Posty

Wyświetlam posty z etykietą komercjalizacja

Szał zakupów

Wielkimi krokami zbliżają się święta mylnie zwane Bożym Narodzeniem (tak naprawdę są to Solstycja lub słowiańskie Szczodre Gody). Już za tydzień pierwsza w historii – dzięki Lewicy, dodajmy – ustawowo wolna od pracy Wigilia. A tymczasem od dłuższego już czasu trwa (przynajmniej tak nam wmawiają kapitalistyczni propagandyści) świąteczny szał zakupów, o którym wspomniano nawet… w prognozie pogody w jednej z największych polskich stacji telewizyjnych. Bo wiadomo, skoro święta (każde), to trzeba kupować, kupować, kupować… Już to prezenty, już to żywność, której człowiek nie jest w stanie przejeść, już to nowe sprzęty AGD, już to elektronikę, a i nowy samochód by nie zaszkodził. Nieważne, czy sami wykazujemy zakupową chęć, czy też nie, reklamy bombardują nas na każdym kroku, wręcz wmuszając różne towary, sprzedawane po jakoby promocyjnych cenach. Natarczywi robią się też telemarketerzy. Cóż, nic dziwnego, skoro Boże Narodzenie (no dobra, zostańmy już przy tej nazwie) to chyba najbardz...

Nieco mniejsza komercja

Do tegorocznej Wielkanocy (katolickiej) pozostało nieco ponad dwa tygodnie. A to oznacza, że sezon świątecznych reklam jest w pełni. Wystarczy włączyć na chwilę telewizję, aby zobaczyć spoty, na których ludzie zasiadają do wielkanocnych posiłków – oczywiście rodzinnych – celem spałaszowania potraw reklamowanych producentów. Z kolei w sklepach na klientów łypią baranki, króliczki, jajeczka… Wojujące na niższe ceny (co świadczy o dobrej społecznej diagnozie ich właścicieli, jak kiedyś pisałem) sieci handlowe, portugalska i niemiecka, starają się udowodnić, w której z nich składniki koszyka ze święconkami będą tańsze. Nic dziwnego, żyjemy przecież w kapitalizmie, a system ten komercjalizuje wszystko. Włącznie z religią. Chociaż odnoszę wrażenie, że w przypadku Wielkanocy – inaczej, niż to się stało z takim na przykład Bożym Narodzeniem (nazwa święta jest mylna, ale nie wchodzę teraz w historyczne czy mitologiczne dywagacje) – skomercjalizowana została nie tyle jej warstwa stricte reli...

Bombki i choinki

Minęły Dziady/Halloween, Wszystkich Świętych, Zaduszki, rocznica Rewolucji Październikowej, rocznica odzyskania niepodległości przez Polskę i Dzień Niepodległości. Listopad zbliża się do połowy, trwa polityczna dyskusja, czy 24 grudnia powinien być dniem wolnym od pracy… A tymczasem sezon na bożonarodzeniowe reklamy przybiera coraz bardziej rozbuchaną formę. Przy czym, pisząc: „bożonarodzeniowe”, mam na myśli nie tyle chrześcijańskie święto, wyrosłe na bazie mitraizmu, ile kapitalistyczną komercję z nim związaną. Wiecie, te wszystkie choinki, bombki, czekoladowe Mikołaje, a przede wszystkim prezenty, jakie „trzeba” kupić możliwie najwcześniej, po to, rzecz jasna, by sprawić radość kapitalistom, zwiększając ich dochody. Pierwszą tego typu reklamę przyuważyłem w telewizji już 1 listopada, acz nie dam głowy, czy nie emitowano ich jeszcze wcześniej. W każdym razie, teraz jest ich pełno, na wszystkich kanałach. Kolejne sieci handlowe coraz intensywniej chwalą się, co to mają, ewentualni...

Cud skomercjalizowany

Na początek, znów wypada mi przeprosić za brak piątkowej notki. Po raz kolejny wypadł mi dość istotny wyjazd. A teraz przechodzimy do meritum. Sierpień to w katolicyzmie polskim miesiąc pielgrzymek. Wiele osób mniej lub bardziej (no, może jednak mniej niż w poprzednich latach; laicyzacja wszak postępuje, szczególnie wśród młodego pokolenia) ruszczy pieszo lub rozlicznymi pojazdami mechanicznymi już to na Jasną (choć raczej należałoby powiedzieć: Brunatną) Górę (częstochowianie podobno nie lubią tego, gdyż pielgrzymi zaburzają im spokój i zanieczyszczają miasto, a wielu spośród nich to naziole), już to do rozmaitych kalwarii. A księża i kościelnie hierarchowie mają udój. Jako zwolennik pełnej wolności sumienia i wyznania, nie mam nic przeciwko pielgrzymowaniu jako takiemu; pod warunkiem oczywiście, że pielgrzymi nikogo nie krzywdzą, niczego nie niszczą, a ludzie nie są w taki czy inny sposób przymuszani do udziału w pielgrzymach. W Polsce są one zresztą – czy przynajmniej jeszcze ...

Króliczek w lśniącym opakowaniu

W kapitalizmie wszystko ulega komercjalizacji, religia też. I nie chodzi nawet o to, że zyski czerpią z niej związki wyznaniowe; one wszak przez cały okres swego istnienia zarabiały na ludzkiej religijności, jednostkowej oraz zbiorowej, często odgórnie wpojonej (tu pragnę zauważyć, iż wiara i religijność to dwie różne rzeczy, ale to temat na odrębną analizę filozoficzną). W kapitalizmie na religiach, a raczej powiązanej z nimi ornamentyce tudzież symbolice – nierzadko na siłę dorobionej, tak jak św. Mikołaj do Bożego Narodzenia – trzepie kasiorę stuprocentowo świecki kapitał. Ot, przykładowo, wszystkie święta są w mniejszym lub większym stopniu skomercjalizowane. Najbardziej chyba Boże Narodzenie, gdyż jego atrakcyjność marketingowa jest najwyższa – najłatwiej sprzedać towary, posługując się choinkami, bombkami, reklamami promującymi rodzinne świętowanie (są one, dodajmy, niebezpieczne dla wielu osób cierpiących na depresję, stąd fala bożonarodzeniowych samobójstw), tradycyjnymi potr...

Głodny jak Amerykanin

Uważacie Stany Zjednoczone za raj na Ziemi, gdzie każdy (a przynajmniej każdy pracujący) ma zapewniony godny byt, że o stanowiącej główny propagandowy element American Dream mitycznej szansie na oszałamiający sukces nie wspomnę? Cóż, nigdy takowym Edenem one nie były; zawsze borykały się z patologiami typu skrajna nędza (u podstaw tego państwa leży, oprócz masowego mordowania Indian, kanibalizm osadników), bardzo duże nierówności społeczno-ekonomiczne, rasizm przejawiający się również w sferze zawodowej, bardzo zły, skomercjalizowany system (o ile słowo to w ogóle ma tu zastosowanie) opieki zdrowotnej, nad wyraz okrojona i też skomercjalizowana pomoc społeczna… Ale jednak po II wojnie światowej, dzięki rozwojowi gospodarczemu oraz zastosowaniu recept na wyjście z kryzysu autorstwa Keynesa, w USA zapanował relatywny dobrobyt. Który poszedł się paść w latach 80. ubiegłego stulecia, w dobie reaganomiki (później lekko tylko korygowanej przez Clintona czy Obamę), czyli wdrożenie wyjątkowo ...

Sezon prymitywnej rozrywki

Wakacje się skończyły, a wraz z nimi w telewizjach końca dobiegł sezon ogórkowy. Zaserwowane nam zatem będą nowości: nowe programy (np. motoryzacyjne na TVN Turbo, z czego się akurat cieszę), seriale (tych nie oglądam, głównie z braku czasu) oraz różnorakie show. Znów więc na parkiet wyjdą tańczące, jeżdżące na łyżwach czy co tam jeszcze „gwiazdy”, czyli celebryci. Inni celebryci zaśpiewają lepsze lub gorsze piosenki, a ich twarze będą brzmieć znajomo. Ludzie bawiący się w wojowników ninja pobiegną, przepłyną tudzież przeskoczą przez tor przeszkód, natomiast single i singielki poszukają miłości na ponoć specjalnie w tym celu przeznaczonej wyspie. Oczywiście, programy te będą miały różną jakość i nie wszystkie okażą się bezwartościowe. Trudno wrzucać do jednego worka show, którego uczestnicy muszą pochwalić się jakimiś sprawnościami, np. fizycznymi czy umysłowymi, i taki, który sprowadza się do bezmyślnego pajacowania. Niemniej jednak, z perspektywy odbiorcy (widza) i jedne, ...

Połowa wakacji

Wczoraj zaczął się nam sierpień, czyli stuknęła połowa szkolnych (w tym roku dla wielu dzieci i nastolatków koszmarnych, z powodu skutków PiS-owskiej deformy systemu wątpliwej oświaty, zwłaszcza zaś rekrutacji podwójnego rocznika) wakacji. Jeszcze tylko miesiąc (bez jednego dnia), i młode pokolenie rozpocznie nowy rok szkolny; wiele dzieciaków nie w tej szkole, gdzie chciałoby się uczyć, bo w efekcie tego, co niejaka Zalewska zmalowała, zabrakło dla nich miejsca. No, ale póki co, wakacje trwają. Wszelako nie oznacza to, że uczniowie odpoczywają od szkoły. Oto bowiem od jakiegoś już czasu w telewizji, radio czy internecie na odbiorcę zwalają się reklamy już to przyborów szkolnych, już to plecaków, już to odzieży, w której wybiorą się młodzi ludzie do placówek oświatowych, już to innych utensyliów związanych z procesem edukacji. Jedna z wielkich sieci księgarskich na stronie głównej swojego portalu chwali się, jak to pomoże dzieciom i młodzieży zacząć rok szkolny – i nie stanowi o...