Za garść kobaltu
Wiele jest miejsc na świecie, gdzie trwają krwawe konflikty, popełniane są ludobójstwa, szerzy się śmierć i zniszczenie. Palestyna okupowana przez izraelskich faszystów. Ukraina ogarnięta wojną z Rosją (której nie chcą zakończyć ani Zełenski, ani Putin). Sudan. Granica Etiopii i Erytrei. No i Demokratyczna Republika Konga. Tam też leje się krew, ludzie giną jest ogólnie źle. Na przełomie XIX i XX wieku Kongo zwane wówczas Belgijskim przez lat kilkadziesiąt stanowiło WŁASNOŚĆ JEDNEGO CZŁOWIEKA, króla Belgii, Leopolda II; trwało to w latach 1885-1908. To, co się tam działo, do dziś stanowi jeden z najtragiczniejszych przykładów zbrodni europejskiego kolonializmu i tego, jak niszczycielską istotą jest Homo sapiens rasy białej. Ludność była straszliwie eksploatowana, oczywiście w imię interesów belgijskich kapitalistów i samego Leopolda II. Na porządku dziennym były tortury, takie jak chłosta metalowym drutem, a także mordowanie za byle przewinienie. Zniewolenie pełne. Nie zmieniło się...