Posty

Dowody na nieistnienie

Jeszcze niedawno byłem wierzącym katolikiem, i to nawet pomimo faktu, że Kościół katolicki coraz mniej mi się podobał, aż dokonałem apostazji (z czego się bardzo cieszę, i co serdecznie polecam). W każdym razie, nie kwestionowałem istnienia Boga, sądziłem też, że czuwa nade mną. Dziś jednak wiem, że on nie istnieje, jest tylko mitem, wymysłem, stworzonym przez ludzi w różnych celach. A oto kilka wybranych dowodów. Pierwszym jest, rzecz jasna, kapitalizm (podobnie jak wcześniejsze systemy społeczno-ekonomiczne, oparte na prywatnej własności środków produkcji). Bóg, gdyby istniał, z pewnością nie pozwoliłby na powstanie tak skrajnie niesprawiedliwego systemu, w którym garstka posiadaczy (mniej niż 1 proc. ludzkości!!!) bogaci się na pracy całych rzesz, pracowników nie stać na utrzymanie, wielu ludzi umiera z głodu, a planeta jest rabunkowo eksploatowana i niszczona. Systemu, który niszczy zdrowie oraz jakże często odbiera życie. Systemu wypranego ze wszystkiego, co dobre. Nieistnie...

Pasożyt w kosmosie

NASA, po wielu latach przerwy, szykuje się do kolejnych misji na Księżyc. Tym razem nie będą one nosiły kryptonimu Apollo, lecz Artemis (Artemida). Imię niby lotne, ale nie wiadomo, jak to z tymi lotami będzie. A to z kliku powodów. Pierwszy, testowy i bezzałogowy start, Artemis I, już się odbył, w roku 2022. Zakończył się sukcesem. W najbliższych tygodniach wyruszyć ma w przestrzeń kosmiczną misja Artemis II, tym razem załogowa. Amerykańscy astronauci nie wylądują wprawdzie na Księżycu, lecz znajdą się w przestrzeni wokół niego, na dystansie większym od Ziemi, niż dotychczas człowiek dotarł. Celem jest m.in. sprawdzenie, jak taki lot wpłynie na ich zdrowie. Problem w tym, że rakieta, która ma ich wynieść w kosmos, boryka się z… wyciekami rozlicznych płynów. Cóż, nikt nie powiedział, że amerykańska technologia jest dobra i solidna. Termin startu jest więc na razie nieznany. W każdym razie, kolejne etapy Artemis obejmują między innymi budowę stacji orbitalnej, oczywiście na orbicie ...

Kogo chroni państwo polskie?

W grudniu ubiegłego roku dwoje aktywistów niosących pomoc uchodźcom na granicy polsko-białoruskiej (tym samym, wobec których polskie wojsko i Straż Graniczna, czyli SS, popełniają nader odrażającą zbrodnię, o czym pisałem w ostatniej notce), zostało zaatakowanych przez żołnierza, a raczej żołdaka. Byli szarpani, poniewierani i obrzucani słowami powszechnie uznawanymi za obelżywe. Czyli był to atak fizyczny oraz słowny. Doszło, powtórzę, do naruszenia nietykalności cielesnej. Sprawa zgłoszona została na prokuraturę… czyli do gestapo, bo właśnie w gestapo przekształcił prokuraturę Zbigniew Ziobro Zerem zwany, a jego następcy tego nie odkręcili. I co? Ano, postępowanie zostało umorzone, w uzasadnieniu zaś gestapowska asesorka napisała, że… „nie zachodzi konieczność ochrony praworządności”. Aha. Czyli osoby, które ratują ludziom życie, wolno bezkarnie popychać, szarpać za ręce i obrażać; nie jest to ani złamanie prawa, ani naruszenie praworządności, a w każdym razie, prokuratura/gestapo...

SS na granicy

Młody Sudańczyk próbował uciec do Unii Europejskiej. W Sudanie, przypominam, źle się dzieje, łatwo tam stracić życie lub paść ofiarą terroru. Podróż naszego bohatera jest o wiele trudniejsza niż innych uchodźców – którzy przecież, uciekając, też narażają, a często tracą życie! – ponieważ porusza się na wózku inwalidzkim, ma amputowane obie nogi. Wymaga również ciągłej asysty. Mimo to, udało mu się dostać do przejścia granicznego w Terespolu. I tam złożył formalną prośbę o ochronę międzynarodową w Polsce. Czyli chciał skorzystać z przysługującego mu prawa. Spełniał warunki. Niestety, nikt nie patrzył na jego stan zdrowia, ani na to, że należy do grupy wrażliwej. Polska Straż Graniczna wypchnęła go z powrotem do Białorusi. Teraz, jak donoszą aktywiści zajmujący się pomocą uchodźcom, jest sam w białoruskim Brześciu, wystraszony i bezradny. Podkreślam: chodzi o osobę z poważną niepełnosprawnością. Najwidoczniej owego Sudańczyka bez nóg uznano za „terrorystę” lub inne „zagrożenie”. No tak...

PiS i pasożyty

Trwają prace nad ustawą reformującą Państwową Inspekcję Pracy. Zyskać ma ona możliwość zamieniania umów cywilnoprawnych (śmieciowych) w umowy o pracę w sytuacji, gdy w firmie spełnione będą kryteria, w oparciu o które pracownik powinien być zatrudniony na etacie. Kapitalista będzie mógł się od takiej decyzji odwołać do sądu. Projekt ustawy jest dziełem Lewicy, konkretnie ministry pracy, Agnieszki Dziemianowicz Bąk. Jeśli nie wejdzie w życie, nie tylko podtrzymana zostanie jedna z największych patologii polskiego rynku zatrudnienia, ale też przejdą nam koło nosa miliardy z Krajowego Planu Odbudowy. Ustawę tę próbował uwalić pan premier Donald Tusk; nic dziwnego, skoro nie raz ani nie dwa udowadniał, że jest pachołkiem klas pasożytniczo-wyzyskujących. I prawie mu się udało, ale chyba ktoś panu premierowi wytłumaczył, że bez walki ze śmieciówkami i fikcyjnym, wymuszonym samozatrudnieniem Polska straci unijne pieniądze, więc prace nad reformą PIP ruszyły na nowo. Podejrzewam, że pan Tus...

Zaatakowany się broni

To zupełnie normalne, a wręcz konieczne, że odpowiedzią na atak jest obrona. Zarówno w przypadku jednostkowym, czyli człowieka, jak i zbiorowym – od grupy ludzi po całe państwo. Forma tejże obrony powinna oczywiście być dostosowana do formy ataku. To znaczy, że przed atakiem słownym należy bronić się w taki sam sposób, a nie wyciągać pistolet i strzelać do atakującego. Z kolei, jeśli ktoś grozi nam bronią, nie głaszcze go po głowie. Jako się rzekło, obrona jest naturalna i u pojedynczych ludzi, i u całych zbiorowości, państwa wliczając. Jest więc oczywiste, że kraj, który padł ofiarą zbrojnej agresji, zaczyna się bronić (samodzielnie lub z pomocą sojuszników). Odpiera (a przynajmniej próbuje) wrogą armię wkraczającą na jego terytorium, zestrzeliwuje pociski i samoloty nieprzyjaciela, zatapia jego okręty (jeśli działania wojenne toczą się na morzu, oceanie czy innym akwenie), prowadzi działalność wywiadowczą i kontrwywiadowczą, obala wrogą propagandę, itd. A jeżeli ma możliwość, odpo...

Kandydat spod znaku swastyki

Wybory parlamentarne już w przyszłym roku, toteż poszczególne partie rozpoczęły proces przygotowań, czyli nieformalne kampanie wyborcze. Jedne chwalą się swoimi osiągnięciami – przy czym realnie pozytywne na chyba tylko Lewica – inne… ano właśnie. Bezprawie i Niesprawiedliwość w miniony weekend przedstawiło swojego kandydata na premiera. Jak łatwo się domyślić, nie jest nim prezes tej mafii/sekty, czyli Kaczyński Jarosław – ten woli wszak sterować rządem z tylnego siedzenia, a poczesne stanowiska obsadzać marionetkami; w ten sposób rządzi, nie wysilając się, ani nie ponosząc odpowiedzialności – lecz Czarnek Przemysław. Czyli były PiS-owski minister (lub ministrant, jak określił go w swojej piosence zespół Big Cyc) ciemnoty. Ostatnio wyrósł on na prominentnego PiS-owca i, jak widać, pełznie ciągle w górę. Czarnek należy do najbardziej odrażających postaci na polskiej scenie politycznej, i to nie tylko obecnej, ale w całej jej historii. To radykalny neonazista, którego zwyrodniały ś...