Rozsądek zakutego łba
Przyznam, że śmieszy mnie, kiedy medialne (często zaliczane również do intelektualnych) elity – zazwyczaj pragnące uchodzić za „liberalne”, „nowoczesne” (ostatnio partia o tej nazwie kojarzy mi się ze szmalcownictwem w Łodzi, ale to inna sprawa), „fajne”, a niekiedy wręcz „postępowe”, mówią o zdrowym rozsądku. Najczęściej dochodzi do tego wówczas, gdy temat wywiadu czy innej dyskusji bądź debaty schodzi na zmiany, jakie zachodzą w społeczeństwie, świadomości, a co za tym idzie, języku polskim. Wówczas to osoby przedstawicielskie (oho, już byłaby obraza z ich strony!) tychże elit, czy raczej elitek, lamentują nad „poprawnością polityczną” (najczęściej oczywiście „lewacką”), która zabrania im mówienia „nienormalny(a)” o osobie w spektrum autyzmu, „Murzyn” (słowo uznane za obraźliwe) o człowieku czarnoskórym, „zdechł” o śmierci psa lub innego zwierzęcia (czyli istoty ludzkiej też, wszak zwierzętami jesteśmy), itd. Elity apelują w takich sytuacjach o zdrowy rozsądek, „bo przecież kiedyś...