Posty

Wyświetlam posty z etykietą koszta

Odebrana chęć do życia

Kapitalizm to wyjątkowo paskudny system społeczno-ekonomiczny, który ma mnóstwo wad. Jedną z największych jest to, że bardzo łatwo pozbawić może człowieka chęci do życia, ponieważ zamienia egzystencję w nędzną wegetację. Oczywiście przyczyną tego jest wyzysk i jego konsekwencje dla życia ludzkiego. Praca ma być wszak jak najtańsza, jak najcięższa i jak najdłuższa. Oznacza to, że eksploatowany przez kapitalistów człowiek haruje, urabia sobie ręce po łokcie, wypruwa sobie żyły, jest na każde zawołanie szefa, poświęca swój czas, zdrowie i życie osobiste (między innymi stąd niska dzietność), a i tak nie ma stabilności bytowej. Zatrudnienie często jest śmieciowe, pracę wraz ze środkami utrzymania stracić można w każdej chwili; zobaczymy, jakie pozytywne efekty przyniesie reforma Państwowej Inspekcji Pracy, która w ostatnich dniach zaczęła obowiązywać. O etat jest trudno. Zarobki są często-gęsto niskie, podczas gdy ceny i ogólnie koszta utrzymania – zbyt wysokie. Sprawia to, że mimo wkłada...

Wdeptani w ziemię

Działacze licznych organizacji społecznych są – jak najbardziej słusznie – oburzeni i zaniepokojeni tym, że ustawowo obcięto pomoc dla uchodźców wojennych z Ukrainy (ich przynajmniej do Polski wpuszczono, ponieważ osoby z Bliskiego Wschodu oraz Afryki są wyrzucane do Białorusi, bite, torturowane, gwałcone, zamykane w obozach koncentracyjnych; wiele z nich umiera w Puszczy Białowieskiej). Ludzie ci, często schorowani, wiekowi, z niepełnosprawnościami, nie mogą się już leczyć czy uzyskiwać innych świadczeń publicznych, jakie im jeszcze do niedawna przysługiwały. Sytuacja tychże osób jest często tragiczna; w internecie bez trudu znaleźć można, przykładowo, informację o blisko stuletniej seniorce, która otrzymała gigantyczną fakturę za świadczenia medyczne. Aktywiści w rodzaju siostry Chmielewskiej usiłują zbierać pieniądze, lecz to kropla w morzu potrzeb… I o ile można uznać, że świadczeń pomocowych dla uchodźców państwo polskie nie mogło utrzymywać bez końca, o tyle nie da się nie zauw...

Racjonalny wybór cenowy

Kiedy jedenaście lat temu pracowałem jako agent ubezpieczeniowy, wmawiano mi, że „ludzie nie kupują tanich rzeczy” (dlatego polisa, która więcej kosztowała, miała jakoby być atrakcyjniejsza dla klientów niż tańsza opcja). Być może reguła ta działa w przypadku burżujów, którzy często faktycznie wydają forsę, żeby mieć coś kosztownego i się tym chwalić, ale większość społeczeństwa wcale tak nie myśli. Prawda jest taka, że ludzie, robiąc zakupy, owszem, kierują się ceną, ale najczęściej chcą zapłacić jak najmniej. Może nie zawsze chodzi o kupowanie taniochy i tandety, lecz o to, żeby stosunek jakości towaru do jego ceny był korzystny. To znaczy, aby nabyć coś, co będzie dobrze służyło, a nie spustoszy portfela czy konta. To najzupełniej normalne, logiczne i racjonalne. Nikt zdrowo myślący nie chce przepłacać. Mogąc coś kupić taniej, zrobi to. Sam tak postępuję. Zwłaszcza, że tańsze wcale nie musi być gorsze; w kapitalizmie wyższe ceny mają często charakter spekulacyjny, są sztucznie ...

Koszta upadku

Upada sieć restauracji North Fish ( North Food Polska ). Niby nic zaskakującego; firmy powstają, przez pewien okres (dłuższy l ub krótszy) prosperują, po czym ich czas się kończy. Tym razem jednak sprawa wygląda dość paskudnie. Za upadającą siecią bowiem stoi nie zwyczajny biznesmen, którego pomysł nie wypalił, lecz Michał S., będący oficjalnie najbogatszym człowiekiem w Polsce. Czyli miliarder, oligarcha. Kapitalista pełną gębą, uważany za geniusza biznesu. Kres North Fish dobrze pokazał, skąd brał się jego majątek. Sieć otóż jest mocno zadłużona, aż na blisko 20 milionów złotych. Sąd odrzucił jej wniosek o upadłość, ponieważ firmowy majątek okazał się do tego stopnia ogołocony, że nawet kosztów procesu by nie pokrył. Oczywiście oligarcha za to nie odpowiada, formalnie bowiem w maju tego roku zmieniono właściciela sieci na… obywatela Turcji. Cóż, myk typowy dla kapitalizmu, nie tylko, jak sądzę, polskiego. Ruszyła więc likwidacja, koszta której spadły, jak łatwo się domyślić, n...

Trzymani w napięciu

Życie w kapitalizmie to jeden wielki koszmar i beznadzieja (przy czym propaganda nieraz skutecznie odwraca uwagę od tego poczucia, nakazując szukać winy nie w systemie, lecz w sobie). Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest stres, zarówno psychiczny, jak i fizyczny. Nadmierny oraz nieustający. Napięciu temu poddawane są już dzieci. Od najmłodszych lat życia system – nierzadko przy współudziale rodziców – wymaga od ludzi, żeby byli posłuszni i stale dawali z siebie wszystko, co oczywiście na dłuższą metę stresuje oraz wypala. Nic dziwnego, że dzieci w wieku szkolnym zmagają się już z różnymi dysfunkcjami zdrowia psychicznego. Zwłaszcza, że ciągle poddawane są stresującym bodźcom, płynącym nie tylko ze szkoły czy domu rodzinnego, ale też z, coraz częściej, mediów społecznościowych. Osoby ludzkie od wczesnego dzieciństwa są przy tym nieustająco oceniane – i przez najbliższych, i przez obcych, co rzecz jasna jest kolejnym, nader poważnym stresorem. W ramach tejże oceny mieszczą się różn...

Pozbawianie zapału

Cechą kapitalizmu, o której rzadko się wspomina, jest to, że ten system w straszliwym stopniu pozbawia zapału do pracy. Nie, nie rozleniwia, nie sprawa, że człowiekowi nie chce się pracować. Po prostu uzmysławia, że wysiłek jest bezsensowny, daremny, próżny, a wypełniając obowiązki zawodowe, dorobić się można głównie chorób fizycznych tudzież psychicznych. Krótko mówiąc, pozbawia motywacji oraz sił. Rzecz jasna, głównym powodem takiego stanu rzeczy jest wyzysk. W firmach, gdzie jest on relatywnie mało odczuwalny, a przy tym panuje w miarę dobra atmosfera, jeszcze niekoniecznie pozbawia zapału do pracy. Jeśli jednak pracownik haruje, wypruwa sobie żyły, poświęca robocie każdą chwilę życia poza ewentualnie snem czy jedzeniem, nie ma czasu na życie rodzinne ani towarzyskie, w dodatku jest źle traktowany… a mimo to nie stać go ani na opłacenie rachunków, ani na zaspokojenie najbardziej nawet podstawowych potrzeb bytowych, szybko rodzi się słuszne poczucie, że wysiłek włożony w wypełnia...

Zabójcze wychłodzenie

W Łodzi w ostatnich dniach zmarło z wychłodzenia cztery osoby. I nie, w tym konkretnym wypadku nie byli to ludzie w kryzysie bezdomności (którzy oczywiście każdej zimy zamarzają w Polsce na śmierć; jest to jedna z tragicznych, lecz w pełni naturalnych i logicznych konsekwencji istnienia nieludzkiego systemu kapitalistycznego), lecz lokatorzy mieszkań w starych kamienicach. Jak można się domyślać, zarówno owe budynki, jak i lokale są w fatalnym stanie technicznym, jedyną zaś możliwością ich ogrzania jest włączenie piecyka elektrycznego. To z kolei potencjalnie jest niebezpieczne (groźba pożaru), no i biorąc pod uwagę ceny energii elektrycznej – a mamy bodaj najdroższy prąd na świecie! – zabójcze dla portfela. Lokatorzy mieszkań w sypiących się budynkach nie są przecież krezusami, więc oszczędzają. I kończy się to fatalnie dla ich zdrowia, a czasami nawet życia. Tak, można mieć dach nad głową i zamarznąć na śmierć. I wcale nie musi to być lokal w jakiejś zrujnowanej budowli. Ceny og...

Kraj ludzi ubogich

Koniec roku i początek następnego, okres około świąteczny to tradycyjnie już czas wzmożonej aktywności charytatywnej. Zbliża się kolejny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, swoje działania intensyfikuje Caritas, do pomagania (mniej lub bardziej skutecznego) ludziom zabiera się Szlachetna Paczka. I tak dalej. Krytycy podnoszą – nie bez racji! – że wszystkie takie akcje, owszem, niosą konkretną pomoc, ale tak naprawdę służą kapitalistom oraz reprezentującej ich prawicowej władzy do zdejmowania odpowiedzialności z systemu i niewdrażania reform. Po co, przykładowo, zmienić model finansowania publicznej opieki zdrowotnej, skoro WOŚP corocznie organizuje zbiórki? Po co wprowadzać podatki progresywne, pieniądze z których poszłyby na politykę społeczną, jeśli burżuje od czasu do czasu włożą coś do Szlachetnej Paczki? I tak dalej. I żeby nie było – działalność charytatywna jest dobra i potrzebna, nie jestem jej przeciwnikiem. Samo jednak jej istnienie dowodzi, że system, w którym ży...

Dziaders i prokreacja

Donald Tusk, aktualnie premier Polski, robi wszystko, aby jego formacja, Koalicja Obywatelska, sromotnie przegrała najbliższe wybory. Świadczą o tym jego wypowiedzi, które zniechęcają elektorat, a przynajmniej jego nowoczesną, postępową tudzież humanitarną część. Niedawno pouczał pan Tusk kobiety, że aborcja nie zalicza się do ich praw (jest, ma się rozumieć, dokładnie na odwrót). Potem udzielił wywiadu jednemu z brytyjskich mediów, twierdząc, że należałoby wypowiedzieć Europejską Konwencję Praw Człowieka, czym wywołał wielkie – i w pełni zrozumiałe – zaniepokojenie u ludzi świadomych. A teraz znów chlapnął brednie w podobnym wywiadzie. I ponownie uderzył w kobiety. Otóż, zapytany, dlaczego Polki mają mało dzieci, premier stwierdził, że powodem nie jest brak mieszkań (i polityki mieszkaniowej) czy inne kwestie społeczne, ale niechęć polskich kobiet do podejmowania odpowiedzialności. Dodał, że nie lubi „takiego stylu życia”. Oczywiście wywołał tym gniew organizacji pro-kobiecych or...

O co walczyć?

Rząd chwali się, jakie to kwoty przeznacza – z naszych pieniędzy, oczywiście – na zbrojenia. Warto zaznaczyć, że środki te w znikomym jeno zakresie idą na rozwój polskiej myśli technicznej; za większość kupujemy sprzęt, z którego w razie czego Wojsko Polskie będzie mogło skorzystać WYŁĄCZNIE za zgodą USA. Serio. To tak, jak gdyby kupić samochód, ale pod warunkiem, że jego sprzedawca zachowa dla siebie kulczyki/kartę zapłonową i użyczy je(ą), jeśli będzie miał na to ochotę. Niezbyt dobra inwestycja, prawda? No, ale przypomnę, że rządzą nami solidaruchy, czyli marionetki Waszyngtonu oraz amerykańskich koncernów i korporacji; nieważne, czy posługują się logiem PO, czy PiS-u. Kończąc dygresję, już teraz coraz wyraźniej widać, że owe zbrojenia oznaczały będą rekordowe zadłużenie Polski (długi Gierka, częściowo umorzone, a częściowo spłacone, to przy tym pryszcz), jak również konieczność zmniejszenia wydatków budżetowych w innych sektorach. Czyli mniej kasy będzie na politykę społeczną, m...

Koszmar grzewczy

Jesień trwa w najlepsze, a wraz z nią – sezon grzewczy. Oznacza to, że czeka nas kolejny okres, gdy w powietrzu przybędzie smogu. Wiele osób wciąż ogrzewa swoje domy węglem (a są i tacy, co w celu owym wykorzystują śmiecie), w przypadku zaś miejskich kotłowni też różnie bywa z ekologicznymi źródłami ciepła. Rzecz jasna, zanieczyszczenie powietrza – występujące nie tylko w metropoliach, ale także w małych miejscowościach, a nawet na wsiach (wspomniane palenie w piecach śmieciami) nie tylko znacznie zmniejsza komfort życia, lecz przede wszystkim jest wyjątkowo szkodliwe dla zdrowia. Zwiększa chociażby ryzyko wystąpienia nowotworów, osłabia organizm, wpływa negatywnie na rozwój płodu, itd. Sezon grzewczy to rónież czas pustoszenia naszych portfeli. Kto ma dom rodzinny, ten wie, ile kosztuje jego ogrzanie. Toteż nic dziwnego, że nawet stosunkowo zamożni (jak na polskie warunki) ludzie oszczędzają w tym zakresie. Zdrowe oszczędzanie polega oczywiście na pozakręcaniu kaloryferów w tych po...

Dojazd do roboty

Niedawno młoda Amerykanka z płaczem opowiedziała w internecie o swoich pierwszych doświadczeniach w pracy. Dzienny czas tejże to niby standardowe osiem godzin – acz coraz więcej badań wskazuje, że i tej długości zmiany powinno się skrócić, celem poprawy efektywności wykonywanych zadań oraz zdrowia pracowników – ale dziewczyna musi jeszcze do roboty dojechać i z niej wrócić. A to zajmuje jej tyle czasu, że praktycznie nie ma wolnych chwil na życie pozazawodowe (przyjaciele, rodzina, rozwój zainteresować, itd.), i to właśnie wywołuje u niej rozpacz. Oczywiście niemal natychmiast zaczęto ją wyszydzać – celowali w tym albo ci, co nie znają życia, bo pasą się na pracy innych, albo wypierają własne traumy z początków kariery zawodowej, nie wspominając oczywiście o zwolennikach kapitalistycznego niewolnictwa, którzy nie dostrzegają, że sami są niewolnikami. Pisali, że „księżniczka”, „leniwa”, „rozpieszczona”, radzili: „Niech zmieni pracę i weźmie kredyt” (skojarzenia z pewnym Bronisławem o...

Trudno zauważyć wolność

Trudno zauważyć wolność, kiedy założyło się rodzinę i wzięło kredyt hipoteczny (pod warunkiem posiadania gigantycznego wkładu własnego i w miarę stabilnego zatrudnienia), który spłacało się będzie przez następne trzydzieści lub czterdzieści lat, i którego raty pochłaniały będą większość miesięcznych dochodów. Niestety, był to jedyny sposób, aby mieć dach nad głową, bo mieszkań na wynajem brakuje, a jego ceny są jeszcze wyższe niż raty kredytu, zaś państwowej polityki mieszkaniowej nie ma. Trudno zauważyć wolność, zasuwając na bezpłatnym stażu lub śmieciówce, i musząc do tego dopłacać. A innej roboty nie było… Trudno zauważyć wolność, każdego dnia martwiąc się, czy praca – nawet stabilna i nieźle płatna – pozwoli się utrzymać. Bo ceny coraz wyższe, a rachunki i inne opłaty też nie spadają. I trzeba wybierać między żywnością, odzieżą i obuwiem, lekami oraz opłatami. Trudno zauważyć wolność, kiedy trzeba oszczędzać na żarciu, bo zarobki nie pozwalają najeść się do syta. W konsekwencj...

Rocznica drogiej imprezy

Zerkając dziś do kalendarza, widzimy datę 3 sierpnia. Co w niej takiego szczególnego? Ano to, że dzień ów jest niezbyt szczęśliwą rocznicą. Albowiem równo trzydzieści trzy lata temu do szkół publicznych – najpierw podstawowych – wprowadzono katechezę, oczywiście katolicką. Odpowiadał za to pierwszy postsolidarnościowy (targowicki) rząd Tadeusza Mazowieckiego. Premier ów w 1990 roku startował w pierwszych powszechnych wyborach prezydenckich, a jego głównym konkurentem był inny solidarnościowiec (na pograniczu solidarucha), Lech Wałęsa. Cieszył się on ogromnym poparciem Kościoła katolickiego, konkretnie zaś duchowieństwa oraz hierarchów. Tychże pan Mazowiecki spróbował przekupić, by zachęcali do głosowanie na niego, i temu właśnie służyło wprowadzenie katechezy do szkół publicznych. Nie udało się, premier w wyborach prezydenckich ostatecznie zajął trzecie miejsce… lecz rela w budach została. A jej nauczanie usankcjonował konkordat, zawarty przez postsolidarnościowy (targowicki) rząd...

Pośmiertna obiecanka

Kiedy koalicja Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa (niezbyt) Ludowego sprawowała swe rządy, prowadziła, rzekomo w ramach walki z kryzysem ekonomicznym, politykę cięć i oszczędności, polegającą na zmniejszaniu lub zamrażaniu wydatków na cele publiczne. Oczywiście uderzało to przede wszystkim w osoby mniej- oraz średniozamożne, powodując obniżenie standardu życia i rosnącą frustrację, w pełni oczywiście zrozumiałą; ta natomiast, zwiększona fatalnie przeprowadzonym podwyższeniem wieku emerytalnego, doprowadziła do władzy klerofaszystów z Bezprawia i Niesprawiedliwości. Kończąc dygresję, w ramach paskudnej owej polityki cięć i oszczędności obcięto w 2011 r. między zasiłek pogrzebowy. I to znacznie, bo z 6404 do 4 tys. zł. Bardzo mocno walnęło to pieniężnie w większość osób tracących swoich bliskich; we mnie również, dwukrotnie (może jakaś rekompensata, panie Tusk?). Nie dość, że ludzie ci przeżywali ból, to jeszcze musieli więcej pieniędzy wydać na wyprawienie drogiego zmarłego...

Dla seniorów od Lewicy

Dziś będzie bardziej pozytywny temat. Oto w miniony weekend swoją kolejną konwencję programową miała Lewica. Tym razem zaprezentowała postulaty adresowane do seniorów, głównie emerytów i rencistów. Fajnie, gdyż tę grupę społeczną partie prawicowe z reguły olewają. System kapitalistyczny natomiast – zwłaszcza w zdziczałym, neoliberalnym/neokonserwatywnym wydaniu, jakie panuje w Polsce – ludzi owych często wyklucza, jako niemogących z racji wieku i stanu zdrowia pracować, czyli generować zysków dla klasy pasożytniczo-wyzyskującej. Co zatem Lewica proponuje polskim seniorom? Ano, takie oto rozwiązania: 1) Renta wdowia – jeden ze sztandarowych postulatów tejże formacji, rozwiązanie polegające na możliwości odziedziczenia 50 proc. renty po współmałżonku, zachowując swoją emeryturę, lub przejścia na rentę po współmałżonku i uzyskaniu dodatkowo 50 proc. swojej emerytury (w zależności, która opcja będzie bardziej korzystna). 2) Dodatkowa waloryzacja rent i emerytur – bardzo słusznie, gdyż...

Z nieba się nie leje

Inflacja bije kolejne rekordy, osiągnęła jeden z najwyższych pułapów od wprowadzenia reformy (lub deformy, zależnie od punktu widzenia) walutowej. Nie trzeba zresztą śledzić danych na bieżąco, wystarczy pójść do pierwszego-lepszego sklepu, a boleśnie odczujemy, jak szybko rosną ceny – tym boleśniej, im niższy dochód uzyskujemy, rzecz jasna. Szef NBP z nadania Bezprawia i Niesprawiedliwości, Glapiński, zapowiada (który to już raz?), że inflacja wkrótce spadnie. Nawet, jeśli tak się stanie, to i tak ceny pozostaną na horrendalnie wysokim poziomie – podstawowe artykuły, w tym żywieniowe, od dawna są przecież zbyt drogie dla licznych osób obywatelskich – tyle, że będą rosły nieco wolniej niż obecnie. No, ale wyznawcy PiS-u dadzą się zapewne nabrać i uwierzą, iż w sklepach będzie taniej… Nie tylko ceny rosną; jak wiemy, wszelkie opłaty też. Wzrost niektórych zmusza ludzi do zaciągania wyniszczających pożyczek, może też spowodować załamanie psychiczne (znam z autopsji). Niestety, dostarcz...

Głodny jak Amerykanin

Uważacie Stany Zjednoczone za raj na Ziemi, gdzie każdy (a przynajmniej każdy pracujący) ma zapewniony godny byt, że o stanowiącej główny propagandowy element American Dream mitycznej szansie na oszałamiający sukces nie wspomnę? Cóż, nigdy takowym Edenem one nie były; zawsze borykały się z patologiami typu skrajna nędza (u podstaw tego państwa leży, oprócz masowego mordowania Indian, kanibalizm osadników), bardzo duże nierówności społeczno-ekonomiczne, rasizm przejawiający się również w sferze zawodowej, bardzo zły, skomercjalizowany system (o ile słowo to w ogóle ma tu zastosowanie) opieki zdrowotnej, nad wyraz okrojona i też skomercjalizowana pomoc społeczna… Ale jednak po II wojnie światowej, dzięki rozwojowi gospodarczemu oraz zastosowaniu recept na wyjście z kryzysu autorstwa Keynesa, w USA zapanował relatywny dobrobyt. Który poszedł się paść w latach 80. ubiegłego stulecia, w dobie reaganomiki (później lekko tylko korygowanej przez Clintona czy Obamę), czyli wdrożenie wyjątkowo ...