Posty

Wyświetlam posty z etykietą autostrady

Za darmo po autostradzie

Powstał projekt ustawy o bezpłatnych przejazdach autostradami. A raczej drogami oznaczonymi w ten sposób, ponieważ odcinków PRAWDZIWYCH autostrad jest w Polsce niewiele i są one raczej krótkie. Cała reszta to wyroby autostradopodobne, których nawierzchnia jest… hm, różna, na wielu bez przerwy trwają roboty, mają dwa szybko korujące się (nie tylko przed bramkami) pasy, z których jeden często jest stale wyłączony z ruchu na skutek remontów, a stacji paliw i zjazdów jest zbyt mało. Tychże wyrobów w (k)raju nad Wisłą byłoby zresztą o wiele mniej, gdyby nie fundusze unijne i ich jakie takie wykorzystanie przez rząd PO-PSL. Ogólnie rzecz biorąc, uważam, że przejazd WSZYSTKIMI drogami publicznymi, w tym również autostradami, powinien być bezpłatny. To znaczy, niewymagający dodatkowych opłat. Przecież odprowadzamy podatki, zarówno bezpośrednie, jak i pośrednie; do tych drugich zalicza się między innymi danina zawarta w cenie paliwa, przeznaczona właśnie na budowę i utrzymanie dróg. A niestety...

Mknąc PiS-owską autostradą

Polskie autostrady oceniać można… no cóż, różnie. Jest ich stosunkowo mało, w większości są to dwupasmowe (w związku z czym szybko się blokują, a nawet korkują) wyroby autostradopodobne, nawierzchnia bywa schodkowa, zaś opłaty na bramkach – horrendalne (na szczęście, za przejazd odcinkiem A4, którym kilka razy do roku się przemieszczam, nie trzeba płacić… JESZCZE). Nie zmienia to jednak faktu, że licząc od 1989 roku (świetlane czasy PRL-owskich inwestycji to inna bajka), kolejne polskie rządy jakoś starały się autostradową infrastrukturę rozwijać. Jedne szybciej, inne wolniej, jedne mądrzej, inne głupiej (idiotycznym, przykładowo, pomysłem była prywatyzacja niektórych odcinków autostrad, będąca jedną z głównych przyczyn, dla których za przejazd nimi bulić trzeba tak dużo, a remonty na tych odcinkach są ślamazarne), niemniej coś się w tej materii działo. Najwięcej inwestycji ruszyło, jak łatwo się domyślić, kiedy Unia Europejska przeznaczyła na nie środki. I dlatego taka chociażb...

Polskie drogi autostradami zwane

Wakacje to okres wyjazdów. Niektórzy z nas – TYLKO niektórzy, bo dalece nie wszystkich obywateli kapitalistycznej Polski w ogóle stać na wyjazd na wczasy, a część z tych, których stać, nie pojedzie, bo pracuje na śmieciówce, więc urlopu nie dostanie – wybiorą się zatem w miejsce wakacyjnego wypoczynku. Czymś jednak trzeba tam dojechać. No i oczywiście po czymś. I temu drugiemu zagadnieniu poświęcę dzisiejszą notkę. W zasadzie każda kolejna ekipa polityczna, prowadząc kampanię wyborczą, deklaruje, ile to dróg i autostrad wybuduje. A te partie, które zostały przez konkurentów odsunięte od żłobu… znaczy, przepraszam, straciły możliwość utworzenia rządu, chcąc odzyskać wyborców, chwalą się, ile to dróg i autostrad wybudowały. Niedawno, przykładowo, na profilu działaczki PO widziałem zestawienie – mające na celu obalić tezę, iż partia ta przez osiem lat swoich rządu nie zrobiła nic – w którym Platforma pokazywała swoje osiągnięcia w różnych dziedzinach; podano m. in., ileż to kilomet...