Wymień na nowe
Po osiedlu, na którym mieszkam, chodził wczoraj przedstawiciel firmy sprzedającej piecyki gazowe do łazienek, tzw. junkersy (od nazwy jednej z marek tychże urządzeń). Proponował wymianę tegoż piecyka, oferując przy tym różne formy płatności (gotówka, rady, itd.). Argument klasyczny: trzeba wymienić, bo ten, co jest w domu, to już staroć, który nie powinien działać. Wziąłem firmową ulotkę i uprzejmie się pożegnałem. Faktycznie, junkers w mojej łazience kilkanaście lat już ma, ale jak na razie wszystko z nim w porządku. Odpala, grzeje wodę (regulacja jej przepływu też nie szwankuje), gaz się nie ulatnia… Owszem, kiedyś trzeba będzie sprawić sobie nówkę sztukę, ale jeszcze trochę wody w Wiśle upłynie do tego czasu. Generalnie, wszelkie sprzęty – junkersa, pralkę, lodówkę, elektronikę, samochód, itd. – używam, dokąd są sprawne. Wymieniam je na nowe, kiedy już się ostatecznie psują, naprawa jest nieopłacalna, lub też, gdy do wymiany zmusza mnie ich niekompatybilność z innymi urządzeniam...