Posty

Wyświetlam posty z etykietą prawica

Przeciwnicy zdrowej diety

W tym roku szkolnym wdrożono bardzo ważną reformę. Otóż, w szkolnych i przedszkolnych stołówkach jest mniej mięsa, a więcej owoców i warzyw. Nazywa się to dietą planetarną, ponieważ jest dobre dla Ziemi; nadprodukcja mięsa to jeden z głównych czynników katastrofy klimatycznej, przeto zdecydowanie warto ją ograniczyć. Poza tym, jest po prostu zdrowsza. Homo sapiens zwierzęciem jest roślinożernym, jego uzębienie przystosowane jest do gryzienia i żucia pokarmu roślinnego, a układ trawienny – do trawienia tegoż. Mięso człowiek jeść może jeno w sytuacji awaryjnej, tzn. gdy nie ma dostępu do menu roślinnego; zauważono to już w starożytności. Nadmiar mięsa szkodzi, chociażby z tej przyczyny, że jest ono dla nas rakotwórcze (zwłaszcza niektóre jego rodzaje) i wywołuje liczne choroby. Nowa szkolna i przedszkolna dieta wyjdzie więc dzieciom oraz młodzieży na zdrowie. Nie tylko będzie przyjaźniejsza dla środowiska naturalnego, ale też sprawi, że młode organizmy rozwijały się będą lepiej. Oc...

Hitlerowskie ostrzeżenie

Szok i niedowierzanie wśród polskich demokratów. Oto w niemieckim landzie Saksonia-Anhalt, leżącym w dawnej NRD, wybory lokalne wygrała skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD), czyli nic innego, jak nowa wersja hitlerowskiej NSDAP. Różnica jest taka, że partia szurniętego malarza ideologicznie bazowała na antykomunizmie, antysocjalizmie i ogólnie antylewicowości, później na antysemityzmie i nienawiści do Słowian, natomiast AfD uderza w imigrantów (w tym Polaków – taka informacja dla polskich idiotów popierających to polityczne guano), Unię Europejską i ogólnie wszystko, co nie niemieckie. Wykazuje też tendencje rewizjonistyczne w stosunku do granicy polsko-niemieckiej (a mimo to w Polsce są idioci, co popierają to guano). Poza tym, same podobieństwa, na czele z kwestionowaniem demokracji i praw człowieka. O chęci reaktywowania obozów zagłady politykierzy AfD nie mówią głośno, ale to nie znaczy, że o tym nie myślą… Wielu komentatorów obawia się, że to dopiero początek drogi ...

Szkodnik

Rozumiem, dlaczego Mieszko I to zrobił. Potrzebował kadr do zarządzania szybko rozrastającym się w drodze podbojów i na ekonomicznej bazie handlu niewolnikami władztwie (państw w dzisiejszym rozumieniu jeszcze wtedy nie było), czyli ludzi umiejących chociażby czytać i pisać (sami wojownicy nie wystarczali do skutecznego rządzenia), a tych dostarczyć mógł jedynie Kościół. Przyjął więc książę Mieszko I chrzest. Gdyby zresztą go nie przyjął, on sam lub jego potomek tak czy owak zostałby do tego zmuszony przez zachodniego sąsiada, tyle, że wówczas doszłoby do rzezi lokalnej ludności. Chrześcijaństwo i Kościół były zatem Mieszkowi I potrzebne do władania. To zrozumiałe, choć nadejście tej religii dla Słowian było kulturową tragedią (z drugiej strony, obecnie Słowiańszczyzna się odradza, rodzimowierstwo wliczając, z czego, jak kilka razy pisałem, bardzo się cieszę). Dziś wszelako Kościół katolicki w Polsce zalicza się do największych szkodników, zwłaszcza od 1989 roku; nie był nim chyba z...

Alfons i dzienniczek elektroniczny

Weta lokatora Pałacu Prezydenckiego, niejakiego Nawrockiego Karola zwanego Alfonsem i Batyrem, są w większości szkodliwe. Kosztowały już polski budżet (czyli nas wszystkich!) ponad osiem miliardów złotych, nie dopuściły do wejścia w życie pożytecznych rozwiązań, utrzymały liczne patologie. Przykładem jest to, któremu poświęcona zostanie dzisiejsza notka. Oto zaczął się nowy rok szkolny. Wraz z jego początkiem w aplikacji mObywatel miał być dostępny państwowy eDziennik, czyli nic innego, jak elektroniczny dzienniczek szkolny. Dzięki niemu rodzice pozyskiwaliby wiedzę o ocenach swoich pociech, ich obecności (lub nieobecności) na lekcjach, zachowaniu, informacjach klasowych i tym podobnych sprawach. Podobne rozwiązania już funkcjonują, tyle że w postaci aplikacji przygotowanych przez prywatne koncerny informatyczne, oczywiście dla zysku. Ale eDziennika nie będzie, bo Alfons zawetował ustawę. Jakoby w obawie o bezpieczeństwo danych osobowych i w odpowiedzi na apel środowiska nauczycie...

Ponure dziedzictwo

Dziś czterdziesta szósta rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych między rządem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej a komitetami strajkowymi; na ich mocy m.in. zalegalizowano NSZZ „Solidarność”, wokół którego to związku zawodowego narodził się cały ruch społeczny. Z tej okazji obchodzimy Dzień Solidarności i Wolności. Czy jednak słusznie? No, niekoniecznie jest co świętować. Niestety, sterowana przez Watykan i CIA „Solidarność” porozumień dotrzymać nie chciała, obumierała też jako ruch robotniczy, zmieniając się w klerykalną, nacjonalistyczną targowicę o charakterze antypaństwowym. Stawiała coraz to nowe żądania, niemożliwe do zrealizowania, nieuzasadnione zaś strajki pogłębiały kryzys gospodarczy. Z kolei władze PRL krępowane były przez doktrynę Breżniewa. Efektem konfliktu wywołanego przez „Solidarność” była tragedia w postaci stanu wojennego. Jednakże strona solidarnościowa doszła do władzy w 1989 roku; wyodrębniały się z niej poszczególne prawicowe partie polityczne, ewoluując...

Walczący z islamem

Przez długi czas paliwem politycznym dla sporej części polskiej prawicy, zwłaszcza oczywiście skrajnej, był antysemityzm – zarówno ten czerpiący z głębin katolickiego, kościelnego przekazu, jak i z urojeń Romana Dmowskiego oraz jego następców. Innym takim paliwem była rusofobia. Potem homofobia. Migracja rozbudziła na nowo rasizm tudzież ksenofobię; posługują się nimi nawet w miarę umiarkowani prawicowcy, tacy jak Donald Tusk czy Rafał Trzaskowski. Od pewnego czasu rozwijała się nienawiść wobec Ukraińców i ogólnie osób mówiących ze wschodnim akcentem (narobiła bardzo dużo szkód, vide ataki słowne i fizyczne). Wydaje się jednak, że owe paliwa w znacznej mierze już się zużyły, coraz rzadkiej tankowane są bowiem do (skrajnie i nie tylko) prawicowych baków. Zastępuje je forma nienawiści i nietolerancji wymierzona w kolejną grupę. Chodzi o islamofobię, znów ożywioną i wyciąganą przez brunatną hołotę na piedestał. W ostatnich tygodniach hitlerowcy związani ze środowiskami konfederackimi ...

Od Nawrockiego dla kapitalistów

Niejaki Nawrocki Karol, czyli obecny lokator Pałacu Prezydenckiego, nazywany jest szyderczo nie tylko Batyrem czy Alfonsem, ale też Wetomanem. Z tej oczywiście przyczyny, że wetowanie ustaw zdaje się jednym z jego ulubionych zajęć; zawetował ich przez rok więcej niż Aleksander Kwaśniewski przez całą swoją prezydenturę. Oczywiście większość tych działań podjął Alfons na rozkaz swojego bezpośredniego przełożonego, czyli Kaczyńskiego Jarosława, prezesa Bezprawia i Niesprawiedliwości. To na jego polecenie wetowane są ustawy tworzone przez koalicję rządową lub nawet obywatelskie; ot, typowa walka polityczna. Niektóre akty prawne zawetował Alfons, żeby przypodobać się najbardziej prymitywnemu elektoratowi – pierwsza wersja ustawy łańcuchowej, chociażby. Ale są jeszcze inne. Otóż, część wet to nic innego, jak realizacja interesów wielkiego kapitału. Przykładowo, chciała koalicja rządowa wprowadzić podatek od nadzwyczajnych zysków działających w Polsce koncernów paliwowych. Dzięki temu zy...

Będzie łgał

Pamiętacie, jak Mateusz Morawiecki, czyli bankster Pinokio, był premierem nie-rządu Jarosława Kaczyńskiego? Łgał wówczas, ile wlazło. Niektóre jego łgarstwa były nawet żenująco zabawne, jak choćby to, że własną osobą miał on negocjować członkostwo Polski w Unii Europejskiej (pojawiły się żarty, że trzymał też Mieszka I do chrztu). Ogólnie (jak zresztą niedawno pisałem), jest on obrzydliwą, zdradziecką postacią, nawet jak na standardy klerykalnej prawicy postsolidarnościowej, do której przynależy. Nic dziwnego, z takimi genami… Ostatnio, jak wiemy, Morawiecki zdradził Kaczyńskiego Jarosława – o ile to nie ustawka tegoż, bo i taka ewentualność wchodzi w grę – wyciągnął niektórych parlamentarzystów z klubu PiS-u (zapowiada, że przyłączą się do niego kolejni) i utworzył własne ugrupowanie. Sam w sobie rozpad Bezprawia i Niesprawiedliwości jest oczywiście dobrą wiadomością – podkreślam: o ile nie stanowi elementu większej strategii Kaczyńskiego! – niemniej po Morawieckim jako samodziel...

Komu służy prawica?

Wystarczy nieco uważniej poobserwować polską scenę polityczną, a także zaznajomić się cokolwiek z naszymi dziejami, żeby przekonać się, iż w (k)raju nad Wisłą nie było, nie ma i zapewne nie będzie ugrupowania prawicowego, jakie służyłoby Polsce i jej społeczeństwu (z wyjątkiem oczywiście klas pasożytniczo-wyzyskujących). Już konfederacja targowicka – pierwsza polska formacja prawicowa – służyła carskiej Rosji, która zresztą stała za jej powołaniem. Endecy też długo lepili się do cara, a w II RP wysługiwali się kapitałowi i arystokracji. „Solidarność” i ruch, jaki wokół niej wyrósł, w latach 80. XX wieku, były instrumentami USA oraz Watykanu. I tak dalej. A jak jest obecnie z polską prawicą? To znaczy, komu służy, czy raczej się wysługuje? Wszyscy, ale to wszyscy prawicowi politycy tudzież wszystkie ugrupowania z prawej strony sceny politycznej działają na smyczy wielkiego kapitału, zarówno obcego (amerykańskiego, zachodniego, japońskiego, koreańskiego, ponadnarodowego), jak też lokal...

Rozłam i zdrada

W ostatnich dniach tematem politycznym numer jeden w Polsce (i dla wielu osób bardzo dobrą wiadomością, dodajmy) jest oczywiście rozłam w Bezprawiu i Niesprawiedliwości. Oto bankster Pinokio, czyli Morawieckie Mateusz, zebrał około trzydzieściorga osób i wraz z nimi wystąpił z sejmowego klubu PiS-u; teraz działali będą jako nowa organizacja o nazwie Chrześcijańska Unia Jedności (ChUJ). Coś tak samo się nazywającego, jako antypolska opozycja, już funkcjonowało w latach 80. ubiegłego wieku, zostało też wymienione we wspaniałym filmie Psy Władysława Pasikowskiego; Morawiecki więc oryginalnością się nie popisał, plagiator jeden. Kaczyński niby się z rozłamowcami, co to nie podpisali podsuniętych im lojalek, pożegnał, ale, jak twierdzi, zostawił im otwartą drogę powrotną. Sam Morawiecki zapowiada (jakżeby inaczej?) budowę „nowej jakości” w polityce. Co, rzecz jasna, oznacza, że będziemy mieli kolejna kopię PiS-u, KO i Konfederacji – czyli kolejną partyjkę nurzającą się w ciemnocie, zaco...

Ci, co rozbudzili nienawiść

Paskudna sytuacja z Bielska-Białej (stanowiąca, przypominam, element większej, nader ponurej całości), o której pisałem wczoraj, spowodowała, że w przestrzeni publicznej rozgorzała dyskusja na temat nienawiści, skierowanej głównie przeciwko cudzoziemcom, zwłaszcza Ukraińcom. I bardzo dobrze, że podnoszą się głosy oburzenia na ten temat, bardzo też dobrze, że wskazuje się winnych: hitlerowską Konfederację Korony Polskiej (partia Brauna, wprost realizująca wytyczne z Kremla), nazistowską Konfederację czy klerofaszystów PiS-owskich, zwłaszcza Czarnka. Cieszy także, iż pojawiają się postulaty delegalizacji Barunowej sekty (aczkolwiek wątpię, by zostały zrealizowane). Pamiętajmy jednak, że skrajna prawica nie szerzyłaby nienawiści – wobec Ukraińców i innych obcokrajowców, uchodźców, Żydów, muzułmanów, osób LGBT+, kobiet czy kogokolwiek innego – gdyby nie miała na to przyzwolenia. A nie dostała go wczoraj. Budzenie brunatnych demonów zaczęło się w 1989 roku, kiedy to do władzy doszła kl...

Republika kartoflana

Afera związana z Warszawskim Szpitalem Południowym nie ustaje, a wręcz nabiera rozpędu. Ostatnio wychodzi na jaw, że z kontrolowaniem owej placówki przez władze miejskie było mocno nie halo, skoro ordynator SOR zarabiał zdecydowanie zbyt dużo kasy, bywał w kilku miejscach naraz i zorganizował poczekalnię VIP dla polityków Koalicji Obywatelskiej, a ujawnili to wszystko dziennikarze, nie zaś urzędnicy, którzy winni byli zająć się problemem. Padają, moim zdaniem słuszne, opinie, że zawiódł Rafał Trzaskowski. Prezydent miasta jest wszak organem kontrolnym wobec miejskich instytucji publicznych, w tym placówek opieki zdrowotnej. I jasne, że nie zajmuje się taką kontrolą osobiście, lecz ma od tego ludzi. Tu wszelako leży pies pogrzebany, ponieważ kontrolowaniem polityków KO (były już ordynator należał do tejże formacji) zajmowali się głównie mianowani przez pana Trzaskowskiego politycy KO. Innymi słowy, swoi kontrolowali swoich… o ile o jakimkolwiek kontrolowaniu w ogóle można mówić. Z cz...

Ofiary przemilczanych zbrodni

Z powodu głupiej i niepotrzebnej awantury o Order Orła Białego, rozpętanej ze szkodą dla Polski przez Alfonsa, dużo się w ostatnich dniach mówi o Rzezi Wołyńskiej i innych zbrodniach UPA. W praktyce jednak nie mamy do czynienia z refleksją historyczną, lecz z odrażającym politycznym tańcem na grobach ofiar w wykonaniu (głównie skrajnej) prawicy – polskiej tudzież ukraińskiej. A tymczasem są inne, znacznie świeższe zbrodnie, jakie popełniono w Polsce. Te, które oficjalny przekaz medialno-propagandowy przemilcza. O najgorszej z nich, pod względem liczby zabitych, prawie się nie wspomina, a jeśli już, to jako o… zasłudze. Mowa oczywiście o planie Balcerowicza (początek lat 90. ubiegłego stulecia), czyli restauracji nieludzkiego systemu kapitalistycznego w (k)raju nad Wisłą: zniszczeniu państwowych zakładów produkcyjnych (z PGR-ami na czele), rabunkowej prywatyzacji, odnowieniu hiperinflacji, itd. Oprócz zrujnowania polskiej gospodarki i kolonizacji państwa przez obcy kapitał – co był...

Słowiańskie odrodzenie

Wczoraj była Noc Kupały, czyli prasłowiańskie święto początku lata. Nasi przodkowie w najkrótszą noc w roku palili ognie i składali bóstwom ofiary, puszczali wianki na wodzie (a raczej puszczały, gdyż robiły to dziewczęta) gwoli wróżb odnośnie związku, szukali kwiatu paproci… Po przyjęciu chrześcijaństwa Kościół katolicki wprowadził w to miejsce Noc Świętojańską; nie zdołał wykorzenić dawnych zwyczajów, toteż je zawłaszczył i przerobił. Teraz jednak Noc Kupały wraca w oryginalnej dacie, z oryginalnym przesłaniem, podobnie jak Dziady oraz inne słowiańskie święta czy tradycje. Powrót ów ma swój oddźwięk także w polskim kapitalizmie – vide przeceny z okazji Nocy Kupały w ofercie licznych księgarni tudzież wydawnictw. Moda na słowiańskość ma wszak swój element komercyjny. Ale oprócz tego były różne imprezy i wydarzenia kulturalne, mniej lub bardziej nawiązujące do religii przodków. Swoje obrzędy oprawili też rodzimowiercy, których w Polsce jest coraz więcej, zrzeszeni są w różnych zwią...

Naziści i państwo polskie

Na polskich lotniskach pojawili się nazistowscy (samym swoim zdradzieckim istnieniem profanują świętą słowiańską ziemię!) bojówkarze z Ruchu Obrony Gaci… znaczy, Granic (ci od Bąkiewicza, co to w Berlinie awanturę urządził, a potem płakał, gdy go tamtejsza policja słusznie ukarała). Mieli na sobie jakieś podrabiane mundury i zaczepiali przybyszów z zagranicy, tych zwłaszcza o cokolwiek ciemniejszej karnacji, usiłując ich legitymować. Oczywiście to element ksenofobicznej, rasistowskiej polityki tych obmierzłych hitlerowców. Ludzie myślący poczuli zaniepokojenie, szybko rozległy się – jak najbardziej słuszne – głosy potępiające paskudną ową akcję. W internecie pojawiły się petycje do władz Polski, aby zareagowały na takie zachowanie nazistów od Bąkiewicza. I słusznie, bowiem reakcja powinna być. Tyle, że jej nie było. Żadnej. Bojówkarze działali sobie spokojnie, nieniepokojeni przez policję ani inne właściwe służby. Pokazuje to wyraźnie, że Polska po 1989 roku stała się badziewnym p...

Wsparcia brak

W ostatnich dniach Polacy – ci w każdym razie, którzy interesują się sportem – żyją sukcesami Mai Chwalińskiej, tenisistki. Mnie sport nie interesuję, ale pani Mai gratuluję i życzę dalszych sukcesów. Warto wszakże zauważyć, że zaraz po tym, jak doszła do finału w nader ważnym turnieju tenisowym, w internecie pojawiły się informacje, iż kilka lat temu, gdy dopiero rozkręcała swą karierę, bodajże trzykrotnie (jeśli coś pokiełbasiłem, to przepraszam) zwracała się do, wówczas PiS-owskiego, Ministerstwa Sportu o wsparcie finansowe. Nieodmiennie jej odmawiano, ponieważ jakoby „nie rokowała”. Cóż, najprawdopodobniej PiS-owcy, jako typowi prawicowcy i solidaruchy, woleli paść się osobiście na publicznych pieniądzach, niż przeznaczać je na rozwój, w tym przypadku, tenisa ziemnego. Jak sądzę, przypadek Mai Chwalińskiej nie jest odosobniony. Politycy – prawicowych dotyczy to szczególnie, wszak dosłownie ociekają obłudą tudzież fałszem – uwielbiają grzać się w blasku sportowców (i, w mniejsz...

Zapaść i zyski

Ojojoj! Kapitaliści są załamani, podobnie jak propagandyści nieludzkiego systemu społeczno-ekonomicznego, w jakim żyjemy. Przyrost demograficzny w Polsce jest bowiem niski (nic dziwnego przy zbyt wysokich kosztach utrzymania, marnych płacach i niemal zerowej polityce mieszkaniowej; tanie lokale na wynajem od Lewicy dopiero powstaną, ich budowa wymaga czasu), mowa wręcz o zapaści. A ta uderzy w zyski koncernów i korporacji. Dlaczego? Ano, z tej jakże prostej przyczyny, że mniej będzie zarówno klientów, jak i pracowników. Czyli ubędzie chętnych za zakup dóbr i usług. A to się przełoży na produkcję w mniejszych ilościach, czyli droższą. Wyższe zaś ceny doprowadzą do dalszego spadku popytu; pewnym wyjątkiem są dobra i usługi luksusowe, tak czy owak adresowane do zamożnych klientów. Jeszcze gorsze z kapitalistycznego punktu widzenia jest to, że zmniejszy się liczba proletariuszy. Co oznacza, że na jedno wolne miejsce pracy przypadało będzie mniej chętnych niż obecnie. Może wręcz dojść ...

Więcej na naukę

Więcej pieniędzy oczywiście. Ale po kolei. Przedwczoraj w Warszawie odbyły się demonstracje, osoby uczestniczące w których domagały się przeznaczania większych środków na polską naukę. Konkretnie 3 proc. PKB. Czy tyle by wystarczyło, przyznam szczerze, nie wiem; podejrzewam, iż jest to absolutne minimum. Tak czy owak, sektor ten zalicza się do tych, które w (k)raju nad Wisłą są drastycznie niedofinansowane. Na czym cierpią nie tylko zarobki naukowców i pracowników uczelni, ale też przeprowadzane jest mniej badań, niż mogłoby, rozwój technologiczny Polski również postępuje w tempie spowolnionym (a takie na przykład satelity dobitnie świadczą, na co nas stać – tylko więcej pieniędzy potrzeba). Co najwyżej składamy cudze technologie, zamiast kreować własne. A polscy naukowcy robią kariery na zagranicznych uczelniach (drenaż mózgów). Nie oszukujmy się, sektor naukowy znajdował się i nadal znajduje poza zainteresowaniem solidaruchów, jacy dopchali się do władzy w 1989 roku, oszukawszy sp...

Afrykanie w Lublinie

W Polsce, podobnie jak w innych krajach europejskich, mieszkają osoby z Afryki. Tak, ludzie czarnoskórzy. Pracują tutaj, studiują, uczą się (afrykańscy studenci przynoszą Polsce korzyści także czysto pieniężne, w postaci ciężkich milionów opłat za czesne, wynajem mieszkań oraz codzienne zakupy). Są wśród nich nawet gwiazdy mediów, kultury i sztuki. Co w tym złego? Absolutnie nic; to dobrze, że społeczeństwo jest zróżnicowane – dobrze, dodajmy, również z genetycznego punktu widzenia. Mam szczerą nadzieję, że osób tych będzie w (k)raju nad Wisłą coraz więcej, podobnie jak chociażby Azjatów. W każdym razie, Afrykanie są też w Lublinie. Między innymi studiują na tamtejszym uniwersytecie. I chcą w owym mieście zorganizować Africa Day Festival. W dniach 29-30 maja uśmiechnięci ludzie, głównie studenci, zamierzają przejść ulicami Lublina, zaprezentować swoją kulturę, obyczaje, powody, dla których są w Polsce, itd. Ot, taka fajna integracja społeczna, wzajemne poznanie, rzecz nader pozytywn...