Na kolanach
Czy wybór Donalda Trupa na prezydenta USA zmienił cokolwiek w polskiej polityce wobec owego imperium? Nie. Nadal jest ona prowadzona na kolanach, a nawet na twarzy; trudno wręcz mówić o polityce, gdyż jest to raczej marionetkowość i służalczość. Jasne, tu czy tam padają głosy rozsądku, że robi się niebezpiecznie i Europa powinna się jednoczyć, niekoniecznie oglądając się na Stany Zjednoczone. Najczęściej i najgłośniej mówi tak Magdalena Biejat, czasami coś na ten temat bąknie Donald Tusk, ale trochę mniej zdecydowanie i mniej szczerze, jak gdyby bał się reakcji zza oceanu. Jednakże dominują hołdy wiernopoddańcze. Już to niejaki Duda Andrzej, już to niejaki Morawiecki Mateusz, już to niejaki Sikorski Radosław na wyścigi pielgrzymują do imperium zła, by spotkać się nawet jeśli nie z samym Trumpem, to przynajmniej z najbardziej zatwardziałymi – czyli profaszystowskimi i skrajnie prokapitalistycznymi – przedstawicielami Partii Republikańskiej i właśnie za ich pośrednictwem oddać cześć...