Posty

Wyświetlam posty z etykietą podział

Przejawy komunizmu

A dziś będzie o czymś pozytywnym. Na pierwszy rzut oka sytuacja światowa staje się coraz bardziej ponura, tragiczna wręcz. W większości państw globalnej Północy kapitalizm w ogólnym zarysie przybiera na dzikości i barbarzyństwie. Wyzysk narasta, a wraz z nim bieda. Miliony Amerykanów głodują, a w skali świata liczba głodujących sięga miliardów. Ludzi przestaje być stać na podstawowe dobra czy opłacenie rachunków. Polskiego społeczeństwa też to dotyka. Patologiczny ów system społeczno-ekonomiczny w miarę narastającego kryzysu przybiera także coraz bardziej szczere, czyli faszystowskie oblicze… no dobra, mordę. Katastrofa klimatyczna nie ustaje. Z drugiej wszak strony, zachodzą zjawiska pozytywne, które dostrzec można gołym okiem, i to nie w odległych Chinach, gdzie rozwija się alternatywny, znacznie lepszy niż nasz model gospodarki, lecz na naszym własnym podwórku. Oto kilka przykładów. Krótko przed Dziadami/Halloween i Wszystkimi Świętymi pisałem o tym, że co roku staram się używ...

Znicz używany

W zasadzie na dobre zaczął się już sezon, kiedy po słowiańsku (tak, zwyczaje te wywodzą się z religii naszych przedchrześcijańskich przodków, nie zaś z katolicyzmu, który po prostu je zaadoptował i częściowo przetworzył) wspominamy naszych mniej lub bardziej bliskich zmarłych, między innymi odwiedzając ich groby i paląc znicze. A te, jak wszystko inne, zdrożały, i to bardzo. Jednakże od czasu pewnego obserwuję związane z tym pozytywne zjawisko. Otóż, nie wiem, jak to jest na innych cmentarzach, ale na tym, gdzie spoczywają moi rodzice, w ostatnich latach ustawiono półki, na których zostawić można – lub z nich zabrać, zależnie od potrzeb – używane znicze, oczywiście te nadające się do dalszego wykorzystania (rozbite lub zbyt brudne, by je doczyścić, trafić powinny do stojącego tuż obok pojemnika na śmiecie). Moim zdaniem, jest to bardzo dobry pomysł. Po pierwsze, jest rozwiązaniem przyjaznym dla środowiska naturalnego. Rzecz jasna, dlatego, że mniej zanieczyszczamy świat, rezygnu...

Jadłodzielnie

Minęło nam oto Boże Narodzenie/Solstycja/Jule/Gody, przy czym te ostatnie, wedle niektórych źródeł mówiących o Słowianach i ich religii, trwały kilkanaście dni i kończyły się w okolicach 6 stycznia, uznajmy zatem, że niech sobie jeszcze trwają. W każdym razie, jak co roku wielu ludziom zostało to, czego w dwa świąteczne dni (trzy, licząc z Wigilią, która w tym roku wypadła w ustawowo wolną od pracy niedzielę) nie zjedli. I, niestety, większość z tego wyląduje na śmietniku. Innymi słowy, znów będziemy mieli do czynienia z marnowaniem żywności na ogromną skalę. Zjawisko owo patologiczne jest charakterystyczne nie tylko dla Polski, lecz dla chyba wszystkich państw kapitalistycznych, większość obywateli których sterowana jest przy użyciu przekazu reklamowego, nakazującego kupować więcej i więcej, i nie tylko w okresie świątecznym. Dlatego jeszcze przed świętami pojawiło się w mediach (społecznościowych tudzież innych) wiele apeli, aby niezjedzonej żywności – tej przynajmniej, jaka ma dł...

Zbrodnia nierozliczona

Na długo przed formalnym rozpoczęciem kampanii wyborczej, w jej trakcie oraz po zakończeniu politycy ugrupowań, jakie mają stworzyć nową koalicję rządową (KO, PSL, Polska 2050 i Lewica) zapowiadali i nadal zapowiadają, że rozliczą afery PiS-u. Jak z tym będzie, zobaczymy; w każdym razie, żywię znaczące wątpliwości, gdyż pamiętam, iż solidaruchy z PO/KO swoim PiS-owskim kolegom krzywdy zrobić nie pozwolą. Jeżeli jednak faktycznie dojdzie do rozliczeń – a powinno, w przeciwnym bowiem razie hydra odrodzi się jeszcze silniejsza – to nie jedynie afer powinny one dotyczyć. Przypomnieć należy, że nie-rządy Bezprawia i Niesprawiedliwości pociągnęły za sobą liczne ofiary śmiertelne. Ich nader nieudolne (nie rozstrzygam – celowo czy przypadkowo, tym bowiem zająć się powinien sąd) działania w zakresie „walki” z COVID-19 zabiły ponad 200 tys. osób. Do tego doliczyć trzeba ludzi, którzy zmarli, gdyż nie doczekali odpowiedniej terapii; przypomnijmy, że PiS-owcy jeszcze pogłębili rozkład systemu op...

Komunizm w serialu

Kilka tygodni temu amerykańsko-kanadyjski serial The Last of Us , wyprodukowany i transmitowany przez HBO, narobił szumu wśród polskiej (nie wiem, jak to było w innych krajach) prawicy, zwłaszcza tej betonowo-konserwatywnej oraz nacjonalistycznej/faszystowskiej/nazistowskiej. Prawacy mało nie defekowali z wściekłości, gdyż w jednym z odcinków pokazano parę gejów; tenże wątek miłosny poprowadzony był zresztą bardzo ładnie, z dużym wyczuciem, i niewiele, o ile cokolwiek, miał wspólnego z nudną hollywoodzką sztampą. A po ostatnim odcinku do owej prawicowej defekacji dołączyć mogą również nasze polskie libki, czyli konserwatyści uważający się za liberałów. Oto bowiem pokazał on system społeczno-gospodarczy, którego nadwiślańska serdecznie nienawidzi. Po kolei jednakowoż. The Last of Us jest adaptacją gry wideo (nie grałem w nią, toteż o wierności lub jej braku wypowiedzieć się nie mogę), inspirowaną m. in. wybitną powieścią Droga autorstwa Cormaca McCarthy’ego. Akcja serialu rozgrywa ...

Wspólne korzystanie

Czas wreszcie napisać o czymś pozytywnym. Jak choćby o idei dzielenia się dobrami, która zyskuje coraz większą popularność również w (k)raju nad Wisłą. Nie jest to żadna nowość, od lat bowiem prowadzone są zbiórki żywności w sieciach handlowych, odzież, w której nie chodzimy, wrzucić możemy do pojemników PCK, różnego rodzaju akcje zbierania niepotrzebnych rzeczy i pomagania w ten sposób bliźnim prowadzą już to organizacje charytatywne, już to związki wyznaniowe. I bardzo dobrze. Są też świeższe przykłady podobnych inicjatyw, z których korzystać mogą nie tylko obywatele niezamożni, ale w ogóle wszyscy. Dwóm z nim poświęcę dzisiejszą notkę. Coraz popularniejsze stają się chociażby jadłodzielnie. Można w nich zostawić produkty żywnościowe – oczywiście nie zepsute ani przeterminowane – których z różnych przyczyn nie możemy lub nie chcemy przejeść… lub je sobie zabrać, jeśli akurat jesteśmy głodni (nasz status majątkowy nie ma w tym wypadku znaczenia, jadłodzielnie są dla wszystkich). Ja...

Kiedy czegoś nie potrzebujemy

Na początek przepraszam za trzydniową nieobecność w tym tygodniu. Musiałem pozałatwiać ważne sprawy, związane ze sprzedażą nieruchomości odziedziczonej po rodzicach, a że znajdowała się ona dość daleko od mojego miejsca zamieszkania, to i jeden dzień był mi potrzebny na powrót do domu, odpoczynek po podróży, itd. A dlaczego w ogóle ją sprzedawałem? Powodów było kilka, począwszy od ekonomicznego, a na osobistych (których tu rzecz jasna nie mam zamiaru poruszać) skończywszy. Tak naprawdę sprowadzały się one do tego, że jej utrzymywanie – zwłaszcza, biorąc pod uwagę odległość, którą musiałem pokonać, by się do niej dostać, ceny benzyny, itd. – było dla mnie zbyt ciężkie oraz nieopłacalne. Wolałem więc sprzedać tę nieruchomość ludziom, którzy chcą z niej korzystać i się nią cieszą. Nie tylko z nią zresztą tak zrobiłem. Po zmarłych rodzicach zostało mi trochę przedmiotów, z których po prostu nie korzystam. Niektóre oddałem życzliwym osobom (na przykład palmę, jaka rozrosła się na tyle, ...