Posty

Wyświetlam posty z etykietą Adrian Zandberg

Zbyt zimno w pracy

Pracownicy jednej z działających w Polsce sieci handlowych podnieśli alarm. Okazuje się bowiem, że tej zimy (a nie zdziwiłbym się, gdyby był to kolejny taki rok z rzędu) pracują w fatalnych, szkodliwych dla zdrowia warunkach termicznych. Temperatura w pomieszczeniach, gdzie przebywają, wykonując swe obowiązki, nie przekracza kilku stopni powyżej zera. Innymi słowy, marzną. Toteż zaprotestowali, jak najbardziej słusznie. Uzyskali wsparcie organizacji społecznych i polityków partii Razem, z Adrianem Zandbergiem na czele. Z kolei ministra pracy, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z Lewicy, przypomniała, iż jeśli pracodawca nie zapewnia odpowiednich – to znaczy nieszkodliwych dla zdrowia i życia – warunków, pracownicy mają PEŁNE PRAWO odmówić wykonywania swoich obowiązków. Zobaczymy, jak się sprawy potoczną; chodzi o to, aby trochę dogrzać. Sprawa, wbrew pozorom, nie jest banalna, wychłodzenie bowiem grozi nawet śmiercią, o czym przekonały się niedawno cztery osoby w Łodzi (pisałem o tym not...

Nareszcie koniec

Jeśli cokolwiek cieszy mnie w tej kampanii wyborczej, to chyba jedynie to, że dobiega ona wreszcie końca. Już w niedzielę przekonamy się, jak złego prezydenta będziemy mieli przez najbliższe minimum pięć lat. Bo dobrego wyboru nie ma; zarówno Magdalena Biejat, jak też Adrian Zandberg odpadli w pierwszej turze. Rafał Trzaskowski i Karol Nawrocki są reprezentantami polskich i światowych koncernów i korporacji, marionetkami USA, a w przypadku Nawrockiego (choć jego konkurent jedynie pozornie jest pod tym względem lepszy) także Kościoła katolickiego. Czy wygra ten, czy tamten, korzystając z prezydenckich uprawnień, utrzymywali będą obecne polskie patologie: wszechobecny wyzysk, zaszczuwanie obywateli (zwłaszcza gorzej sytuowanych materialnie czy śmiertelnie chorych), prawną dyskryminację mniejszości (w szczególności seksualnych), zbrodnicze działania wobec uchodźców, nazistowskie zalegalizowane bezprawie antyaborcyjne i wiele innych. Trzaskowski ma nad Nawrockim tę jedną przewagę, iż lepi...

Szantaż niedemokratyczny

Wśród elektoratu Rafała Trzaskowskiego coraz częściej pojawiają się (wystarczy zajrzeć chociażby na Facebooka) apele do osób wyborczych innych kandydatów, zwłaszcza Magdaleny Biejat i Adriana Zandberga, o oddawanie głosów na prezydenta Warszawy już w pierwszej turze wyborów, tak, aby uzyskał pięćdziesiąt jeden procent poparcia. Jest to głupie, szkodliwe (w tym dla samego Trzaskowskiego) i antydemokratyczne. Zacznijmy od tego, że pan Trzaskowski w zasadzie nic nie robi, aby przekonać do siebie lewicowy elektorat. Przeciwnie. Jest zwolennikiem dzikiego kapitalizmu, czyli gospodarczo z szeroką pojętą lewicą absulutnie mu nie po drodze. Wspomagał poprzednią prezydentkę stolicy w dzikiej reprywatyzacji mieszkań, co stanowiło tragedię dla wielu ludzi i było po prostu zbrodnią, na której pasły się mafie. Obecnie prywatyzuje lokale komunalne, a na działaczy lokatorskich nasyła straż miejską. Jego ochroniarze na wiecach wyborczych brutalnie traktują ludzi, którzy chcą zadać panu Trzaskowsk...

Kukiełki wielkiego kapitału

Aby zobaczyć, kogo reprezentują poszczególni kandydaci, wystarczy spojrzeć na to, kto i jak wysokie datki wpłaca na ich kampanię. Podczas obecnych wyborów prezydenckich widać to naprawdę wyraźnie. Ot, kilka przykładów. O ile tacy Magdalena Biejat i Adrian Zandberg pozyskują środki m.in. od swoich wyborców i sympatyków, którzy wcale nie są jacyś szczególnie zamożni, o tyle z trójką prowadzących w sondażach prawicowców sprawa wygląda zupełnie inaczej. Na kampanię Nawrockiego wielki biznes buli zaiste solidne kwoty. Mentzen sam jest milionerem, ma też wsparcie, pieniężne wliczając, od innych burżujów o skrajnie prawicowych poglądach. Z kolei lista donatorów Rafała Trzaskowskiego przypomina listę najbogatszych Polaków. No cóż, nic zaskakującego. Prawica ZAWSZE stoi po stronie klas uprzywilejowanych; w kapitalizmie są to oczywiście kapitaliści – wbrew pozorom, nie drobni przedsiębiorcy (większością zaliczający się do proletariatu, bo świadczą pracę najemną, tyle że są na samozatrudnien...

Wybór między trojgiem

Partia Razem w miniony weekend oficjalnie ogłosiła, że jej kandydatem na prezydenta będzie Adrian Zandberg, czyli współprzewodniczący. Nic zaskakującego; biorąc pod uwagę sytuację owego ugrupowania, to chyba najlepsza możliwa decyzja. Chodzi rzecz jasna o to, że grupa posłów Razem, w tym pan Zandberg, wystąpiła przed kilkoma miesiącami z sejmowego klubu Lewicy… większość jednak została. Ten podział sprawił, że partia znalazła się w sytuacji… cóż niewesołej, media mówią wręcz o kryzysie (wieści te mogą wszelako być przesadzone; żadna wszak formacja lewicowa wśród działających nad Wisłą ośrodków masowego przekazu głównego nurtu przychylnością się nie cieszy). Usiłuje się jednak odbudować, a kandydatura Adriana Zandberga jest krokiem w tym właśnie kierunku. Razem życzę wszystkiego dobrego, przede wszystkim z tego powodu, że socjaldemokratyczny program tego ugrupowania zawiera bardzo wiele pozytywnych elementów, rozwiązań, które powinny zostać wdrożone, aby w Polsce żyło się lepiej. Poz...

Kandydatka

No i stało się – parlamentarna Lewica (tzn. bez Razem, które niestety się oddzieliło; szkoda, choć rozumiem pobudki – jakkolwiek paradoksalnie może to zabrzmieć – obu stron) wystawiła kandydaturę na wybory prezydenckie, jakie odbędą się w przyszłym roku. W tym, że jest to kandydatka, wielkiej niespodzianki nie ma; Lewica popełniłaby spory błąd, wystawiając mężczyznę. W tym, że kandydowała będzie Magdalena Biejat (obecna senatorka, kandydatka na prezydentkę Warszawy), też w sumie nie ma większego zaskoczenia. Obstawiałem, iż będzie to albo ona, albo Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Przy czym wybór Magdaleny Biejat z partyjnego punktu widzenia jest o tyle bardziej sensowny, że kandydatura pani Dziemianowicz-Bąk oznaczałaby utratę przez Lewicę Ministerstwa Pracy. Dodać tu trzeba jeszcze, że pani ministra pełni swoją funkcję najlepiej z całego rządu. Co do pani Biejat, uważam ją za bardzo dobrą kandydatkę. Raz, że od dawna powiązana jest z licznymi organizacjami prospołecznymi, np. Helsiń...

Program dla ludzi

Jednej listy prawdziwej (Lewica) i rzekomej (cała reszta) opozycji w wyborach do Sejmu na dziewięćdziesiąt procent nie będzie, nad czym boleją głównie lepiej lub gorzej zakamuflowani zwolennicy PO. Wieszają za to psy na Szymonie Hołowni, liderze Polski 2050, a także – w mniejszym wszelako stopniu – na Władysławie Kosiniaku-Kamyszu, stojącym na czele Polskiego Stronnictwa (niezbyt) Ludowego, gdyż chcą oni, aby ich ugrupowania startowały samodzielnie. Za to akurat nie ma co ich krytykować; wiele innych powodów do krytyki się rzecz jasna znajdzie, ale nie będziemy ich dzisiaj poruszali. Jak parę ładnych razy pisałem, wspólna lista opozycji wcale nie dałaby jej zwycięstwa, lecz przeciwnie, najprawdopodobniej spowodowałaby klęskę, tak jak to było na Węgrzech. Gdyby obok siebie stanęli kandydaci o bardzo zróżnicowanych światopoglądach, „zjednoczeni” tylko chęcią pokonania PiS-u, wiałoby to na kilometr fałszem, nadto taka „zjednoczona opozycja”, właśnie na skutek różnic światopoglądowych, ni...

A co z pracownikami?

W mediach wszelkiego rodzaju dużo się mówi i pisze o kłopotach polskich przedsiębiorców, wywołanych pandemią COVID-19, a konkretnie nie-rządowymi metodami „walki” z nią, czyli kolejnymi obostrzeniami, lockdownami, itd. W zasadzie słusznie, bo działania tego typu uderzają bardzo mocno w małe i średnie firmy, zwłaszcza z branży gastronomicznej, fitness czy turystycznej; o szeroko pojmowane sferze kultury nawet nie wspominam. Nie ma się co dziwić, że właściciele różnych lokali czy siłowni otwierają je (tak, w reżimie sanitarnym, i to ostrym; nie chcą przecież narażać klientów na zakażenie koronawirusem), korzystając z luk prawnych. Cóż, nie można oceniać zachowania człowieka stojącego pod ścianą, którą w tym wypadku jest bankructwo i utrata dorobku całego życia. Lecz przecież w wywołanym pandemią – nie tyle nawet samego COVID-19, ile durnoty europejskich polityków, myślących, że zamykanie poszczególnych firm i instytucji spowoduje ustanie rozprzestrzeniania się wiadomego mikroba, czego ...

Ci, których szanuję

Są politycy, których nie cierpię oglądać czy słuchać w telewizji, ani nawet czytać ich wypowiedzi w prasie bądź internecie. Po prostu reaguję na nich alergicznie. Zalicza się do nich większość PiS-owców (z Jarosławem Kaczyńskim, Mateuszem Morawieckim, formalnie bezpartyjnym Andrzejem Dudą oraz jak najbardziej partyjnym Ryszardem Czarneckim na czele), konfederatów, kukizowców i innych skrajnych prawicowców. To, co oni głoszą, najzwyczajniej w świecie urąga mojej inteligencji (acz nie uważam się za człowieka nadmiernie inteligentnego) oraz poczuciu przyzwoitości (acz nie uważam się za szczególnie przyzwoitą jednostkę). Mam też alergię na Leszka Balcerowicza, ale wynika ona ze zniszczenia przez niego polskiej gospodarki i ofiar, w tym śmiertelnych, jakie to spowodowało. Z kolei na prawicowców umiarkowanych alergicznie nie reaguję. Z Donaldem Tuskiem, Borysem Budką czy Tomaszem Grodzkim mogę się w takich czy innych kwestiach (światopogląd, ekonomia, społeczeństwo) nie zgadzać, mogę ...