Posty

Wyświetlam posty z etykietą finansowanie

Obawy purpury

Po portalach społecznościowych krążą memy i posty informujące, jakoby polscy biskupi obawiali się, że kiedy państwo nasze przestanie finansować Kościół katolicki (czyli chociażby zlikwiduje Fundusz Kościelny, co, swoją drogą, już dawno powinno było nastąpić), wierni nie będą go utrzymywali. Cóż, mają powody do obaw. I nie chodzi o to, że polscy katolicy są zbyt mało zamożni, aby łożyć na (jakoby) swój związek wyznaniowy – przykład podłej działalności Rydzyka jasno wskazuje, że nawet z najuboższej osoby pazerny kler jest w stanie zedrzeć ostatni grosz, a co gorsza, osoba ta jeszcze sama go odda, i to z chęcią. Problem (z kościelnego oczywiście punktu widzenia) leży w tym, że wierni nie będą chcieli płacić. To bardzo możliwe. Społeczeństwo polskie wszak się laicyzuje, zwłaszcza młode pokolenie. Ubywa osób uczniowskich na szkolnej katechezie – w niektórych szkołach całe klasy rezygnują z uczęszczania w tych zajęciach – mało tego, ogromnie spada liczba powołań, do seminariów zapisuje...

Wsparcia brak

W ostatnich dniach Polacy – ci w każdym razie, którzy interesują się sportem – żyją sukcesami Mai Chwalińskiej, tenisistki. Mnie sport nie interesuję, ale pani Mai gratuluję i życzę dalszych sukcesów. Warto wszakże zauważyć, że zaraz po tym, jak doszła do finału w nader ważnym turnieju tenisowym, w internecie pojawiły się informacje, iż kilka lat temu, gdy dopiero rozkręcała swą karierę, bodajże trzykrotnie (jeśli coś pokiełbasiłem, to przepraszam) zwracała się do, wówczas PiS-owskiego, Ministerstwa Sportu o wsparcie finansowe. Nieodmiennie jej odmawiano, ponieważ jakoby „nie rokowała”. Cóż, najprawdopodobniej PiS-owcy, jako typowi prawicowcy i solidaruchy, woleli paść się osobiście na publicznych pieniądzach, niż przeznaczać je na rozwój, w tym przypadku, tenisa ziemnego. Jak sądzę, przypadek Mai Chwalińskiej nie jest odosobniony. Politycy – prawicowych dotyczy to szczególnie, wszak dosłownie ociekają obłudą tudzież fałszem – uwielbiają grzać się w blasku sportowców (i, w mniejsz...

Zamrożenie w szpitalach

Jedna z czołowych rozgłośni radiowych (ta z Krakowa) poinformowała o czymś bardzo ważnym, a zarazem złym i strasznym. Otóż, szpitale ograniczają przyjęcia, coraz trudniej jest się dostać na leczenie. Niektóre zaś zabiegi przesuwane są na przyszły rok. Limity pojawiają się nawet na oddziałach onkologicznych, co dla niejednego pacjenta oznaczać może wyrok śmierci. Zła wola lekarzy czy dyrekcji poszczególnych placówek? Nie, smutna konieczność. Wyczerpane bowiem zostały środki z Narodowego Funduszu Zdrowia, te oczywiście, które pochodzą z naszych składek. Innymi słowy, szpitalom brakuje pieniędzy na leczenie, muszą więc wprowadzać limity. Taka kryzysowa sytuacja to, niestety, żadna nowość; z ciągłym brakiem środków system publicznej opieki zdrowotnej boryka się od blisko trzech dekad, czyli odkąd postsolidarnościowy rząd AWS-UW (dzisiejszego POPiS-u) wprowadził składkowy model finansowania. Jak kilka ładnych razy pisałem, jest on dla większości społeczeństwa drogi – składki są zbyt wys...

Kretynizm i znieczulica

Jak wiemy, polski system finansowania publicznej opieki zdrowotnej – składkowy – nader daleki jest od doskonałości, a zwłaszcza od wydajności. Składki są zbyt wysokie dla mniej- i średniozamożnych osób obywatelskich, zbyt niskie jednak, by placówki zdrowotne otrzymywały wystarczające środki. No to co jakiś czas zdarzają się kłopoty. Takie jak w Koninie. Z powodu braku finansowania ze strony Narodowego Funduszu Zdrowia za drugi kwartał tego roku, działalność, oficjalnie czasowo, ograniczył Oddział Onkologiczny tamtejszego Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego. Oznacza to ni mniej, ni więcej, a odsyłanie, niektórych przynajmniej, pacjentów leczących choroby nowotworowe, w tym przyjmujących chemioterapię. Dla ludzi tych jest to prawdziwa tragedia, spowodowana przez rząd AWS-UW (dzisiejszy POPiS), który zdeformował system finansowania opieki publicznej zdrowotnej, wprowadzając model opaty na składkach, najpierw administrowanych przez Kasy Chorych, następnie (koalicja SLD-UP-PSL usiłowała c...

Kukiełki wielkiego kapitału

Aby zobaczyć, kogo reprezentują poszczególni kandydaci, wystarczy spojrzeć na to, kto i jak wysokie datki wpłaca na ich kampanię. Podczas obecnych wyborów prezydenckich widać to naprawdę wyraźnie. Ot, kilka przykładów. O ile tacy Magdalena Biejat i Adrian Zandberg pozyskują środki m.in. od swoich wyborców i sympatyków, którzy wcale nie są jacyś szczególnie zamożni, o tyle z trójką prowadzących w sondażach prawicowców sprawa wygląda zupełnie inaczej. Na kampanię Nawrockiego wielki biznes buli zaiste solidne kwoty. Mentzen sam jest milionerem, ma też wsparcie, pieniężne wliczając, od innych burżujów o skrajnie prawicowych poglądach. Z kolei lista donatorów Rafała Trzaskowskiego przypomina listę najbogatszych Polaków. No cóż, nic zaskakującego. Prawica ZAWSZE stoi po stronie klas uprzywilejowanych; w kapitalizmie są to oczywiście kapitaliści – wbrew pozorom, nie drobni przedsiębiorcy (większością zaliczający się do proletariatu, bo świadczą pracę najemną, tyle że są na samozatrudnien...

Dobry pomysł dla zdrowia

Kampania wyborcza powinna (tak, wiem, że to utopia, zwłaszcza w czasach komercjalizacji polityki i jej daleko posuniętego sprymitywizowania) bazować na propozycjach dotyczących rozwiązań kwestii społecznych. Prezydencka również, jako że w naszym ustroju prezydent ma inicjatywę ustawodawczą, a co jeszcze ważniejsze – nie czarujmy się, za poszczególnymi osobami kandydującymi stoją partie parlamentarne, ewentualnie organizacje społeczne. Jedną z takich kwestii jest oczywiście system publicznej opieki zdrowotnej, w (k)raju nad Wisłą, jak wiemy, daleki od ideału. I tu na plus wypada Magdalena Biejat, kandydująca z poparciem Lewicy, a dawniej należąca do Razem. Zaproponowała ona, aby zlikwidować składowy model finansowania (ujęła rzecz prościej, jako likwidację składki zdrowotnej) publicznego sektora zdrowotnego, i zastąpić go rozwiązaniem podatkowym, funkcjonującym w licznych krajach Europy Zachodniej orz Skandynawii, np. w Danii. Postulat ten nowy nie jest, Lewica – także, gdy była je...

Trzecia Droga do choroby

Jak wiemy publiczna opieka zdrowotna w Polsce – mimo wysiłków lekarzy, pielęgniarek, ratowników oraz innych pracowników medycznych – funkcjonuje, delikatnie rzecz ujmując, nie najlepiej zgoła. Jest to, o czym wielokrotnie pisałem, efekt bardzo niewydolnego składowego systemu finansowania, wprowadzonego przez prawicową koalicję AWS-UW, czyli dzisiejszy POPIS. Jest on drogi, gdyż pochłania środki na utrzymanie NFZ-u oraz obsługę pobierania składek przez ZUS, a przy tym niewydolny, ponieważ do placówek opieki zdrowotnej trafia koniec końców zbyt mało pieniędzy; nakładają się na to takie patologie, jak umowy śmieciowe, które pozwalają kapitalistycznym wyzyskiwaczom nie ubezpieczać zdrowotnie pracowników. Co gorsza, samo dysponowanie środkami też jest wadliwe, płaci się bowiem za leczenie, nie zaś wyleczenie pacjenta… Niedoskonałości systemu mnożyć można by długo. A teraz może być jeszcze gorzej. Od pewnego bowiem czasu Trzecia Droga, ze szczególnym uwzględnieniem Polski 2050 we współpra...

Taniej, wydajniej, zdrowiej

W medialnym zamęcie, jaki zapanował po ustawce, często nazywanej „zamachem”, która miała na celu zapewnić Donaldowi Trumpowi zwycięstwo w tegorocznych wyborach prezydenckich w jankeskim imperium, łatwo można przeoczyć pewną nader istotną, a przy tym ogromnie pozytywną sprawę. Czyli propozycję Lewicy w dziedzinie gruntownej reformy systemu finansowania publicznej opieki zdrowotnej. Reformy, dodajmy, niezbędnej. Obecnie mamy system składkowy, wprowadzony przez solidaruchów z koalicji AWS-UW (dzisiejszy POPiS), zrazu w postaci fatalnych kas chorych, później zmodyfikowanych przez rząd SLD-PSL poprzez przekształcenie w scentralizowany, a przez to cokolwiek lepiej działający NFZ. Modyfikacja ta wszelako niewiele pomogła, ponieważ sama istota systemu jest wadliwa. Otóż ze swej natury jest on drogi, i to dla każdego, poza najbogatszymi kapitalistami – im dany płatnik mniej zamożny, tym bardziej obciążająca dla niego jest składka (oj, znam to z doświadczenia!), a nadto obsługa jest kosztow...

Epopeja chorego chłopczyka

Jedna z telewizji komercyjnych w swoim serwisie informacyjnym pokazuje prawdziwą epopeję chłopczyka cierpiącego na jakąś wyjątkowo rzadką, nader poważną chorobę (nie pytajcie, proszę, co to za choróbsko, nie znam się na tym). Potrzebuje on operacji i tylko jeden lekarz, z USA, dodajmy, podjął się ją przeprowadzić. Oczywiście, na lot o Stanów i sam zabieg pieniądze zebrać musieli rodzice dzieciaczka, w czym pomogła fundacja charytatywna powiązana z rzeczoną stacją telewizyjną. Chłopczyk jest już w USA (w międzyczasie trzeba było dozbierać sumę potrzebną na przelot specjalnym samolotem, bo lot zwykłym mógłby być na młodocianego pacjenta śmiertelnie niebezpieczny) i miejmy nadzieję, że terapia przyniesie pozytywny skutek, czyli że nasz bohater wróci do zdrowia i będzie miał normalne, pełne aktywności życie. Oczywiście, dla wszystkich ludzi, którzy zaangażowali się w akcję pomocy chłopczykowi, żywię ogromny szacunek. Nigdy też nie miałem, nie mam i prawdopodobnie miał nie będę nic p...