Posty

Wyświetlam posty z etykietą urlop

Wakacyjny dramat

Zaczęły się wakacje. Ze swoich szkolnych lat – a już na pewno z okresu liceum – wspominam je zdecydowanie lepiej, niż tkwienie w ławce w dusznej sali lekcyjnej i kucie na blachę czegoś, co po upływie iluś tam lat w ogóle nie okazało się potrzebne (inaczej niż wiedza pozyskana na studiach). Tak, wakacje były dla mnie czasem rozwoju umysłowego, dlatego chociażby, że w ich trakcie czytałem książki, a przez długi czas także komiksy, jakie lubiłem, oglądałem masę filmów, w dzieciństwie grałem też w gry komputerowe, na tym zaś wszystkim szalenie korzystała moja wyobraźnia. No, ale nie dla wszystkich wakacje to dobry czas. Są istoty, dla których jest to okres iście dramatyczny. Mowa tu o zwierzętach domowych, zwłaszcza psach. Niestety, w sezonie urlopowym są one nader często porzucane. Bo nie można z nimi wyjechać. Cóż, rzecz jasna, świadomi opiekunowie tego nie robią; wybierają na wakacyjne wyjazdy miejsca, gdzie można wybrać się z psem (są hotele, które chętnie przyjmują te zwierzaki),...

Święte prawo

Niektóre sklepy w mojej miejscowości są tymczasowo zamknięte z powodu urlopu – takie właśnie obwieszczenia wywieszone zostały na drzwiach wejściowych. Czy narzekam? Nie, ponieważ potrzebne artykuły nabyć mogę gdzie indziej, w placówkach handlowych, jakie pozostają otwarte. A ludzie, którzy codziennie stoją za ladą, mogą i powinni odpoczywać. Sezon urlopowy widać również w urzędach czy bankach – tam też mniej niż zwykle okienek jest czynnych. Nie zawsze wydłuża to kolejki, ponieważ klienci oraz petenci też jeżdżą na urlopy, niekoniecznie poświęcając je na załatwianie swoich spraw finansowych, administracyjnych i innych. Oczywiście nie oszukuję się – sezon urlopowy dla jednych grup zawodowych jest okresem wytchnienia, a dla innych czasem nader wytężonej pracy. No i w (k)raju nad Wisłą stosunkowo niewielu pracowników w ogóle stać, aby gdzieś dalej wyjechać ze swoimi rodzinami, chyba że do krewnych na wsi. Niestety, zarobki są zbyt niskie, ceny zaś zbyt wysokie. Jasne, nie brak ludzi,...

Nasze drogie wakacje

Na początek, serdecznie przepraszam za brak notki wczoraj. Miałem ważny wyjazd. A teraz do meritum. Wakacje (szkolne przynajmniej) dobiegają do półmetka, sezon jest w pełni, ludzie wydają pieniążki w różnych ośrodkach turystycznych… Ano właśnie, mamy najdroższe wakacje w historii, przynajmniej licząc od początków III RP. Wiadomo, inflacja, spowodowana z jednej strony czynnikami międzynarodowymi (postępujący kryzys systemowy, na których korzystają klasy pasożytniczo-wyzyskujące, spekulując cenami), z drugiej polityką monetarną PiS-owskiego nie-rządu. Szybki wzrost cen dotyka większości, o ile nie wszystkich państw kapitalistycznych, w niektórych wszelako jest szczególnie boleśnie odczuwalny z uwagi właśnie na rządowe działania pomagające kapitalistom łupić obywateli; Polska zalicza się, niestety, do owego grona. Obok cen rosną również wszelkie opłaty. A że do krezusów się nie zaliczamy, inflacja spycha wielu spośród nas poza granicę ubóstwa. Toteż coraz więcej osób rezygnuje z wak...

Unia Europejska i praca

Czy w kapitalistycznej Polsce dzieje się coś dobrego w zakresie relacji praca-kapitał tudzież w sferze praw pracowniczych? Wbrew pozorom, owszem. W ostatnią środę, 8 lutego, Sejm uchwalił dość daleko (jak na nasze warunki, rzecz jasna) idącą nowelizację Kodeksu Pracy. Wprowadzone zmiany, co ciekawe, są korzystne dla pracowników. Głosowało czterystu trzydziestu dziewięciu posłów i posłanek, z czego przeciw było sześć osób i tyle samo się wstrzymało. Czyżby nagłe nawrócenie prawicy – która przecież dominuje w izbie niższej naszego, pożal się Cromie, parlamentu – na lewicowość? Skądże. Po prostu Sejm musiał znowelizować Kodeks Pracy, gdyż ciążył na nim obowiązek wdrożenia do nadwiślańskiego prawa dwóch unijnych dyrektyw: w sprawie przewidywalnych i przejrzystych warunków pracy w Unii Europejskiej oraz tzw. „rodzicielskiej”. Nasi nie-kochani nie-rządzący nie spieszyli się z tym reformowaniem, obowiązek wdrożenia owych dyrektyw minął bowiem… w sierpniu ubiegłego roku; niezbicie świadczy t...

Urlop z przyjacielem

Wakacje w pełni, wyjazdy urlopowe w toku (niestety, nie dla wszystkich, bo wielu Polaków na spędzenie urlopu poza miejscem zamieszkania zwyczajnie nie stać, a i są tacy, co wolnego nie dostaną, ponieważ zasuwają na śmieciówkach – dziękujemy, pani Balcerowicz!), toteż należy wspomnieć o pewnej związanej z tym patologii (już kiedyś, zdaje się, o tym pisałem, ale warto do rzeczy całej wrócić). Otóż, zdarzają się (jak przypuszczam, wcale nie takie rzadkie, niestety) przypadki porzucania zwierząt domowych na wakacje; głównie dotyczy to psów i kotów. Bo nagle okazuje się, że z pupilem nie wszędzie można pojechać, nie wszędzie go wpuszczą, toteż co poniektórzy wybierają – wczasy albo zwierzak, i wolą poświęcić tego drugiego na rzecz tych pierwszych. Dobrzy ludzie oddają na czas urlopowej (wynikającej np. z obowiązków służbowych też to dotyczy) nieobecności czworonoga swoim bliskim lub sąsiadom, jeśli kogoś stać, to korzysta w tym celu z hoteli dla zwierząt (są takie). Smutne wszelako, że ...

To nie zabawka

Dziś nie będzie o polityce. Notka poświęcona zostanie naszym najlepszym przyjaciołom i temu, co z nimi robimy. Wprawdzie w tym roku epidemia COVID-19 namieszała sporo w kwestii urlopów, wakacji i związanych z nimi wyjazdów, ale jednak sporo osób i tak ruszy się odpocząć poza miejscem stałego zakwaterowania. Nie ma w tym oczywiście nic złego; człowiek musi się odstresować i zregenerować siły. Niestety, każdego roku powtarza się pewien nad wyraz patologiczny schemat, a na jaw wychodzi, że Homo podobno sapiens to częstokroć nader zdegenerowana moralnie istota. Otóż, podczas każdego sezonu wakacyjnego zapełniają się schroniska dla zwierząt; trafiają do nich psy oraz koty, które kilka miesięcy wcześniej trafiły do rodziny, np. jako prezenty dla dziecka (bywa, że na Pierwszą Komunię) albo rzekomo wymarzeni towarzysze życia, nagle jednak okazują się przeszkodą przy wyjeździe na wakacje. Wtedy wychodzi, jak marna jest to „przyjaźń”. No to „trzeba” oddać pupila do schroniska… w najle...

Chore dziecko

Cóż to się stało! Gloryfikująca dziki kapitalizm i neoliberalizm telewizja TVN24 zainteresowała się patologią polskiego rynku pracy i nawet pokazała materiał na ten temat. Dobry materiał, swoją drogą. Otóż, okazuje się, że tylko 7 proc. polskich pracowników nie boi się prosić szefa o wolne w celu opieki nad chorym dzieckiem. Pozostali obawiają się, że usłyszą, iż wolnego nie dostaną, a jeśli nawet dostaną, to wraz z sugestią lub informacją wprost, że potem mogą do roboty już nie wracać. Niestety, ale tak wygląda polski rynek pracy i polski kapitalizm. Ludzie, którzy na papierze mają prawo do określonego świadczenia, nie korzystają z niego, gdyż w praktyce im się to uniemożliwia. Toż to łamanie prawa, jeśli się komuś uniemożliwia wziąć wolne na chore dziecko. I narażanie tegoż dziecka na niebezpieczeństwo. Nie wspominam już o tym, że takie działanie „pracodawców” jest skrajnie niehumanitarne. To traktowanie ludzi jako bezosobowej siły roboczej, która ma li tylko zasuwać na i...