Wojna o dynię
Od lat pod koniec października toczy się wojna ideologiczna. A jej zarzewiem jest Halloween. Przypomnijmy, że Halloween (szkocki skrót od All Hallows Eve – Wigilii Wszystkich Świętych) to nic innego, jak celtyckie święto zmarłych, odpowiednik naszych Dziadów – które zresztą też wracają do popularności, i bardzo dobrze. Z pogaństwa przeniknęło Halloween do chrześcijaństwa i zostało przez nie zinternalizowane. A wraz z irlandzkimi i szkockimi migrantami trafiło do Ameryki Północnej. W USA zaś uległo popularyzacji i, jak to zwykle bywa, komercjalizacji. Z pradawnego zwyczaju przekształciło się w dziecinną zabawę: struganie dyni (pierwotnie była rzepa; dynia zastąpiła ją w Ameryce właśnie) i wsadzanie do środka świeczki bądź lampki, przebieranie się za postacie z horrorów i chodzenie po domach, by prosić o słodycze. W tej formie wraz z amerykańską popkulturą rozeszło się Halloween po świecie, trafiając również do Polski. Nad Wisłą jest właśnie tym – zabawą dzieci, dalece zresztą nie w...