Gwoździe zwyrodnialca
W mojej miejscowości ktoś rozrzuca mięso (a raczej wyroby mięsopodobne) nafaszerowane… gwoźdźmi. Celem są psy, koty i inne zwierzęta. Informacje na ten temat pojawiają się na portalach społecznościowych, wywieszane są na tabliczkach i słupach przy drodze, a nawet w mediach ogólnokrajowych (RMF na przykład). I bardzo dobrze. Policja już szuka zwyrodnialca, i oby na szukaniu się nie skończyło. Jako, że mam psa, sprawa i mnie dotyczy. Owszem, poza domem nie spuszczam czworonoga ze smyczy (między innymi po to właśnie, aby nie zjadł żadnego świństwa), pilnuję też, żeby nie podnosił z ziemi ani nie lizał odpadów czy wyrzuconego jedzenia. Ale różnie bywa, człowiek jest istotą omylną. Pozostali miłośnicy zwierząt z okolicy też są… zaniepokojeni i rozwścieczeniu (ujmując rzecz bardzo delikatnie) całą sytuacją. Temat często powraca w rozmowach; nic dziwnego. Okej, rozumiem – można nie lubić psów, kotów czy innych zwierzaków. Ludzie mają różne upodobania. Czym innym wszelako jest ich nie lu...