Posty

Wyświetlam posty z etykietą interesy

Obawa Alfonsa

Rząd (jak za wszystkim, co sw tej kadencji dobre, za rozwiązaniem owym stoi oczywiście Lewica) przymierza się do wprowadzenia podatku cyfrowego. Miałyby go płacić największe korporacje z branży internetowej, które działają w Polsce, takie jak Google czy Meta, które obecnie daniny publiczne do naszego budżetu niby odprowadzają, ale nader skromne; zdecydowanie więcej forsy z (k)raju nad Wisłą wyprowadzają (nie zaliczają się zresztą pod tym względem do wyjątków spośród globalnego kapitału). Analogiczne podatki funkcjonują w większości państw zachodnich. Rozwiązanie to miałoby wiele zalet. Największą, rzecz jasna, byłby wpływ znacznych kwot do naszego budżetu. Czyli więcej pieniędzy na taką na przykład publiczną opiekę zdrowotną czy, żeby daleko nie szukać, asystencję osobistą dla osób z niepełnosprawnościami, której premier nie chce wprowadzić, bo niby za droga, a tymczasem kasa jest na armię potrzebna. Podatek cyfrowy byłby też sprawiedliwy; nie ma wszak powodu, aby globalne firmy, kt...

Czy będzie przyjaźń?

Po wyborczym trumfie zboczonego faszysty-miliardera, czyli oczywiście Donalda Trumpa, w libkowych mediach (działających w Polsce, bo nimi się dzisiaj zajmiemy), zapanował strach, czy „przyjaźń polsko-amerykańska” będzie kontynuowana. Liczni analitycy i politycy zapewniają, że tak. Tymczasem pamiętać należy o jednym. Stany Zjednoczone są imperium. Jasne, gnijącym od środka, chylącym się ku upadkowi (a przez to tym bardziej niebezpiecznym dla świata), przegrywającym konkurencję z Chinami, ale wciąż imperium. Działają zatem wedle stricte imperialnej zasady, jaka mówi, iż imperia nie mają ani stałych przyjaciół, ani stałych wrogów, lecz jedynie stałe interesy. Oczywiście mowa tu o interesach kapitału, czyli finansjery oraz największych koncernów i korporacji. Niezależnie zatem od tego, kto zasiadał będzie w Białym domu i jaki będzie aktualny skład Kongresu, USA prowadziły będą dokładnie taką politykę zagraniczną, jakiej zażyczy sobie Wall Street (które, swoją drogą, świętuje z okazji ...

Klątwa fajnych księży

Już za parę dni początek nowego roku szkolnego. Z tego tytułu wszystkim osobom uczniowskim składam wyrazy serdecznego współczucia. I to pomimo faktu, że w szkolnictwie następują – powoli wprawdzie i w zbyt wąskim zakresie – pozytywne zmiany. Jedną z nich jest to, że zamiast dwóch, będzie jedna lekcja religii katolickiej (katechezy) w tygodniu. Tyle zdołała wywalczyć ministra edukacji, Barbara Nowacka; na całkowite wyprowadzenie tego przedmiotu ze szkół publicznych (i zastąpienie go religioznawstwem, jak jest w większości państw zachodnioeuropejskich) nie zgodził się jej szef, premier Donald Tusk, wierny sługa Episkopatu Polski i kleru katolickiego. Dla osób uczniowskich – tych, które jeszcze na katechezę uczęszczają, a coraz ich mniej – oznacza to m.in. jedną dodatkową wolną godzinę, jaką przeznaczyć można chociażby na odrobienie zadań domowych; tych bowiem wciąż jest zbyt wiele. A funkcjonariusze Kościoła katolickiego, z hierarchami na czele, o tę nazbyt drobną korektę są wście...

Koalicja przeciwko życiu

Bezprawie i Niesprawiedliwość oraz Platforma Obywatelska konsekwentnie kreują się na partie stojące po przeciwnych stronach barykady, na co łapią się ich wyznawcy tudzież bardziej umiarkowani wyborcy. Tymczasem te dwa ugrupowania prawicy postsolidarnościowej – jedno klerofaszystowskie, drugie betonowo konserwatywne, czyli klerykalno-wsteczne – są nieformalnymi wprawdzie, lecz jak najbardziej realnymi koalicjantami, co ujawnia się najczęściej podczas ważnych głosowań. Nie tylko w Sejmie czy Senacie, ale również w Parlamencie Europejskim. Ot, niedawno przeszło tam – kilkoma zaledwie głosami – rozporządzenie w sprawie odbudowy zasobów przyrodniczych, czyli Nature Restoration Law. Jego przepisy są umiarkowane, acz ich wdrożenie jawi się jako niezbędne dla przetrwania naszego gatunku (oraz wielu innych) na terenie Europy. Mianowicie, do 2030 roku co najmniej 20 proc. terenów podmokłych, rzek, lasów, użytków zielonych tudzież ekosystemów morskich poddanych ma zostać działaniom naprawczym....

Obowiązek lewicy

Polityczna lewica – nieważne, parlamentarna czy pozaparlamentarna, i bez znaczenia, w jakim państwie działająca – ma wiele obowiązków, z których podstawowym jest dbałość lub przynajmniej walka o interesy proletariatu: pracowników fizycznych, urzędników, nauczycieli, medyków, małych i średnich przedsiębiorców (w tym twórców i artystów)… czyli większości społeczeństwa. Do tychże interesów zalicza się przede wszystkim dobra i stabilna praca, wynagrodzenie za którą pozwala utrzymać się na godnym poziomie, czyli nie tylko zaspokoić swoje podstawowe potrzeby, ale też odłożyć oszczędności. Osobom zaś, które z różnych powodów, np. zdrowotnych, wiekowych, itd., nie mogą pracować, muszą zostać zapewnione utrzymanie i opieka ze strony państwa i samorządu. Dlatego też lewica musi zwalczać wyzysk, umowy śmieciowe, bezpłatne staże oraz tym podobne zbrodnie kapitalizmu, jak też mieć (i realizować, kiedy rządzi) program dobrej polityki społecznej. Praca i utrzymanie są niezbędne, ale proletariat ma...