Posty

Wyświetlam posty z etykietą Jezus

Biznes na Artemidzie

Sierpień trwa w najlepsze, a w tradycji katolicyzmu w polskim wydaniu jest to okres pielgrzymek, głównie do rozlicznych sanktuariów maryjnych, rozrzuconych po (k)raju nad Wisłą. Maryja (Miriam) z Nazaretu w katolicyzmie, prawosławiu oraz paru jeszcze odłamach chrześcijaństwa (protestanci w większości od tego kultu odeszli) czczona jest jako Matka Boża, a w Polsce kult ów od wieków dobrze się rozwija. Niektórzy polscy katolicy wybierają się na takie pielgrzymki samodzielnie, własnymi pojazdami bądź komunikacją zbiorową; wyjazdy owe przybierają często formę wycieczek, podczas których modlitwy czy udziały w nabożeństwach połączone są ze zwiedzaniem interesujących miejsc, poznawaniem lokalnej historii i kultury; ot, taka forma aktywnego spędzania wolnego czasu. Wiele osób bierze z kolei udział w pielgrzymkach organizowanych przez Kościół. A te są dla tegoż związku wyznaniowego po prostu biznesem. Na pobożności wiernych zarabiają zarówno parafie-organizatorzy, jak i kler w miejscach doc...

Kapitalistyczna droga krzyżowa

Według wszystkich czterech biblijnych (nie wiem, jak to opisano w apokryficznych) Ewangelii, Jezus przeszedł drogę krzyżową, czyli zmuszony był dźwigać krzyż z niekreślonego miejsca w ówczesnej Jerozolimie (dzisiejsze Al-Kuds) na Golgotę (Czaszkę, Miejsce Czaszki), gdzie wykonywano publiczne egzekucje. Chrześcijańska tradycja i obrzędowość wstawiła różne rzeczy, które na tejże trasie miały się przytrafić Jezusowi, przy czym Ewangelie mówią jedynie o skazaniu przez Piłata, ukoronowaniu cierniem i pomocy udzielonej pod przymusem przez Szymona z Cyreny oraz rzecz jasna samym ukrzyżowaniu – acz szczegóły tegoż podają różne (przy czym z wielu powodów podejrzana Ewangelia Jana drogi krzyżowej wcale nie opisuje). Wszystko to bardzo ładnie i ogromnie przejmująco pokazał Mel Gibson w swoim świetnym filmie Pasja . Jak to wyglądało w rzeczywistości, nie wiemy. Nie zlokalizowano ani miejsca, gdzie Piłat sądził Jezusa (najbardziej, moim zdaniem, prawdopodobny wariant określił izraelski profesor ...

Po Niedzieli Palmowej

Wczoraj katolicy obchodzili Niedzielę Palmową, czyli pamiątkę uroczystego wjazdu Jezusa do Jerozolimy (taka mała dygresja – ta nazwa miasta nie pochodzi z języka hebrajskiego, lecz kanaanejskiego, a współczesna to Al-Kuds). Czy takie wydarzenie faktycznie zaszło, czy też stanowi jedynie literacką kreację Ewangelistów, nie rozstrzygam. Dość, że wszystkie cztery biblijne (apokryficznych jest znacznie więcej) Ewangelie – nawet ta Jana, która trzem pozostałym w wielu miejscach zaprzecza, przy czym ona akurat to, o czym zaraz napisze, sytuuje w innym nieco momencie działalność nazaretańskiego robotnika – wspominają o tym, co Jezus zrobił na dziedzińcu Świątyni Jerozolimskiej. Otóż, wywalił on stamtąd – i to brutalnie, jak sugerują ewangeliczne opisy – kupców, czyli ludzi handlujących gołębiami i innymi zwierzętami przeznaczonymi na ofiarę (paskudny zwyczaj!) oraz ogólnie religijnymi utensyliami. Na tymże handlu zarabiali nie tylko sami kupcy, ale też lokatorzy Świątyni, czyli oczywiście ...

Madonna z martwym Dzieciątkiem

Jednym z najpopularniejszych motywów chrześcijańskiej sztuki sakralnej, związanych z Bożym Narodzeniem, jest Madonna z Dzieciątkiem. Czyli wszystkie obrazy, rzeźby i inne dzieła przedstawiające Miriam z Nazaretu ze swoim nowo narodzonym synkiem, Jezusem. Niekiedy świeżo upieczona mama trzyma chłopca (rzadko kiedy wyrzeźbionego lub namalowanego tak, jak faktycznie wygląda noworodek) na rękach, niekiedy zaś pochyla się, najczęściej w asyście Józefa i zwierząt gospodarskich, nad żłóbkiem (kołysek pod koniec I wieku p. n. e. jeszcze nie było), w którym leży. Zaś nad ich głowami aniołowie radują się z narodzenia Mesjasza. A może by tak warto w tym roku uwspółcześnić ten motyw? Czyli stwierdzić, że aby oddać to, co dzieje się na świecie, Madonna winna być przedstawiana z MARTWYM Dzieciątkiem. Przecież w ojczyźnie Jezusa, Palestynie, od siedemdziesięciu pięciu lat trwa brutalna izraelska okupacja, a od dwóch i pół miesiąca – ludobójstwo w Strefie Gazy, jakie pochłonęło już ponad 26 tys. ...

Co będzie świętowane

Wielu mniej obeznanych katolików i chrześcijan innych odłamów uważa Boże Narodzenie za najważniejsze święto chrześcijaństwa (tymczasem z religijnego punktu widzenia jest nim Wielkanoc, czyli zmodyfikowana judaistyczna Pascha). Przyczyny tego stanu rzeczy są różne, od kiepskiej katechezy po fakt, że święta te są najmocniej skomercjalizowane, a zatem i najlepiej wypromowane przez reklamy oraz pozostałe kapitalistyczne formy przekazu. Mają też swój klimat, przeto obchodzi się je miło, pod warunkiem, rzecz jasna, że robi się to w lubiany przez SIEBIE sposób i w towarzystwie cenionych przez SIEBIE osób. A jak to z Bożym Narodzeniem było? Cóż, tylko dwie z czterech biblijnych Ewangelii (jest jeszcze cała masa apokryfów, których pierwsze sobory do Biblii nie włączyły) opowiadają o przyjściu Jezusa Chrystusa na świat: Mateusza i Łukasza; obie przedstawione w nich historie tychże narodzin są ze sobą sprzeczne, poza imionami rodziców i dziecka oraz miejscem narodzenia. Bibliści uważają, że są...

Króliczek w lśniącym opakowaniu

W kapitalizmie wszystko ulega komercjalizacji, religia też. I nie chodzi nawet o to, że zyski czerpią z niej związki wyznaniowe; one wszak przez cały okres swego istnienia zarabiały na ludzkiej religijności, jednostkowej oraz zbiorowej, często odgórnie wpojonej (tu pragnę zauważyć, iż wiara i religijność to dwie różne rzeczy, ale to temat na odrębną analizę filozoficzną). W kapitalizmie na religiach, a raczej powiązanej z nimi ornamentyce tudzież symbolice – nierzadko na siłę dorobionej, tak jak św. Mikołaj do Bożego Narodzenia – trzepie kasiorę stuprocentowo świecki kapitał. Ot, przykładowo, wszystkie święta są w mniejszym lub większym stopniu skomercjalizowane. Najbardziej chyba Boże Narodzenie, gdyż jego atrakcyjność marketingowa jest najwyższa – najłatwiej sprzedać towary, posługując się choinkami, bombkami, reklamami promującymi rodzinne świętowanie (są one, dodajmy, niebezpieczne dla wielu osób cierpiących na depresję, stąd fala bożonarodzeniowych samobójstw), tradycyjnymi potr...

Historyjka o mędrcach

Jutro 6 stycznia, a zatem katolickie (acz obchodzone również przez wiele innych Kościołów chrześcijańskich) święto Objawienia Pańskiego (Epifania), popularnie, lecz mylnie nazywane świętem Trzech Króli. Dlaczego mylnie, już wyjaśniam. Po pierwsze, nie chodzi o żadnych monarchów, lecz mędrców ze Wschodu, czyli babilońskich kapłanów. Po drugie, nie wiadomo, ilu ich było, ponieważ Ewangelia wg (św. w katolicyzmie) Mateusza, w której się oni pojawiają, nie podaje ich liczby (w tradycji prawosławnej ponoć jest ich dwunastu), a już tym bardziej nie wspomina o ich imionach; Kacper, Melchior i Baltazar to miana li tylko tradycyjne, czyli bajkowe. Po trzecie, święto odwołuje się najprawdopodobniej do fikcji literackiej. Generalnie, opowiastka ta jest jedną z popularniejszych mitów biblijnych. Głosi, jak wiemy, iż narodzeniu Jezusa w Betlejem towarzyszyło bliżej niezidentyfikowane zjawisko świetlne na nieboskłonie, określane w Ewangelii Mateusza jako „Gwiazda” i najczęściej przedstawiane w f...

Nieodpowiedzialna Miriam

Gdzieś tak w 7 lub 6 roku p. n. e. (dokłada data prawdopodobnie niemożliwa jest do ustalenia) nastolatka imieniem Miriam, będąc w dziewiątym miesiącu ciąży, wędrowała z Nazaretu do Betlejem. I to pieszo, bo ani owej dziewczyny, ani jej męża Józefa nie było stać na osiołka (stanowiącego wymysł artystów żyjących kilkanaście wieków później) bądź inne zwierzę pomagające w transporcie; oboje wywodzili się z klasy społecznej zwanej wówczas tekton lub proletari , czyli wolnych robotników najemnych, świadczących rozmaite prace fizyczne, najczęściej za bardzo mizerne wynagrodzenie, co oznacza, iż byli jeśli nie kompletnymi nędzarzami, to przynajmniej biedakami. Długość trasy pokonanej przez Miriam w dziewiątym miesiącu ciąży wynosi około 150 kilometrów, i to w trudnym, skalistym terenie – idzie się prawie cały czas pod górę. Nastolatka ryzykowała zatem poronienie/przedwczesny poród, wypadek typu skręcenie lub złamanie nogi, a nawet śmierć w wyniku upadku ze skały, użądlenie przez skorpiona l...

Na granicy

- Tędy, panie prezesie! - emocjonował się kapitan Władysław Muchomorski ze Straży Granicznej. - Już prowadzę do tego ciapatego. Moi ludzie dziś rano złapali drania, jak przekraczał granicę, wszarz jeden. Chyba bardzo niebezpieczny typ, bo mówi po polsku, i to całkiem nieźle… Terrorysta, jak Boga kocham, przysłany przez talibów, Putina i Łukaszenkę, żeby się u nas wysadził, a potem zgwałcił nasze kobiety. Jarosław, prezes partii rządzącej, niechętnie zacharczał, po czym zaczął mlaskać. Niezbyt interesowało go, co mówił oficer. Przyjechał (a raczej został przywieziony wypasioną limuzyną, sam bowiem prawa jazdy nie miał) dziś rano w okolice Usnarza Górnego, bo tak poradzili mu spece od wizerunku – żeby zaprezentował się jako obrońca świętej polskiej ziemi, strzegący jej przed islamistami od Putina. Niestety, dziennikarzy nie było (Jarosław zaczynał żałować, że kazał Pinokiowi i Adrianowi wprowadzić ten cholerny stan wyjątkowy), toteż nie miał za bardzo przed kim prezentować swej odwagi, ...

Po co świątynie?

Dawno, dawno temu, ale nie w odległej galaktyce, lecz na Ziemi, konkretnie na Bliskim Wschodzie, żył sobie żydowski robotnik najemny. Przemierzał on ojczystą Galileę, Samarię, Judeę, Syrię, a według niektórych badaczy dotarł nawet via Morze Śródziemne w okolice dzisiejszego Kadyksu, głosząc rewolucyjne przesłanie, z którego po stuleciach wyewoluowały takie doktryny lewicowe doktryny jak: komunizm, socjalizm czy feminizm (co prawda, obecnie na tegoż robotnika często powołuje się prawica, w tym skrajna… ale to wynik nieznajomości jego przekazu oraz zafałszowania go przez Kościół). Krytykował ów rewolucjonista kapłanów, żerujących na ludzkiej religijności, krzywo patrzył na wyzysk i społeczną niesprawiedliwości. Co interesujące, kobiety traktował jako równe sobie, co przed dwoma tysiącami lat, w obszarze dominacji patriarchalnej kultury hellenistycznej, było nie do pomyślenia; dlatego jest prekursorem feminizmu. Rozmawiał nawet z przedstawicielkami płci żeńskiej, w tym i wywodzącymi się ...

Tęczowa profanacja

Aktywiści broniący praw mniejszości seksualnych umieścili tęczową flagę na jednym z warszawskich pomników żydowskiego robotnika najemnego, żyjącego w Galilei w I wieku n. e., i będącego jednym z najwybitniejszych rewolucjonistów w dziejach ludzkości, prekursorem komunizmu oraz wszelkich innych ideologii lewicowych, a także feminizmu (tak, tak). Ów robotnik wędrował po Galilei, Judei, Syrii i innych bliskowschodnich terenach, głosząc przesłanie streszczające się w słowach: „Miłujcie się wzajemnie”. A że tęcza – w judaizmie i chrześcijaństwie stanowiąca przecież symbol pojednania Boga z człowiekiem i obietnicy, że ten pierwszy nie ześle na tego drugiego zagłady (po co zresztą miałby się męczyć, skoro ludzie ściągają ją na siebie sami, poprzez chociażby niszczenie przyrody) – jest znakiem tolerancji oraz miłości, wydawałoby się, że umieszczenie flagi w jej barwach na pomniku galilejskiego robotnika – zwłaszcza, że nie został on w żaden sposób uszkodzony ani zniszczony – należałoby ...

Mycie rąk

Tylko kwestią czasu pozostawało, że koronawirus, a raczej szerzony przez media strach przed nim, wykorzystany zostanie w kampanii wyborczej. Na razie nie dzieje się to w jakiś chamski sposób, co nie zmienia faktu, że politycy o koronawirusie mówią. Ostatnio na przykład licytują się na sposoby mycia rąk, która to czynność ma zredukować ryzyko zarażenia się wiadomym mikrobem, znacznie, swoją drogą, mniej groźnym niż wirus grypy. Efekty bywają dość zabawne (vide pan Karczewski), niemniej jednak same te polityczne akcje dotyczące higieny mogą wyjść społeczeństwu na dobre, i nie chodzi tylko o ochronę przed koronawirusem. Cóż, nie potrzebuję politycznych (ani żadnych innych) zachęt do mycia rąk kilka razy dziennie, dwu- lub trzykrotnego mycia zębów, częstych kąpieli… Po prostu lubię się myć, lubię mieć czyste ciało. To, ze higiena jest zdrowa, stanowi dla mnie wartość dodaną. Ale nad samym gestem mycia rąk warto się zastanowić. Ma on bowiem silne konotacje kulturowe i religijne… ...

Arcybiskup i kobiety

Miało być o czymś pozytywnym, tzn. o proekologicznych pomysłach Lewicy… ale o tym chyba będzie jutro, bo dziś zająć się wypada tematem znacznie bardziej ponurym, a jednocześnie rozwścieczającym. Oto niejaki Jędraszewski Marek, z totalnie niejasnych przyczyn (do dziś nie mogę pojąć, dlaczego akurat jego papież Franciszek mianował na to stanowisko) metropolita krakowski, przed kilkoma dniami zwolnił z pracy trzy kobiety zatrudnione w biurze prasowym kurii. A na następny dzień kościelna (ale wątpię, by dało się ją nazwać chrześcijańską) owa instytucja krok ten uzasadniła. Otóż, panie wyleciały z pracy, bo są… niezamężne. To jednak nie wszystko. Otóż, jak się okazuje, nasze bohaterki zatrudnione były na umowach śmieciowych, czyli arcybiskup jako zatrudniający (słowo „pracodawca” w odniesieniu do kapitalisty lub przedsiębiorcy jest błędne, co niedawno uzasadniałem) zachowywał się wobec nich jak typowy dla polskiego (i nie tylko!) kapitalizmu pasożyt-wyzyskiwacz, robiący wszystko,...

List o profanacji

W minioną niedzielę, czyli 23 czerwca 2019 roku, Kościół katolicki w Polsce przepraszał za profanacje, jakich ostatnio ponoć dokonano nad Wisłą. Z tej okazji podczas mszy odmawiano, a raczej śpiewano Święty Boże, w ramach homilii odczytano też list, a w zasadzie oświadczenie arcybiskupa Stanisława Gądeckiego, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, opublikowane przezeń 17 czerwca. I nad tymże tekstem dzisiaj się pochylimy, warto bowiem sprostować zamieszczone na jego łamach bzdury. Pisze w nim hierarcha o rzekomej próbie zohydzania chrześcijaństwa i Kościoła, tak nierozerwalnie w dziejach związanego z Polską i polskością (wszystkie cytaty pochodzą ze strony: https://episkopat.pl/przewodniczacy-episkopatu-o-probie-zohydzenia-chrzescijanstwa-i-kosciola/ ), która, zdaniem abp Gądeckiego, ma na celu nie tylko osłabienie jego (chrześcijaństwa i Kościoła – przyp. W. K.) pozycji w społeczeństwie, ale także osłabienie ducha narodu . Cóż, zohydzania chrześcijaństwa jako rel...

Wielkanoc tuż, tuż

Jeszcze tylko kilka dni i będziemy mieli Święta Wielkanocne, podczas których chrześcijanie czczą zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, wielkiego rewolucjonisty, prekursora lewicy i komunizmu. Z tej okazji życzę Wam, Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy mojego bloga, aby nadchodzące dni upłynęły Wam w spokoju, wśród pięknej, słonecznej pogody i w miłej, rodzinnej atmosferze. Bez względu na to, w co wierzycie, jaką wyznajcie religię – i czy jakąkolwiek – po prostu sobie odpocznijcie, odpoczynek jest wszak po prostu potrzebny do życia. Dzięki niemu człowiek regeneruje swoje siły, odzyskuje zdrowie oraz równowagę psychiczną. Właśnie dla naszej psychiki, zwłaszcza wobec wszechobecnego wyzysku i przepracowania, w kraju, gdzie nawet u dzieci diagnozuje się syndrom wypalenia, jak też wywołaną przemęczeniem depresję, potrzebne jest, krótkie choćby, oderwanie od codziennej rutyny. Właśnie po to są święta – żeby wrzucić na luz i się odstresować. I właśnie takiego oderwania od codzi...

Hołd dla zapomnianej

Już za kilka dni świętowali będziemy Boże Narodzenie. Rodowód tego święta sięga IV wieku n. e., czyli okresu, w którym cesarz Konstantyn Wielki (kanalia i morderca; nadto jednym bóstwem, w jakie szczerze i z oddaniem wierzył, był on sam) zalegalizował chrześcijaństwo w Imperium Romanum, łącząc je przy okazji z inną popularną podówczas religią, czyli mitraizmem. Właśnie z tej drugiej religii pochodzi data Bożego Narodzenia; końcem grudnia wyznawcy mitraizmu świętowali zwycięstwo światła nad ciemnością, co pasowało również do chrześcijańskiej symboliki, i stąd data Bożego Narodzenia, niezgodna z faktami, bo Jezus narodził się najprawdopodobniej wiosną. Co ciekawe, w tym tych samych dniach pogańscy Słowianie też obchodzili Święto Światła, podczas którego odbywały się m. in. obrzędy ku czci zmarłych (wierzono, że mogą oni pojawić się wtedy pod postacią obcego wędrowca lub zwierzęcia, i stąd tradycja pozostawiania pustego miejsca przy stole). Choinka też częściowo wywodzi się z pogańskie...