Posty

Wyświetlam posty z etykietą targowica

Na kolanach

Czy wybór Donalda Trupa na prezydenta USA zmienił cokolwiek w polskiej polityce wobec owego imperium? Nie. Nadal jest ona prowadzona na kolanach, a nawet na twarzy; trudno wręcz mówić o polityce, gdyż jest to raczej marionetkowość i służalczość. Jasne, tu czy tam padają głosy rozsądku, że robi się niebezpiecznie i Europa powinna się jednoczyć, niekoniecznie oglądając się na Stany Zjednoczone. Najczęściej i najgłośniej mówi tak Magdalena Biejat, czasami coś na ten temat bąknie Donald Tusk, ale trochę mniej zdecydowanie i mniej szczerze, jak gdyby bał się reakcji zza oceanu. Jednakże dominują hołdy wiernopoddańcze. Już to niejaki Duda Andrzej, już to niejaki Morawiecki Mateusz, już to niejaki Sikorski Radosław na wyścigi pielgrzymują do imperium zła, by spotkać się nawet jeśli nie z samym Trumpem, to przynajmniej z najbardziej zatwardziałymi – czyli profaszystowskimi i skrajnie prokapitalistycznymi – przedstawicielami Partii Republikańskiej i właśnie za ich pośrednictwem oddać cześć...

Słudzy wielkich korporacji

Nasz rząd ogłosił strategiczne partnerstwo z Google w dziedzinie rozwoju tzw. „sztucznej inteligencji”. Odnośnie tego, czy faktycznie jest to inteligencja, czy też po prostu co bardziej rozbudowane programy, mam spore wątpliwości, ale w tego typu filozoficzne dywagacje nie będę dziś brnął. Faktem jest, że określane tym mianem narzędzia informatyczne błyskawicznie się rozwijają, w czym Polska musi mieć swój udział, jeśli chcemy prawidłowo funkcjonować jako państwo, społeczeństwo i poszczególne jednostki. Google w (k)raju nad Wisłą dostanie 5 mln zł (czyli zarówno w skali państwowej, jak i – zwłaszcza – korporacyjnej, bardzo MAŁO) na przeszkolenie Polaków w dziedzinie sztucznej niby-inteligencji. Czyli tak naprawdę w stosowaniu rozwiązań stworzonych przez tę akurat korporację. Forsa ta, innymi słowy, pójdzie ni mniej, ni więcej na promowanie Google’a i jego produktów w Polsce, jak gdyby firma owa nie miała gigantycznego udziału w naszym rynku. Ano właśnie, po raz kolejny nasi „kocha...

Śmierć ruchu robotniczego

Jutro czterdziesta czwarta rocznica zwarcia Porozumień Sierpniowych. Ich stronami były: rząd Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej oraz komitety strajkowe, jakie zaczęły działań nieco wcześniej, podczas strajków. Konkretnie, porozumienia zawierano: 30 sierpnia 1980 r. w Szczecinie, 31 sierpnia w Gdańsku (tam podpisano te najważniejsze, stąd rocznicę obchodzi się właśnie ostatniego dnia tego letniego miesiąca), 3 września w Jastrzębiu-Zdroju oraz 11 września w Dąbrowie Górniczej. Umowy między władzą a związkowcami dotyczyły przede wszystkim rejestracji nowych związków zawodowych, konkretnie NSZZ „Solidarność”, ograniczenia cenzury (i faktycznie ograniczono ją dość mocno), a także publicznego ogłoszenia i przedłożenia do społecznej debaty na temat reformy gospodarczej, zadaniem której było wyprowadzenia państwa z kryzysu drugiej połowy lat 70. ubiegłego stulecia (dotknął on w zasadzie wszystkie światowe gospodarki, najboleśniej te, co rozwijały się na kredyt, w tym polską); opierać...

Koledzy z targowicy

Wyborcy Platformy Obywatelskiej (a pewnie też wyznawcy Bezprawia i Niesprawiedliwości) się wkurzyli. Powodem były zdjęcia Sławomira Nitrasa, posła PO, który wraz z innymi politykami swojej partii bardzo serdecznie rozmawiał z Michałem Dworczykiem, byłym szefem kancelarii Morawieckiego Mateusza, czyli z PiS-owcem źle kojarzonym przez opozycję. Dworczyk pojawił się, jakoby przypadkowo, na spotkaniu, na którym politycy Platformy z posłem Nitrasem na czele omawiali szczegóły kolejnej edycji Campusu Polska (czy jak się tam owa impreza nazywa). Zdaniem pana N., został stamtąd szybko, acz grzecznie wyproszony; zapewne tak było, gdyż wyszedł faktycznie po upływie dość krótkiego czasu, a dziennikarze potwierdzają tę wersję. Co się jednak panowie do siebie pouśmiechali, pożartowali i się poobejmowali, to ich. Mówiąc krótko, na zdjęciach, jakie wyciekły do mediów, widać, że się lubią. I właśnie to wściekło licznych wyborców największej formacji rzekomo „opozycyjnej”. Tymczasem w tym wydarzen...

Mąż marszałki

Mąż niejakiej Witek Elżbiety, marszałki (przepraszam bardzo, ale marszałkinią tej… hm… osoby nazwać się nie da, niegodna jest miana owego) Sejmu, czyli prominentnej polityczki Bezprawia i Niesprawiedliwości, przez blisko dwa lata leżał na OIOM-ie w jednym ze szpitali. Nie dlatego, że potrzebował – na takim oddziale nikogo nie trzyma się TAK DŁUGO – nie ma tez mowy o uporczywej terapii. Po prostu, chodziło o zapewnienie mu opieki lepszej niż w przypadku większości pacjentów; było to ni mniej, ni więcej, a korzystanie z nienależnego przywileju wynikającego z politycznej pozycji żony. Cała sprawa byłaby zwyczajnie obrzydliwa… gdyby nie wiązała się z tragedią. Otóż, właśnie dlatego, że na tymże OIOM-ie łóżko blokował mąż marszałki, zabrakło miejsca dla osoby REALNIE potrzebującej odpowiedniej pomocy medycznej; nie otrzymała jej na czas, skutkiem czego zmarła. Co sobie z tego robią PiS-owcy i ich wyznawcy? Nic. Słowo żadne nie pada, by Witek miała zostać zdymisjonowana, tak jak chociażby ...

Jarosław Zdradziecki

Na początek, przepraszam za brak dwóch notek w tym tygodniu. Przedwczoraj mój stan psychiczny bardzo się pogorszył (atak depresji i nawrót myśli samobójczych), wskutek czego nie dałem rady pisać bloga, wczoraj natomiast byłem zajęty poza domem, miałem bowiem ważne sprawy do załatwienia. Od wielu lat liczni komentatorzy z zaniepokojeniem, a bywa, że i grozą wskazują, iż Bezprawie i Niesprawiedliwość dąży do wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej. Obawy te są jak najbardziej uzasadnione, na co zresztą wskazuje praktyka PiS-owskiego nie-rządu. Ostatnio, dla przykładu, Kaczyński Jarosław nie tylko rozbudza (po raz nie wiadomo który z rzędu) fobie antyniemieckie w swoim elektoracie – tzn. wśród wyznawców, gdyż PiS-wscy wyborcy czczą prezesa niczym bóstwo wcielone – co, rzecz jasna, bardzo źle działa na nasze relacje z zachodnim sąsiadem, będącym zarazem naszym głównym partnerem gospodarczym, ale – co gorsza – zaczął wprost atakować fundusze unijne. Twierdzi chociażby, że ich znaczenie ...

Początek targowicy

Dziś czterdziesta druga rocznica Porozumień Sierpniowych, zawartych w 1980 roku pomiędzy strajkującymi (i wspartymi przez niektórych inteligentów) robotnikami z „Solidarności”, zorganizowanymi w Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, a PZPR-owską władzą. Źródłem strajków – odbywających się, o czym dziś mało kto wspomina, pod hasłami: „Socjalizm – TAK, wypaczenia – NIE!” i „Proletariusze wszystkich krajów, łącznie się!” (zaczerpnięte ono zostało oczywiście z „Manifestu Komunistycznego” Karola Marksa i Fryderyka Engelsa) – była pogarszająca się (ale nie aż tak bardzo, jak głosi dzisiejsza kapitalistyczna propaganda) koniunktura gospodarcza, co wynikało z zawalenia się systemu z Bretton Woods (sztywny kurs dolara wobec złota i sztywny kurs innych walut wobec dolara) kilka lat wcześniej, które mocno walnęło w państwa mające zaciągnięte kredyty, w tym w Polskę, a także z postępującego kryzysu paliwowego. Mówiąc krótko, zasobność naszego społeczeństwa poprawiała się wolniej, niż zapowiadały gier...

Na pomoc dla uchodźców

Odkąd nastąpiła (odbywająca się oczywiście w interesie USA) agresja Rosji na Ukrainę, Polacy zaczęli masowo pomagać uchodźcom znad Dniepru i Dniestru. W nader zróżnicowany sposób. Wielu ludzi przekazuje dary rzeczowe lub środki finansowe. Inni udostępniają własne mieszkania lub przynajmniej pokoje. Całe grupy wolontariuszy pracują na dworcach, ułatwiając uciekającym przed wojną przemieszczanie się po Polsce, inni pomagają im załatwiać sprawy urzędowe, zajmują się tłumaczeniami, itd. Organizowane są seanse filmów ukraińskich, przedstawiania teatralne i inne akcje kulturalne, dochód z których przeznaczany jest na wsparcie dla wschodnich sąsiadów. Sieci handlowe też prowadzą działania typu Złotówka Dla Ukrainy, wystawiają koszyki na towary dla Ukraińców. Wspaniałą inicjatywą jest Dinozaur z Centralnego. Przykłady można mnożyć. Warto jednak wspomnieć, że za świadczenie takiej samej pomocy bliskowschodnim tudzież afrykańskim uchodźcom na granicy polsko-białoruskiej można iść siedzieć (segre...