Posty

Wyświetlam posty z etykietą budżet

Wsparcia brak

W ostatnich dniach Polacy – ci w każdym razie, którzy interesują się sportem – żyją sukcesami Mai Chwalińskiej, tenisistki. Mnie sport nie interesuję, ale pani Mai gratuluję i życzę dalszych sukcesów. Warto wszakże zauważyć, że zaraz po tym, jak doszła do finału w nader ważnym turnieju tenisowym, w internecie pojawiły się informacje, iż kilka lat temu, gdy dopiero rozkręcała swą karierę, bodajże trzykrotnie (jeśli coś pokiełbasiłem, to przepraszam) zwracała się do, wówczas PiS-owskiego, Ministerstwa Sportu o wsparcie finansowe. Nieodmiennie jej odmawiano, ponieważ jakoby „nie rokowała”. Cóż, najprawdopodobniej PiS-owcy, jako typowi prawicowcy i solidaruchy, woleli paść się osobiście na publicznych pieniądzach, niż przeznaczać je na rozwój, w tym przypadku, tenisa ziemnego. Jak sądzę, przypadek Mai Chwalińskiej nie jest odosobniony. Politycy – prawicowych dotyczy to szczególnie, wszak dosłownie ociekają obłudą tudzież fałszem – uwielbiają grzać się w blasku sportowców (i, w mniejsz...

Lewicy plan dla zdrowia

Polski system publicznej opieki zdrowotnej, jak wiemy, przeżywa kryzys. Nie od wczoraj, ma się rozumieć, ale w ostatnich miesiącach i tygodniach sytuacja mocno się pogorszyła. W budżecie Narodowego Funduszu Zdrowia jest potężny deficyt, przez co brakuje środków na działalność konkretnych placówek zdrowotnych, szpitale ograniczają przyjęcia i przekładają terapie; niedawno o tym pisałem. Zrobiło się tak poważnie, że politycy, w tym ci z koalicji rządzącej, pochylili się nad kwestią ową ponurą i zaczęli proponować rozwiązania. Niektóre – jak obniżenie składki zdrowotnej, o czym wspominałem w jednej z niedawnych notek – skrajnie durne i szkodliwe. Na szczęście, swój pomysł na ratowanie publicznej opieki zdrowotnej przedstawiła wczoraj Lewica. Na szczęście, bo jest on dobry i merytoryczny. Plan ów przewiduje przede wszystkim likwidację największego obciążenia dla systemu, czyli składki zdrowotnej. Jak wiemy – też często o tym piszę – składowy model finansowania jest drogi i niewydolny, ...

Pogłębianie dziury

Nie tak znowu dawno pisałem, że publiczna opieka zdrowotna pogrąża się (po raz nie wiadomo który) w kryzysie. Kolejne szpitale zawieszają przyjmowanie pacjentów, ewentualnie przekładają terminy terapii. Powodem jest to, że zwyczajnie nie dostają pieniędzy z Narodowego Funduszu Zdrowia. W budżecie owej instytucji zieje ogromna dziura. Wygląda na to, że politycy zaczęli ów problem dostrzegać, znaczy, na poważnie, bo wcześniej padały głupie porady, aby pacjenci szukali wolnych miejsc w innych placówkach. Powoli zatem pochylają się nad zagadnieniem i proponują rozwiązania. Nie wiem jednak, czy śmiać się z tego powodu, czy płakać; najlepiej chyba złorzeczyć. Otóż, pan premier Tusk wyjechał z pomysłem, aby wprowadzić ulgi składkowe dla przedsiębiorców (pod tym mianem rozumieć należy nie ciułaczy z jednoosobowych firm, lecz wielkich kapitalistów, bo takim właśnie prawicowe władze służą). Czyli, mówiąc prościej, zmniejszyć składkę zdrowotną. Ta w Polsce dla małych graczy biznesowych lub o...

Nie dla asystencji

W Polsce od dłuższego już czasu trwa bój społeczno-polityczny o asystencję osobistą dla osób z niepełnosprawnościami. Czyli o wprowadzenie usługi społecznej, świadczonej przez wykwalifikowanych pracowników, która zapewniłaby takim ludziom należyte życie; osoby z rodziny nie zawsze są w stanie udzielić niepełnosprawnym odpowiedniego wsparcia (to kosztuje, wymaga umiejętności i zdrowia, o czym nie każdy pamięta), a nie każdą gminę stać na zatrudnienie pomocy o takiej skali, jaka jest wymagana. Z tego, co się orientuję, stosowną ustawę usiłuje wdrożyć Lewica, co jakiś czas (krótko przed wyborami prezydenckimi na przykład) odbywają się demonstracje w tej sprawie. Nie da się ukryć, iż asystencja osobista jest naprawdę potrzebna, systemowe wsparcie dla osób z niepełnosprawnościami w (k)raju nad Wisłą, co tu dużo gadać, wciąż kuleje. Są, owszem, dobre programy w tym zakresie, ale cząstkowe. A wiele firm czy instytucji, np. banki, rzuca takim ludziom kłody pod nogi. I co? Pan premier Tusk...

Wyrwać kleszcza

Lewica podliczyła i opublikowała, że pod nie-rządami Bezprawia i Niesprawiedliwości aż 10 mld zł – oczywiście z naszych portfeli – państwo polskie przekazało wielkiej ponadnarodowej korporacji, czyli Kościołowi katolickiemu. I to bez jakiejkolwiek kontroli. Chodzi nie tylko o transfery z Funduszu Kościelnego, ale też o pieniądze, jakie spółki Skarbu Państwa czy poszczególne ministerstwa buliły kościelnym osobom prawnym. Podana wyżej kwota to, jak wylicza poseł Tomasz Trela z Lewicy, równowartość 50 tys. mieszkań. Ale nie tylko na budownictwo mieszkaniowe mogłaby ona zostać przeznaczona. Ileż zyskałaby ochrona zdrowia (przykładowo, roczna suma, jaką Warszawa dopłacać musi do szkolnej katechezy, wystarczyłaby na oddłużenie polskich szpitali), transport publiczny czy też wsparcie dla osób w trudnej sytuacji bytowej (którego w Polsce praktycznie nie ma). A tak, 10 mld zł wtopione zostało w wyjątkowo bogatą instytucję, która tak czy owak zdziera pieniądze (taca, moi drodzy, taca, a także...

Co komu odebrać?

Nie przeszkadza mi, że ukraińskie dzieci mieszkające w Polsce pobierają 800 Plus (tzn. pieniądze otrzymują rzecz jasna ich rodzice/opiekunowie, ale z przeznaczeniem na potrzeby małoletnich). Owszem, świadczenie owo – podobnie zresztą jak cała polska polityka… hm, społeczna – wymaga modyfikacji, jednakże nie na tle narodowościowym. Ponadto, Ukraińcy w Polsce są aktywni zawodowo, ponad 90 proc. spośród nich pracuje i płaci u nas podatki (o polskich kapitalistach niekoniecznie można to powiedzieć). Dlaczego więc im nie pomagać? Patriotyzm gospodarczy polega na kupowaniu powstałych w kraju produktów, a nie na obcinaniu pomocy obcokrajowcom. Jak już kiedyś pisałem, postulat odebrania ukraińskim dzieciom szczątkowego świadczenia, jakim jest 800 Plus, to czysta ksenofobia, a zarazem kreowanie nienawiści w społeczeństwie. Szczucie Polaków na Ukraińców, innymi słowy. Należy też pamiętać, że próba pozyskania przez rzekomo demokratycznego kandydata faszystowskiego elektoratu przy pomocy faszyst...

Plany katastrofy

Polska (niejedyne państwo unijne, ale to inna sprawa) objęta została przez Brukselę procedurą nadmiernego deficytu budżetowego. Czyli, mówiąc prosto, ma wdrożyć takie oszczędności, aby budżet wrócił do przewidzianego w prawie Unii Europejskiej stanu. Ministerstwo Finansów przygotowało więc projekt takich działań. Jak należało się spodziewać po spadkobiercach Balcerowicza, czyli neokonserwatywnych/neoliberalnych prawicowcach, nader restrykcyjny oraz społecznie szkodliwy. Ale po kolei. Otóż, horyzont wdrażania napraw dla poszczególnych państw objętych procedurą nadmiernego deficytu wynosi maksymalnie siedem lat. Rząd pana premiera Tuska zamierza uwinąć się w cztery. Okej, ale to dopiero początek. Samo Ministerstwo Finansów w swoich analizach określiło, że najlepsze efekty przyniosłoby zwiększenie dochodów z CIT-u (podatku od dochodów osób prawnych, m.in. przedsiębiorstw). Tymczasem to samo ministerstwo w swoim planie działań podwyższenia wpływów z CIT-u praktycznie… nie przewiduje; jeś...

Nadmiernie sfinansowani

Kultura i sztuka w Polsce są niedofinansowane. Nie kpię, to fakt. Ze sportem różnie bywa, w zależności, jak sądzę, od dyscypliny. System publicznej opieki zdrowotnej w Polsce jest niedofinansowany, i to drastycznie. O przyczynach niewydolności tego modelu wielokrotnie pisałem, skutki natomiast są tragiczne, w postaci chociażby śmierci pacjentów, którzy nie doczekali terapii. Szkolnictwo publiczne jest w Polsce niedofinansowane (z jednym wyjątkiem, o czym za chwilę). Większość elementów sektora publicznego jest w Polsce niedofinansowana… chyba, że uwzględnić pensje na synekurach, często zajmowanych przez ludzi niekompetentnych. I tak dalej. W zasadzie trudno zaleźć w (k)raju nad Wisłą dziedzinę, jaka byłaby sfinansowana w wystarczającym stopniu. Na wszystko brakuje pieniędzy; zdaniem prawicowców (zwłaszcza po tym, jak zasiądą w ławach koalicji rządowej), głównie na politykę społeczną, która miałaby na celu ulżyć i pomóc mniej- oraz średniozamożnym osobom obywatelskim. Nie chodzi ...

Taniej, wydajniej, zdrowiej

W medialnym zamęcie, jaki zapanował po ustawce, często nazywanej „zamachem”, która miała na celu zapewnić Donaldowi Trumpowi zwycięstwo w tegorocznych wyborach prezydenckich w jankeskim imperium, łatwo można przeoczyć pewną nader istotną, a przy tym ogromnie pozytywną sprawę. Czyli propozycję Lewicy w dziedzinie gruntownej reformy systemu finansowania publicznej opieki zdrowotnej. Reformy, dodajmy, niezbędnej. Obecnie mamy system składkowy, wprowadzony przez solidaruchów z koalicji AWS-UW (dzisiejszy POPiS), zrazu w postaci fatalnych kas chorych, później zmodyfikowanych przez rząd SLD-PSL poprzez przekształcenie w scentralizowany, a przez to cokolwiek lepiej działający NFZ. Modyfikacja ta wszelako niewiele pomogła, ponieważ sama istota systemu jest wadliwa. Otóż ze swej natury jest on drogi, i to dla każdego, poza najbogatszymi kapitalistami – im dany płatnik mniej zamożny, tym bardziej obciążająca dla niego jest składka (oj, znam to z doświadczenia!), a nadto obsługa jest kosztow...

Rocznica drogiej imprezy

Zerkając dziś do kalendarza, widzimy datę 3 sierpnia. Co w niej takiego szczególnego? Ano to, że dzień ów jest niezbyt szczęśliwą rocznicą. Albowiem równo trzydzieści trzy lata temu do szkół publicznych – najpierw podstawowych – wprowadzono katechezę, oczywiście katolicką. Odpowiadał za to pierwszy postsolidarnościowy (targowicki) rząd Tadeusza Mazowieckiego. Premier ów w 1990 roku startował w pierwszych powszechnych wyborach prezydenckich, a jego głównym konkurentem był inny solidarnościowiec (na pograniczu solidarucha), Lech Wałęsa. Cieszył się on ogromnym poparciem Kościoła katolickiego, konkretnie zaś duchowieństwa oraz hierarchów. Tychże pan Mazowiecki spróbował przekupić, by zachęcali do głosowanie na niego, i temu właśnie służyło wprowadzenie katechezy do szkół publicznych. Nie udało się, premier w wyborach prezydenckich ostatecznie zajął trzecie miejsce… lecz rela w budach została. A jej nauczanie usankcjonował konkordat, zawarty przez postsolidarnościowy (targowicki) rząd...

Na pomoc dla uchodźców

Odkąd nastąpiła (odbywająca się oczywiście w interesie USA) agresja Rosji na Ukrainę, Polacy zaczęli masowo pomagać uchodźcom znad Dniepru i Dniestru. W nader zróżnicowany sposób. Wielu ludzi przekazuje dary rzeczowe lub środki finansowe. Inni udostępniają własne mieszkania lub przynajmniej pokoje. Całe grupy wolontariuszy pracują na dworcach, ułatwiając uciekającym przed wojną przemieszczanie się po Polsce, inni pomagają im załatwiać sprawy urzędowe, zajmują się tłumaczeniami, itd. Organizowane są seanse filmów ukraińskich, przedstawiania teatralne i inne akcje kulturalne, dochód z których przeznaczany jest na wsparcie dla wschodnich sąsiadów. Sieci handlowe też prowadzą działania typu Złotówka Dla Ukrainy, wystawiają koszyki na towary dla Ukraińców. Wspaniałą inicjatywą jest Dinozaur z Centralnego. Przykłady można mnożyć. Warto jednak wspomnieć, że za świadczenie takiej samej pomocy bliskowschodnim tudzież afrykańskim uchodźcom na granicy polsko-białoruskiej można iść siedzieć (segre...

Polski nie stać

Kiedy w mediach rozkręca się dyskusja na temat wdrożenia sensowej polityki społecznej, pomocy dla uchodźców, reformy służby zdrowia, podniesienia wynagrodzeń minimalnych, skrócenia czasu pracy, itp., ze środowisk prawicowych, zwłaszcza neoliberalnych (PO, Nowoczesna, TVN, Gazeta Wyborcza i im podobne media, Balcerowicz, Petru, itd.) z reguły pada argument, że Polski na takie rozwiązania „nie stać”. Aha… Skoro Polski nie stać na dobrą politykę mieszkaniową, transportową, zdrowotną, rodzinną, itd., na wspomożenie ludzi uciekających przed wojną i terrorem, na sprawnie działające szpitale i przychodnie, na to, byśmy mogli utrzymywać się ze swojej pracy… To jakim, u czorta, cudem stać to państwo na pozwalanie kapitalistom na wyprowadzanie na konta w rajach podatkowych ciężkich miliardów euro?! Według Thomasa Piketty’ego, (k)raj nad Wisłą traci na tymże procederze WIĘKSZE pieniądze, niż pozyskuje z Unii Europejskiej! Liczne firmy zakładane są JEDYNIE po to, by transferować forsę za grani...

Jak PiS dzieciom nie chce pomóc

Niemiłościwie nam panujące Bezprawie i Niesprawiedliwość bardzo mocno obcina środki budżetowe na publiczną służbę zdrowia. Stracą między innymi: onkologia (zgonów na nowotwory zatem przybędzie), psychiatria (w tym dziecięca, o czym za chwilę), ratownictwo medyczne i inne dziedziny, mniej będzie też kasy na badania nad nowymi lekami i refundację tych, które już znajdują się w obiegu rynkowym (czyli więcej zabulimy w aptece, za niektóre przynajmniej specyfiki). Mówiąc krótko, ucierpią pacjenci… czyli potencjalnie my wszyscy, bo każdy z nas choruje. Senat głosował nad poprawkami do budżetu i uchwalił zwiększenie środków na służbę zdrowia (prawdopodobnie Sejm odrzuci te poprawki, ale to pieśń przyszłości, jakkolwiek niedalekiej). Jednakowoż wszyscy PiS-owscy senatorowie – w tym, co nad wyraz smutne i haniebne, lekarze należący do owego grona! – głosowali PRZECIWKO przyznaniu większych pieniędzy psychiatrii dziecięcej. Wzbudziło to szeroki, oczywiście negatywy odzew w internecie oraz inn...

Obietnice i nauczyciele

Wielki strajk nauczycieli, organizowany przez ZNP, nadchodzi, i to szybko. Już kilka razy pisałem o tej grupie zawodowej, jej potrzebach oraz postulatach, nie będę się więc teraz powtarzał. Ważne, że niemiłościwie nam panujące Bezprawie i Niesprawiedliwość raz po raz udowadnia, że nie wie, co z tym fantem zrobić. Bo cokolwiek by mówić, nauczycielom udało się (nie wiem, czy to było takie akurat zamierzenie, czy też efekt uboczny podniesienia, słusznych skądinąd, postulatów) postawić PiS-owców w głupiej, niekorzystnej z ideologicznego tudzież propagandowego punktu widzenia sytuacji. Oto Kaczyński Jarosław, Morawiecki Mateusz i inni ludzie z ich ugrupowania zapowiedzieli już to „trzynastą emeryturę” (zwrot CZĘŚCI pieniędzy zagrabionych emerytom poprzez zmniejszenie rewaloryzacji ich świadczenia), już to 500 Plus na pierwsze dziecko (taki pomysł, co ciekawe, jakiś czas temu zgłaszali parlamentarzyści… PO, ale PiS-owcy byli wtedy przeciwko), już to inne wydatki z budżetu, których...

Walka droga i nieskuteczna

Jeżeli mieliście kiedykolwiek bliższy kontakt z instytucją zwaną Urzędem Pracy, tzn. jeśli byliście tam zarejestrowani jako bezrobotni lub poszukujący pracy, prawdopodobnie wiecie, że liczyć na znalezienie z jej pomocą zatrudnienia można, owszem, ale jest to wysoce naiwne. Tak naprawdę jedynym sensem owej rejestracji jest to, że ma się ubezpieczenie zdrowotne, dzięki czemu można korzystać z publicznej służby zdrowia, oczywiście za cenę stawienia się raz na jakiś czas w urzędzie i przyjęcia lipnej, niemającej nic wspólnego z Waszymi kwalifikacjami oferty pracy (jej odrzucenie spowoduje wykreślenie z rejestru, dzięki czemu statystyki bezrobocia się poprawią). Do podobnego wniosku doszła niedawno Najwyższa Izba Kontroli, która sprawdziła, jak działały Urzędy Pracy w ciągu kilku minionych lat. Wnioski zawarte w raporcie są niewesołe, ale też niezbyt odkrywcze. Otóż, okazuje się, że programy oferowane przez omawianą instytucję, np. staże, kursy czy roboty interwencyjne, jakkolwie...

Portret marszałka

Kancelaria Senatu zamówiła portret marszałka tejże izby, niejakiego Karczewskiego, Stanisława swoją drogą. Jednak obraz ten trafił ponoć do piwnicy, a w każdym razie dla szerszej publiczności dostępny nie jest. Jego reprodukcje – nie wiem, na ile podobne do oryginału – krążą w internecie, możecie je zobaczyć. Cóż, marszałek prezentuje się na nich jak pół wiadomo czego zza krzaka. A tak w ogóle, to po kiego grzyba malować obrazy, których nikomu nie wolno oglądać? Gorzej jednak, że owo niedostępne dla publiczności malowidło publiczność – czyli my, obywatele i podatnicy – musiała mimo wszystko sfinansować. Kosztowało ono bowiem, wedle dostępnych w sieci informacji, 7700 zł. W skali budżetu państwa to oczywiście jak kropla w morzu, niemniej jednak nie o kwotę tu chodzi. Otóż, portret ten jest tylko jednym z wielu przykładów fanaberii politykierów Bezprawia i Niesprawiedliwości (jak również Kukiz’15). Portretowy snobizm Stanisława Karczewskiego to zaledwie wierzchołek góry lodowej. ...