Posty

Wyświetlam posty z etykietą robotnicy

Czynniki sukcesu

Zakończył się strajk w fabryce Jeremias w Gnieźnie. Był bardzo długi – trwał czterdzieści dni – i trudny, niemieccy bowiem kapitaliści, właściciele zakładu, nie chcieli ugiąć się przed słusznymi oczekiwaniami załogi. Mało tego, nasyłali – wbrew obowiązującemu w (k)raju nad Wisłą prawu! – na strajkujących policję/granatowych, a nawet szczuli ich mafią, czyli amerykańską (sic!) kancelarią prawniczą, jaka na siłę i kompletnie niezgodnie z naszymi przepisami próbowała załatwić strajk od strony niby-prawnej; ot, i to by było na tyle, jeśli chodzi o „niepodległość” kapitalistycznej Polski… W końcu jednak kapitał musiał pójść na ustępstwa; proletariat okazał się nieugięty. I wywalczył sobie 700 zł brutto podwyżki, dwudziestominutowe przerwy, a także rozliczanie sobót (poza jedną w miesiącu) jako nadgodzin. Innymi słowy, odniósł sukces. Nie wiem, na ile w tymże odniesieniu tegoż sukcesu pomogło robotnikom z Gniezna wsparcie ministry pracy, Agnieszki Dziemianowicz-Bąk, a także innych polityk...

Wyprodukowane w Unii Europejskiej

Chińskie samochody stają się coraz popularniejsze w państwach europejskich. Na drogach, również polskich, przybywa aut MG (marka niby brytyjska, wszelako po bankructwie przejęta przez Chińczyków, przez nich odbudowana i postawiona na nogi), do szturmu szykuje się koncern BAIC i jego samochody Beijnig (Pekin), Volvo chińskie jest już od dłuższego czasu… A to dopiero początek. Pojazdy z Państwa Środka kuszą rozsądniej niż w przypadku większości europejskiej, japońskiej czy koreańskiej konkurencji skalkulowanymi cenami – nie piszę: „niskimi”, takich bowiem na rynku samochodowym już nie ma – całkiem niebrzydką stylistyką, niezłym wyposażeniem, jak również rozwiązaniami technologicznymi i jakością, które wcale nie odstają na niekorzyść od innych aut. Jako się rzekło, kolejni chińscy producenci wchodzą do Unii Europejskiej. Przykładowo, na dniach na kilku pierwszych unijnych rynkach, w tym polskim (ofensywa jest szeroko zakrojona, skoro do końca bieżącego roku ma nad Wisłą powstać trzyd...

Sukcesy ludzi pracy

Strajk w podpoznańskich zakładach Solaris trwa; robotników wspierają posłowie (w tym Włodzimierz Czarzasty, wicemarszałek Sejmu) oraz działacze młodzieżówek Lewicy – i bardzo dobrze, tak powinno być. Pracownicy zatrudnieni przy produkcji autobusów nie uginają się, nie przyjmują oszukańczych propozycji zarządu, lecz twardo podtrzymują swoje – bardzo oczywiście słuszne, acz, trzeba uczciwie zaznaczyć, niewygórowane – żądania płacowe. Serdecznie życzę im powodzenia; wszak człowiek pracuje po to, by zdobyć środki na utrzymanie. Historia ta może skończyć się dobrze, a jeśli tak się faktycznie stanie, to nie będzie to sytuacja wyjątkowa. Ostatnie dni dostarczyły nam bowiem kilku pozytywnych informacji z dziedziny relacji na linii praca-kapitał. Przykładowo, mniej więcej w tym samym czasie, co Solaris, strajkowała załoga zakładów Bison, zlokalizowanych w okolicach Białegostoku. Tam też za protestem stały zjednoczone organizacje związkowe. No i właśnie się on zakończył. Robotnicy wywalczyli...

Zasuwaj i milcz

Chyba wszyscy wiemy, że zarobki w Polsce (poza na tyle nielicznymi, że uznać je należy za wyjątki, sektorami czy pojedynczymi przedsiębiorstwami) są zbyt niskie – zarówno w stosunku do wydajności pracy, jak i do inflacji. Sytuacja ta nie zmienia się, odkąd prawica postsolidarnościowa, wysługująca się międzynarodowym koncernom i korporacjom, narzuciła nam dziki kapitalizm. Nic dziwnego, skoro jako państwo i społeczeństwo mamy być rezerwuarem TANIEJ siły roboczej… Oczywiście, nie wszyscy polscy robotnicy dostosowują się do panującego nad Wisłą, stanowiącego ponure dziedzictwo kilkuset lat pańszczyzny etosu parobka, toteż proletariat walczy o swoje (tyle, że prokapitalistyczne media, poza niszowymi lewicowymi, rzadko o tym informują). Ostatnio, dla przykładu, podwyżki i rekompensaty wywalczyli górnicy, w zeszłym z kolei roku protest w Paroc Polska zakończył się sukcesem robotników (wspieranych, dodajmy, przez polityków Lewicy). Nawet w polskich (tzn. w Polsce zlokalizowanych, boć polską...

Pomnik ofiar kapitalizmu

W mojej miejscowości stoi Pomnik Ofiar Faszyzmu, upamiętniający jej mieszkańców zamordowanych przez hitlerowskiego okupanta podczas II wojny światowej. Ile podobnych momentów jest w Polsce i na świecie, przyznam szczerze, nie wiem, ale ludzie, którym życie odebrały zbrodnicze rządy Hitlera, Mussoliniego, Franco, Salazara, Pinocheta i im podobnych kanalii, upamiętniani byli wielokrotnie. I bardzo dobrze! Niedawno doszedłem do wniosku, że w podobny sposób należałoby uhonorować ofiary śmiertelne kapitalizmu – a system ów, odkąd wyewoluował z feudalizmu na przełomie XVII i XVIII stulecia, doprowadził do przelania takich ilości krwi, że nie pomieściłyby jej zapewne wszystkie istniejące na naszej planecie akweny. Ot, przykładowo, na skutek nierównomiernego, wysoce niesprawiedliwego podziału bogactwa (1 proc. ludzkości posiada więcej niż pozostałe 99 proc. razem wzięte, a połowa przedstawicieli naszego gatunku za swoją pracę nie otrzymuje NIC), stanowiącego naturalną patologię kapitalizmu,...

Krótka rzecz o niewolniku

Kiedy słyszymy słowa „niewolnik”, „niewolnicy”, „niewolnictwo”, zrazu nasuwa nam się – utrwalony przez literaturę i film – obraz starożytnego Rzymu i gladiatorów na arenie (nie do końca słusznie, ponieważ nie wszyscy spośród nich byli niewolnikami; część gladiatorów była ludźmi wolnymi, chcącymi zarobić np. na spłatę długów, trafiali się też tacy, co walkę na arenie traktowali jako hobby, np. cesarz Kommodus; ta sama prawidłowość dotyczyła woźniców rydwanów), ewentualnie starożytny Egipt i Żydów wyzwolonych przez Mojżesza oraz Boga Jahwe. Generalnie, niewolnictwo kojarzymy ze starożytnością; pewna w tym zasługa Karola Marksa, który przedfeudalny system społeczno-ekonomiczny oraz sposób produkcji określił mianem niewolnictwa właśnie. Tymczasem różnie z tym było, jakkolwiek ludzie pozbawieni wolności i stanowiący własność innych osób faktycznie występowali niemal w każdym państwie… i w wielu epokach. Owszem, u podstaw gospodarki takiej na przykład Sparty leżała przymusowa praca niewolni...

Szacunek dla robotnika

Wychodząc w godzinach przedpołudniowych na spacer z czworonożnym przyjacielem, często natykam się na ekipę śmieciarzy. Jedni opróżniają duży osiedlowy pojemnik na śmiecie, inni zajmują się mniejszymi koszami, rozlokowanymi przy blokach mieszkalnych. Mam dla tych ludzi ogromny szacunek. Praca to ciężka, może być szkodliwa dla zdrowia, a przede wszystkim bardzo odpowiedzialna i potrzebna. Wszyscy bowiem – poza ewentualnie degeneratami lubiącymi tkwić w syfie – chcemy żyć w czystej okolicy. A żeby utrzymać czystość, potrzebni są do tego wykwalifikowani ludzie. Podobnie jest ze wszystkimi innymi robotnikami – naprawdę ich szanuję. Z jednej strony jest to szacunek dla ich wysiłku, pracy, umiejętności, kwalifikacji zawodowych… Tak, robotnik zajmujący się wyspecjalizowanymi zadaniami typu naprawa urządzeń mechanicznych lub elektronicznych, wymiana opon, remonty budowlane, fryzjerstwo, itd., musi mieć naprawdę solidną wiedzę oraz zaiste ogromny zakres umiejętności. Kiedyś pisałem, że tacy ...

Mądrość robotnika

Warto jest słuchać ludzi pracy, zawodowo zajmujących się konkretną dziedziną. Z ich formalnym wykształceniem bywa różnie – niektórzy mają zawodowe, inni średnie, a i osób z wyższym nie brakuje – niemniej jednak wiedzę z zakresu swojego fachu naprawdę mają na poziomie eksperckim. W związku z czym dużo można się od nich dowiedzieć, i to rzeczy nader praktycznych, ułatwiających codzienną egzystencję, a czasem nawet pomagających ustrzec się przed głupimi błędami. Ot, choćby przed kilku dniami musiałem skorzystać z usług zakładu zajmującego się naprawą i wymianą opon samochodowych. Kolejki akurat nie było, dzięki czemu dało się porozmawiać z zatrudnionym tam pracownikiem, podczas gdy on wymieniał mi oponę. A że mówił sporo, chętnie i ciekawie, pozyskałem od niego sporo interesujących rzeczy na temat ogumienia i felg. Tak się też składało, iż od pewnego czasu nosiłem się z zamiarem nabycia zestawu naprawczego. Nasz dzisiejszy bohater, nie pytany o to przeze mnie, sam z siebie zszedł n...

Najbardziej zbrodniczy system

Kapitalistyczna propaganda wspomina często o zbrodniach „komunistycznych” (pod które podciąga się zbrodnie stalinowskie – tymczasem stalinizm komunizmem NIE BYŁ! – oraz skrajnie prawicowe, np. Czerwonych Khmerów z Kambodży, jacy pod komunistów się podszywali, choć nigdy z komunizmem nie mieli nic wspólnego, albo też północnokoreańskie, choć w państwie tym komunizm jako ideologia jest zakazany), a od święta także o faszystowskich i nazistowskich. I rzeczywiście, faszyści, a zwłaszcza naziści wymordowali dziesiątki milionów ludzi. Ale gdyby tak policzyć wszystkie ofiary śmiertelne, to najbardziej zbrodniczym nie tyle ustrojem politycznym, ile systemem ekonomiczno-społecznym, prawdopodobnie okaże się kapitalizm, na przestrzeni całych swoich dziejów. Powstawać on zaczął na przełomie XVII i XVIII wieku, początkowo w Holandii, później w Anglii/Wielkiej Brytanii, skąd, w drodze procesów niekiedy ewolucyjnych, niekiedy rewolucyjnych rozprzestrzenił się na resztę Europy i świata, sto...

Patologie kapitalizmu kiedyś i dziś

W roku 1886 robotnicy z USA pracowali po dwanaście godzin (a często nawet więcej!) na dobę, w fatalnych warunkach (brud, smród, gorąco, złe oświetlenie lub w ogóle jego brak, zero BHP, itd.), za bardzo niskie, głodowe wręcz stawki. Nadto nad każdym z nich nieustannie wisiało widmo zwolnienia, ponieważ coś takiego jak stabilne zatrudnienie wówczas praktycznie nie istniało. Mieli tego wszystkiego po dziurki w nosie, toteż, zrzeszając się w związkach zawodowych i innych organizacjach, rozpoczęli kampanię na rzecz wprowadzenia ośmiogodzinnego dnia pracy, wyższych wynagrodzeń i poprawy warunków w zakładach. W Chicago odbyła się pokojowa manifestacja, promująca owe postulaty. Została jednak zmasakrowana przez policję (część historyków twierdzi, że doszło do prowokacji, polegającej na rzuceniu bomby w policyjny kordon); nie wiadomo, ilu robotników zginęło, ale prawdopodobnie było to co najmniej kilkadziesiąt osób. Tamto wydarzenie zwróciło uwagę opinii publicznej na klasę robotniczą, jej p...

Zamknięta kopalnia

Jeśli miałbym wskazać postulat Roberta Biedronia i jego Wiosny, za który na tego polityka i nową partię wylewa się najwięcej krytyki, prawdopodobnie byłaby to osławiona „likwidacja kopalń węgla kamiennego do 2035 roku”. Proszę zauważyć, że były SLD-owiec i były palikociarz w jednej niezbyt skromnej osobie nie mówi o rozwoju energetyki opartej na odnawialnych źródłach energii (zaledwie coś o tym bąknął w dzień po swojej wspaniałej konferencji inauguracyjnej) czy na atomie, lecz właśnie o zamykaniu kopalń; jeszcze do tego wrócimy. Zapoznałem się z wieloma wypowiedziami już to ekspertów, już to osób, które energetyką wprawdzie nie zajmują się zawodowo, lecz pewną wiedzę z tej dziedziny mają, i muszę przyznać, że padło wiele merytorycznych argumentów określających, dlaczego Wiosenny postulat anty-górniczy jest bezsensowny i szkodliwy. Nie będę się jednak dziś rozpisywał na tematy stricte energetyczne, niech wypowiadają się ludzie mądrzejsi ode mnie. Skupię się na tym, co zamknięcie...

Jak strajkował Egipcjanin

Niewolnicy, smagani biczem, ciągnący gigantyczne bloki kamienne, przeznaczone na budowę piramid i świątyń – oto obraz starożytnego Egiptu utrwalony przez Hollywood i w ogóle kulturę popularną, źródło którego tkwi najprawdopodobniej w opowieści o hebrajskich niewolnikach z Księgi Wyjścia. Przez długi czas również historycy uważali, że system gospodarczy starożytnego Egiptu bazował na niewolnictwie; strukturę społeczną tego państwa wyobrażano sobie jako piramidę, dolne poziomy której stanowili właśnie ludzie pozbawieni wolności i stanowiący cudzą własność. Karol Marks wszystkie starożytne systemy społeczno-ekonomiczne nazwał zbiorczo „niewolnictwem”, czyli popełnił błąd generalizacji, bo jakkolwiek chyba we wszystkich starożytnych państwach niewolnictwo istniało (dziś zresztą też ma się dobrze, jakkolwiek jest albo nielegalne, albo zakamuflowane na przykład pod postacią bezpłatnych staży), to nie zawsze i nie wszędzie stanowiło ono postawę gospodarki. I tak właśnie było w Egipcie....

Przykład Ernesta

Kiedy po zwycięstwie Rewolucji Kubańskiej argentyński bojownik Ernesto Che Guevara został na Kubie ministrem odpowiedzialnym za przemysł, stanęło przed nim nader trudne zadanie rozkręcenie gospodarki zrujnowanej przez kolonialną eksploatację ze strony USA i przez lokalnych latyfundystów posiadających pola trzciny cukrowej. Che przeprowadził ogromną reformę rolną, która zlikwidowała gigantyczną własność ziemską, w znacznej mierze upaństwowiła przemysł cukrowniczy (część jednak pól przekazana została samorządom) oraz zapewniła żyjącym do tej pory w skrajnej nędzy Kubańczykom minimum egzystencjalne. Rząd postanowił jednakowoż rozwinąć też inne gałęzie gospodarki (np. rybołówstwo budowano z pomocą… Polski – tak, tak!), i z tym Che również musiał się uporać. Ażby gospodarka się rozwijała, ludzie muszą pracować (niedługo będą to robiły roboty, a ludzkość stanie przed koniecznością wprowadzenia podstawowego dochodu gwarantowanego, ale to pieśń przyszłości, choć raczej nieodległej)...