, bądź wzięcia kredytu hipotecznego. Jego uzyskanie nie jest proste, jeżeli zaś się uda, to rodzi to stres na kilkadziesiąt lat, związany oczywiście ze spłacaniem.
W ogóle koszta życia w kapitalizmie są jednym z głównych stresorów. Opłaty czynszowe przyprawiają o zawrót głowy, zwłaszcza w sytuacji, gdy administracja mieszkaniowa okrada lokatorów. Utrzymanie dzieci kosztuje w czorty (dobrze, że dzięki Lewicy w koalicji rządowej jest program Aktywny Rodzic, za sprawą którego można znacznie mniej zabulić za żłobki i przedszkola); nic dziwnego, że mamy niską dzietność. Opłaty za media nierzadko przekraczają możliwości proletariusza; stąd ludzie, którzy zimą zamarzają na śmierć we własnych mieszkaniach. Żywność i inne podstawowe artykuły też są zbyt drogie (wiadomo, koncerny muszą sobie zarobić), podobnie jak usługi. Jeśli człowiek się pochoruje, pociąga to za sobą dalsze wydatki, bywa, że naprawdę poważne. Krótko mówiąc, niezależnie, ile się pracuje, forsy cały czas brakuje. A to generuje stres, stres, stres…
Życie w permanentnym napięciu emocjonalnym niszczy zdrowie, zarówno psychiczne, jak i fizyczne. Nic więc dziwnego, że ponad osiem milionów osób w Polsce zmaga się lub zmagało z różnymi dysfunkcjami, najczęściej stanami lękowymi. Ponad milion, a są szacunki, że prawie dwa miliony ludzi w (k)raju nad Wisłą dotkniętych jest depresją – jej przyczyną również często bywa nadmierny, długotrwały stres.
A kapitalizm nie tylko nas stresuje, lecz także pozbawia czasu na odstresowanie…
Komentarze
Prześlij komentarz