Posty

Wyświetlam posty z etykietą kinematografia

Na okupowanym obszarze

Do kin wszedł film Odyseja w reżyserii Christophera Nolana. Wybierałem się do kina na seansik, ponieważ, nie ukrywam, produkcja owa mnie ciekawi i chciałbym ją obejrzeć. Wszelako, zastanawiam się, czy warto. I nie, czynnikiem zniechęcającym nie jest fakt, że Helenę Trojańską gra czarnoskóra aktorka (jej przynależność rasowa jest mi głęboko obojętna), lecz fakt, że część zdjęć nakręcono w Saharze Zachodniej. Konkretnie, na obszarze okupowanym przez Maroko od 1975 roku. Jasne, okupacja owa – nielegalna, dodajmy – nie jest aż tak krwawa, jak to, co Izrael wyczynia w Palestynie, ze szczególnym uwzględnieniem Strefy Gazy… niemniej brutalności nie można jej odmówić. Już w latach 70. ubiegłego wieku, po marokańskiej inwazji, połowę Saharyjczyków wyrzucono z ich domów; żyją oni, a także ich potomkowie, obecnie na algierskiej pustyni, w skrajnie trudnych warunkach. Pozostali mieszkają, praktycznie pozbawieni wolności, w państwie policyjnym, odcięci od bliskich wybudowanym przez Maroko murem...

Rasizm trojański

Wielkimi krokami zbliża się premiera filmu Odyseja w reżyserii Christophera Nolana. Czyli oczywiście ekranizacj i (któr ejś z rzędu) eposu Homera (tak przy okazji, Iliada jest lepsza z literackiego punktu widzenia). Z tej okazji niektóre wydawnictwa wypuszczają na rynek wznowienia tego dzieła. To dobrze, ale temat notki będzie, niestety, bardziej ponury. Oto, kiedy jeszcze film był w fazie produkcji, zaczęły się ataki na niego, które im bliżej premiery, tym bardziej się nasilają. Idzie o to, że w roli Heleny T rojańskiej obsadzona została czarnoskóra aktorka Lupita Nyong'o. Gdy ogłoszono tę decyzję obsadową, rozpętała się burza. Bo jakże to – Greczynkę (a raczej Achajkę; w czasach wojen trojańskich, bo było więcej niż jedna, Greków-Hellenów w klasycznym tego słowa znaczeniu jeszcze nie było, cywilizacja minojska miała charakter przed-helleński) miałaby zagrać kobieta o czarnej skórze?!!! Przecież powinna to być bladolica blondynka! Oczywiście wiele z tych ataków dokonyw...

Streamingowy wyzysk

Oho! Kolejna odsłona konfliktu klasowego na linii praca-kapitał w Polsce. Tym razem chodzi o artystów filmowych i platformy streamingowe oraz wspierający je rząd. Przedmiotem sporu są rzecz jasna pieniądze, wynagrodzenie za pracę w postaci tantiem. Jak wiemy, kapitaliści – w tym oczywiście właściciele wielkich korporacji, do których należą platformy streamingowe – czerpią swoje zyski z wyzyskiwania siły roboczej. Czyli z płacenia pracownikom jak najmniej. Im praca tańsza, tym zysk kapitalistycznego wyzyskiwacza większy. Jeśli może komuś za robotę nie zapłacić, to korzysta z okazji i nie płaci. A właśnie takie złodziejskie działanie posiadaczom platform streamingowych umożliwia luka w polskim prawie. Otóż, artykuł 70 Ustawy o Prawach Autorskich i Prawach Pokrewnych stanowi, że tantiemy – za pośrednictwem organizacji zarządzania zbiorowego – trafić mają do współtwórców dzieła audiowizualnego (producenci, reżyserzy, scenarzyści, operatorzy i kompozytorzy, ale też mogą to być inni arty...

Komunizm w serialu

Kilka tygodni temu amerykańsko-kanadyjski serial The Last of Us , wyprodukowany i transmitowany przez HBO, narobił szumu wśród polskiej (nie wiem, jak to było w innych krajach) prawicy, zwłaszcza tej betonowo-konserwatywnej oraz nacjonalistycznej/faszystowskiej/nazistowskiej. Prawacy mało nie defekowali z wściekłości, gdyż w jednym z odcinków pokazano parę gejów; tenże wątek miłosny poprowadzony był zresztą bardzo ładnie, z dużym wyczuciem, i niewiele, o ile cokolwiek, miał wspólnego z nudną hollywoodzką sztampą. A po ostatnim odcinku do owej prawicowej defekacji dołączyć mogą również nasze polskie libki, czyli konserwatyści uważający się za liberałów. Oto bowiem pokazał on system społeczno-gospodarczy, którego nadwiślańska serdecznie nienawidzi. Po kolei jednakowoż. The Last of Us jest adaptacją gry wideo (nie grałem w nią, toteż o wierności lub jej braku wypowiedzieć się nie mogę), inspirowaną m. in. wybitną powieścią Droga autorstwa Cormaca McCarthy’ego. Akcja serialu rozgrywa ...

Xenomorph w służbie kapitalizmu

Jedną z najlepszych, kultowych i klasycznych już serii filmów science fiction jest Obcy ( Alien ). Składa się z czterech części: - Obcy. Ósmy pasażer Nostromo, reż. Ridley Scott (1979); - Obcy. Decydujące starcie , reż. James Cameron (1986); - Obcy 3 , reż. David Fincher (1992); - Obcy. Przebudzenie , reż. Jean-Pierre Jeunet (1997). N ieco na uboczu tego cyklu stoją filmy: Prometeusz (2012) i Obcy. Przymierze (2017), oba wyreżyserowane przez Ridleya Scotta. Są też dwie części Alien vs. Predator , ale te w niniejszych rozważaniach pominiemy. Zajmiemy się dziś „właściwą” sagą. Jej fabuła jest dość prosta. Akcja dzieje się w przyszłości, kiedy to ludzkość podbija kosmos. Rzecz cała kręci się wokół zmagań porucznik Ellen Ripley (świetna rola Sigourney Weaver) z tytułowym Obcym, czyli kosmicznym potworem, którego nazwa gatunkowa brzmi Xenomorph. Jest on wyjątkowo niebezpiecznym paskudztwem, które może zagrozić istnieniu całej ludzkości. Krytycy oraz fani tejże serii zwracają uw...

Lewicowo na święta

Zbliża się Boże Narodzenie/Gody/Solstycja/Jule/długi weekend/co tam chcecie – w każdym razie, dni wolne od pracy (dla części społeczeństwa, bo przedstawiciele licznych zawodów pracować będą musieli). Czas odpoczynku i relaksu, niezbędnych do życia. Formy tychże są różne w zależności od naszych indywidualnych potrzeb, gustów tudzież zapatrywań. Jedni będą spędzali wolny/świąteczny czas w gronie rodzinnym. Inni pójdą w aktywność fizyczną, na jaką pozwoli pogoda. Jeszcze inni zamierzają wreszcie porządnie się wyspać. Nie braknie takich, co będą czytali książki/komiksy/prasę/strony internetowe bądź oglądali filmy. Co do mnie, to jak co roku planuję: wyspać się, pospacerować z pieskiem, poczytać dobrą literaturę i prasę oraz obejrzeć fajne filmy. A że jestem fanem science-fiction, to parę lewicowych, antykapitalistycznych obrazów z tego właśnie gatunku dziś Wam polecę: 1) Elizjum , reż. Neill Blomkamp – akcja rozgrywa się w XXII wieku. Najbogatsi kapitaliści opuścili Ziemię i zamieszkali...

Kolor syrenki

Nie, nie kultowego samochodu ze świetlanych czasów PRL-u. Chodzi o przynależność rasową filmowej postaci. Ale po kolei. Niedawno wytwórnia Disneya opublikowała zwiastun filmu Mała Syrenka (reż. Rob Marshall ), który na ekrany wejdzie w przyszłym roku. Jest to aktorska wersja animowanej produkcji z 1989 r. (reż. John Musker, Ron Clements), będącej z kolei bardzo luźną – a jeśli chodzi o optymizm, zgoła nic wspólnego niemającą z oryginałem – baśni Hansa Christiana Andersena. I się zaczęło. Oto trailer ów wywołał potężną awanturę z rasizmem w tle. W roli tytułowej obsadzono bowiem czarnoskórą aktorkę Halle Bailey. Tymczasem w filmie animowanym Ariel – bo takie syrenka nosiła imię – była BIAŁĄ ślicznotką o gęstych rudych włosach, noszącą staniczek z muszelek (zielony rybi ogon stanowił raczej nieistotny detal). Toteż liczni fani tamtej produkcji zapałali oburzeniem, pojawiły się też zmodyfikowane zwiastuny, w których Ariel została komputerowo przelakierowana na barwy z animacji. Z kol...

Upiorna zemsta za rasizm

Jedną z radości, jakich dostarcza mi życie, jest to, że w mojej miejscowości działa kino. Można w nim obejrzeć (dobra, z lekkim opóźnieniem w stosunku do premiery w multipleksach) niezłe filmy, w cenie 12 zł za bilet; jak na dzisiejsze czasy to naprawdę niedużo. A że w miniony weekend na ekranie zagościł Candyman (reż. Nia DaCosta), ja zaś miałem ochotę na dobry horror, postanowiłem umilić sobie seansem niedzielny wieczór; zawszeć to lepsze niż wkurzanie się beatyfikacją Wyszyńskiego. Jest to remake , a zarazem luźna kontynuacja klasycznego już filmu grozy z 1992 r. (jeden z najlepszych horrorów, jakie oglądałem, swoją drogą). Tytułowy bohater to czarnoskóry upiór z hakiem zamiast prawej dłoni, który ukazuje się ludziom, jacy wypowiedzą pięciokrotnie jego imię, patrząc w lustro… a potem ich zabija. Jego pojawieniu się towarzyszy rój pszczół. Na trop Candymana wpada młody afroamerykański artysta grafik, Anthony McCoy (Yahya Abdul-Mateen II), który w swojej dzielnicy (niegdyś było tam...

Filmy na długi weekend

Jutro Boże Ciało, jedno z ważniejszych katolickich świąt, co w (k)raju nad Wisłą oznacza dzień wolny od pracy (przynajmniej dla większości obywateli, bo osoby zatrudnione w zakładach działających w systemie pracy ciągłej, lekarze, pielęgniarki i inni medycy, funkcjonariusze różnych służb, itd. będą pracowali jak co dzień). Wielu (choć liczba osób mogących to zrobić systematycznie się zmniejsza, ze względu na patologię w postaci umów śmieciowych chociażby) weźmie sobie wolne w piątek, i tak oto powstanie długi weekend. Czas odpoczynku i relaksu, a przynajmniej życzę Wam serdecznie, Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, by się takim okazał. Odpoczywać i się relaksować można oczywiście na różne sposoby, na przykład oglądając filmy, najlepiej rozrywkowe, acz z ciekawym, dającym do myślenia przesłaniem. Polecam zatem kilka produkcji science-fiction o charakterze antykapitalistycznym, antyimerpialistycznym, antykolonizacyjnym, itd.: 1) Elizjum , reż. Neil Blomkamp. Ziemia za sto kilka...

Umierająca kultura

Dużo – i z reguły całkiem merytorycznie – mówi się i pisze o szkodliwości pandemii koronawirusa, a zwłaszcza służącego podobno walce z nią lockdownu dla gospodarki poszczególnych państw, w tym Polski, gdzie rząd PiS-u chaotycznie to zamyka, to otwiera poszczególne sektory, najczęściej bez nijakiego związku z sytuacją ekonomiczną. Cóż, bankructwa licznych przedsiębiorstw, z reguły małych i średnich, są faktem, a właściciele tych, które (jeszcze) nie zbankrutowały, ponoszą straty finansowe. Pracownicy tracą zatrudnienie, o nowe zaś niełatwo. Niektóre firmy zmuszone są przez złą sytuację rynkową obniżać pensje i obcinać dodatki socjalne dla swoich pracowników. W skali całego społeczeństwa przekłada się to na postępującą pauperyzację. Owszem, rządy niektórych państw usiłują walczyć z tymże narastającym kryzysem (wywołanym, przypominam, nie tyle przez samego koronawirusa, ile przez decyzje polityków), ale różnie to wygląda. W Polsce w tym roku Bezprawie i Niesprawiedliwość wprowadziło tzn...

Film o gnojeniu człowieka

Notkę dedykuję panu Tomaszowi Komendzie i ludziom, którzy pomogli mu odzyskać wolność. Wybrałem się wczoraj do kina w swojej miejscowości na film 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy , w reżyserii Jana Holoubka i na podstawie scenariusza Andrzeja Gołdy. Przy okazji – seans w maseczce to naprawdę żaden problem; w ogóle nie zwracałem na nią uwagi, pochłonięty tym, co działo się na ekranie. Albowiem film naprawdę może pochłonąć, u mnie wzbudził też spore emocje, które reżyser podkręcił, co ciekawe, dzięki narracyjnemu minimalizmowi. Ale po kolei. Fabuła, bazująca na świeżej przecież i znanej sprawie, jest taka: młody człowiek, Tomek Komenda (świetna rola Piotra Trojana), zostaje niesłusznie oskarżony o gwałt i pobicie ze skutkiem śmiertelnym nieletniej dziewczyny. Śledztwo, prowadzone przez niekompetentnych, nadto sadystycznych policjantów i prokuratora, który dobrze wiedział o niewinności oskarżonego, zmierza do nieuniknionego wpakowania niewinnego człowieka za kratki. W więzieniu...

Film dla lewicowca

Wakacje wprawdzie minęły, sezon urlopowy się kończy (zresztą, w tym roku z powodu epidemii był jakiś taki… dziwny), niemniej jednak wciąż pozostają weekendy, tym przynajmniej osobom, które nie są zmuszone do zasuwana w sobotę i niedzielę. Czas wolny można spędzać w różny sposób: spotykając się z bliskimi, czytając, spacerując, uprawiając sport… Fajną opcją jest też maraton filmowy. No to polecam listę filmów, które powinny spodobać się lewicowemu widzowi, a przy tym stanowiły będą wartościową rozrywkę, tzn. taką, co dostarczy i frajdy, i przemyśleń: 1) Godzilla ( Gojira ), reż. Ishiro Honda – oryginalna japońska wersja (jest jeszcze wersja zamerykanizowana, o dwa lata późniejsza – King of the Monsters ) z 1954 roku. Klasyczny już obraz science-fiction , który zapoczątkował najdłuższą bodaj serię w dziejach kinematografii. Historia powstałego w wyniku eksperymentów z bronią wodorową potwora, który atakuje Japonię, nawiązuje do zrzucenia bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki, a także ...

Most i film

A dziś będzie mniej o polityce, więcej za to o kulturze. Konkretnie, o kinematografii. I to amerykańskiej, interesy której zahaczyły o (k)raj nad Wisłą. Nie przepadam za serią filmów Mission: Impossible . Grającego główną w nich rolę Toma Cruise’a cenię jako aktora, niemniej pierwsza część owej serii skutecznie zniechęciła mnie do obejrzenia kolejnych; film był zwyczajnie nudny, i nawet doborowa obsada go nie uratowała. Oczywiście, to tylko moja opinia, nie trzeba się z nią zgadzać, każdy ma swoje gusta. No, ale cykl Mission: Impossible cieszy się wielką popularnością na całym świecie, toteż powstają kolejne jego odsłony; trwa produkcja siódmej. W filmie owym ma zastać wysadzony most, a przynajmniej jakiś jego fragment. I obiekt taki ekipa znalazła – w Polsce, konkretnie na Dolnym Śląsku. Chodzi o zabytkowy, liczący sobie sto jedenaście lat Most Pilchowicki. Głównie ze względu na to, że stanowi on dziedzictwo kulturowe (k)raju nad Wisłą, sprawa stała się głośna. No i zawrzało w p...