Dzień bezpańskich zwierząt
Dziś nie będzie o polityce, kwestiach społecznych ani o gospodarce. Mamy bowiem 4 kwietnia, czyli dzień bezpańskich zwierząt. Wychodząc czy to na zakupy, czy to z pieskiem na spacer, czy to w jakimś innym celu (jako pisarz i bloger mam ten komfort, że pracuję w domu), często widzę na ulicach swojej miejscowości porzucone zwierzęta, głównie pieski. Niektórych pozbyli się właściciele, inne właścicieli niby mają, lecz są przez nich zaniedbywane i ot, tak wypuszczane na pole. Niektóre uciekły lub się zgubiły, wystraszone np. petardami w Sylwestra bądź w dzień odpustu (zaprawdę powiadam wam, to hałaśliwe i śmierdzące dziadostwo powinno zostać zakazane!). Jeśli czworonogi te mają szczęście, trafiają do schroniska (w tym miejscu zauważyć muszę, iż działające w moim miasteczku schronisko bynajmniej nie jest „obozem koncentracyjnym”, lecz panują tam dobre warunki, oczywiście jak na tego typu placówkę) i zyskują szansę na adopcję. Wiele jednak skończy pod kołami samochodów, niektóre padną ...