Posty

Wyświetlam posty z etykietą przymus ekonomiczny

Bioroboty – ciąg dalszy

Wczoraj pisałem o tym, że kapitalizm, jako system totalitarny, tak manipuluje ludźmi (a konkretnie proletariatem), by społeczeństwo przekształciło się w zbiorowisko, wrogo wobec siebie nastawionych, biorobotów, czyli organizmów z umysłami zaprogramowanymi w kierunku harowania na bogactwo kapitalistów i kwestionowania własnej wolności. Jednakowoż biorobot ma za zadanie nie tylko zasuwać i poświęcać całe swoje życie na rzecz kapitalistycznego wyzyskiwacza. Systemowe programowanie zapisało mu w umyśle jeszcze jedną funkcję: konsumowanie, najlepiej bezwolne i bezmyślne. Otóż, jeżeli biorobot cokolwiek zarobi (ma wszak pracować za możliwie najniższe pieniądze, a nawet za darmo, choćby na bezpłatnym stażu), i jeśli jakiekolwiek kwoty zostaną mu po uiszczeniu poszczególnych opłat tudzież rachunków, musi kupować, kupować i jeszcze raz kupować. Nie tylko artykuły niezbędne do życia: żywność, napoje, odzież, leki (w razie choroby), itd. Zaspokajać winien nade wszystko potrzeby sztucznie wyk...

Dzień sprawiedliwości społecznej

Dziś mamy 20 lutego. Coś mi się wydaje, że głównonurtowe, czyli prawicowe i prokapitalistyczne media nie wspomną, iż jest to Światowy Dzień Sprawiedliwości Społecznej. A to dlatego, że zarówno prawicy, jak też kapitalizmowi (a w zasadzie kapitalistom) z ideą ową nie pod drodze; pełna realizacja naczelnej zasady (o czym za chwilę) sprawiedliwości społecznej stanowiłaby wszak koniec tego nieludzkiego systemu ekonomicznego. Jak to zwykle bywa w przypadku szeroko pojętej humanistyki, nie ma jednej uniwersalnej definicji sprawiedliwości społecznej; to, jak ją określamy, uzależnione jest od naszego światopoglądu czy ideologii społeczno-politycznej, która jest nam bliska. I tak, dla prawicowca (tu zbliżone poglądy mają faszyści, nacjonaliści i neoliberałowie) sprawiedliwe ze społecznego punktu widzenia będą niskie płace robotnika, a także zwalnianie najbogatszych obywateli, zwłaszcza kapitalistów – prywatnych właścicieli środków produkcji – z podatków, bo wówczas zaoszczędzone pieni...

Hodowla parobków

Niedawno jeden z politykierów (politykami tej niezbyt szacownej zbieraniny nazwać się nie da) Bezprawia i Niesprawiedliwości stwierdził, że należałoby wprowadzić „bykowe”, czyli specjalny podatek, który płaciliby nieżonaci, bezdzietni mężczyźni. Rozwiązanie takie, swoją drogą, funkcjonowało przez jakiś czas w okresie PRL-u. Kawalerowie (albo single, jak się dziś mówi) płacili nieco wyższe podatki niż żonaci obywatele; wówczas daniny publiczne były jednak na tyle niskie, że „bykowe” nie było szczególnie odczuwalne, co wiem od człowieka, który je odprowadzał, dopóki się nie ożenił. Rozwiązanie takie miało na celu zachęcać (przymuszać?) do zakładania rodzin; no, ale system gospodarki centralnie planowanej, opartej na pełnym zatrudnieniu oferował Polakom „małą stabilizację” (w porównaniu z dzisiejszymi warunkami bytowymi była to wszelako bardzo duża stabilizacja) oraz spore szanse na awans społeczny, co faktycznie umożliwiało wchodzenie w związek małżeński i posiadanie dzieci. Dziś tej ...