Posty

Chip dla zwierzaka

Chyba wszyscy pamiętamy niedawną aferę z pseudo-schroniskami. Ukazywała ona tragedię bezdomnych zwierząt w Polsce… a istot takich, niestety, nie brakuje, choć sytuacja pod tym względem i tak jest dziś o wiele lepsza niż kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu. Zresztą, nawet, jeśli dany pies, kot czy inny zwierzak ma swój dom, niekoniecznie oznacza to, że jest tam otoczony odpowiednią opieką. W wielu polskich miejscowościach, zwłaszcza na wsiach, rozlatująca się buda i ciężki łańcuch wciąż stanowią ponury „standard”. A kiedy pies czy kot się zgubi, mało kto się tym przejmuje. Rząd chce poprawić sytuację zwierząt domowych w (k)raju nad Wisłą (a przynajmniej tak deklaruje), toteż opracował projekt ustawy o obowiązkowym chipowaniu psa i kota. Wkrótce przejdzie on do dalszych prac legislacyjnych. Akt ów wprowadzić ma Krajowy Rejestr Oznakowanych Psów i Kotów (KROPiK), czyli centralną bazę danych, w której znaleźć się mają wszystkie zachipowane i zarejestrowane czworonożne owe zwierzak...

Choroba naszych czasów

Mamy dziś 23 lutego, czyli Światowy Dzień Walki z Depresją. Warto zatem pochylić się nad dzisiejszą datą, a zwłaszcza nad tym, czego ona dotyczy. Otóż, wbrew obiegowej opinii (w znaczniej mierze ukształtowanej przez media, a zwłaszcza reklamy swego czasu), depresja nie jest żadnym chwilowym dołkiem, pogorszeniem nastroju, lecz poważną, śmiertelną chorobą, na którą umiera coraz więcej ludzi; w skali świata stanowi ona nader częstą przyczynę zgonów. Nawet, jeśli nie zabije, może poważnie utrudnić lub wręcz uniemożliwić normalne, codzienne funkcjonowanie. Osoba zmagająca się z depresją często nie ma sił na cokolwiek, choćby na wstanie z łóżka, a każda zwyczajna aktywność to koszmar walki z samym sobą, walki o pokonanie bezsilności, osłabienia tudzież nieustannego poczucia bezsensu. Wiem, bo sam cierpię na tę chorobę. Oprócz nieustannego pogorszenia nastroju (jeśli utrzymuje się ono przez dłużej niż kilka tygodni, należy BEZWZGLĘDNIE szukać pomocy psychiatrycznej i/lub psychologicznej...

Stara jakość z rozłamu

W Polsce 2050, partyjce założonej przez medialnego showmana Szymona Hołownię, nastąpił rozłam. A konkretnie w jej klubie sejmowym. Pan Hołownia odszedł z funkcji przewodniczącego, w wyborach na jego następcę wystartowały dwie panie, były jakieś nieprawidłowości, no i się posypało. Część posłów, zgrupowana wokół Ryszarda Petru i Rafała Brzoski (tego kapitalisty od InPostu tudzież szkodliwej dla państwa i społeczeństwa deregulacji) założyła nowy klub o nazwie Centrum. Szykuje się zapewne renegocjacja umowy koalicyjnej, choć ludzie z tegoż klubu występować z rządowej koalicji nie zamierzają. Prawdopodobnie mamy do czynienia z powstaniem nowej partii – a raczej nowej-starej, o czym za chwilę. Co do Polski 2050, to zapewne ona obumrze. Potwierdziło się, że jest niczym więcej niż kolejną polityczną jednorazówką, która, założona przez znaną osobę i dzięki niej zbierająca nawet niezłe poparcie, wytrzymuje jedną-dwie kadencje, a potem pada. Tak było z Nowoczesną, a raczej Przestarzałą, twor...

Pracownik inwigilowany

W klasycznej już, genialnej, aczkolwiek przerażającej powieści Rok 1984 autorstwa George’a Orwella mieszkańcy totalitarnego państwa Oceania byli nieustająco inwigilowani przy pomocy urządzeń zwanych teleekranami, które kontrolowały każdy ich ruch i słuchały każdego słowa. I, jak to bywa, rzeczywistość z czasem przestała znacząco odbiegać od fikcji. Podobna inwigilacja jest codziennością w licznych firmach, jak świat długi i szeroki. Kilka z przykładów z Polski. Szef fabryki materacy korzystał z zakładowych kamer, aby podglądać pracownice, czemu oddawał się w swoim domu. Z kolei w podpoznańskim zakładzie produkującym kominy kamery wykorzystywane są do liczenia, ile razy osoby zatrudnione wychodzą do WC, co najwyraźniej traktowane jest jako marnotrawstwo czasu. I nie, nie chodzi o – słuszną skądinąd – walkę z bumelanctwem, ale o NADMIERNĄ kontrolę oraz naruszanie przestrzeni osobistej. Podobna inwigilacja nie odbywa się zresztą jedynie przy użyciu kamer, bo ostatnio wykorzystywane są...

Wylana za zupę

A konkretnie za zdjęcie zupy. O co chodzi? Ano, pracowniczka pewnej sieci dyskontów – tej samej, która kazała personelowi pracować w zbyt niskich temperaturach, co zyskało znaczny rozgłos oraz doprowadziło do licznych kontroli Państwowej Inspekcji Pracy – została dyscyplinarnie zwolniona. Z tej przyczyny, że zachowała się, jak na sygnalistkę przystało, czyli poinformowała w mediach społecznościowych o złych warunkach w miejscu zatrudnienia. Zamieściła oto zdjęcie posiłku regeneracyjnego, którym była zupa. I właśnie za to wyleciała z roboty (ciekawe, czy stałoby się tak samo, gdyby posiłkiem regeneracyjnym były ziemniaki ze schabowym, pracowniczka je sfotografowała i udostępniła w internecie?). No cóż, podczas dnia ciężkiej harówy – a ta w sieciach handlowych naprawdę wiąże się z ogromnym wysiłkiem – trudno najeść się zupą, nawet najlepszą; szczególnie w zimowych warunkach. A osoba zatrudniona ma pełne prawo narzekać na warunki pracy – jeśli oczywiście faktycznie są one złe – i info...

PiS not SAFE

Przywódcy Unii Europejskiej chyba coraz lepiej rozumieją, że strukturze owej potrzebna jest własna polityka obronna, w tym zbrojeniowa. Własna, czyli niezależna od USA, bazująca na europejskim potencjale i leżąca w europejskim interesie politycznym oraz gospodarczym. Staje się to coraz wyraźniejsze, odkąd do Białego Domu po raz drugi wprowadził się Donald Trump. No to powstał program SAFE, czyli europejski mechanizm wspólnych zakupów uzbrojenia za nisko oprocentowane kredyty przyznawane uczestniczącym w nim państwom. Oczywiście można, a wręcz należy twierdzić, że zamiast na szeroko pojętą broń gigantyczne pieniądze przeznaczane być powinny na politykę społeczną (zwłaszcza, że kapitalizm pogrąża się w kryzysie i rośnie takie na przykład bezrobocie), niemniej z czysto gospodarczego punktu widzenia SAFE ma swoje zalety, nie tylko dla finansjery. Otóż, gdyby Polska (na jej przykładzie wyjaśnimy rzecz całą) z niego skorzystała, osiemdziesiąt procent przyznanych środków trafiłoby do rod...

Grzeszny biznes

W katolicyzmie – i w ogóle chrześcijaństwie – w ślad za judaizmem istnieje pojęcie grzechu, czyli aktu nieposłuszeństwa wobec Boga. Za które to nieposłuszeństwo ma oczywiście grozić boża kara, z reguły przedstawiana jako wieczny pobyt w ognistym piekle (czasami nazywanym Gehenną, podczas gdy prawdziwa Gehenna była po prostu… śmietniskiem pod starożytną Jerozolimą, gdzie palono odpady oraz zwłoki, i z tejże przyczyny Jezus użył tej nazwy jako metafory). W chrześcijaństwie ratunkiem od tegoż wiecznego potępienia ma być ukorzenie się przed Bogiem/Chrystusem. Ale ma ono jak najbardziej materialny wymiar. Otóż, w katolicyzmie (w wyznaniach protestanckich, z tego, co się orientuję, jest trochę inaczej; wszak wyrosły one między innymi ze sprzeciwu wobec tego, o czym tu piszę) grzechy, a konkretnie ich odpuszczenie, to biznes oraz narzędzie władzy. W średniowieczu Kościół katolicki wymyślił coś takiego, jak spowiedź uszna. Znają to wszyscy katolicy i ci, co z katolicyzmem mieli styczność....