Posty

Wyświetlam posty z etykietą nauczyciele

Plastikowy krzyżyk

Na początek przepraszam za brak wczorajszej notki. Spowodowany był przyczynami medycznymi. A teraz przejdźmy do dzisiejszego tematu, stało się bowiem coś, o czym szkoda byłoby nie napisać. Oto Polską wstrząsnęła kolejna afera z religią w tle – przynajmniej na pierwszy rzut oka, okazało się bowiem, iż religijny element został do niej sztucznie dodany. W jeden ze szkół nauczycielka wyrzuciła do śmieci plastikowy krzyżyk; bawiły się nim osoby uczniowskie, przeszkadzając jej w prowadzeniu lekcji, no to pozbyła się problemu. Nie był to żaden symbol religijny, lecz zabawka, według łatwo dostępnych informacji, fragment stroju na Halloween. Ale, jak to w (k)raju nad Wisłą, ruszyła krucjata. I to na wielką skalę. Po mediach, zwłaszcza prawicowych, migiem się rozniosło, jakoby nauczycielka „sprofanowała krzyż”; wszem wobec informowano, że w koszu znalazł się zdjęty ze ściany krucyfiks, co było nieprawdą. Organizowano demonstracje, na których bogobojne osoby wykrzykiwały nienawistne hasła. W...

Bez zrozumienia

Nie jest dobrze. Jeden z rankingów dotyczących czytania ze zrozumieniem wykazał, że dorośli Polacy słabo, a nawet bardzo słabo sobie z tym radzą; w statystykach szorujemy po dnie. Cóż, kiedy przypomnę sobie polonistkę z liceum (w podstawówce i gimnazjum miałem o wiele mądrzejszą, a także znacznie lepiej wykwalifikowaną), która nie potrafiła przeczytać ze zrozumieniem opracowania do Jądra ciemności Josepha Conrada – czyli tekstu napisanego w taki sposób, by średnio rozgarnięty nastolatek z podstawami wiedzy licealnej potrafił go rozkminić i przyswoić najważniejsze informację – przestaję się dziwić wynikowi rankingu. No, ale jedna nauczycielka nie przesądza o kwalifikacjach – bądź ich braku – całej kadry pedagogicznej. Sądzę zresztą, i nie kpię tutaj, że z nimi akurat wcale nie jest tak źle, nawet uwzględniając fakt, że część z osób wykonujących pracę nauczyciela zdecydowanie powinna zająć się czymś innym. Problem leży gdzie indziej, a jest na tyle poważny, że nie można go lekceważ...

Aby ochronić dzieci

Kilka dni temu, 15 sierpnia, weszła w życie tzw. „ustawa Kamilka” (określenie pochodzi od imienia chłopczyka zakatowanego na śmierć przez ojczyma przy braku reakcji otoczenia, w tym matki), mająca zapewnić dzieciom większy zakres ochrony przed przemocą. Nakłada ona liczne obowiązki na wszystkie instytucje – tym zwłaszcza szkoły, ale też związki wyznaniowe – mające umożliwić szybkie, skuteczne reagowanie na krzywdę spotykającą małoletnich. Przykładowo, nowo standardy wynikające z „ustawy Kamilka” dla szkół oznaczają zakaz stosowania przemocy fizycznej, obrażania, zastraszania czy poniżania uczniów. Nauczyciel e nie mogą również używa ć wulgarnego języka w obecności osób uczniowskich , jak również nawiązywa ć jakichkolwiek relacji intymnych z podopiecznymi. Nie będzie im też wolno faworyzowa ć dzieci, proponowa ć im wyrobów tytoniowych lub alkoholu, a także przyjmowa ć prezentów czy to od samych uczniów, czy to od ich rodziców. O ile przypomnę sobie szkole lata, to gdyby ...

Źle ukierunkowane zmartwienia

Kiedy niedawno Barbara Nowacka, ministra (wreszcie prawdziwej) edukacji, ogłosiła, że będzie mniej obowiązkowych prac domowych, znaczna część polskiego społeczeństwa zawrzała. Wrzeli rodzice, dziadkowie i bacie, wujkowie i ciotki, wrzeli ci, co dzieci nie mają, ale po prostu lubią wrzeć. No, bo jakże to tak?! Co te dzieci będą umiały, jak sobie utrwalą wiedzę? Normalnie, w szkole, na lekcjach, zwłaszcza, że padła słuszna zapowiedź odchudzenia podstawy programowej, napakowanej niepotrzebnymi bzdurami. Polskie społeczeństwo jest – obok rosyjskiego, meksykańskiego, południowokoreańskiego i greckiego – najbardziej przepracowanym na świecie. Zaczyna się to już na etapie szkolnym, gdyż, zwłaszcza wskutek PiS-owskich deform, nastoletnie dzieciaki spędzają na lekcjach, odrabianiu zadań domowych tudzież mniej lub bardziej wymuszonych korepetycjach WIĘCEJ czasu niż dorośli pracujący zawodowo. Zaczynają swa aktywność o wczesnych godzinach porannych, kończą natomiast późną nocą, i tak doba w do...

Dobry pomysł

Dyrektorka jednej ze szkół w Bielsku-Białej stwierdziła, że lepiej niż nazw afrykańskich jezior, byłoby uczyć dzieci robienia śniadań. Innymi słowy, znacznie ważniejsze z edukacyjnego punktu widzenia jest przekazywanie umiejętności praktycznych, niż wpajanie encyklopedycznych informacji, które w naszych czasach z łatwością można pozyskać (źródeł jest wszak pod dostatkiem, z dostępem do nich też problemu nie ma), a i tak, jeśli nie będą pożytkowane, szybko zostaną zapomniane. W pełni się z tym zgadzam. I nie ja jeden, gdyż podobne głosy od lat wielu dochodzą ze strony ludzi znacznie ode mnie mądrzejszych, czyli specjalistów od systemu oświaty. Dobrze, że wśród kadry nauczycielskiej też są osoby, jakie mają tego świadomość. Cóż, z całym szacunkiem dla geografii Afryki, o takiej na przykład Tanganice nie myślę zbyt wiele, za to przyrządzeniu oraz zjedzeniu śniadania – w moim przypadku oczywiście wege – poświęcam uwagę każdego poranka. Ktoś powie, że posiłki każdy sobie przyrządzi, ...

Smartfon i szkoła

A dziś będzie trochę luźniej. Coraz więcej państw, europejskich i nie tylko, wdraża zakaz wnoszenia telefonów komórkowych do szkoły. Z tego, co się orientuję, jeśli dziecko przyniesie takowe urządzenie, jest ono odbierane na czas lekcji; przy wychodzeniu do domu małoletni właściciel odbiera swoją własność. W Polsce takie rozwiązanie nie obowiązuje, z tego jednak, co wczoraj słyszałem na antenie AntyRadia (fajna stacja, polecam), przybywa nauczycieli, jacy się go domagają. Argumenty ZA jak najbardziej są, i to wcale liczne oraz poważne. Ot, chociażby: ciągłe gapienie się w ekran, czytanie wiadomości czy postów na portalach społecznościowych rozprasza – zarówno osobę korzystającą ze smartfona, jak też często ludzi z jej otoczenia – co negatywnie wpływa na odbiór zewnętrznych bodźców; innymi słowy, dziecku, które na lekcji bawi się smartfonem, mniej zostanie w głowie, gorzej się będzie uczyło. Nie wspominając już o tym, że nauczyciel(ka) nie da rady normalnie poprowadzić zajęć, jeśli ...

Depresja i lenistwo

Często brana za chwilowy dołek, pogorszenie nastroju, a w istocie będąca bardzo groźną, nader często śmiertelną chorobą, depresja pleni się po świecie, stanowiąc jedną z najczęstszych przyczyn zgonów. W Polsce w zeszłym roku, wedle danych Sanepidu, cierpiało na nią 4 mln osób; w 2022 r. prawdopodobnie będzie ich jeszcze więcej (sam zresztą pogorszyłem szkaradną ową statystykę). Wiadomo: skutki pandemii (utrata bliskich osób, przykładowo), pogarszająca się – niejednokrotnie z zawrotną prędkością – kondycja bytowa, inflacja i wzrost opłat, wciąż zbyt niskie płace (w wielu firmach znacząco obniżone, mimo wzięcia przez szefostwo forsy z tarcz antykryzysowych), niestabilne zatrudnienie (a zatem i niestabilny byt), strach o jutro, przyczyny osobiste (nieraz nie zgadlibyśmy, jakie)… Powodów zapadnięcia na paskudną ową dysfunkcję jest multum. Co przerażające, depresję diagnozuje się u osób coraz młodszych, w tym nastolatków, a nawet dzieci poniżej dziesiątego roku życia; ich stan bywa napr...

Szkoły grozy

Szkolne lata mam już dawno za sobą (z czego się ogromnie cieszę), dzieci nie mam (i mieć raczej nie chcę), a mimo to informacje o tym, co dzieje się z polskim systemem ciemnoty – boć przecież oświatą nazwać się tego guana nie da – do mnie docierają, rzecz jasna głównie za pośrednictwem mediów. I przyznam szczerze, że kiedy czytam w prasie bądź internecie, słucham w radio, albo oglądam w telewizji, jak obecnie wygląda polska szkoła, zgroza mnie ogarnia. A zaraz potem przychodzi radość, że nie mam kilkunastu lat i nie muszę się użerać z tym koszmarem. Za moich czasów placówki edukacyjne nie były zbyt przyjaznymi miejscami. O ile podstawówkę i gimnazjum zapamiętałem raczej neutralnie – jakoś szło to przeżyć, mimo iż zdarzały się patologie typu przemoc – o tyle z liceum wyniosłem głównie przemęczenie wywołane ślęczeniem nad przedmiotami, które ni grzyba nie okazały mi się później przydatne do czegokolwiek, jak również permanentny, codzienny stres wygenerowany już to częstymi sprawdzianami...

Wizja dobrej szkoły

Wakacje dobiegają końca, wkrótce dzieci i młodzież pójdą do szkoły (serdecznie współczuję), i tylko studentom zostanie jeszcze miesiąc laby lub dorabiania sobie (o ile, rzecz jasna, zdali wszystkie egzaminy w sierpniu). Brać studencką wszelako dziś zostawimy w spokoju, a skupimy się na szkolnictwie. Albowiem nader z nim niewesoło. Ten rok szkolny, bardzo delikatnie rzecz ujmując, nie zapowiada się dobrze. Nie wiadomo, czy i kiedy wróci nauczanie zdalne, bo nie-rząd przypomni sobie o koronawirusie. Liczni nauczyciele odeszli z zawodu, niektórzy na emerytury bądź renty, inni poszukali sobie lepszego zajęcia, czyli takiego, co pozwoli zarobić na utrzymanie i zestresuje w choćby minimalnie mniejszym stopniu. Ci, co wciąż jeszcze sobie nie odpuścili, w każdej chwili mogą zastrajkować. Kuratoria, obsadzone PiS-owcami, coraz mocniej zaciskają łapy na gardle kadry pedagogicznej. Spada poziom nauczania, czemu trudno się dziwić, skoro odkąd PiS dorwało się do władzy, kolejne jego deformy tylko...

Chwilowe zwycięstwo zła

Wygląda na to, że nauczyciele – chwilowo przynajmniej – przegrali. Związek Nauczycielstwa Polskiego ogłosił bowiem zawieszenie strajku do września. Stało się tak, bo Bezprawie i Niesprawiedliwość, znów łamiąc wszelkie normy parlamentaryzmu, uchwaliło w przyspieszonym tempie (kończąc już po tym, jak ogłoszono zawieszenie strajku, za czym z pewnością kryje się jakiś ponury zamysł) ustawę, która wytrąciła strajkującym oręż z ręki, poprzez scedowanie możliwości klasyfikacji uczniów na… samorządy. Absurd, i to taki, że Bareja by podobnego nie wymyślił, ale poskutkował tym, że szkolny protest stał się bezskuteczny. Oczywiście pan Broniarz (serdecznie pozdrawiam) deklaruje, że ZNP nie zaprzestał stawiania rządowi żądań płacowych; jeśli do września nie zostaną one spełnione, protest ruszy na nowo. Tymczasem Bezprawie i Niesprawiedliwość zaczęło załganą, stanowiącą po prostu hucpę debatę o edukacji, zwaną – jakże fałszywie - „okrągłym stołem”. Hucpiarstwo polega wypadku na tym, iż PiS-ow...

Dzieci wesoło nie poszły do szkoły

Strajk nauczycieli trwa – i bardzo dobrze, niech się trzymają, niech walczą o swoje! Mimo to, odbyły się egzaminy gimnazjalne i, jak do tej pory, odbywają się egzaminy ósmoklasistów; nie wiadomo wszelako, czy nie będzie można ich podważyć, jako że skład niektórych przynajmniej komisji egzaminacyjnych budzi(ł) poważne wątpliwości natury prawnej (gdyby egzaminy okazały się nieważne, byłaby to oczywiście wina rządu, który nie porozumiał się ze strajkującymi na czas). Reszta jednakowoż dzieciaczków ma nadprogramowe wolne. W związku z tym część komentatorów – zarówno zawodowych publicystów, jak też widzów takich czy innych programów telewizyjnych bądź uczestników forów internetowych – ubolewa, że program nie zostanie zrealizowany, trzeba będzie nadrabiać, itd. Fakt, dzieciaczki nie będą męczyły się na języku polskim nad nudną i trudną, a w związku z tym zniechęcającą do czytania (jedna z większych zbrodni polskiego szkolnictwa, swoją drogą) lekturą (za to zyskały więcej czasu, by...

Kooperacja i świadomość klasowa

Bardzo szanuję ludzi, którzy potrafią się zorganizować i grupowo walczyć o swoje. Wyznaję bowiem pogląd, że człowiek jako jednostka nie ma żadnego wpływu na kształtowanie swojego losu oraz świata, np. polityki; zbyt wiele bowiem czynników jest od pojedynczej istoty ludzkiej niezależnych. Co innego ludzie w zbiorowości, ludzie ze sobą kooperujący. Dlatego kibicuję strajkującym nauczycielom. Nie tylko popieram ich postulaty (oczywiście sądzę, iż są oni jedną z naprawdę licznych grup zawodowych, jakie powinny zarabiać o wiele więcej niż obecnie; wypłaty w Polsce są generalnie zbyt niskie), ale też wielce podziwiam ich za to, że potrafili się zorganizować, współdziałać i razem walczyć o swoje. W tym miejscu wyrazy szacunku składam członkom (tym, którzy rzucili legitymacjami, jak też tym, którzy nadal formalnie pozostają w owym związku) nauczycielskiej „Solidarności”, jacy mimo podpisanego z rządem przez PiS-owca Proksę, lipnego porozumienia, przystąpili do akcji protestacyjnej wraz ...

Kler i nauczyciele

Nauczyciele strajkują, a mimo to egzaminy gimnazjalne odbywają się bez większych przeszkód; media aż ociekały obawą o nie, gdy tymczasem – warto zauważyć – egzaminy dzieciom i młodzieży nie są do niczego potrzebne, wiedzę bowiem sprawdzają w co najwyżej znikomym zakresie, toteż służą jedynie systemowi, głównie do celów rekrutacyjnych i administracyjnych. Strajk i podnoszone przez jego uczestników postulaty oczywiście popieram. Cieszę się również z wyrazów wsparcia dla nauczycieli, jakie płyną od (części) rodziców i uczniów (niektórzy też zastrajkowali, solidaryzując się z pedagogami), a także od przedstawicieli innych grup zawodowych. Co warte odnotowania, strajkujący otrzymali też ostrzeżenie od lekarzy rezydentów; radzą oni nauczycielom, by nie pozwolili się rządowi oszukać (chodzi o to, że rezydenci wywalczyli sobie kiedyś podwyżkę… i na oczy jej nie zobaczyli). Niestety, są i wyrazy dezaprobaty, a nawet potępienia. Co ciekawe, sporo ich padło ich z ust zawodowych funkcjo...

Obietnice i nauczyciele

Wielki strajk nauczycieli, organizowany przez ZNP, nadchodzi, i to szybko. Już kilka razy pisałem o tej grupie zawodowej, jej potrzebach oraz postulatach, nie będę się więc teraz powtarzał. Ważne, że niemiłościwie nam panujące Bezprawie i Niesprawiedliwość raz po raz udowadnia, że nie wie, co z tym fantem zrobić. Bo cokolwiek by mówić, nauczycielom udało się (nie wiem, czy to było takie akurat zamierzenie, czy też efekt uboczny podniesienia, słusznych skądinąd, postulatów) postawić PiS-owców w głupiej, niekorzystnej z ideologicznego tudzież propagandowego punktu widzenia sytuacji. Oto Kaczyński Jarosław, Morawiecki Mateusz i inni ludzie z ich ugrupowania zapowiedzieli już to „trzynastą emeryturę” (zwrot CZĘŚCI pieniędzy zagrabionych emerytom poprzez zmniejszenie rewaloryzacji ich świadczenia), już to 500 Plus na pierwsze dziecko (taki pomysł, co ciekawe, jakiś czas temu zgłaszali parlamentarzyści… PO, ale PiS-owcy byli wtedy przeciwko), już to inne wydatki z budżetu, których...

Wielki bój nauczycieli

Związek Nauczycielstwa Polskiego zapowiedział wielki, ogólnopolski strajk w interesie nauczycieli oraz pracowników szkół niebędących nauczycielami – obie grupy żądają znaczących podwyżek wynagrodzeń, znacznie większych niż te, które oferuje im Ministerstwo Ciemnoty… eee… znaczy, Edukacji. Protest ów ma na się rozpocząć już wkrótce i objąć szkoły w całej Polsce, i to w okresie egzaminacyjnym. Trwał będzie do odwołania, czyli docelowo dotąd, aż politykierzy ugną się pod żądaniami walczących o swoje prawa pracowników. Póki co, rozpoczyna się referendum strajkowe. Cóż, szkołę skończyłem przed kilkunastoma laty (potem były oczywiście studia, które wspominam o wiele lepiej), z czego się bardzo cieszę, zwłaszcza, że informacje o tym, jak wyglądają placówki wątpliwej oświaty po deformie autorstwa ministry Zalewskiej (która, jak wiemy, wybiera się do Europarlamentu, a na obecnym stanowisku zastąpić ją ma Confetti od policji), napawają mnie zgrozą. Temat ów już kilka razy poruszałem, nie ...

Bojowy jak nauczyciel

Rozkręca się protest nauczycieli, polegający – śladem akcji protestacyjnych prowadzonych przez policjantów czy pracowników administracji sądowej – na masowym braniu zwolnień chorobowych. W całej Polsce przybywa szkół oraz przedszkoli, w jakich z tego powodu wstrzymano zajęcia. Uczestnicy protestu domagają się oczywiście głównie wyższych płac; mimo bowiem rządowych zapowiedzi, te pozostają nader niskie (zwłaszcza w przypadku nauczycieli z długoletnim stażem), nadto ostatnia deforma systemu edukacji i będąca jej skutkiem likwidacja (nazywana przez ministrę Zalewską „wygaszaniem”) licznych szkół spowodowała, że część nauczycieli straciła pracę, inni zaś muszą dziennie obsłużyć po kilka placówek (w każdej przepracowując po dwie-trzy godziny), niekiedy znacznie oddalonych od siebie (co generuje koszta dojazdu), byle móc wyrobić na pensum. Sytuacja przedstawicieli tej grupy zawodowej nie jest więc wesoła – harują ciężko, muszą się najeździć, żeby w ogóle robotę mieć, płace są marn...