Posty

Wyświetlam posty z etykietą elektorat

Będzie łgał

Pamiętacie, jak Mateusz Morawiecki, czyli bankster Pinokio, był premierem nie-rządu Jarosława Kaczyńskiego? Łgał wówczas, ile wlazło. Niektóre jego łgarstwa były nawet żenująco zabawne, jak choćby to, że własną osobą miał on negocjować członkostwo Polski w Unii Europejskiej (pojawiły się żarty, że trzymał też Mieszka I do chrztu). Ogólnie (jak zresztą niedawno pisałem), jest on obrzydliwą, zdradziecką postacią, nawet jak na standardy klerykalnej prawicy postsolidarnościowej, do której przynależy. Nic dziwnego, z takimi genami… Ostatnio, jak wiemy, Morawiecki zdradził Kaczyńskiego Jarosława – o ile to nie ustawka tegoż, bo i taka ewentualność wchodzi w grę – wyciągnął niektórych parlamentarzystów z klubu PiS-u (zapowiada, że przyłączą się do niego kolejni) i utworzył własne ugrupowanie. Sam w sobie rozpad Bezprawia i Niesprawiedliwości jest oczywiście dobrą wiadomością – podkreślam: o ile nie stanowi elementu większej strategii Kaczyńskiego! – niemniej po Morawieckim jako samodziel...

Nazista wśród klerofaszystów

Bohaterem (acz w tym konkretnym przypadku trudno o pozytywny wydźwięk tego słowa) Bezprawia i Niesprawiedliwości stał się już jakiś czas temu, a zwłaszcza w ostatnich tygodniach i dniach, neonazista o nazwie Bąkiewicz Robert. Hitlerowiec ów, zdobywający (o, zgrozo!) popularność na sianiu nienawiści szczególnie wobec migrantów oraz uchodźców, wystąpił w miniony weekend jako gość na antyimigranckim wiecu PiS-u (tym samym zignorował umizgi ze strony premiera Tuska Donalda), gdzie jawnie nawoływał do przemocy wobec wszystkich, których on sam i wzmiankowana mafia/sekta uznają za wrogów, czyli każdego nie-PiS-owca i nie-naziola. Wzbudziło to oburzenie co bardziej cywilizowanych komentatorów i polityków, głównie tych z lewej strony sceny politycznej. Oczywiście słuszne i uzasadnione; dla głoszenia nienawiści czy wzywania do stosowania przemocy nie może być miejsca w przestrzeni publicznej. Przypomnę, iż zawsze zaczyna się od słów, a kończy na obozach zagłady lub innej formie ludobójstwa. ...

Fujary Kaczyńskiego

Pamiętam ten zachwyt, kiedy Szymon Hołownia wchodził do polityki. Zwłaszcza osoby o poglądach liberalnych i łagodnie konserwatywnych oddawały mu nieomal boską cześć. Miał być mesjaszem, który odmieni polską scenę polityczną. Oczywiście nie odmienił; dobry (przynajmniej pod względem językowym) publicysta okazał się przeciętnym, a nawet kiepskim politykiem, no i marnym Marszałkiem Sejmu. A teraz wielu przeciwników Bezprawia i Niesprawiedliwości – w tym i ci, co się nim zachwycali – wyzywa go od zdrajców. Albowiem, jak wiemy, spotykał się Szymon Hołownia pod osłoną nocy z Kaczyńskim tudzież innymi PiS-owskimi prominentami, omawiając sprawę zaprzysiężenia Nawrockiego; rząd Tuska usiłuje wszak do tego nie dopuścić, z tej oczywiście przyczyny, że wątpliwości co do prawidłowego obliczenia wyniku wyborów nadal nie zostały rozwiane. Wygląda jednak na to, że w tej kwestii Hołownia, jako Marszałek Sejmu, stanął po stronie Kaczyńskiego i Alfonsa. Mało tego, po owych spotkaniach wypowiedział się...

Jak Rafał Polskę przegrał

Spełnił się koszmar udających liberałów konserwatystów z Koalicji Obywatelskiej, a także wielu osób o autentycznie prodemokratycznym nastawieniu. Rafał Trzaskowski znowu przegrał wybory prezydenckie. Bardzo niewielką liczbą głosów, ale jednak. I to z kontrkandydatem, z jakim na zdrowy rozum nie miał szans przegrać. Karol Nawrocki bowiem nie tylko nie ma żadnych cech, które kwalifikowałyby go na prezydenta, ale też, co gorsza, ciąży mu naprawdę paskudna przeszłość. Tu warto podkreślić – to nie Nawrocki wygrał, lecz Trzaskowski przegrał… a wraz z nim przegrało całe niby-liberale środowisko polityczne, zgrupowane wokół Donalda Tuska. O tym, że ryzyko porażki jest bardzo duże, już na samym początku kampanii pisali liczni analitycy i publicyści, którzy zwracali uwagę, że ostry skręt pana Trzaskowskiego w prawo (postulat odebrania 800 Plus ukraińskim dzieciom, szczucie na migrantów i uchodźców, poparcie dla zawieszenia prawa do azylu, uderzenie w publiczną służbę zdrowia, itd.) źle się ...

Mój potwór kontra twój potwór

Trzeba uczciwie zauważyć, że dwaj kandydaci, którzy przodują w prezydenckich sondażach, a zatem mają największe szanse dostać się do drugiej tury, nie różnią się od siebie niczym… no, może w drobnych zaiste szczegółach. Obaj są radykalnymi prawicowcami, przy czym jeden udaje, że nie jest, a drugi swego faszystowskiego nachylenia bynajmniej nie kryje. Jeden niby nie jest klerykalny, ale przed Kościołem klęka, drugi to klerykał pełną gębą. Obaj działają w interesie kapitalistów, obaj też są wrogami kobiet (aczkolwiek jeden twierdzi, że nie jest), osób LGBT+ (jw.), uchodźców i obcokrajowców (poza ewentualnie białymi Europejczykami). Obaj popierają kapitalizm w jego najdzikszej, skrajnie wolnorynkowej wersji. Jeden ma nad sobą przewodniczącego Donalda, drugi prezesa Jarosława. Obaj mają dziwne związki z mafią, jeden mieszkaniową, drugi sutenerską. I tak dalej… Każdy z nich ma też zaprzysięgłych wyznawców. No właśnie – wyznawców, nie wyborców. To bowiem nie tyle nawet osoby, które popie...

Kandydaci dla idiotów

Już w najbliższą niedzielę, 9 czerwca, wybory do Parlamentu Europejskiego. Poszczególne zatem ugrupowania prowadziły, a konkretnie do piątku włącznie wciąż prowadzą, swoje kampanie, w Polsce jak zwykle olane przez media głównego nurtu (skupiają się one na elekcjach prezydenckich, parlamentarnych i samorządowych, o tym natomiast, że te europejskie są co najmniej równie istotne, radośnie zapominają, a raczej fakt ów ignorują). Normalne partie i koalicje, do których zaliczam Lewicę, KO i od biedy Trzecią Drogę, przedstawiają swoje pomysły na rozwój Unii Europejskiej i Polski w jej strukturach. Koncepty to lepsze lub gorsze, różnych też spraw dotyczące, niemniej łączy je euroentuzjazm, rozumiany jako poszanowanie faktu, iż Rzeczypospolita jest członkiem Unii Europejskiej, a rozwój naszego państwa zależy od unijnej kondycji gospodarczej, politycznej, społecznej, itd. Wszelako startują też kandydaci eurosceptyczni. Wielu ich jest w komitecie Bezprawia i Niesprawiedliwości z przystawkami...

Gra Kaczora i Donalda

No i stało się to, co nawet średnio rozgarnięci obserwatorzy przypuszczali, że się stanie. Niejaki Duda Andrzej, profanujący urząd Prezydenta RP, ułaskawił gestapowców Kamińskiego (już po raz drugi, co jest straszliwym kuriozum prawnym) i Wąsika, skazanych prawomocnym wyrokiem za nadużycia władzy (afera gruntowa). Wielce uradowali się zmanipulowani wyznawcy Bezprawia i Niesprawiedliwości, którzy z tej okazji nawet hymn wywrzeszczeli niczym austro-węgierscy nieudaczni żołnierze w C. K. Dezerterach . Ale chyba jeszcze bardziej ucieszyła się Wąsikowa, która wyżaliła się, że po tym, jak jej mężuś trafił za kratki, ma zimo w domu; nie umie, bidulka, obsłużyć kaloryfera… Cóż, teraz pewnie się trochę ogrzeje. Jako się rzekło, o niespodziance mówić trudno; ułaskawienie tych dwóch gestapowców przez Dudę było tylko kwestią czasu. Jest to po prostu element planu zarówno Kaczyńskiego Jarosława, jak i Tuska Donalda. Obu tym solidaruchom ów akt łaski jest na rękę. Ten pierwszy wykorzystuje aw...

Przegrany Joe?

Bodaj największym zwycięzcą wojny rosyjsko-ukraińskiej, toczącej się w interesie amerykańskim, jest Joe Biden. Którego syn, swoją drogą, ma firmę w Ukrainie. Krwawy ów konflikt pozwoli mu umocnić – szybko wcześniej słabnące – amerykańskie wpływy polityczne i militarne w Europie, która niemal z dnia na dzień pożegnała się z coraz śmielszymi marzeniami o rozwiązaniu lub przynajmniej przeorganizowaniu NATO, będącego wszak pasem transmisyjnym imperializmu Stanów Zjednoczonych. Jankeskie koncerny zbrojne też zaczęły zarabiać, nie tylko sprzedając broń Ukrainie (za darmo jej przecież nie oddają), ale również nowym klientom, jacy szybko się pojawili, przestraszeni agresją Putina. Mówiąc krótko, pełen sukces. Wojna zakończy się oczywiście w chwili, gdy jej trwanie przestanie być opłacalne dla USA. Jednakże Biden może okazać się zarazem największym przegranym tego, co dzieje się w Palestynie, czyli Izraelskiego ludobójstwa, popieranego m. in. przez Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię, które ...

Nieakceptowalny

Wielu obywateli patrzy z nadzieją na Donalda Tuska, jako na tego, kto może pokonać Bezprawie i Niesprawiedliwość. Oczywiście, odsunięcie od władzy mafii/sekty Kaczyńskiego jest niezbędne, niemniej pan Tusk mojej nadziei w tym względzie nie wzbudza. Nie chodzi tylko o to, że pod względem ideologicznym od Kaczyńskiego Jarosława prawie wcale się on nie różni – obaj są zacofanymi, klerykalnymi prawicowcami postsolidarnościowymi, pachołkami kapitału, kleru i USA, traktującymi Polskę jako koryto i gardzącymi jej obywatelami – toteż, gdyby nawet PO/KO pod jego przewodnictwem wygrała wybory i utworzyła rząd, nic w (k)raju nad Wisłą się nie zmieni… w każdym razie, nie na lepsze. Ten mój deficyt nadziei w stosunku do pana Tuska bierze się również z prostego faktu, iż ma on bardzo duży elektorat negatywny, czyli grono wyborców, którzy nigdy nie oddadzą głosu ani na niego, ani na PO, ani na żadną listę wyborczą, którą by firmował (dlatego wspólna lista opozycji nie powinna powstać, gdyż byłaby prz...

Podstępny pan T.

Nawet rzucając jedynie przelotne spojrzenia na rodzimą scenę polityczną, dostrzec można, że największy – spoza PiS-u oczywiście – sojusznik Jarosława Kaczyńskiego, czyli Donald Tusk, lider Platformy Obywatelskiej, zaczął się ostatnio stroić w piórka postępu i sprawiedliwości społecznej, rywalizując na tym polu z Lewicą (którą niewiele wcześniej on i jego partyjni podwładni wyzywali od najgorszych). Przykładowo, skoro formacja pod przewodnictwem Włodzimierza Czarzastego, Roberta Biedronia i Adriana Zandberga od dawna głosi konieczność przekształcenia Polski w państwo świeckie, to pan Tusk wyjechał z postulatem oderwania państwa od Kościoła katolickiego… aczkolwiek, kiedy uważnie się wsłuchać lub wczytać w jego wypowiedź, wyjdzie, iż chodzi mu jedynie o przerwanie związku kościelno-PiS-owskiego i stworzenie identycznej relacji, w której zamiast mafii/sekty Kaczyńskiego będzie PO. Polityczki Lewicy głoszą konieczność walki z ubóstwem menstruacyjnym, domagając się, by podpaski i tampo...

Opozycja poza metropolią

Wakacje w pełni, ale politycy nie próżnują. Polityczki też nie, bo właśnie panie z sejmowego klubu Lewicy wpadły na ciekawy pomysł. Wyruszyły mianowicie w trasę po Polsce; z tego, co widziałem na ich profilu, zamierzają objechać wszystkie bodaj regiony (k)raju nad Wisłą. Deklarują, iż będą rozmawiały z obywatelkami i obywatelami, poznając ich problemy i postulaty, co ma z jednej strony pomóc ulepszyć program Lewicy, czyniąc go tym atrakcyjniejszym dla wyborców, z drugiej natomiast podreperować sondażowe notowania koalicji. Jakie będą efekty, zobaczymy, gdy trasa dobiegnie końca, samą jednak ideę tego typu działania uważam za słuszną. Politycy – płci obojga oczywiście – powinni, zwłaszcza ci i te z ugrupowań opozycyjnych, poszukiwać kontaktu z nami, obywatelami. Dobrze, że inicjatywa tegoż kontaktu wychodzi z ich, polityków strony, bo tak właśnie powinno być, skoro to my na nich głosujemy oraz utrzymujemy ich z naszych podatków. Jako obywatel i wyborca, uważam po prostu za obowiązek d...

Wystarczy trochę szpachli

Ale heca! Wypłynęły „taśmy Kaczyńskiego”, z których wynika, że facet niemający konta w banku chciał budować w stolicy dwa wieżowce za ponad miliard złotych, nadto wciągnął do tego interesu jakiegoś austriackiego biznesmena. Inwestycji nie będzie wszelako, bo PiS przegrało zeszłoroczne wybory samorządowe w Warszawie, więc z budową Kaczych Wież trzeba się pożegnać… Cała sprawa (jak na razie, bo może jeszcze coś wypłynie) pokazuje nie tylko to, że Jarosław Kaczyński jest politykierem nieuczciwym – nic dziwnego, wszak prawak – ale też to, że zarządzane przez PiS-owców instytucje państwowe, np. znacjonalizowane banki, są skrajnie niewiarygodne… No, ale do wyznawców Bezprawia i Niesprawiedliwości to nie dotrze; mają nazbyt wyprane mózgi, czego im oczywiście współczuję. I radzę, by znaleźli sobie inny obiekt uwielbienia, bo Jarosława Kaczyńskiego wielbić bądź czcić zdecydowanie nie warto… Afera taśmowa, któraś już z rzędu, może się rozkręci, może nie, lecz dzisiaj nie będę się nią zajmo...