Katastrofa i opozycja
Front atmosferyczny przeszedł wczoraj nad Polską. Niby nic niezwykłego, prawda? Wszak ciągle jakieś przechodzą. Ten jednak BYŁ niezwykły, przyniósł bowiem nie tylko śnieżyce, ale też wichury – w niektórych miejscach zasługujące wręcz na określenie huraganu – oraz… grzmoty i pioruny! Tak, w styczniu, zimą! Na portalach społecznościowych znaleźć można liczne komentarze podnoszące, że coś takiego zdarzyło się bodaj po raz pierwszy (osobiście pamiętam jedną tylko śnieżną burzę z grzmotami i błyskawicami, ale chyba nie z piorunami). Nie obyło się bez szkód typu zerwane dachy, zdemolowane podwórka, awarie sieci elektrycznej, itd. Należy się spodziewać, że podobne ekstrema pogodowe (pamiętacie lutowe wichury sprzed dwóch i trzech lat? Albo trąby powietrzne od pewnego czasu praktycznie co roku nawiedzające Polskę?) będą powtarzały się coraz częściej, no i nasilały. Stanowią one bowiem efekty, a zarazem elementy katastrofy klimatycznej. Tak, ona już trwa, następuje, staje się coraz boleśniej ...