Posty

Hitlerowiec w Katowicach

Kandydat na premiera z ramienia Bezprawia i Niesprawiedliwości, hitlerowiec o nazwie Przemysław Czarnek (zarazem były minister ciemnoty w nie-rządzie tej mafii/sekty), wróg kobiet, demokracji i psów, rozpoczął już nieformalną wprawdzie, lecz faktyczną kampanię wyborczą. Odwiedził mianowicie Katowice, gdzie spotkał się z wyznawcami. Tam pojechał po transformacji energetycznej, zapowiadając „powrót do węgla”. Nie dodał, że importowanego. Polskie złoża owego surowca są wszak na wyczerpaniu (cóż, w karbonie powstała skończona jego ilość); stąd stopniowe zamykanie kopalń. A te pokłady, które jeszcze pozostaną, nie nadają się do bezpiecznej eksploatacji; bezpiecznej, czyli takiej, która nie narażałaby na niebezpieczeństwo życia górników. Czarnek nie dodał też, że energetyka węglowa oznacza znaczne koszta, jest coraz droższa i coraz mniej wydolna (nie wspominając o tym, że generuje od czorta zanieczyszczeń, ogromnie przyczyniając się do katastrofy klimatycznej). No, ale przecież nie zwra...

Niewolnictwo nad Wisłą

Rasistowska prawica, zarówno rządowa, jak też opozycyjna, straszy nas migrantami. Ci wszelako w Polsce są i pracują. To nie tylko Ukraińcy i osoby pochodzące z innych krajów z byłego ZSRR, Turcy, Indusi czy Wietnamczycy, nie tylko ludzie z Bliskiego Wschodu i Afryki, ale też pracownicy z Ameryki Południowej. W ostatnich dniach głośno zrobiło się o Kolumbijczykach. Otóż, okazało się, iż pracownicy z Kolumbii – zatrudnieni oczywiście na śmieciówkach, w których zawarto zaiste fatalne postanowienia – byli niemiłosiernie wyzyskiwani, oszukiwani oraz eksploatowani przez agencje zatrudnienia, zwłaszcza jedną, nader paskudną, z Białegostoku. Być może dochodziło nawet do handlu ludźmi, ale tego jeszcze nie wiadomo, badania trwają. Nie tylko zarabiali oni marne pieniądze – o ile w ogóle im je wypłacano, gdyż normy zdecydowanie to nie stanowiło – ale też mieszkali w fatalnych warunkach, za które musieli słono płacić, nakładano na nich „kary” finansowe za nieporządek w pokoju czy tym podobne bz...

Dowody na nieistnienie

Jeszcze niedawno byłem wierzącym katolikiem, i to nawet pomimo faktu, że Kościół katolicki coraz mniej mi się podobał, aż dokonałem apostazji (z czego się bardzo cieszę, i co serdecznie polecam). W każdym razie, nie kwestionowałem istnienia Boga, sądziłem też, że czuwa nade mną. Dziś jednak wiem, że on nie istnieje, jest tylko mitem, wymysłem, stworzonym przez ludzi w różnych celach. A oto kilka wybranych dowodów. Pierwszym jest, rzecz jasna, kapitalizm (podobnie jak wcześniejsze systemy społeczno-ekonomiczne, oparte na prywatnej własności środków produkcji). Bóg, gdyby istniał, z pewnością nie pozwoliłby na powstanie tak skrajnie niesprawiedliwego systemu, w którym garstka posiadaczy (mniej niż 1 proc. ludzkości!!!) bogaci się na pracy całych rzesz, pracowników nie stać na utrzymanie, wielu ludzi umiera z głodu, a planeta jest rabunkowo eksploatowana i niszczona. Systemu, który niszczy zdrowie oraz jakże często odbiera życie. Systemu wypranego ze wszystkiego, co dobre. Nieistnie...

Pasożyt w kosmosie

NASA, po wielu latach przerwy, szykuje się do kolejnych misji na Księżyc. Tym razem nie będą one nosiły kryptonimu Apollo, lecz Artemis (Artemida). Imię niby lotne, ale nie wiadomo, jak to z tymi lotami będzie. A to z kliku powodów. Pierwszy, testowy i bezzałogowy start, Artemis I, już się odbył, w roku 2022. Zakończył się sukcesem. W najbliższych tygodniach wyruszyć ma w przestrzeń kosmiczną misja Artemis II, tym razem załogowa. Amerykańscy astronauci nie wylądują wprawdzie na Księżycu, lecz znajdą się w przestrzeni wokół niego, na dystansie większym od Ziemi, niż dotychczas człowiek dotarł. Celem jest m.in. sprawdzenie, jak taki lot wpłynie na ich zdrowie. Problem w tym, że rakieta, która ma ich wynieść w kosmos, boryka się z… wyciekami rozlicznych płynów. Cóż, nikt nie powiedział, że amerykańska technologia jest dobra i solidna. Termin startu jest więc na razie nieznany. W każdym razie, kolejne etapy Artemis obejmują między innymi budowę stacji orbitalnej, oczywiście na orbicie ...

Kogo chroni państwo polskie?

W grudniu ubiegłego roku dwoje aktywistów niosących pomoc uchodźcom na granicy polsko-białoruskiej (tym samym, wobec których polskie wojsko i Straż Graniczna, czyli SS, popełniają nader odrażającą zbrodnię, o czym pisałem w ostatniej notce), zostało zaatakowanych przez żołnierza, a raczej żołdaka. Byli szarpani, poniewierani i obrzucani słowami powszechnie uznawanymi za obelżywe. Czyli był to atak fizyczny oraz słowny. Doszło, powtórzę, do naruszenia nietykalności cielesnej. Sprawa zgłoszona została na prokuraturę… czyli do gestapo, bo właśnie w gestapo przekształcił prokuraturę Zbigniew Ziobro Zerem zwany, a jego następcy tego nie odkręcili. I co? Ano, postępowanie zostało umorzone, w uzasadnieniu zaś gestapowska asesorka napisała, że… „nie zachodzi konieczność ochrony praworządności”. Aha. Czyli osoby, które ratują ludziom życie, wolno bezkarnie popychać, szarpać za ręce i obrażać; nie jest to ani złamanie prawa, ani naruszenie praworządności, a w każdym razie, prokuratura/gestapo...

SS na granicy

Młody Sudańczyk próbował uciec do Unii Europejskiej. W Sudanie, przypominam, źle się dzieje, łatwo tam stracić życie lub paść ofiarą terroru. Podróż naszego bohatera jest o wiele trudniejsza niż innych uchodźców – którzy przecież, uciekając, też narażają, a często tracą życie! – ponieważ porusza się na wózku inwalidzkim, ma amputowane obie nogi. Wymaga również ciągłej asysty. Mimo to, udało mu się dostać do przejścia granicznego w Terespolu. I tam złożył formalną prośbę o ochronę międzynarodową w Polsce. Czyli chciał skorzystać z przysługującego mu prawa. Spełniał warunki. Niestety, nikt nie patrzył na jego stan zdrowia, ani na to, że należy do grupy wrażliwej. Polska Straż Graniczna wypchnęła go z powrotem do Białorusi. Teraz, jak donoszą aktywiści zajmujący się pomocą uchodźcom, jest sam w białoruskim Brześciu, wystraszony i bezradny. Podkreślam: chodzi o osobę z poważną niepełnosprawnością. Najwidoczniej owego Sudańczyka bez nóg uznano za „terrorystę” lub inne „zagrożenie”. No tak...

PiS i pasożyty

Trwają prace nad ustawą reformującą Państwową Inspekcję Pracy. Zyskać ma ona możliwość zamieniania umów cywilnoprawnych (śmieciowych) w umowy o pracę w sytuacji, gdy w firmie spełnione będą kryteria, w oparciu o które pracownik powinien być zatrudniony na etacie. Kapitalista będzie mógł się od takiej decyzji odwołać do sądu. Projekt ustawy jest dziełem Lewicy, konkretnie ministry pracy, Agnieszki Dziemianowicz Bąk. Jeśli nie wejdzie w życie, nie tylko podtrzymana zostanie jedna z największych patologii polskiego rynku zatrudnienia, ale też przejdą nam koło nosa miliardy z Krajowego Planu Odbudowy. Ustawę tę próbował uwalić pan premier Donald Tusk; nic dziwnego, skoro nie raz ani nie dwa udowadniał, że jest pachołkiem klas pasożytniczo-wyzyskujących. I prawie mu się udało, ale chyba ktoś panu premierowi wytłumaczył, że bez walki ze śmieciówkami i fikcyjnym, wymuszonym samozatrudnieniem Polska straci unijne pieniądze, więc prace nad reformą PIP ruszyły na nowo. Podejrzewam, że pan Tus...