Posty

Wyświetlam posty z etykietą zdrowie

Upał i beton

Nadmiernie wysokie temperatury, stanowiące skutek wywołanej przez kapitalistów i kapitalizm katastrofy klimatycznej, są niebezpieczne nie tylko dla gospodarki i energetyki (o czym pisałem wczoraj), ale PRZEDE WSZYSTKIM dla zdrowia i życia ludzi oraz zwierząt. Bardzo łatwo można dostać udaru słonecznego, zemdleć, aktywność fizyczna grozi przegraniem ciała (podczas wysiłku generowane jest ciepło), osoby z problemami układu krążenia są w szczególnie trudnej sytuacji… Dlatego zdecydowanie warto słuchać rad specjalistów, zamieszczanych chociażby w mediach. To, że upały są tak mocno odczuwalne i niebezpieczne, stanowi winę nie tylko kapitalistów, jacy doprowadzili do katastrofy klimatycznej, lecz także polityków, głównie tych ze szczebla lokalnego, czyli samorządowców. Oni to bowiem odpowiadają za powszechną betonozę. Nie tylko przecież w dużych miastach, ale nawet w małych miejscowościach terenów zielonych jest coraz mniej, wszelkie za to rynki, place (nie tylko te przed sklepami czy cent...

Bez zdrowej żywności

Organizacja Narodów Zjednoczonych – A ge ncj a ds. W yżywienia i R olnictwa, Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), UNICEF, Światowy Program Żywnościowy i Międzynarodowy Fundusz Rozwoju Rolnictwa przygotowały raport Stan bezpieczeństwa żywnościowego i żywienia na świecie 2026. Dobra (relatywnie) wiadomość, jaka z niego płynie , jest taka, że w roku 2025 skala głodu w skali świata lekko się zmniejszyła – dotknął on 7,8 proc. światowej populacji, podczas gdy w roku 2024 było to 8,1 proc. Czyli tak czy owak bardzo dużo. Doprecyzować jednak należy, że nie wszędzie głodujących ubywa – w Afryce dzieje się odwrotnie; spadek nie następuje więc równomiernie, no i trzeba pamiętać, iż są miejsca, gdzie głód wykorzystywany jest jako broń masowego rażenia, np. Strefa Gazy. Jest też zła wiadomość. Otóż, aż 2,69 mld ludzi, czyli blisko jedna trzecia ludzkości, nie może sobie pozwolić na zdrową, zróżnicowaną dietę. Toteż skala niedożywienia wciąż pozostaje ogromna. Zwłaszcza w Afryce, gdzie na prawid...

Zaharowani medycy

Czy lekarz może być radnym? Ano, może. I tak, pewien radny dzielnicy Ursus (w Warszawie oczywiście) jednocześnie jest zarazem lekarzem Warszawskiego Szpitala Południowego, gdzie pełnił funkcję koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR). Jest w trakcie specjalizacji z anestezjologii i intensywnej terapii. Należał do KO, ale wystąpił z niej; dymisja została przyjęta. A zrobił to, ponieważ rozszedł się wokół niego smrodek. Otóż, okazało się, że rzeczony lekarz-radny w roku 2025 z działalności medycznej uzyskał dochód w wysokości 1,6 mln zł. Czy to źle, nie rozstrzygam; osobiście uważam, że lekarze powinni sporo zarabiać, zawód ten wiąże się wszak z ratowaniem ludzi oraz wymaga naprawdę znaczących kompetencji, ale ich zarobki nie powinny stać w rażącej dysproporcji z płacami np. pielęgniarek czy ratowników medycznych. To wszelako nie wszystko, bowiem dziennikarze Kanału Zero wykryli, iż nasz dzisiejszy bohater w samym tylko Szpitalu Południowym w ubiegłym roku przepracować miał...

Aby się zrelaksować

Jak niedawno pisałem, kapitalizm to system, który narzuca warunki życia generujące nieustanny niemal stres, napięcie, lęk. Boimy się o znalezienie pracy, a kiedy już ją mamy, obawiamy się jej utraty, jak i tego, czy zarobki wystarczą na pokrycie stale rosnących kosztów utrzymania. Stresujemy się praktycznie wszystkim; wyzysk, eksploatacja ze strony kapitalistów, rosnące ceny i rachunki… trudno znaleźć coś, co nie wykańczałoby naszego zdrowia, tak fizycznego, jak też psychicznego. Kapitalizm, mówiąc krótko, zabija, powoli i, przynajmniej początkowo, bezboleśnie. Nic więc dziwnego, że coraz więcej osób cierpi na różne dysfunkcje psychiczne, od napadów lęku po depresję, nie zaskakuje, iż przybywa ludzi z problemami serca, układu krążenia czy nerwowego. Nie jest to żadna nowość (w kapitalizmie zmieniają się wszak szczegóły jeno, rdzeń systemu i jego główne elementy pozostają jednakowo patologiczne oraz zabójcze), już przed stu bez mała laty zauważył to amerykański psychiatra, Edmund Ja...

Trzymani w napięciu

Życie w kapitalizmie to jeden wielki koszmar i beznadzieja (przy czym propaganda nieraz skutecznie odwraca uwagę od tego poczucia, nakazując szukać winy nie w systemie, lecz w sobie). Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest stres, zarówno psychiczny, jak i fizyczny. Nadmierny oraz nieustający. Napięciu temu poddawane są już dzieci. Od najmłodszych lat życia system – nierzadko przy współudziale rodziców – wymaga od ludzi, żeby byli posłuszni i stale dawali z siebie wszystko, co oczywiście na dłuższą metę stresuje oraz wypala. Nic dziwnego, że dzieci w wieku szkolnym zmagają się już z różnymi dysfunkcjami zdrowia psychicznego. Zwłaszcza, że ciągle poddawane są stresującym bodźcom, płynącym nie tylko ze szkoły czy domu rodzinnego, ale też z, coraz częściej, mediów społecznościowych. Osoby ludzkie od wczesnego dzieciństwa są przy tym nieustająco oceniane – i przez najbliższych, i przez obcych, co rzecz jasna jest kolejnym, nader poważnym stresorem. W ramach tejże oceny mieszczą się różn...

Prawo do godnej śmierci

Dobra wiadomość jest taka, że w ostatnich latach liczba samobójstw w Polsce nieco spadła, poniżej pięciu tysięcy rocznie. To oczywiście wciąż bardzo dużo, prawie dwukrotnie więcej niż ofiar śmiertelnych wypadków drogowych. Tendencja spadkowa jest jednakże zjawiskiem pozytywnym, i oby się utrzymała. Czy to dlatego, że żyje się lepiej? Wątpię, egzystencja w (k)raju nad Wisłą nieodmiennie pozostaje niewdzięczną, ciężką i bezsensowną wegetacją, z winy, ma się rozumieć, nieludzkiego systemu kapitalistycznego oraz jego integralnych patologii, a także za sprawą antyludzkich działań państwa. Przyczyny spadku liczny samobójstw tkwią zapewne w tym, że lepsza niż jeszcze kilka-kilkanaście lat temu jest profilaktyka. Działają (acz pytanie, jak długo jeszcze, bo rząd gotów byłby je zlikwidować) Centra Zdrowia Psychicznego, gdzie można w miarę szybko i ZA DARMO uzyskać pomoc psychiatryczną lub psychologiczną, co w razie depresji, załamania czy innego kryzysu ratuje życie; sam korzystam z usług ta...

Zdrowie i propaganda

W ostatnich dniach media mówią o zbiórce influencera Łatwoganga, któremu udało się dzięki internetowemu streamowi zebrać milionową kwotę na leczenie dzieci chorych na raka. Do akcji przyłączyli się, jak to zwykle w podobnych sytuacjach bywa, ludzie kultury i sztuki, sportu, a także celebryci, nie wspominając o tzw. zwykłych zjadaczach chleba. W każdym razie, inicjatywa owa oddolna zakończyła się wielkim sukcesem. I bardzo dobrze. Tego typu akcje są naprawdę potrzebne. Super, że ludzie w Polsce potrafią się organizować wokół spraw tak ważnych, jak walka o zdrowie, w tym zdrowie najmłodszych. Godne to podziwu i wielkiego szacunku. Jak i zawsze, obok w pełni zasłużonych wyrazów uznania pojawiło się wylewanie pomyj na organizatorów akcji. Oczywiście tym nie będziemy się tu zajmowali; szkoda czasu, nerwów i zjedzonego posiłku. Złym ludziom dobro nie pasuje nigdy. Warto wszakże skupić się na refleksji, która – jak zwykle, kiedy mówi się o szeroko pojętej działalności charytatywnej – p...

Zbyt zimno w pracy

Pracownicy jednej z działających w Polsce sieci handlowych podnieśli alarm. Okazuje się bowiem, że tej zimy (a nie zdziwiłbym się, gdyby był to kolejny taki rok z rzędu) pracują w fatalnych, szkodliwych dla zdrowia warunkach termicznych. Temperatura w pomieszczeniach, gdzie przebywają, wykonując swe obowiązki, nie przekracza kilku stopni powyżej zera. Innymi słowy, marzną. Toteż zaprotestowali, jak najbardziej słusznie. Uzyskali wsparcie organizacji społecznych i polityków partii Razem, z Adrianem Zandbergiem na czele. Z kolei ministra pracy, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z Lewicy, przypomniała, iż jeśli pracodawca nie zapewnia odpowiednich – to znaczy nieszkodliwych dla zdrowia i życia – warunków, pracownicy mają PEŁNE PRAWO odmówić wykonywania swoich obowiązków. Zobaczymy, jak się sprawy potoczną; chodzi o to, aby trochę dogrzać. Sprawa, wbrew pozorom, nie jest banalna, wychłodzenie bowiem grozi nawet śmiercią, o czym przekonały się niedawno cztery osoby w Łodzi (pisałem o tym not...

Zabójcze wychłodzenie

W Łodzi w ostatnich dniach zmarło z wychłodzenia cztery osoby. I nie, w tym konkretnym wypadku nie byli to ludzie w kryzysie bezdomności (którzy oczywiście każdej zimy zamarzają w Polsce na śmierć; jest to jedna z tragicznych, lecz w pełni naturalnych i logicznych konsekwencji istnienia nieludzkiego systemu kapitalistycznego), lecz lokatorzy mieszkań w starych kamienicach. Jak można się domyślać, zarówno owe budynki, jak i lokale są w fatalnym stanie technicznym, jedyną zaś możliwością ich ogrzania jest włączenie piecyka elektrycznego. To z kolei potencjalnie jest niebezpieczne (groźba pożaru), no i biorąc pod uwagę ceny energii elektrycznej – a mamy bodaj najdroższy prąd na świecie! – zabójcze dla portfela. Lokatorzy mieszkań w sypiących się budynkach nie są przecież krezusami, więc oszczędzają. I kończy się to fatalnie dla ich zdrowia, a czasami nawet życia. Tak, można mieć dach nad głową i zamarznąć na śmierć. I wcale nie musi to być lokal w jakiejś zrujnowanej budowli. Ceny og...

Zbrodnia zostawiona w spokoju

Zapewne pamiętamy – choć wiele osób bardzo chciałoby zapomnieć – że pięć lat temu o tej porze od pewnego już czasu panowała pandemia Covid-19. Jedni ludzie (w tym ja) ciężko chorowali, inni umierali (też straciłem bliską osobę), innym udawało się uniknąć zarażenia ub przechodzili chorobę bezobjawowo. PiS-owski nie-rząd, idąc śladem wielu innych, podejmował wyjątkowo nieskuteczne, a wręcz szkodliwe działania w kwestii walki z pandemią. O ile jeszcze liczbowe ograniczenia klientów w sklepach bądź urzędach, maseczki czy kwarantanny uznać należało za sensowne (mniej lub bardziej, ale w pewnym zakresie owszem), o tyle lockdown, bezsensowny zakaz wchodzenia do lasów i parków, zamykanie kin, teatrów czy innych instytucji kultury (ale kościoły były otwarte) i im podobne działania nie tylko nie pomagały w zatrzymaniu szerzenia się koronawirusa, ale jeszcze rozwojowi zarazy sprzyjały, poprzez chociażby niszczenie zdrowia u ludzi. Z kolei obostrzenia mocno waliły w gospodarkę, doprowadzając zw...

Stracone pokolenie Y

Pokolenie Y, czyli millenialsi, to ludzie urodzeni w latach 1980-1996 (inne definicje wskazują na 1994 r.). Czyli ci, którzy pełnoletniość osiągnęli w okolicach przełomu tysiącleci – albo kilka lat przed, albo kilka lat po nim, stąd kolokwialne określenie tejże generacji. Która została bodaj najbardziej poszkodowana przez dziki kapitalizm. W krajach zachodnich – nie wszystkich, ale wielu – millenialsi doświadczyli odwrotu, często całkowitego (USA, Wielka Brytania) od modelu państwa opiekuńczego na rzecz skrajnie wolnorynkowego systemu społeczno-ekonomicznego, czyli po prostu dzikiego kapitalizmu, który doprowadza ludzi do nędzy, a polityka społeczna jest zredukowana niemal do zera. Z kolei na Wschodzie pokolenie owo żyło w jeszcze dzikszym kapitalizmie, jaki zapanował po rozpadzie ZSRR i technokracji biurokratycznej, mylnie nazywanej socjalizmem (acz miała pewne jego elementy i ogólnie była systemem lepszym niż kapitalizm). W innych częściach świata doświadczali oni neokolonialnej e...

Lewicy plan dla zdrowia

Polski system publicznej opieki zdrowotnej, jak wiemy, przeżywa kryzys. Nie od wczoraj, ma się rozumieć, ale w ostatnich miesiącach i tygodniach sytuacja mocno się pogorszyła. W budżecie Narodowego Funduszu Zdrowia jest potężny deficyt, przez co brakuje środków na działalność konkretnych placówek zdrowotnych, szpitale ograniczają przyjęcia i przekładają terapie; niedawno o tym pisałem. Zrobiło się tak poważnie, że politycy, w tym ci z koalicji rządzącej, pochylili się nad kwestią ową ponurą i zaczęli proponować rozwiązania. Niektóre – jak obniżenie składki zdrowotnej, o czym wspominałem w jednej z niedawnych notek – skrajnie durne i szkodliwe. Na szczęście, swój pomysł na ratowanie publicznej opieki zdrowotnej przedstawiła wczoraj Lewica. Na szczęście, bo jest on dobry i merytoryczny. Plan ów przewiduje przede wszystkim likwidację największego obciążenia dla systemu, czyli składki zdrowotnej. Jak wiemy – też często o tym piszę – składowy model finansowania jest drogi i niewydolny, ...

Pozbywanie się biednych i chorych

Pan A. przebywał w Domu Pomocy Społecznej w jednym z polskich miast. Jest starszym panem po wylewie (stracił mowę, porozumiewa się za pośrednictwem pisma), ma raka, ogólnie jest w stanie terminalnym. Niestety, z przyczyn, jakich wolę się nawet nie domyślać, cofnięto mu zasiłek (tak wygląda „pomoc społeczna” w Polsce – śmiertelnie choremu człowiekowi cofa się zasiłek!!!), a następnie wywalono z DPS-u. I to podstępem, mężczyzna miał bowiem trafić do innego ośrodka; okazała się nim wszelako… noclegownia, której nie wolno przyjmować osób wymagających procedury medycznej. Panu A. groziło, że znajdzie się na ulicy, co prawdopodobnie oznaczałoby to dla niego zgon. Na szczęście, pomocy udzielił mu Piotr Ikonowicz (to z jego facebookowego kanału czerpię informację o tej historii) wraz ze swoim współpracownikiem; udało im się – acz nie bez kłopotów – umieścić Pana A. w szpitalu, gdzie poddany został leczeniu. Sytuacja jest rozwojowa. Podejrzewam, że nie jest to jedyny taki przypadek; tutaj po...

Niewolnictwa skutki społeczne

Lewica – w tym jej młodzieżówka, Młoda Lewica, nareszcie bierze się za jedną z największych patologii polskiego rynku pracy, czyli bezpłatne staże. Jest to, cokolwiek by mówić, współczesna forma niewolnictwa. Procedowanie odpowiedniej ustawy dopiero przed nami, ale Młoda Lewica przedstawiła dziś raport na temat bezpłatnych staży i praktyk… to znaczy, bezpłatnych dla pracodawców, bo młodzi ludzie, aby w ogóle mogli iść na staż, często muszą do niego dopłacać (sic!). Rozwiązanie owo wstrętne stosuje nie tylko prywatny kapitał, na przykład koncerny medialne, które bardzo chętnie przyjmują darmową siłę roboczą, ale też instytucje publiczne, np. urzędy (acz, na szczęście, w niektórych jednostkach samorządu terytorialnego Młodej Lewicy udało się przeforsować lokalne zakazy). Sprawia to, że dla młodych ludzi rynek pracy jest bardzo trudny; traktowani są jako pracownicy drugiej kategorii, mający zasuwać za friko, bo inaczej nie będą „konkurencyjni”. Rzekomo, pracując na takiej darmosze, z...

Dzień zdrowia psychicznego

Mamy dziś 10 października. Niby data jak data; ot, typowy wczesnojesienny dzień. A jednak warto zajrzeć w kalendarz i zatrzymać się na chwilę, gdyż obchodzimy oto Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego. Zdrowie psychiczne zdefiniować należy jako dobrostan, w którym dana osoba radzi sobie ze stresem (a sami wiemy, w jakim zakresie musimy stawiać mu czoła), wykorzystuje swoje możliwości, uczy się, rozwija, pracuje, utrzymuje zdrowe relacje z otoczeniem oraz przyczynia do rozwoju społecznego. Innymi słowy, chodzi nie tylko o brak chorób tudzież innych dysfunkcji, ale też o poczucie równowagi psychicznej, samorozwój, możliwość samorealizacji. Temu wszystkiemu współczesny świat na każdym nieomal kroku zagraża. Niebezpieczeństwo kreują zwłaszcza rozliczne systemy, w ramach których żyjemy i funkcjonujemy. Stąd nie ma się co dziwić, że u coraz młodszych osób występują depresje, choroba afektywna dwubiegunowa, syndromy wypalenia, myśli samobójcze… W Polsce każdego roku dwa razy więcej osób od...

Krócej i lepiej

Zakończyło się przyjmowanie wniosków o uczestnictwo w pilotażowym programie rządu – a konkretnie Lewicy, bo to ona odpowiada za wszystko, co dobre; Agnieszka Dziemianowicz-Bąk jest szefową Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, które owo działanie podjęło – skrócenia czasu pracy przy zachowaniu wynagrodzeń. Polega on na przetestowaniu w praktyce różnego rodzaju wariantów tego rozwiązania. I dobrze, że wchodzi w życie. Zgłosiło się równe tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąt cztery firmy, co nie zmienia faktu, że samo skracanie czasu pracy przy zachowywaniu wynagrodzenia wdrożył już sam z siebie Herbapol, a także urzędy w kilku miastach. W Polsce ustawowy czas pracy wynosi osiem godzin dziennie, czyli czterdzieści godzin tygodniowo… ale w praktyce dotyczy to tylko osób zatrudnionych na etatach. Ludzie pracujący na śmieciówkach lub (jakże często wymuszonej przez kapitalistów) jednoosobowej działalności gospodarczej zasuwać muszą znacznie dłużej, za niejednokrotnie niższe pieniądze. A...

Emerycki niewolnik

Niejaki Nawrocki Karol, ksywa Alfons , czyli klerofaszysta, co już wkrótce prowadzi się do Pałacu Prezydenckiego (z winy głównie Rafała Trzaskowskiego, ale też Donalda Tuska), ma pomysł na waloryzację emerytur. Miałaby ona być nie procentowa, jak teraz, lecz kwotowa – w wysokości 150 zł. Waloryzacja służy, przypominam, temu, aby wysokość świadczeń emerytalnych nadążała za inflacją… no dobra, MA SŁUŻYĆ, bo w realnym życiu w większości przypadków się to nie udaje. Czy ta akurat propozycja Alfonsa jest słuszna, nie oceniam. Na pewno jest to coś, co warto rozważyć, niezależnie od politycznego rodowodu zgłaszającego osobnika. Niemniej, z miejsca skrytykował ją Waldemar Pawlak, ważna figura Polskiego Stronnictwa niezbyt Ludowego i dwukrotny były premier z ramienia tej partii. Jeśli wszelako myślicie, że pan Pawlak wyjechał z tekstem, iż na taką waloryzację Polski nie stać, budżet nie wytrzyma, ZUS zbankrutuje, a system się rozsypie, czy innym podobnym, mniej lub bardziej trafnym argumente...

Nie dla asystencji

W Polsce od dłuższego już czasu trwa bój społeczno-polityczny o asystencję osobistą dla osób z niepełnosprawnościami. Czyli o wprowadzenie usługi społecznej, świadczonej przez wykwalifikowanych pracowników, która zapewniłaby takim ludziom należyte życie; osoby z rodziny nie zawsze są w stanie udzielić niepełnosprawnym odpowiedniego wsparcia (to kosztuje, wymaga umiejętności i zdrowia, o czym nie każdy pamięta), a nie każdą gminę stać na zatrudnienie pomocy o takiej skali, jaka jest wymagana. Z tego, co się orientuję, stosowną ustawę usiłuje wdrożyć Lewica, co jakiś czas (krótko przed wyborami prezydenckimi na przykład) odbywają się demonstracje w tej sprawie. Nie da się ukryć, iż asystencja osobista jest naprawdę potrzebna, systemowe wsparcie dla osób z niepełnosprawnościami w (k)raju nad Wisłą, co tu dużo gadać, wciąż kuleje. Są, owszem, dobre programy w tym zakresie, ale cząstkowe. A wiele firm czy instytucji, np. banki, rzuca takim ludziom kłody pod nogi. I co? Pan premier Tusk...