Posty

Wyświetlam posty z etykietą straty

Wielka woda i PiS

Na początek dobra, przynajmniej na pierwszy rzut oka, wiadomość. Premier Donald Tusk połapał się, jakie głupstwo palnęła ministra klimatu i środowiska (pisałem o tym wczoraj) i postanowił naprawić jej błąd. Zamiast więc nisko oprocentowanych pożyczek dla powodzian ma być bezzwrotna pomoc – najpierw doraźna „na przeżycie”, a potem kwoty w wysokości (o ile mnie pamięć nie myli) do 100 tys. zł, w zależności od poniesionych strat. Jak to będzie działało i czy w ogóle okaże się wystarczające, czas pokaże, acz biorąc pod uwagę, iż przewagę w koalicji rządowej ma neoliberalna/neokonserwatywna prawica, raczej nie spodziewałbym się niczego nadzwyczajnego. A teraz do rzeczy. Przy temacie powodzi jeszcze dziś pozostaniemy. Jak pisałem, stanowi ona element postępującej z winy kapitalistów oraz ich prawicowych sojuszników katastrofy klimatycznej, będącej rzecz jasna zjawiskiem globalnym. Powodzie wystąpiły nie tylko w Polsce; dotknęły praktycznie całą Europę Środkową, w potężnej skali zaistnia...

Burza

Nad Polską przeszły burze, w niektórych miejscach naprawdę gwałtowne. Szykują się kolejne. Wielu z nas powie, że latem to naturalne, ot, taki sezon. W sumie racja, bo o tej porze roku na naszej szerokości geograficznej normalne jest, że kiedy masy gorącego powietrza stykają się powietrzem chłodnym, następuje spiętrzenie chmur oraz gwałtowne opady. Tak było zawsze, a przynajmniej od czasu, kiedy lądy na naszej kochanej planecie przybrały obecny kształt (cały czas zresztą się zmieniający, tyle że na tyle wolno, iż tego nie zauważamy), a klimat… No właśnie. Wiosenne tudzież letnie burze były i są zjawiskiem naturalnym, niemniej w ciągu mniej więcej ostatniej dekady zdecydowanie przybrały one na gwałtowności; w zasadzie każde przejście frontu burzowego powoduje szkody, niejednokrotnie znaczne: już to podtopienia (a i powodzie bywają), już to zerwane dachy, już to połamane drzewa, już to przerwy (bywa, że długie) w dostawie elektryczności, itd. Dawnej, pamiętam, takie rzeczy zdarzały się,...

Radość lokaja

No i zakończyła się jankeska konferencja anty-irańska, zorganizowana w Warszawie, a przynajmniej jej oficjalna część. W sumie niespodzianek nie było: USA, Izrael i Arabia Saudyjska (w Warszawie gościł realnie rządzący nią książę, na rozkaz którego porąbano na kawałki dziennikarza, a także ścina się na oczach dzieci głowy matkom wyznającym szyizm), do spółki z grupą przekabaconych państw, uznała Iran za „zagrożenie”, a premier Izraela, Binjamin Netanjahu, wprost groził mu wojną (dowodząc, że nie zna historii; Iran to wszak Persja, a to król perski Cyrus, podbiwszy Babilon, wypuścił stamtąd niedobitki Izraelitów, bez czego na świecie nie byłoby Żydów). Oraz obraził gospodarzy, mówiąc o polskich uczestnikach Holocaustu (owszem, byli i tacy, chociażby Narodowe Siły Zbrojne oraz szmalcownicy, ale wypadałoby też, panie premierze, wspomnieć o Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, w tym zwłaszcza tych Polakach, których za pomaganie Żydom hitlerowcy bezlitośnie mordowali). Czy wojna z...