Posty

Wyświetlam posty z etykietą czytelnictwo

Czynniki zniechęcenia

Jeden z najwybitniejszych żyjących polskich pisarzy – o ile nie najwybitniejszy – czyli Andrzej Sapkowski, zdiagnozował problem niskiego czytelnictwa w (k)raju nad Wisłą. Bo rzeczywiście, ponad połowa mieszkańców Polski w ciągu roku nie czyta ani jednej książki, co w niewielkim jeno stopniu nadrabiają ci, którzy czytają bardzo dużo (sporo z nich to ludzie młodzi, bywa, że określani cokolwiek pogardliwym mianem nerdów). Nic więc dziwnego, że funkcjonalny analfabetyzm się szerzy – pod tym zresztą względem nie jesteśmy tacy znowu wyjątkowi wśród państw kapitalistycznych, co jest oczywiście na rękę zarówno wyzyskiwaczom, jak i politycznej prawicy – jakość polszczyzny w mowie i piśmie marnieje, a durnie rządzą krajem. Wracając do Andrzeja Sapkowskiego, jego zdaniem winę za ponury ów stan rzeczy ponoszą ceny książek. Wybity autor twierdzi, iż nie powinny one być wyższe niż cena butelki wódki, bowiem „jest to kwestia wyboru” (taką zresztą opinię wygłasza nie tylko w wywiadach, ale też zami...

Dobre złe lektury

Rok szkolny się zaczyna, w polityce dominują same ponure tematy (a to uchodźcy i stan wyjątkowy, a to konflikt na Lewicy między panami Rozenkiem i Czarzastym, a to pan Grodzki deklaruje chęć likwidacji szpitali, a to Balcerowicz opowiada młodzieży, iż nierówności społeczne „nie są problemem”, katastrofa natomiast klimatyczna to fikcja…), toteż może lepiej znów poświęcić notkę czemuś przyjemnemu. Pociągnijmy zatem wczorajszy wątek lektur szkolnych. W ostatnim swoim tekście wymieniłem sześć powieści, jakie z obowiązku musiałem przeczytać, a które uważałem za szkolne koszmarki, bo nie przypadły mi do gustu, z różnych przyczyn zresztą. Dziś napiszę o książkach, jakie mnie osobiście bardzo się podobały, ale nie uważam, by nadawały się na lektury szkolne, zwłaszcza obowiązkowe: 1) Henryk Sienkiewicz Quo vadis? – wbrew pozorom, Henio nie otrzymał Nagrody Nobla za to konkretne dzieło, lecz za całokształt twórczości. I nie jest to jego najwybitniejsze osiągnięcie. Generalnie, scena z turem ...

Koszmarki

Smutny dziś dzień, albowiem zaczyna się nowy rok szkolny. Tym razem nad dziećmi i młodzieżą zawisły dwa mroczne widma (nawiązanie do tytułu filmu z serii Star Wars , nie do Manifestu Komunistycznego ): kolejna fala pandemii COVID-19 (oznaczająca ewentualny powrót do nauki zdalnej, a zarazem nowe niejasności odnośnie egzaminów, ocen, rekrutacji na dalsze etapy kształcenia, itd.) oraz zepsuty jeszcze bardziej niźli wprzódy program nauczania, opracowany na zlecenie Czarnka, przepełniony jaskiniowym wręcz wstecznictwem (osławione „cnoty niewieście’, coby daleko nie szukać), treściami nacjonalistycznymi oraz kościółkowymi. O tym, co ów neonazista zamierza uczynić z polskim systemem ciemnoty – bo edukacją nazwać się tego nie da – pisałem już kiedyś na tych łamach, toteż dziś wspomnę tylko, że nie należy spodziewać się niczego poza pogłębieniem grzechów głównych, jakie szkolnictwo (k)raju nad Wisłą popełnia od dekad, i to bez względu na ekipę rządzącą. Jednym z nich jest zniechęcanie młod...

Dlaczego czytam

Wczoraj pisałem, że pseudo-liberalne, a w istocie głęboko konserwatywne środowiska medialne i polityczne (np. niektóre osoby z Koalicji Obywatelskiej) opluwają aktywistkę i dziennikarkę Maję Staśko za to, że na antenie TVN24 stwierdziła, iż snobizmem czytelniczym nikogo do sięgania po książki się nie zachęci. Miała oczywiście rację, ponieważ jeżeli z samego faktu regularnego kontaktu z literaturą czerpali będziemy poczucie (fałszywe), że jesteśmy nie wiadomo kim, to automatycznie zaczniemy pogardzać ludźmi, którzy książek nie czytają lub czytają mało (powody ku temu mogą być różne). A gardząc kimś, nie zachęcimy go do robienia tego, co uważamy za słuszne; przeciwnie, jeszcze go do tego zniechęcimy. Podkreślam – chodzi o zachęcanie, nie przymuszanie. No, ale snoby nie lubią, kiedy wytyka im się snobizm, nadto konserwatystów udających liberałów (np. polityków KO lub dziennikarzy Gazety Wyborczej , TVN i im podobnych mediów) cechuje wysoki stopień pogardy wobec osób, jakie uważają za „gor...

Snobizm na czytanie

Koalicja Obywatelska i pokrewni jej ideologicznie (czyli konserwatywni, acz udający liberalnych) dziennikarze na czele z Hanną Lis (to ona zaczęła całą nagonkę, jeśli się nie mylę) mają nowego wroga. Jest nim Maja Staśko, dziennikarka i aktywistka, obrończyni praw kobiet, autorka książki Gwałt polski . Dlaczego konserwatyści udający liberałów wzięli ją na celownik? Otóż niedawno na antenie TVN24 udzielała ona (wraz z Zygmuntem Miłoszewskim, pisarzem) wywiadu na temat stanu czytelnictwa w Polsce (ten od lat jest fatalny, niejednokrotnie o tym pisałem), potępiając snobizm na czytanie, który zdaniem pani Staśko, wyklucza osoby nieczytające z powodów finansowych, braku edukacji czy zaburzeń psychicznych; ludzie ci uznawani są często za leniwym i roszczeniowych, podczas gdy – i tu pani Maja ma w stu procentach rację – zasługują na pomoc oraz lepszą edukację. No i się wylało, bo polski prawicowiec, zwłaszcza ten, co stroi się na liberała, nienawidzi, kiedy ktoś wytyka jego wady, na czele...

Lewica dla książki

Obchodzimy dziś Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich, czyli święto wszystkich ludzi związanych z książką i czytelnictwem: pisarzy, wydawców, redaktorów, korektorów, ilustratorów, drukarzy (kiedyś byli też introligatorzy, ale to chyba zanikający zawód), księgarzy, bibliotekarzy, a przede wszystkim czytelników. Z tej okazji przypominam, że książka zalicza się do tych przyjaciół, którzy nigdy nie łamią zasad przyjaźni, nie zdradzają, ani też nie ranią. Czytanie jest korzystne dla zdrowia (zwłaszcza psychicznego; odgrywać może ważną rolę w leczeniu depresji) i rozwija intelektualnie, generując zwiększenie zasobu słownictwa oraz ewolucję wyobraźni i zdolności samodzielnego, krytycznego tudzież kreatywnego myślenia. To ostatnie w skali społecznej przekłada się na rozwój gospodarczy; im społeczeństwo bardziej oczytane, tym bogatsze, czego przykładem państwa skandynawskie chociażby. O tym, że książki dają wspaniała rozrywkę, nie wspominam, bo to oczywiste. Niestety, ponad 60 proc. społ...

Literatura dla...

Strasznie mnie wkurza – jako pisarza, czytelnika, socjalistę i obywatela – deprecjonowanie niektórych gatunków literackich, a także poszczególnych utworów i ich autorów naładowanym pogardę stwierdzeniem: „to literatura dla…” – i tu się wymienia: kobiety (niby dlaczego miałyby one być gorszym rodzajem czytelników?), kucharki (zawód zasługujący na ogromny szacunek), metali (chodzi o fanów pewnego rodzaju muzyki; a przecież bardzo dobrze o nich świadczy, jeśli czytają książki), literatura wagonowa, itd. Jak łatwo zauważyć, zestawiania takie obraźliwe są zarówno dla utworów literackich i ich autorów, jak też dla osób, które po nie sięgają. Oczywiście, padają one z ust osób uważających się za „elitę intelektualną”, czyli burżujów w drogich garniturkach, co to myślą (o ile można tak to nazwać), że są nie wiadomo kim, i że wszystkie rozumy pojedli. I stanowią jeden z licznych występujących w (k)raju nad Wisłą czynników, jakie zniechęcają ludzi do czytania. Jeśli bowiem deprecjonuje się dan...

Błogosławieni, którzy szerzą czytelnictwo

Ładnych już kilka razy, zarówno na tych łamach, jak i w swoich komentarzach na Facebooku, poruszałem temat nawrotu ciemnoty i zdziczenia. Pisałem głównie o Polsce, ale problem dotyczy, jak sądzę, również wielu innych państw. Niby bowiem mamy XXI wiek, internet stał się nieodłączną częścią życia wielu spośród nas, oglądamy telewizję, sygnał której przekazują kosmiczne satelity, sondy docierają coraz dalej w głąb Układu Słonecznego, chirurdzy potrafią przeszczepić ludzką twarz, badania prenatalne umożliwiają leczenie licznych chorób w okresie płodowym, nauki ścisłe oraz przyrodnicze osiągnęły taki poziom specjalizacji, że śledzenie nowinek z każdej jednej dziedziny jest zajęciem pełnoetatowym… A tymczasem przybywa ludzi wierzących, że Ziemia jest płaska, od szczepionek można nabawić się autyzmu, na niektórych uczelniach wyższych wykłada się demonologię, inne głoszą kreacjonizm, itd. Głównym autorytetem, jeśli chodzi o „wiedzę” (cudzysłów nieprzypadkowy) staje się nie naukowiec z setka...

Książka dla dzieci

Oderwijmy się na chwilę od epidemii, dyktatorskich zapędów i łamania prawa przez Bezprawie i Niesprawiedliwość oraz innych nieszczęść. Dziś bowiem jest Międzynarodowy Dzień Książki Dla Dzieci, warto zatem poświęcić mu trochę uwagi. Doskonale wiemy, że im szybciej dziecko zacznie czytać, i co jeszcze ważniejsze, im szybciej zainteresuje się słowem pisanym, tym lepiej dla niego, a w skali masowej – dla społeczeństwa. Wiadomo wszak, że czytanie pomaga rozwijać wyobraźnię, umysł, zdolność kreatywnego, samodzielnego, krytycznego myślenia. Im ludzie bardziej oczytani, tym lepiej dla rozwoju społeczeństwa, gospodarki, państwa… Toteż po prostu trzeba dzieciaczki zainteresować książkami (komiksy też oczywiście wchodzą w grę), bez względu – papierowymi czy e-bookami, w możliwie najmłodszym wieku. Tu wielka jest rola rodziców; jeśli w domu nie będzie książek, a dziecko nie będzie widziało, że najbliższe mu osoby czytają, samo też kontaktu ze słowem pisanym mieć nie zechce. Na czym ucie...

Książka i PRL

Niedawno zrobiłem sobie większe porządki w domu, między innymi zabierając się za szafę, gdzie przez lata zgromadziły się stare książki. Część spośród nich to tytuły, które rodzice kupili kilkadziesiąt lat temu, przeczytali, a później leżały one zapomniane, inne z kolei to moje dawne lektury szkolne. W każdym razie, przejrzałem te zbiory i znalazłem pośród nich parę fajnych skarbów. A to Matkę Courage i jej dzieci Bertolda Brechta (niedawno zamieściłem notkę inspirowaną tym dramatem), a to Krzyżowców Zofii Kossak (naprawdę fajnie się czyta, jeśli przywykniemy do języka), a to Listy perskie Monteskiusza, a to dość liczne powieści napisane i wydane w okresie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej – taka beletrystyka dla rozrywki. Nie będę tutaj ich wszystkich omawiał, nie wszystkie zresztą odkryte przypadkowo dzieła dotąd przeczytałem, niemniej jednak, przeglądając je, zastanawiać się zacząłem (nie po raz pierwszy zresztą) nad pewną kwestią. Książki wydawane w czasach poprzed...

Zakazany Harry

W jednej z polskich szkół dzieciaki nie omówią książek z serii Harry Potter , autorstwa J. K. Rowling (z tego, co się orientuję, acz mogę się mylić, figurują one na liście lektur szkolnych). A konkretnie pierwszej powieści z cyklu. Winien jest fanatyzm. Nie dyrekcji jednak ani nauczycieli, lecz rodziców. Wystosowali oni bowiem do władz owej placówki oświatowej petycję, w której domagali się zdjęcia książek o nastoletnim czarodzieju z listy lektur. Powołali się oczywiście na rzekomy okultyzm, ezoteryzm, a nawet satanizm tego cyklu powieściowego, przed którymi to mrocznymi cechami ostrzegać mieli liczni kościelni egzorcyści (z grzeczności nie opiszę tu mojego stosunku do ich akurat ostrzeżeń), jak również Joseph Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI. Zaniepokojenie autorów petycji wywołała też powieściowa szkoła magii, jak również fakt, iż samą magią w rzeczonych książkach zajmują się ludzie, a nie fantastyczne, baśniowe stwory. Dyrekcja szkoły odpowiedziała listem, zawier...

Promujcie czytelnictwo

Wakacje się kończą, już za kilka dni dzieciaki pójdą do szkoły; wiele spośród nich, z powodu deformy Zalewskiej, nie do tej, gdzie iść marzyło. Ciekawy program w kwestii systemu oświaty ma Lewica, proponująca m. in. nowe technologie w szkołach, wycofanie katechezy, wprowadzenie lekcji wychowania seksualnego i zajęć na temat cyberbezpieczeństwa (o czym pisałem wczoraj). Ale widziałbym zadanie dla wszystkich ugrupowań i polityków demokratycznych. Jednym z warunków prawidłowego funkcjonowania demokracji jako ustroju jest wszak istnienie dobrze rozwiniętego, aktywnego społeczeństwa obywatelskiego. A takowe nie powstanie bez ludzi z wyobraźnią, myślących i wiedzących, co się dookoła nich dzieje, co robią politycy, i co to oznacza dla nas wszystkich. Aby takich osób było jak najwięcej, ich umysły potrzebują słowa pisanego, zwłaszcza książek – nader różnych, od beletrystyki po pozycje naukowe tudzież filozoficzne. Ludzi zaś do kontaktu ze słowem pisanym należy zachęcać. Co jest ważną r...

Ból słowa pisanego

Ukazały się wyniki nowej edycji badań czytelnictwa w Polsce. Cóż, jest źle… bardzo delikatnie rzecz ujmując. W roku bowiem 2018 aż 63 proc. członków naszego społeczeństwa nie przeczytało ANI JEDNEJ książki; wskaźnik ten utrzymuje się na podobnym poziomie, z lekkimi tylko fluktuacjami, od 2008 r. Jedynie 9 proc. Polaków czyta rocznie siedem lub więcej książek. Niewesoło też wygląda sprawa z posiadaniem tychże wspaniałych przedmiotów – 28 proc. naszych rodaków nie ma w domu ani jednej książki (sam, niestety, znam takie osoby), a dalsze 7 proc., owszem, ma, ale tylko podręczniki. Na szczęście, są i tacy, u których półki się pod dziełami literatury uginają, a w mieszkaniach brakuje miejsce na nowe pozycje; mam zaszczyt zaliczać się do tego grona. Jasne, są też w Polsce obywatele (w tym, nie chwaląc się, autor tej notki), którzy czytają bardzo dużo, nie liczą książek, jakie nie tyle przeczytali, ile pochłonęli. Ci bibliofile i bibliomani do pewnego stopnia równoważą tych, co ni...

Dzień Przytulania Bibliotekarza

Nadszedł nam oto 1 marca, a wraz z nim święto, i to wesołe, radosne, przyjemne. Nie, nie będę dzisiaj pisał o państwowym „święcie” morderców, gwałcicieli, bandytów i zdrajców z reakcyjnego podziemia działającego w Polsce po zakończeniu II wojny światowej – są już w mackach Cthulhu, i niech tam pozostaną! Dzisiejszy dzień jest, a raczej może być, znacznie fajniejszy i bardziej zabawny, mamy bowiem Dzień Przytulania Bibliotekarza. Toteż, jeśli odwiedzicie dziś bibliotekę, okażcie pracującym tam osobom trochę serca i dobroci – oni też są przecież ludźmi pracy, a ich wysiłek przekłada się na rozwój kulturowy społeczności lokalnej, co piszę bez kpiny, szyderstwa ani lizusostwa. Mam szczęście mieszkać w gminie, gdzie zarówno ośrodek kultury, jak i biblioteka (zwłaszcza, odkąd jest nowe kierownictwo tej ostatniej) działają naprawdę prężnie, i to pomimo tego, że – jak to w małej gminie, budżet tych instytucji na kolana ponoć nie powala; z drugiej strony, dobrze, że władze tejże ...

Książka w PRL-u i dziś

Przyszła mi chęć na odświeżenie sobie klasyki literatury polskiej w postaci powieści C.K. Dezerterzy , autorstwa Kazimierza Sejdy. Wspaniałe dzieło, powstałe na podstawie wspomnień autora z I wojny światowej, jednocześnie stanowiące dziedzictwo kulturowe dawnej Galicji, skąd i ja pochodzę. Powieść jest przy tym ogromnie zabawna (trzeci raz czytam, i nie mogę powstrzymać się od rechotu), ale też znacznie bardziej gorzka niż jej (również zresztą wybitna) filmowa ekranizacja w reżyserii Janusza Majewskiego. Zarówno zresztą książka, jak i film zawierają przecudną obelgę, wręcz idealnie dopasowaną do pewnego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w jednej zerowej osobie, co świadczy o tym, że Kazimierz Sejda być może miał zdolności profetyczne. Jednakże dzisiejsza notka nie będzie poświęcona recenzji klasyki naszej literatury. Otóż, posiadany przeze mnie egzemplarz C.K. Dezerterów (kupiłem go kilka lat temu w, chyba już nieistniejącym, jasielskim antykwariacie) wydany zo...

Czas na czytanie

Nie będę tutaj omawiał kolejnej próby zdemolowania władzy sądowniczej przez Bezprawie i Niesprawiedliwość (jakkolwiek bardzo się cieszę, że społeczeństwo znów przeciwko temu protestuje). Wybaczcie, ale nie zajmę się też kłamstwami, jakie premier Morawiecki, stojący na czele rządu Jarosława Kaczyńskiego, wygłosił w Parlamencie Europejskim; naprawdę, nie chcę zwracać kawy, którą właśnie piję. Owszem, to wszystko są kwestie nader istotne, i trzeba być człowiekiem albo ślepym i głupim, albo bardzo złej woli, by tego nie dostrzec. No właśnie, a takich ludzi nie brakuje; chodzi mi tu główne o osoby, które nawet jeśli dostrzegają, co dzieje się wokół nich, to bynajmniej tego nie rozumieją. Dlaczego? Ano, z prostego powodu, i nam nim się teraz skupię. Zaledwie 38 proc. Polaków przyznało, iż w zeszłym roku sięgnęło po choćby jedną książkę. Jasne, do pewnego stopnia odsetek ów równoważy liczba osób czytających dużo, czasem wręcz nałogowo (jedyny, swoją drogą, zdrowy nałóg); ja, podobn...

Polak i książka

Mamy wakacje, czyli najlepszy w roku okres, by sięgnąć po książkę. Forma nieważna – czy to papier, czy to e-book, treść pozostaje ta sama, nośnik jest kwestią wtórną. Kontakt ze słowem pisanym, zwłaszcza z literaturą piękną, sprzyja rozwojowi wyobraźni i intelektu, uczy samodzielnego, kreatywnego myślenia, jest też wspaniałą rozrywką, znacznie – jak dla mnie – lepszą niż takie na przykład bieganie za nadmuchanym skórzanym balonem. Mówiąc krótko, kto czyta powieści, opowiadania, (auto)biografie, reportaże i inne dzieła literackie, nie tylko miło spędza czas, ale też mądrzeje. W Polsce, niestety, liczba osób czytających spada i na tle reszty świata jest bardzo niska; ponad 60 proc. obywateli przyznaje, iż w minionym roku nie przeczytało ani jednej książki, co wywołuje zgrozę (no i dlatego jesteśmy tak ciemnym społeczeństwem, podatnym na kłamstwa i manipulację, pośród członków którego coraz powszechniejsza jest wiara w to, że Ziemia jest płaska, a wszyscy uchodźcy to nieroby i terr...