Posty

Wyświetlam posty z etykietą zarobki

Depresja w kapitalizmie

Depresja jest jednym z najpoważniejszych problemów zdrowotnych współczesnego świata. W Polsce zmaga się z nią około 1,2 mln osób, a są szacunki mówiące nawet o dwóch milionach. Dysfunkcja ta może skutkować utratą zdolności do normalnego funkcjonowania, nierzadko prowadzi do śmierci. Jej przyczyn jest wiele, do najważniejszych zaliczają się patologie kapitalizmu. Brak sił na cokolwiek, chociażby na to, żeby zwlec się z łóżka. Nieustający smutek, apatia, anhedonia (niezdolność do odczuwania radości, zadowolenia). Poczucie bezsensu. Postrzeganie wszystkiego w czarnych barwach. Myśli samobójcze. To tylko wybrane objawy depresji, jednej z najpowszechniejszych oraz najgroźniejszych dysfunkcji zdrowia psychicznego, plagi współczesnego świata. Jeżeli symptomy takie utrzymują się przez dwa tygodnie lub dłużej, należy bezwzględnie szukać pomocy medycznej. Bez terapii psychiatrycznej i psychologicznej nie da się bowiem wyjść z depresji. Nie jest ona też chwilowym dołkiem, pogorszeniem nastroj...

Niezrozumienie pokoleniowe

Już przed laty zauważyłem, że generacje, które większość swojego zawodowego życia spędziły w poprzednim systemie, czyli w Polsce Ludowej, a w kapitalistycznej III Rzeczypospolitej co najwyżej dociągnęły do emerytury, często mają problem ze zrozumieniem sytuacji pokoleń młodszych, które w dorosłość weszły w dobie kapitalizmu lub nawet całe życie w nim spędziły. Innymi słowy, boomersi nie pojmują tego, co czują i przeżywają millenialsi i zetki. Prowadzi to do licznych scysji, a nawet nieszczęść. W szczególności nie dociera do nich, że wspomniane generacje mają znacznie niż oni trudniej pod względem zawodowym. Bo owszem, PRL nie była rajem na Ziemi, ówczesny system – mylnie nazywany „komunizmem” czy „socjalizmem”, a w istocie będący technokracją biurokratyczną – miał wiele wad, niemniej dysponował też gigantycznymi zaletami, jakich w kapitalizmie trudno szukać. Mianowicie gwarantował, nawet w kryzysowym okresie lat 80., zatrudnienie, a wraz z nim stabilność bytową na podstawowym pozi...

Dzieci się nie rodzą

Mamy najniższy poziom dzietności w historii Polski. W związku z tym kato-prawica, zarówno konserwatywna, jak i faszystowska, kwiczy. Kaczyński biadolił kiedyś, że Polki nie chcą rodzić, bo „dają w szyję”, zdaniem Tuska „nie chcą podejmować odpowiedzialności”, a naziole twierdzą, że młode pokolenia wolą kotki i pieski niż progeniturę. Demografowie z kolei uspokajają nastroje; wielu podnosi, że sama dzietność to nie wszystko; czasami lepiej jest, dla jednostek i ogółu, mieć mniej dzieci, a dobrze je wychować i zapewnić im korzystne warunki bytowe. I apelują, aby zamiast obwiniać ludzi, zbadać trendy i zastanowić się nad przyczynami takiego stanu rzeczy. Cóż, jedną z nich jest nasz świat. Nietrudno znaleźć, chociażby na portalach społecznościowych czy różnych forach, opinie ludzi, którzy na rodzicielstwo się nie decydują, albowiem boją się wojen (jedna, przypomnę, toczy się naprawdę niedaleko od nas!), zmian klimatu czy niestabilności bytowej. Innymi słowy, obawiają się, że za kilkan...

O co walczyć?

Rząd chwali się, jakie to kwoty przeznacza – z naszych pieniędzy, oczywiście – na zbrojenia. Warto zaznaczyć, że środki te w znikomym jeno zakresie idą na rozwój polskiej myśli technicznej; za większość kupujemy sprzęt, z którego w razie czego Wojsko Polskie będzie mogło skorzystać WYŁĄCZNIE za zgodą USA. Serio. To tak, jak gdyby kupić samochód, ale pod warunkiem, że jego sprzedawca zachowa dla siebie kulczyki/kartę zapłonową i użyczy je(ą), jeśli będzie miał na to ochotę. Niezbyt dobra inwestycja, prawda? No, ale przypomnę, że rządzą nami solidaruchy, czyli marionetki Waszyngtonu oraz amerykańskich koncernów i korporacji; nieważne, czy posługują się logiem PO, czy PiS-u. Kończąc dygresję, już teraz coraz wyraźniej widać, że owe zbrojenia oznaczały będą rekordowe zadłużenie Polski (długi Gierka, częściowo umorzone, a częściowo spłacone, to przy tym pryszcz), jak również konieczność zmniejszenia wydatków budżetowych w innych sektorach. Czyli mniej kasy będzie na politykę społeczną, m...

Dobra praca

Jutro 1 Maja, czyli oczywiście Międzynarodowy Dzień Solidarności Ludzi Pracy. Z tej okazji warto zastanowić się, jakie cechy ma DOBRE zatrudnienie. Po pierwsze, odróżnić trzeba pracę od zapierdolu. Ta pierwsza służy pozyskiwaniu przez wykonującego ją człowieka środków na utrzymanie, powinna oferować możliwość rozwoju (różne rozumianego, w zależności od profesji) i dawać satysfakcję. W pewnych sytuacjach może być błogosławieństwem, na przykład wówczas, gdy pomaga wydobyć się z depresji (piszę z doświadczenia). Ten drugi to wyczerpująca harówka, która wyniszcza człowieka, niekoniecznie gwarantując dochody (znów piszę z doświadczenia); celem zapierdolu jest to i tylko to, aby kapitalista mógł się wzbogacić na maksymalnym wyeksploatowaniu zatrudnionych. W dzisiejszej notce skupimy się na pracy, czyli zjawisku pozytywnym oraz koniecznym. Aby jednak faktycznie czymś takim się ona stała, spełniać powinna kilka warunków. Po pierwsze, skoro jej głównym celem jest pozyskanie środków na za...

Trudno zauważyć wolność

Trudno zauważyć wolność, kiedy założyło się rodzinę i wzięło kredyt hipoteczny (pod warunkiem posiadania gigantycznego wkładu własnego i w miarę stabilnego zatrudnienia), który spłacało się będzie przez następne trzydzieści lub czterdzieści lat, i którego raty pochłaniały będą większość miesięcznych dochodów. Niestety, był to jedyny sposób, aby mieć dach nad głową, bo mieszkań na wynajem brakuje, a jego ceny są jeszcze wyższe niż raty kredytu, zaś państwowej polityki mieszkaniowej nie ma. Trudno zauważyć wolność, zasuwając na bezpłatnym stażu lub śmieciówce, i musząc do tego dopłacać. A innej roboty nie było… Trudno zauważyć wolność, każdego dnia martwiąc się, czy praca – nawet stabilna i nieźle płatna – pozwoli się utrzymać. Bo ceny coraz wyższe, a rachunki i inne opłaty też nie spadają. I trzeba wybierać między żywnością, odzieżą i obuwiem, lekami oraz opłatami. Trudno zauważyć wolność, kiedy trzeba oszczędzać na żarciu, bo zarobki nie pozwalają najeść się do syta. W konsekwencj...

Społeczeństwo skrajnego ubóstwa

Jak przypominają politycy Lewicy, z Włodzimierzem Czarzastym na czele, w Polsce obecnie około 1,8 mln (realnie znacznie więcej, o czym w dalszej części tekstu) osób, w tym kilkaset tysięcy dzieci, żyje w skrajnym ubóstwie. Czyli dochody, jakimi ludzie ci dysponują, nie pozwalają na odpowiednie zaspokojenie najbardziej nawet podstawowych, związanych z odżywianiem, higieną czy zdrowiem potrzeb. Mówiąc krótko, egzystencja taka – wegetowanie, nie czarujmy się – zagraża zdrowiu, stopniowo wyniszcza organizm (psychikę zresztą też) i przyspiesza zgon. Naturalnie, to, że skrajne ubóstwo w Polsce występuje, jego zaś skala nie maleje, lecz okresowo rośnie, stanowi winę prawicy postsolidarnościowej, która narzuciła nam i konserwuje dziki kapitalizm w barbarzyńskim, neoliberalnym (bądź neokonserwatywnym, jak określają je, trafniej zresztą, Amerykanie) wydaniu. Bieda jest logiczną, w pełni naturalną konsekwencją patologii stanowiących esencję tego zbrodniczego, zdegenerowanego systemu: niskich p...

Ci, co chcą żyć

Wściekłość – jak to często bywa, podszyta lękiem – znów ogarnęła polskich kapitalistycznych wyzyskiwaczy, a wraz z nimi ich pachołków z prawicowego (podszywającego się pod liberałów) komentariatu. Wywołała ją postawa młodego pokolenia osób obywatelskich Polski. Jakaż to? Ano, ludzie ci oczekują od pracy wysokich zarobków i czasu wolnego. W kapitalistach tudzież ich politycznych oraz medialnych sługusach wzbudza to furię. No bo jak ktokolwiek – a zwłaszcza człowiek dopiero wchodzący na rynek pracy lub obecny na nim od niedawna – w ogóle śmie domagać się zapłaty za robotę?! Przecież ma zasuwać za miskę ryżu, co potwierdził nawet obecny premier nie-rządu Jarosława Kaczyńskiego, jeszcze w czasach, gdy doradzał Donaldowi Tuskowi. I straszliwa jest u tych młodziaków czelność, skoro chcą mieć czas wolny! Odpoczynek im się marzy! A harować po szesnaście lub dwadzieścia cztery godziny na dobę przez sześć do siedmiu dni w tygodniu to nie ma komu! No to doczekali się młodzi Polacy łatki „materi...

Pułapka

Ileż to rozlega się jęków różnego rodzaju neoliberałów/neokonserwatystów – już to ekonomistów lub innych naukowców, już to dziennikarzy i publicystów, już to celebrytów, już to innych (pseudo)ideologów – że młodemu pokoleniu nie chce się pracować. Rozlegają się one w licznych państwach kapitalistycznych, niemniej dziś skupimy się na Polsce, i nie tylko na młodej generacji. Jęczący podnoszą, jakoby pokolenie tzw. „millenialsów” było „leniwe” i „roszczeniowe”, jakoby domagało się nie wiadomo czego, zamiast pokornie łeb pochylić i zasuwać całą dobę, przez siedem dni w tygodniu za miskę ryżu (przy dobrych układach). No cóż, lenie tudzież bumelanci trafiają się w każdym środowisku i w każdym wieku, niemniej pamiętać należy, iż coraz więcej osób pomiędzy dwudziestą a trzydziestą zmaga się z depresją oraz innymi dysfunkcjami zdrowia psychicznego, te natomiast mogą uniemożliwić normalne funkcjonowanie, w tym wykonywanie jakiegokolwiek zawodu (wiem, co piszę!). Niestety, często bywają brane z...

Nie dorobisz się

Ogólnoświatowy kapitalizm wszedł w strukturalny kryzys. Nie stało się to wczoraj ani przedwczoraj, lecz w okolicach 2008 roku, początkowo w USA. Po okresowej poprawie koniunktury, skutki kryzysu (inflacja, rosnące w wielu państwach – Polskę też to czeka – bezrobocie, pauperyzacja, itd.) znów stają się odczuwalne, i to jeszcze boleśniej niźli wprzódy. Tak, pandemia COVID-19 i fakt, że rządy większości państw kapitalistycznych nie poradziły sobie z nią, za to metody „zwalczania” koronawirusa, z lockdownem na czele, tylko dowaliły poszczególnym gospodarkom, wydatnie do odnowienia stanu kryzysowego się przyczyniły. Podobne jak wojna rosyjsko-ukraińska i spekulacje cenowe, które dzięki niej uskuteczniają koncerny paliwowe. W Polsce nakłada się na to jeszcze fatalna polityka Bezprawia i Niesprawiedliwości. Większość z nas w mniej lub bardziej dotkliwy sposób odczuwa skutki tejże systemowej patologii. Niejeden człowiek przez to umrze (sam zresztą żyję jedynie dlatego, że krew mi szybko krz...

Ludzie przedsiębiorczy

Nie trzeba się specjalnie przyglądać, by dostrzec ludzi grzebiących po śmietnikach w poszukiwaniu puszek albo różnych metalowych przedmiotów, wyrzuconych przy okazji chociażby remontów. Zbierają je i wynoszą na złomowisko, by uzyskać w ten sposób pieniądze (przeważnie niewielkie kwoty, acz za taką miedź można już zainkasować trochę grosza) i podratować się w ten sposób. Nie zawsze są to osoby w kryzysie bezdomności; wielu spośród takich zbieraczy to emeryci i renciści, ale nie brakuje też pracowników, którzy tak właśnie sobie dorabiają do żałosnych z powodu kapitalistycznej chciwości pensyjek. Niektórzy tacy zbieracze, nim zaniosą swój urobek na złom, rozglądają się wstydliwie dookoła, inni taszczą znaleziony metal zupełnie jawnie. Co do mnie, uważam, że nie ma się czego wstydzić; sam trochę złomu w ciągu ostatnich miesięcy sprzedałem, jakkolwiek nie wygrzebywałem go z koszy na śmiecie, ale z piwnicy i garażu, robiąc porządki. A nawet, jeśli ktoś zbiera złom po śmietnikach, to i tak ...

Głodny jak Amerykanin

Uważacie Stany Zjednoczone za raj na Ziemi, gdzie każdy (a przynajmniej każdy pracujący) ma zapewniony godny byt, że o stanowiącej główny propagandowy element American Dream mitycznej szansie na oszałamiający sukces nie wspomnę? Cóż, nigdy takowym Edenem one nie były; zawsze borykały się z patologiami typu skrajna nędza (u podstaw tego państwa leży, oprócz masowego mordowania Indian, kanibalizm osadników), bardzo duże nierówności społeczno-ekonomiczne, rasizm przejawiający się również w sferze zawodowej, bardzo zły, skomercjalizowany system (o ile słowo to w ogóle ma tu zastosowanie) opieki zdrowotnej, nad wyraz okrojona i też skomercjalizowana pomoc społeczna… Ale jednak po II wojnie światowej, dzięki rozwojowi gospodarczemu oraz zastosowaniu recept na wyjście z kryzysu autorstwa Keynesa, w USA zapanował relatywny dobrobyt. Który poszedł się paść w latach 80. ubiegłego stulecia, w dobie reaganomiki (później lekko tylko korygowanej przez Clintona czy Obamę), czyli wdrożenie wyjątkowo ...

Zasuwaj i milcz

Chyba wszyscy wiemy, że zarobki w Polsce (poza na tyle nielicznymi, że uznać je należy za wyjątki, sektorami czy pojedynczymi przedsiębiorstwami) są zbyt niskie – zarówno w stosunku do wydajności pracy, jak i do inflacji. Sytuacja ta nie zmienia się, odkąd prawica postsolidarnościowa, wysługująca się międzynarodowym koncernom i korporacjom, narzuciła nam dziki kapitalizm. Nic dziwnego, skoro jako państwo i społeczeństwo mamy być rezerwuarem TANIEJ siły roboczej… Oczywiście, nie wszyscy polscy robotnicy dostosowują się do panującego nad Wisłą, stanowiącego ponure dziedzictwo kilkuset lat pańszczyzny etosu parobka, toteż proletariat walczy o swoje (tyle, że prokapitalistyczne media, poza niszowymi lewicowymi, rzadko o tym informują). Ostatnio, dla przykładu, podwyżki i rekompensaty wywalczyli górnicy, w zeszłym z kolei roku protest w Paroc Polska zakończył się sukcesem robotników (wspieranych, dodajmy, przez polityków Lewicy). Nawet w polskich (tzn. w Polsce zlokalizowanych, boć polską...

Uciekający lekarze

O tym, że polska służba zdrowia jest niewydolna, wiadomo od dawna. Spowodował to wprowadzony przez postsolidarnościowy rząd Buzka składkowy system finansowania, przerzucający ciężar płacenia za opiekę zdrowotną na obywateli i powodujący, że kasy brakuje na wszystko. Za mało jest zatem placówek (co widać wyraźnie teraz, podczas pandemii), personelu (jw.), leków, sprzętu… Owa niewydolność, do spółki z wyjątkowo szkodliwym dla naszego zdrowia lockdownem, skutkuje tym, że każdego dnia setki osób umierają na COVID-19, żniwo zaś śmierci, jakie zbierają inne choroby, jest znacznie większe, tyle, że media o nim nie wspominają. Kiepsko działająca służba zdrowia stanowi zatem, wraz z koronawirusem, element ludobójstwa uskutecznianego obecnie przez PiS, ale owo kiepskie działanie jest winą całej prawicy postsolidarnościowej. Nieważne tak naprawdę, czy rządzi PiS, czy PO, czy też rządziły ich poprzedniczki, jakie dorwały się do władzy w 1989 roku, żadna bowiem z tych partii nie radzi sobie z pr...

Styl życia w kwarantannie

Jeśli o mnie chodzi, to ta kwarantanna wkurza mnie o tyle, że dopóki trwa, skutecznie uniemożliwia mi spotkanie z przyjaciółką (na szczęście, mam z nią kontakt przez internet). Generalnie jednak, na mój styl życia, schemat codziennej aktywności czy pracę nie wpłynęła jakoś znacząco. Mam typowo domowy zawód (pisarz i bloger), toteż – jak i wprzódy – wychodzę głównie po to, by wyprowadzić psa lub załatwić jakąś ważną sprawę. Podczas takich wyjść unikam bliskiego podchodzenia do innych osób, a spaceruję głównie po miejscach odludnych, czyli po prostu podejmuję środki ostrożności – i to jest główna zmiana stylu życia, jaką wymusiła na mnie cała ta dosłownie chora, czy raczej chorobowa, sytuacja. Ale rozumiem, iż są ludzie, którym jest bardzo trudno się dostosować. Nie wszyscy mogą pracować zdalnie, a ci, którzy muszą to robić, pewnie od kilku tygodni przekonują się, że taka praca też jest ciężka, a może i bywa trudniejsza niż wykonywanie obowiązków w miejscu zatrudnienia. Podobn...

Kto daje pracę

Obecnie wielu słów z języka polskiego używanych jest (również w mediach!) niezgodnie z ich znaczeniem. I tak na przykład, słowo „niesamowite” oznacza „budzące strach, grozę, zdumienie”, a nie „wspaniałe” czy „świetne”. „Ekskluzywny” znaczy „trudno dostępny”, a nie „luksusowy” (utrudnienia dostępu nie muszą wszak wiązać się z luksusem). „Onegdaj” oznacza TYLKO I WYŁĄCZNIE „przedwczoraj”. I tak dalej. Są to po prostu błędy językowe, wynikające z niskiego poziomu oczytania społeczeństwa, w tym dziennikarzy i publicystów, a pewnie też z kiepskiej edukacji szkolnej w zakresie języka ojczystego. Jest wszelako pewne słowo, które używane jest nie tyle błędnie z czysto językowego punktu widzenia, ile niezgodnie z faktami. Określa się nim nie tę grupę ludzi, którą potrzeba. Słowem tym jest „pracodawca”. Mianem tym obdarza się przedsiębiorców (tzn. konkretnie tych, którzy nie tylko sami pracują, prowadząc własną działalność gospodarczą, ale też zatrudniają innych ludzi) oraz kapitalist...

Przemęczeni i przepici

Przykro o tym pisać, ale Polacy są w ścisłej światowej czołówce najwięcej pijących społeczeństw. Średnio (tak, wiem, uśrednienia rzeczywistości nie oddają, w tym przypadku mówią jednak o pewnej tendencji) na jednego obywatela (k)raju nad Wisłą powyżej piętnastego roku życia przypada 11 wypitych litrów czystego spirytusu rocznie. Dla porównania, w 2005 r. było to 9,5 litra, w latach natomiast 70. ubiegłego stulecia – około 5 litrów. Tendencja jest zatem wzrostowa, podczas gdy w takich na przykład Niemczech, Włoszech, Francji czy Rosji (tak, tak!) - spadkowa. Specjaliści od problemów alkoholowych podnoszą, że w Polsce napoje wyskokowe (w tym mocne alkohole) są tanie (zależy, co to słowo dla kogo oznacza; niestety, ich ceny idą w górę i wcale takie niskie, w stosunku do zarobków, nie są) oraz łatwo dostępne (a to akurat prawda, można je kupić w każdym niemal sklepie), nadto sprzedawane są tzw. „małpki”, czyli małe flaszeczki, będące podobno jedną z przyczyn alkoholizmu. Pojawiają s...