Posty

Lewica i kasa na Kościół

Odkąd w planie przyszłorocznego budżetu państwa uwzględniono rekordowo wysoką, wynoszącą ponad 283 mln zł kwotę na Fundusz Kościelny (niedawno o tym pisałem), wiele osób obywatelskich się, delikatnie rzecz ujmując, mocno zdenerwowało, dając temu wyraz między innymi na forach w mediach społecznościowych. Gniew, ma się rozumieć, w pełni jest uzasadniony. Koalicja rządowa obiecała bowiem likwidację Funduszu Kościelnego, a zamiast tego z roku na rok zwiększa jego wysokość… za co płacimy wszyscy, niezależnie od naszego stosunku do religii. To po prostu zbędne obciążenie budżetu państwa, nadto kompletnie bezzasadne; Fundusz Kościelny utworzono za poprzedniego ustroju, jako rekompensatę za słusznie skonfiskowane w okresie stalinizmu (1944-56) nieruchomości należące uprzednio do Kościoła katolickiego, będącego jednym z największych posiadaczy ziemskich i organizmem pasożytniczym. Te w III RP zostały przez solidaruchów zwrócone (nie zawsze zresztą zgodnie z prawem) owemu związkowi wyznaniowe...

Zniszczone pokolenia

We Francji odbyły się potężne demonstracje, zrzeszające głównie młodzież szkolną i studentów; poparcia udzieliły m.in. związki zawodowe oraz urzędnicy państwowi. W Polsce doszło do tragicznych ataków w szkołach. W USA szkolne masakry są ponurym elementem życia społecznego. Oczywiście, dokładne przyczyny tego wszystkiego są różne. Jak ostatnio pisałem, do tragedii w (k)raju nad Wisłą może by nie doszło, gdybyśmy my, dorośli, poświęcali młodym pokoleniom więcej czasu, uwagi i zrozumienia. Podobnie rzecz się ma w przypadku Stanów Zjednoczonych, przy czym tam ogromnym problemem jest nazbyt łatwy dostęp do broni palnej. We Francji natomiast powodem wystąpień młodzieży są niedostatki systemu edukacji i ogólnie zła polityka państwa, oparta na neoliberalnych/neokonserwatywnych dogmatach. Tak czy owak wszelako, wszędzie gdzieś w tle jest kapitalizm. Ponieważ system ów nieludzki dla kolejnych pokoleń jest fatalny, wyniszczający ludzkie życie. W Polsce od 1989 roku, a w innych państwach kap...

Czas i zrozumienie

W kilku polskich szkołach doszło do tragedii. Uczniowie w różnym wieku atakowali nożami już to nauczycieli, już to pracowników (np. woźną), już to kolegów i koleżanki. Są ranni, gdzieś mignęła mi informacja o ofierze śmiertelnej. Prawie jak w USA, tyle że – na szczęście! – bez broni palnej. Och, dobrze, że – inaczej niż w Stanach – młode pokolenie Polaków ma do niej mocno ograniczony dostęp! Media oczywiście rozpisują się i rozgadują o tych nieszczęściach, liczne opinie – często ciekawe tudzież merytoryczne – wymieniają internetowe osoby komentatorskie. Politycy i politykierzy (też nie ma tu niespodzianki) przerzucają się odpowiedzialnością; prawactwo zrzuca oczywiście winę na rząd, koalicja z kolei rządząca ponosi, słusznie zresztą, iż to Alfons zawetował ustawę dotyczącą bezpieczeństwa dzieci w internecie – skąd, nie ma tu tajemnicy, czerpane są częstokroć nader negatywne, patologiczne wzorce. Padają też pomysły na zapobieżenie podobnym tragediom w przyszłości; na szybko wymyślil...

Najgorszy grzech księdza

Do jednej z małopolskich parafii przyjechał biskup z kontrolą. Nie spodobało mu się, jak proboszcz jednostką owa organizacyjną Kościoła katolickiego zarządza, no to zdecydował o przeniesieniu go na emeryturę. I to właśnie wkurzyło parafian, którzy stanęli w obronie dobrodzieja, domagając się przywrócenia go na stanowisko. Podnosili, że proboszcz ów od dekad świetnie pełnił swoją funkcję i dużo dobrego robił dla parafii. Ich gniew był spory, używali nawet dość ostrych słów. W internecie, jak to zwykle bywa, szybko pojawiły się złośliwe komentarze, wymierzone w przedstawiciela kurii i oczywiście całą tę sytuację. Sugerowano – a jak najbardziej poważne medialne doniesienia zdają się to potwierdzać – że przyczyną odwołania proboszcza był najgorszy grzech, jaki może popełnić ksiądz. Nie, nie chodzi o pedofilię; nasz dzisiejszy bohater wedle wszelkiego prawdopodobieństwa żadnych zdegenerowanych skłonności wobec osób niepełnoletnich nie wykazywał. Grzechem tym jest fakt, że nie doił swoi...

#FreePalestine!

Dziś 7 października 2026 roku. A to oznacza, że mijają właśnie trzy lata od rozpoczęcia jednej z najgorszych tragedii współczesnego świata. Tego dnia w 2023 roku doszło w Izraelu (czyli, nie oszukujmy się, okupowanej przez faszystowskich kolonizatorów Palestynie) do zamachu Hamasu. Zginęło wielu ludzi – rzekomo byli to cywile, w praktyce wszelako należy pamiętać, że Izrael to jedno z najbardziej zmilitaryzowanych społeczeństw na świecie, przeto ofiar REALNIE cywilnych było MNIEJ, niż podają oficjalne dane – wzięci zostali zakładnicy. Czyn ten można oczywiście potępiać, niemniej stanowił on po prostu reakcję na nasilający się terror izraelski, trwający w Palestynie od 1948 roku. Co więcej, dziennikarskie śledztwo The Guardian wykazało, iż zarówno izraelskie służby, jak i rząd (premiera Binjamina Netanjahu wliczając) doskonale znały plany Hamasu, ale nic nie zrobiły, aby w dokonaniu zamachu przeszkodzić. A to z tej przyczyny, że… No właśnie, od razu, 7 października 2023 roku Izrael...

Protesty, protesty

W Hiszpanii od pewnego już czasu trwają coraz intensywniejsze protesty przeciwko marnej sytuacji mieszkaniowej. Biorą w nich udział tysiące osób, powstają całe miasteczka namiotowe, do akcji włączyły się największe centrale związków zawodowych. I bardzo dobrze! Dach nad głową to prawo człowieka, a państwo ma zakichany obowiązek zadbać, żeby wszystkie osoby obywatelskie miały gdzie mieszkać. Ale Hiszpania nie jest jedynym krajem, w jakim wkurzone społeczeństwo wkroczyło do akcji. Potężne spazmy społeczne targają Francją. Tam we wrześniu zbuntowała się młodzież. Tak, osoby uczniowskie. Nastoletni świadomi obywatele domagać się zaczęli od władz państwowych rozwiązania problemów systemu edukacji: przyznania więcej środków na szkolnictwo publiczne, zwiększenia kadry nauczycielskiej (zbyt mało osób nauczycielskich przypada na przeludnione szkoły) czy chociażby remontów budynków szkolnych. Do protestów licealistów szybko przyłączyli się studenci, którzy blokować zaczęli kampusy uczelniane....

Drogie państwo wyznaniowe

Rzeczpospolita Polska formalnie jest państwem świeckim. Ale TYLKO formalnie, jak bowiem wiemy, de facto od przełomu lat 1989/90 jest ona krajem wyznaniowym. Rzecz jasna, z winy solidaruchów (dzisiejsze PIS i KO, ale PSL, resztki formacji pana Hołowni tudzież naziole są równie klerykalni), którzy dopuścili Kościół katolicki do aktywnego udziału w polityce oraz obdarowali go nader licznymi przywilejami. Poskutkowało to nie tylko mentalnym cofnięciem (k)raju nad Wisłą o stulecia, ograniczeniem praw człowieka – zwłaszcza kobiet i osób LGBT + – oraz klerykalizacją edukacji, lecz także realnymi kosztami, jakie ponosimy wszyscy, niezależnie od przynależności wyznaniowej. W nadchodzącym roku z planu budżetu państwa zniknąć miał Fundusz Kościelny. Ale nie zniknie. Mało tego, rząd planuje przeznaczyć na niego 284 mln 560 tys. zł, czyli o 11 mln złociszy więcej niż w obecnym roku budżetowym. Będzie to najwyższa kwota w historii Funduszu Kościelnego. Tu przypomnijmy, że został on wprowadzony...