Posty

Wyświetlam posty z etykietą Kościół katolicki

Fundusz do likwidacji

No wreszcie! - chciałoby się napisać. Lewica złożyła w Sejmie projekt likwidacji Funduszu Kościelnego. Przypomnijmy, że powstał on w 1950 roku (czyli – uwaga – jeszcze w okresie Stalinizmu, nawet przed formalnym utworzeniem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, co nastąpiło 22 lipca 1952 r.) jako rekompensata dla Kościoła katolickiego za upaństwowione grunta. Polega to na tym, że z budżetu państwowego (czyli to my, osoby obywatelskie, się na to składamy) idą na Kościół pieniądze, z których współfinansowane są m.in. emerytury księży. Rozwiązanie takie można byłoby uznać za sensowne i nawet sprawiedliwe… gdyby nie fakt, że w III RP Kościół katolicki, na podstawie niekonstytucyjnej (tzn. zgodnej z Konstytucją PRL, ale już nie z obecną z 1997 r.) ustawy o Komisji Majątkowej, odzyskał zarekwirowane nieruchomości, i to z naddatkiem. Niektóre przejął wraz z zamieszkującymi je ludźmi, i stąd chociażby tragedia Osiedla Maltańskiego w Poznaniu. Tak czy owak Fundusz Kościelny jest obecnie zbędn...

Igły w cukierku

Szczerze przyznam, że nie chce mi się pisać o cyrku pod Trybunałem Konstytucyjnym. Pasuje on bardziej do republiki bananowej niż do poważnego państwa; no, ale to typowe dla klerykalnej prawicy postsolidarnościowej. Szkoda tylko, że Razem zdaje się angażować w to dziadostwo po stronie PiS-u i Alfonsa (sic!). Pojawiła się wprawdzie szansa, że TK będzie normalnie funkcjonującym sądem konstytucyjnym, takim, jakim być powinien, ale pytanie, co z tego ostatecznie wyjdzie. Lepiej więc zajmijmy się czymś, o czym mówi się mniej, a co, moim zdaniem, jest ważne. Choć zdecydowanie negatywne. Oto przeglądając portale społecznościowe, łatwo natknąć się można na informacje – w tym opatrzone zdjęciami – o szpikowaniu cukierków na Halloween igłami, szpilkami tudzież ogólnie ostrymi metalowymi przedmiotami. Tak „zaopatrzone” słodycze autentycznie dawano dzieciom! Rzecz jasna, to generowanie zagrożenia dla zdrowia i życia. Sprawcy, jeśli zostaną wykryci, powinni ponieść odpowiedzialność karną; z dr...

Obawy purpury

Po portalach społecznościowych krążą memy i posty informujące, jakoby polscy biskupi obawiali się, że kiedy państwo nasze przestanie finansować Kościół katolicki (czyli chociażby zlikwiduje Fundusz Kościelny, co, swoją drogą, już dawno powinno było nastąpić), wierni nie będą go utrzymywali. Cóż, mają powody do obaw. I nie chodzi o to, że polscy katolicy są zbyt mało zamożni, aby łożyć na (jakoby) swój związek wyznaniowy – przykład podłej działalności Rydzyka jasno wskazuje, że nawet z najuboższej osoby pazerny kler jest w stanie zedrzeć ostatni grosz, a co gorsza, osoba ta jeszcze sama go odda, i to z chęcią. Problem (z kościelnego oczywiście punktu widzenia) leży w tym, że wierni nie będą chcieli płacić. To bardzo możliwe. Społeczeństwo polskie wszak się laicyzuje, zwłaszcza młode pokolenie. Ubywa osób uczniowskich na szkolnej katechezie – w niektórych szkołach całe klasy rezygnują z uczęszczania w tych zajęciach – mało tego, ogromnie spada liczba powołań, do seminariów zapisuje...

Lewica i kasa na Kościół

Odkąd w planie przyszłorocznego budżetu państwa uwzględniono rekordowo wysoką, wynoszącą ponad 283 mln zł kwotę na Fundusz Kościelny (niedawno o tym pisałem), wiele osób obywatelskich się, delikatnie rzecz ujmując, mocno zdenerwowało, dając temu wyraz między innymi na forach w mediach społecznościowych. Gniew, ma się rozumieć, w pełni jest uzasadniony. Koalicja rządowa obiecała bowiem likwidację Funduszu Kościelnego, a zamiast tego z roku na rok zwiększa jego wysokość… za co płacimy wszyscy, niezależnie od naszego stosunku do religii. To po prostu zbędne obciążenie budżetu państwa, nadto kompletnie bezzasadne; Fundusz Kościelny utworzono za poprzedniego ustroju, jako rekompensatę za słusznie skonfiskowane w okresie stalinizmu (1944-56) nieruchomości należące uprzednio do Kościoła katolickiego, będącego jednym z największych posiadaczy ziemskich i organizmem pasożytniczym. Te w III RP zostały przez solidaruchów zwrócone (nie zawsze zresztą zgodnie z prawem) owemu związkowi wyznaniowe...

Najgorszy grzech księdza

Do jednej z małopolskich parafii przyjechał biskup z kontrolą. Nie spodobało mu się, jak proboszcz jednostką owa organizacyjną Kościoła katolickiego zarządza, no to zdecydował o przeniesieniu go na emeryturę. I to właśnie wkurzyło parafian, którzy stanęli w obronie dobrodzieja, domagając się przywrócenia go na stanowisko. Podnosili, że proboszcz ów od dekad świetnie pełnił swoją funkcję i dużo dobrego robił dla parafii. Ich gniew był spory, używali nawet dość ostrych słów. W internecie, jak to zwykle bywa, szybko pojawiły się złośliwe komentarze, wymierzone w przedstawiciela kurii i oczywiście całą tę sytuację. Sugerowano – a jak najbardziej poważne medialne doniesienia zdają się to potwierdzać – że przyczyną odwołania proboszcza był najgorszy grzech, jaki może popełnić ksiądz. Nie, nie chodzi o pedofilię; nasz dzisiejszy bohater wedle wszelkiego prawdopodobieństwa żadnych zdegenerowanych skłonności wobec osób niepełnoletnich nie wykazywał. Grzechem tym jest fakt, że nie doił swoi...

Drogie państwo wyznaniowe

Rzeczpospolita Polska formalnie jest państwem świeckim. Ale TYLKO formalnie, jak bowiem wiemy, de facto od przełomu lat 1989/90 jest ona krajem wyznaniowym. Rzecz jasna, z winy solidaruchów (dzisiejsze PIS i KO, ale PSL, resztki formacji pana Hołowni tudzież naziole są równie klerykalni), którzy dopuścili Kościół katolicki do aktywnego udziału w polityce oraz obdarowali go nader licznymi przywilejami. Poskutkowało to nie tylko mentalnym cofnięciem (k)raju nad Wisłą o stulecia, ograniczeniem praw człowieka – zwłaszcza kobiet i osób LGBT + – oraz klerykalizacją edukacji, lecz także realnymi kosztami, jakie ponosimy wszyscy, niezależnie od przynależności wyznaniowej. W nadchodzącym roku z planu budżetu państwa zniknąć miał Fundusz Kościelny. Ale nie zniknie. Mało tego, rząd planuje przeznaczyć na niego 284 mln 560 tys. zł, czyli o 11 mln złociszy więcej niż w obecnym roku budżetowym. Będzie to najwyższa kwota w historii Funduszu Kościelnego. Tu przypomnijmy, że został on wprowadzony...

Krople dobra w morzu zła

Jeden z księży, który padł ofiarą nożownika (ten najprawdopodobniej ma poważne problemy z poczytalnością i w ogóle zdrowiem psychicznym; nic dziwnego – w systemie, w jakim żyjemy, każdemu w każdej chwili może odbić, szczególnie, jeśli dana osoba pochodzi z kraju ogarniętego wojną), z kościelnej ambony, podczas mszy przebaczył sprawcy, poprosił, żeby za jego czyn nie obarczać winą wszystkich Ukraińców i zaapelował o pokój. Bardzo to piękny, mądry gest, zgodny z ideami Jezusa Chrystusa. Księdzu należy się za to wielki szacunek. Oczywiście nie jest on jedynym dobrym człowiekiem w szeregach katolickiego duchowieństwa. Wspaniałe rzeczy robił (niestety już nieżyjący) ksiądz Kaczkowski, sporo dobrego da się powiedzieć o ojcu Gużyńskim, a siostra Chmielewska zasługuje na wielkie uznanie. Fajnych, pożytecznych księży, jak sądzę, spotkać też można w jakimś odsetku parafii. Jednakże działalność tych ludzi nie powinna przesłaniać faktu, że Kościół katolicki jako całość jest organizacją zdegen...

Oddane terytorium

Zrozumiałe, słuszne i uzasadnione oburzenie wywołały słowa Alfonsa, że „ Jesteśmy narodem, który może utracić terytorium, ale nigdy nie stracimy duszy; możemy oddać terytorium, ale nigdy nie oddamy naszej Ojczyzny”. Pojawiły się pytania, jakież to terytorium i, co ważniejsze, KOMU (Putinowi, Trumpowi?) chce oddawać lokator Pałacu Prezydenckiego, sypnęło nawet oskarżeniami o zdradę stanu. Krytyka, jaka spadła na Alfonsa po wygłoszeniu i zamieszczeniu w mediach społecznościowych tej wypowiedzi, jest stuprocentowo trafna. Prezydent RP nigdy nie powinien takich bzdur wygadywać ani wypisywać . No, ale wiadomo, że co do legalności prezydentury Nawrockiego Karola są wątpliwości, bo co do zupełnego braku jej jakości nijakich wątpliwości już nie ma… W każdym razie, jakkolwiek słowa Alfonsa trzeba zdecydowanie potępić, t o przecież zupełnie one nie dziwią, biorąc pod uwagę obóz polityczny, do którego on przynależy. A jest nim wszak klerykalna prawica postsolidarnościowa, konkretnie – jej ...

Kościół i śluby w plenerze

Od dłuższego już czasu modne są śluby w plenerze. Zależnie od możliwości finansowych nowożeńcy zawierają związek małżeński na łonie natury: w lesie, na łące, w górach, na sawannie, nurkując w morzu czy oceanie, itd. Co w tym złego? Nic. Nawet, jeśli małżeństwo się rozpadnie, zostaną fajne pamiątki. W sumie, nie dziwię się, że ludzie coraz bardziej to lubią i chętnie decydują się na taką opcję. Plener, natura to ogólnie super sprawa. Można być bliżej przyrody, w miejscu niezanieczyszczonym (o ile takie jeszcze są na naszej umęczonej planecie), cieszyć się walorami natury, po prostu odpocząć od murów i betonów. Organizowanie ważnych życiowych wydarzeń, takich właśnie jak ślub, na łonie natury jest znacznie przyjemniejsze niż tkwienie w takim czy innym pomieszczeniu, niekiedy pozbawionym klimatyzacji (przebywanie w takim miejscu podczas letnich upałów to zaiste nic przyjemnego). Ale nie wszyscy są z tejże mody zadowoleni. Kościół katolicki jest generalnie przeciwny ślubom w plenerze. W...

Niedziele, handel i związki

W roku 2018, czyli pod PiS-owskim nie-rządem, weszła w życie ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele. W dni owe tylko stacje benzynowe i kilka innych wyznaczonych punktów może prowadzić działalność handlową, na drobne sklepy nałożone są ograniczenia (mogą być otwarte, ale pod warunkiem, że za ladą stoi właściciel), duże markety, galerie i im podobne obiekty mają być zamknięte – z wyjątkiem kilku wyznaczonych niedziel w roku, kiedy handlować można swobodnie. Rozwiązanie to formalnie wdrożono na wniosek „Solidarności”, w praktyce wszelako stał za nim Kościół katolicki. Nie chodziło wcale – jak głosiła propaganda – o zapewnienie pracownikom sektora handlowego czasu wolnego, lecz o przeciwdziałanie laicyzacji. Biskupi uroili sobie, że coraz mniej ludzi uczęszcza na niedzielne msze, bo wolą iść na zakupy, toteż kiedy przymknie się centra handlowe, ci sami ludzie przyjdą na msze. Oczywiście tak się nie stało, ale niedziele niehandlowe pozostały. Rozwiązanie ma swoje wady i zalety, z bie...

Dlaczego nie wrócę

Nawet, gdybym przypadkiem odzyskał wiarę w Boga (a wielce wątpliwe, by tak się stało; III RP i zło na świecie skutecznie mnie z niej wyleczyły), nie wrócę do Kościoła katolickiego. Jednym z powodów jest oczywiście to, co stało się na Osiedlu Maltańskim w Poznaniu. Kuria zachowała się niczym średniowieczny feudał, sprzedając teren wraz z zamieszkującymi go ludźmi, a potem, przy użyciu państwowego aparatu terroru, zaczęła wyrzucać ich z domów. Podobna sytuacja (zbrodnia) powtórzyć się może w całej Polsce, a w zasadzie w każdym państwie, gdzie Kościół katolicki zapuścił macki swe lepkie. Cóż, nie chcę należeć do organizacji, która tak postępuje. A postępowanie owo, jakkolwiek odrażające i godne potępienia, bynajmniej nie jest najgorszą zbrodnią owego związku wyznaniowego. Przecież przez wieki całe, wręcz grubo ponad millenium, Kościół katolicki masowo mordował ludzi, i to w wyjątkowo okrutny sposób. Już to wyniszczał całe nacje czy plemiona, jakie nie chciały się ochrzcić, już to m...

Szkodnik

Rozumiem, dlaczego Mieszko I to zrobił. Potrzebował kadr do zarządzania szybko rozrastającym się w drodze podbojów i na ekonomicznej bazie handlu niewolnikami władztwie (państw w dzisiejszym rozumieniu jeszcze wtedy nie było), czyli ludzi umiejących chociażby czytać i pisać (sami wojownicy nie wystarczali do skutecznego rządzenia), a tych dostarczyć mógł jedynie Kościół. Przyjął więc książę Mieszko I chrzest. Gdyby zresztą go nie przyjął, on sam lub jego potomek tak czy owak zostałby do tego zmuszony przez zachodniego sąsiada, tyle, że wówczas doszłoby do rzezi lokalnej ludności. Chrześcijaństwo i Kościół były zatem Mieszkowi I potrzebne do władania. To zrozumiałe, choć nadejście tej religii dla Słowian było kulturową tragedią (z drugiej strony, obecnie Słowiańszczyzna się odradza, rodzimowierstwo wliczając, z czego, jak kilka razy pisałem, bardzo się cieszę). Dziś wszelako Kościół katolicki w Polsce zalicza się do największych szkodników, zwłaszcza od 1989 roku; nie był nim chyba z...

Szkoła i purpuraci

Rok szkolny zbliża się wielkimi krokami. W szkołach publicznych planowane są ważne zmiany. Nic zatem dziwnego, że uaktywnili się polscy biskupi i kardynałowie. Oto Konferencja Episkopatu Polski jęczy o dwóch rzekomych problemach, jakie mają ujawnić się po 1 września. Boli ich, że w szkołach PUBLICZNYCH (podkreślenie, jak z pewnością się domyślacie, nieprzypadkowe) będzie „zaledwie” jedna godzina katechezy tygodniowo. Purpuraci chcieliby po staremu – dwie. Apelują zatem, że „młodzi ludzie zasługują na więcej”. Drugim czynnikiem, który wyprowadza ich z równowagi, jest to, że edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa (nareszcie!). Popatrzymy zatem na owe bóle po kolei. Jeśli chodzi o zredukowanie liczby godzin szkolnej katechezy do jednej tygodniowo (powinno być zero, ale dziecko Hanny Suchockiej i Jana Pawła II w postaci konkordatu nie pozwala), to hierarchowie bredzą coś o moralności; nauczanie religii katolickiej w szkołach publicznych ma ją jakoby poprawiać, przeto im takich lekcji...

Twarde opinie nudnego papieża

Kiedy Robert Francis Prevost wybrany został na papieża i przybrał imię Leon XIV, padło wiele opinii, że będzie to pontyfikat raczej biorący na wstrzymanie, zdecydowanie nie tak wyróżniający się światopoglądowo, jak ten papieża Franciszka, który miał nader wyraziste poglądy w kwestiach społecznych, ekonomicznych czy ekologicznych (nie zmienia to faktu, że w ostatnich latach urzędowania pogubił się i nieco za mocno stanął po stronie Rosji jako agresora). I tak się stało. Pontyfikat Leona XIV jest pozbawiony większych ozdobników, papież zdecydowanie nie jest medialną gwiazdą (może to i dobrze), nie pozuje ani na jakiegoś radykalnego konserwatystę, ani na postępowca. Całość jest tak wyważona, że aż nudna i bezbarwna. Wręcz trudno zauważyć, że na czele państwa Watykan i Kościoła katolickiego w ogóle ktoś stoi. Od reguły tej jest wszelako pewien znaczący wyjątek, za który muszę Leona XIV pochwalić. Mianowicie, zajmuje on twarde antywojenne stanowisko, negatywnie odnosi się do trwających ...

Komu służy prawica?

Wystarczy nieco uważniej poobserwować polską scenę polityczną, a także zaznajomić się cokolwiek z naszymi dziejami, żeby przekonać się, iż w (k)raju nad Wisłą nie było, nie ma i zapewne nie będzie ugrupowania prawicowego, jakie służyłoby Polsce i jej społeczeństwu (z wyjątkiem oczywiście klas pasożytniczo-wyzyskujących). Już konfederacja targowicka – pierwsza polska formacja prawicowa – służyła carskiej Rosji, która zresztą stała za jej powołaniem. Endecy też długo lepili się do cara, a w II RP wysługiwali się kapitałowi i arystokracji. „Solidarność” i ruch, jaki wokół niej wyrósł, w latach 80. XX wieku, były instrumentami USA oraz Watykanu. I tak dalej. A jak jest obecnie z polską prawicą? To znaczy, komu służy, czy raczej się wysługuje? Wszyscy, ale to wszyscy prawicowi politycy tudzież wszystkie ugrupowania z prawej strony sceny politycznej działają na smyczy wielkiego kapitału, zarówno obcego (amerykańskiego, zachodniego, japońskiego, koreańskiego, ponadnarodowego), jak też lokal...

Wakacje palestyńskich dzieci

O Kościele katolickim mam generalnie krytyczne zdanie, niemniej nie mogę nie zauważyć, że są jego funkcjonariusze, którzy robią dobre, a nawet bardzo dobre rzeczy. Świetnym przykładem jest oczywiście siostra Chmielewska, choć nie tylko. Ot, w tym miesiącu bardzo piękny gest wykonał ksiądz Jarosław Lipniak z parafii pod wezwaniem Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny z Witoszowa Dolnego pod Świdnicą, we współpracy z zakonnicą Szczepaną Hrechorowicz, dyrektorką Domu Pokoju prowadzonego w Betlejem przez polskie siostry Elżbietanki. Tak, chodzi o to Betlejem, w którym urodzili się król Dawid (nie wiadomo, czy był postacią historyczną, czy mityczną) oraz Jezus Chrystus (jw., choć przypuszczam, że był ktoś taki, acz jego życie i działalność wyglądały inaczej niż przedstawione w Ewangeliach); obecnie jest to oczywiście miast arabskie, palestyńskie. Otóż, dzięki nim szesnastodniowe wakacje w Polsce spędzić mogło trzydzieścioro palestyńskich dzieci, na co dzień mieszkających pod opieką tegoż ...

Przywileje opasłego dona

I innych zawodowych funkcjonariuszy Kościoła katolickiego. Ale po kolei. Kardynał Stanisław Dziwisz, były metropolita krakowski, a jeszcze wcześniej, przez lat trzydzieści dziewięć, najbliższy współpracownik i osobisty sekretarz papieża Jana Pawła II, obecnie zaś purpurat-emeryt, nie chce stawić się przed sądem. A wzywany jest jako świadek w procesie, który Archidiecezji Krakowskiej wytoczył były ministrant, jaki jeszcze w latach 80. miał być molestowany przez jednego z księży. O czym, jak twierdzi ów człowiek (któremu z całego serca współczuję), Dziwisz wiedział, ponieważ informował go o tym nieżyjący już ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, o którym można mieć różne zdanie, ale nie da się mu odmówić zasług w tępieniu kościelnej pedofilii. Dziwisz jednakże na pierwszą rozprawę, podczas której miał być przesłuchany, nie przyszedł, gdyż był chory. Okej, to można zrozumieć. Na drugiej jednak nie stawił się również, tłumacząc się stanem zdrowia i prosząc, żeby sąd go… nie wzywał, bo cała s...

Ci, co rozbudzili nienawiść

Paskudna sytuacja z Bielska-Białej (stanowiąca, przypominam, element większej, nader ponurej całości), o której pisałem wczoraj, spowodowała, że w przestrzeni publicznej rozgorzała dyskusja na temat nienawiści, skierowanej głównie przeciwko cudzoziemcom, zwłaszcza Ukraińcom. I bardzo dobrze, że podnoszą się głosy oburzenia na ten temat, bardzo też dobrze, że wskazuje się winnych: hitlerowską Konfederację Korony Polskiej (partia Brauna, wprost realizująca wytyczne z Kremla), nazistowską Konfederację czy klerofaszystów PiS-owskich, zwłaszcza Czarnka. Cieszy także, iż pojawiają się postulaty delegalizacji Barunowej sekty (aczkolwiek wątpię, by zostały zrealizowane). Pamiętajmy jednak, że skrajna prawica nie szerzyłaby nienawiści – wobec Ukraińców i innych obcokrajowców, uchodźców, Żydów, muzułmanów, osób LGBT+, kobiet czy kogokolwiek innego – gdyby nie miała na to przyzwolenia. A nie dostała go wczoraj. Budzenie brunatnych demonów zaczęło się w 1989 roku, kiedy to do władzy doszła kl...

Zakłamana wspólnota

Jednym z najbardziej załganych sformułowań jest majątek kościelny – w odniesieniu do Kościoła katolickiego i, jak przypuszczam, prawosławnego, bo w Kościołach protestanckich, tych lepiej funkcjonujących w każdym razie, rzecz wygląda nieco bardziej demokratycznie. Gdzie tu kłamstwo? Nie chodzi oczywiście o to, że Kościół katolicki majątku nie posiada; posiada, i to gigantyczny. W samej tylko Polsce to liczne nieruchomości, składające się na około połowę terytorium kraju (sic!), przekazane, oczywiście za bezcen, przez solidaruchów, do czego dochodzi największy skarbiec w państwie (Jasna Góra), liczne dzieła sztuki, zabytki, zyski z działalności gospodarczej, itd. No i oczywiście pieniądze publiczne, czyli nasze, przelewane przez władze państwowe i samorządowe. Krótko mówiąc, związek ów wyznaniowy jest bardzo bogaty. Oczywiście, z poszczególnymi księżmi bywa różnie – trafiają się tacy, co żyją w ubóstwie, choć nie brakuje kapitalistycznych burżujów w rodzaju Rydzyka – niemniej jako i...