Posty

Wyświetlam posty z etykietą religijność

Najstarszy biznes świata

Żartobliwie (acz gorzkie to poczucie humoru) mówi się, że najstarszym zawodem świata jest prostytutka. Dorzuciłbym jeszcze złodzieja i płatnego zabójcę. Co jednakże jest najstarszym BIZNESEM (w sensie – działalnością gospodarczą) świata? Wcale bym się nie zdziwił, gdyby była nim zinstytucjonalizowana religia. Zapewne jeszcze w czasach prehistorycznych, gdy przedstawiciele naszego gatunku (choć całkiem prawdopodobne, że stało się to również u neandertalczyków) byli łowcami i zbieraczami, a o osiadłym trybie życia nikt nie myślał, i kiedy kształtowały się pierwsze kulty, wyspecjalizowali się ludzie twierdzący, że utrzymują kontakt z bogami, duchami czy jakimi tam jeszcze bytami; w swoich społecznościach cieszyli się gigantycznym poważaniem, być może to oni sprawowali w nich realną władzą. Byli to rzecz jasna różnego rodzaju szamani, czarownicy i tak dalej. Jestem pewien, że swoich obrzędów nie odprawiali za darmo, lecz pobierali różnego rodzaju ofiary, i to sute. Była to więc działaln...

Dojenie przez kapłana

Z różnymi typami oszustw mamy do czynienia: na wnuczka, na policjanta, na rozliczenie ogrzewania (specjalizują się w tym administracje mieszkaniowe, naliczając rachunki niewspółmiernie wysokie do zużytego w sezonie grzewczym ciepła), na stłuczkę na rondzie czy innym skrzyżowaniu… Z wyłudzeniami i oszustwami świetnie radzą sobie banki oraz parabanki; rzecz można, że się w tym specjalizują. Oczywiście wszystkie one mają na celu kradzież, czyli wyłudzenie pieniędzy. Ale żadne z nich nie umywa się do bodaj największego oszustwa w dziejach ludzkości, czyli oszustwa na Pana Boga. W sumie, to nie wiadomo, od jak dawna ludzkość wymyślała sobie różne bóstwa, których się lękała, ale które pomagały jej wytłumaczyć zachodzące na świecie zjawiska, sens życia czy tym podobne kwestie. Możliwe, że zaczęło się to już w epoce jaskiniowej, a w starożytności każdy lud miał swoich bogów i boginie. Co ciekawe, tych z religii politeistycznych uznać można za personifikacje już to sił realnie występującyc...

Po Niedzieli Palmowej

Wczoraj katolicy obchodzili Niedzielę Palmową, czyli pamiątkę uroczystego wjazdu Jezusa do Jerozolimy (taka mała dygresja – ta nazwa miasta nie pochodzi z języka hebrajskiego, lecz kanaanejskiego, a współczesna to Al-Kuds). Czy takie wydarzenie faktycznie zaszło, czy też stanowi jedynie literacką kreację Ewangelistów, nie rozstrzygam. Dość, że wszystkie cztery biblijne (apokryficznych jest znacznie więcej) Ewangelie – nawet ta Jana, która trzem pozostałym w wielu miejscach zaprzecza, przy czym ona akurat to, o czym zaraz napisze, sytuuje w innym nieco momencie działalność nazaretańskiego robotnika – wspominają o tym, co Jezus zrobił na dziedzińcu Świątyni Jerozolimskiej. Otóż, wywalił on stamtąd – i to brutalnie, jak sugerują ewangeliczne opisy – kupców, czyli ludzi handlujących gołębiami i innymi zwierzętami przeznaczonymi na ofiarę (paskudny zwyczaj!) oraz ogólnie religijnymi utensyliami. Na tymże handlu zarabiali nie tylko sami kupcy, ale też lokatorzy Świątyni, czyli oczywiście ...

Cud skomercjalizowany

Na początek, znów wypada mi przeprosić za brak piątkowej notki. Po raz kolejny wypadł mi dość istotny wyjazd. A teraz przechodzimy do meritum. Sierpień to w katolicyzmie polskim miesiąc pielgrzymek. Wiele osób mniej lub bardziej (no, może jednak mniej niż w poprzednich latach; laicyzacja wszak postępuje, szczególnie wśród młodego pokolenia) ruszczy pieszo lub rozlicznymi pojazdami mechanicznymi już to na Jasną (choć raczej należałoby powiedzieć: Brunatną) Górę (częstochowianie podobno nie lubią tego, gdyż pielgrzymi zaburzają im spokój i zanieczyszczają miasto, a wielu spośród nich to naziole), już to do rozmaitych kalwarii. A księża i kościelnie hierarchowie mają udój. Jako zwolennik pełnej wolności sumienia i wyznania, nie mam nic przeciwko pielgrzymowaniu jako takiemu; pod warunkiem oczywiście, że pielgrzymi nikogo nie krzywdzą, niczego nie niszczą, a ludzie nie są w taki czy inny sposób przymuszani do udziału w pielgrzymach. W Polsce są one zresztą – czy przynajmniej jeszcze ...

Po co świątynie?

Dawno, dawno temu, ale nie w odległej galaktyce, lecz na Ziemi, konkretnie na Bliskim Wschodzie, żył sobie żydowski robotnik najemny. Przemierzał on ojczystą Galileę, Samarię, Judeę, Syrię, a według niektórych badaczy dotarł nawet via Morze Śródziemne w okolice dzisiejszego Kadyksu, głosząc rewolucyjne przesłanie, z którego po stuleciach wyewoluowały takie doktryny lewicowe doktryny jak: komunizm, socjalizm czy feminizm (co prawda, obecnie na tegoż robotnika często powołuje się prawica, w tym skrajna… ale to wynik nieznajomości jego przekazu oraz zafałszowania go przez Kościół). Krytykował ów rewolucjonista kapłanów, żerujących na ludzkiej religijności, krzywo patrzył na wyzysk i społeczną niesprawiedliwości. Co interesujące, kobiety traktował jako równe sobie, co przed dwoma tysiącami lat, w obszarze dominacji patriarchalnej kultury hellenistycznej, było nie do pomyślenia; dlatego jest prekursorem feminizmu. Rozmawiał nawet z przedstawicielkami płci żeńskiej, w tym i wywodzącymi się ...

Dwadzieścia siedem lat imperium

Imperium toruńskiego redemptorysty, a jednocześnie kapitalisty w sutannie, czyli niejakiego Rydzyka Tadeusza, stuknęło w ostatnich lat dwadzieścia siedem lat; rocznicę tę Rydzyk, jego akolici plus wyznawcy świętowali w miniony weekend w Toruniu. Podczas obchodów dystrybuowano napisaną przed mniej więcej stuleciem książkę Kształcenie charakteru autorstwa redemptorysty Mariana Pirożyńskiego, która ma za zadanie zniechęcać ludzi do seksu (autor mógł być impotentem, który chciał odebrać innym ludziom przyjemność, jakiej sam nie mógł zaznać), a którą w swojej recenzji zmiażdżył nie kto inny, a Tadeusz Boy-Żeleński, no i która nie ma nic wspólnego z naukową wiedzą seksuologiczną czy psychologiczną. Co więcej, jej dystrybucja na urodzinach imperium pana Rydzyka odbywała się ponoć pod hasłem… ewangelizacji (a naprawdę chodziło oczywiście o pieniądze). Abstrahując wszelako od wypocin impotenta sprzed wieku, warto zauważyć, iż pan Rydzyk Tadeusz ma co świętować. Jego imperium finansow...

Konfesjonał pociągowy

Na początek mała dygresja, a przy okazji dobra wiadomość. Rząd Jarosława Kaczyńskiego, formalnie z Mateuszem Morawieckim jako premierem, wycofał się ponoć z pomysłu 23-procentowego VAT-u na leki i usługi weterynaryjne. Wieść o tym, że taki podatek ma być wprowadzony, wywołała poruszenie obywateli, chociażby w internecie, i najwyraźniej to ono spowodowało, że rząd zrezygnował ze swoich nieludzkich planów. Cóż, wychodzi na to, że presja społeczna na władze państwowe ma sens. A teraz do meritum. Użytkownicy portali społecznościowych mają bekę, a to z powodu nowej wspaniałej idei polskich hierarchów Kościoła katolickiego. Otóż, zamiast czytać Ewangelie i szerzyć nauki Jezusa, dzielić się majątkiem z ubogimi bądź też walczyć z pedofilią kleru, wydumali oni, żeby pasażerowie naszych wspaniałych kolei mogli się podczas podróży wyspowiadać. W tym celu w pociągach instalowane będą konfesjonały. Kilka lat temu biskupi polscy wystosowali list pasterski do wiernych, ostrzegający przez j...

Oszustwo na Pana Boga

Od lat coraz więcej mówi się w Polsce o różnych oszustwach: na wnuczka, na policjanta, na urzędnika, na przedstawiciela jakiegoś urzędu, na gazownika, itd. Ich ofiarami padają przeważnie ludzie starsi, mający większe niż młode pokolenia (ciekawe, bo przecież pamiętają „represje” ze strony MO i SB) zaufanie do bliźnich i do instytucji. Bardzo dobrze, że media podejmują te tematy, uczulają potencjalne ofiary na techniki stosowane przez oszustów i uczą, jak uniknąć tego typu praktyk, oczywiście nielegalnych. Jest jednak oszustwo, do którego w (k)raju nad Wisłą dochodzi nieprzerwanie od 8 grudnia 1991 roku. W odróżnieniu od wskazanych powyżej, odbywa się ono zupełnie legalnie, ale jego celem również jest wyłudzenie pieniędzy, i na celowniku też są ludzie starsi, choć w tym konkretnym przypadku to nie wiek sam w sobie jest głównym kryterium selekcji ofiar, lecz pobożność. Jest to bowiem oszustwo na Pana Boga, uskuteczniane przez znanego toruńskiego redemptorystę, a jednocześnie kapit...