Fałszywi przyjaciele demokracji
Zauważyłem u wielu ludzi o autentycznie demokratycznych przekonaniach pewną naiwność. Mianowicie, po ich komentarzach, np. wpisach na portalach społecznościowych, czy udostępnianych treściach widać, że zakładają oni, iż wystarczy krytykować, mniej lub bardziej merytorycznie, aktualnego dyktatora, by zostać uznanym za szczerego demokratę i obrońcę ustroju demokratycznego. Toteż za wielkiego demokratę uznawany jest chociażby Roman Giertych, który w latach 90. ubiegłego stulecia reaktywował nacjonalistyczną, a w zasadzie neonazistowską Młodzież Wszechpolską, stał na czele ultranacjonalistycznej, antysemickiej, homofobicznej (to właśnie on wyniósł homofobię na polityczne salony) i antyeuropejskiej Ligi Polskich Rodzin, był wielkim sojusznikiem Rydzyka (do czasu, aż toruński kapitalista stwierdził, że Kaczyński przyniesie mu większe profity), jak zaś minister ciemnoty w PiS-owskim nie-rządzie zaczął przekształcać szkoły w obozy koncentracyjne, a dziecięce i młodzieżowe umysły faszerował t...