Posty

Obawy purpury

Po portalach społecznościowych krążą memy i posty informujące, jakoby polscy biskupi obawiali się, że kiedy państwo nasze przestanie finansować Kościół katolicki (czyli chociażby zlikwiduje Fundusz Kościelny, co, swoją drogą, już dawno powinno było nastąpić), wierni nie będą go utrzymywali. Cóż, mają powody do obaw. I nie chodzi o to, że polscy katolicy są zbyt mało zamożni, aby łożyć na (jakoby) swój związek wyznaniowy – przykład podłej działalności Rydzyka jasno wskazuje, że nawet z najuboższej osoby pazerny kler jest w stanie zedrzeć ostatni grosz, a co gorsza, osoba ta jeszcze sama go odda, i to z chęcią. Problem (z kościelnego oczywiście punktu widzenia) leży w tym, że wierni nie będą chcieli płacić. To bardzo możliwe. Społeczeństwo polskie wszak się laicyzuje, zwłaszcza młode pokolenie. Ubywa osób uczniowskich na szkolnej katechezie – w niektórych szkołach całe klasy rezygnują z uczęszczania w tych zajęciach – mało tego, ogromnie spada liczba powołań, do seminariów zapisuje...

Bańka może pęknąć

Co łączy ABSOLUTNIE WSZYSTKIE firmy (z całego świata poza Chinami, w tym, tak, z USA) produkujące i oferujące modele AI, czyli sztucznej pseudo-inteligencji? Ano to, że są deficytowe. Tak, żadna z nich nie przynosi zysku, każda jest na minusie. Może niektóre wyjdą na plus, ale nie stanie się to przed 2030 rokiem; znacznie bardziej prawdopodobny jest upadek całej branży, i to z wielkim hukiem. Innymi słowy, mamy tu bańkę spekulacyjną, podobnie, jak to było z dwoma amerykańskimi bankami, które radośnie padły w 2008 roku, co pociągnęło za sobą globalny kryzys kapitalizmu. Tak naprawdę, na produkcji i udostępnianiu AI zarabiają dostawcy sprzętu komputerowego, niezbędnego, aby te programy w ogóle funkcjonowały. Dokładnie na tej samej zasadzie podczas gorączki złota największe zyski osiągali producenci i sprzedawcy łopat, kilofów, sit oraz ogólne narzędzi używanych przez poszukiwaczy (w tym Jacka Londona, który złota na Alasce nie znalazł, za to dorobił się poważnych problemów zdrowotnych...

Ustawy o prawach kobiet

Wczoraj w Sejmie coś drgnęło w dziedzinie praw kobiet, konkretnie reprodukcyjnych. Oto przegłosowano (PSL-owcy najwyraźniej uświadomili sobie, że po następnych wyborach parlamentarnych najprawdopodobniej odpadną, toteż, żeby tak się mimo wszystko nie stało, walczą o elektorat i zmiękła im rura) lekkie zliberalizowanie zalegalizowanego bezprawia (mylnie nazywanego prawem) antyaborcyjnego. Przywrócono mianowicie stan wprowadzony w 1993 roku, a zatem możliwość przerwania ciąży, jeśli jest ona wynikiem przestępstwa, stanowi zagrożenie dla życia kobiety oraz w wyniku ciężkiego, nieodwracalnego uszkodzenia płodu; tę ostatnią możliwość pod dyktando Kościoła katolickiego zniosło Bezprawie i Niesprawiedliwość. To oczywiście nadal mocno restrykcyjne rozwiązanie, niemniej i tak oznaczające, że ogień w piekle kobiet nieco słabiej by się palił. Jeszcze lepiej, że przyjęto ustawę Lewicy depenalizującą udzielenie pomocy przy aborcji, np. dostarczenie kobiecie środków wywołujących poronienie. Ocz...

Szczujący premierzy

We Francji zamieszki przybrały na sile, doszło nawet do spalenia zabytkowego ratusza. Policja szerzy terror, trwają największe represje od zakończenia II wojny światowej, a władze z prezydentem Macronem na czele, zamiast usiąść do rozmów z protestującymi i zastanowić się nad sposobami rozwiązania problemów społecznych, przeciwko którym odbywają się protesty, planują ograniczenie najważniejszych praw obywatelskich, w tym zwłaszcza wolności zgromadzeń; ot, „liberalna demokracja” przestaje być demokratyczna, kiedy osoby obywatelskie nie zachowują się po myśli polityków i, co ważniejsze, kapitalistów. Niedawno wielkie demonstracje miały też miejsce w Hiszpanii, na tle problemów mieszkaniowych. Na ulice wyszli Albańczycy i również walczą ostro, domagając się dymisji premiera, za to, że sprzedał jedną z albańskich wysp Jaredowi Kushnerowi. I tak dalej; ogólnie świat zaczyna wrzeć. Ani we Francji, ani w Hiszpanii, ani w Albanii, ani w Belgii (gdzie też doszło do protestów) za rzeczonymi wy...

System działa prawidłowo

Fajnie się żyje w (k)raju nad Wisłą, dwudziestej gospodarce świata? No, chyba nie bardzo… Jak bowiem ujawnia La Monde Diplomatique , aż czterdzieści procent mieszkańców Polski (dwie na pięć osób) żyje poniżej progu minimum socjalnego; realnie pewnie będzie więcej, bo te progi nijak się mają do rzeczywistych kosztów utrzymania. Co oznacza, że ludzie ci nie mają wystarczających dochodów, by utrzymać gospodarstwo domowe – opłacić rachunki i zaspokoić PODSTAWOWE potrzeby konsumpcyjne. W najtrudniejszej sytuacji finansowej są oczywiście emeryci i renciści, osoby z niepełnosprawnościami i przewlekle chore, bezrobotni (ale ich akurat obecnie nie ma zbyt wielu; wskaźnik bezrobocia w Polsce jest, na szczęście, dość niski), ale i pracujący. Niestety, w naszym „kochanym” państwie sam fakt bycia zatrudnionym wcale nie oznacza, że ma się zarobki, a już zdecydowanie niekoniecznie, że pozwalają one się utrzymać. Wszak płace pozostają wciąż niskie na tle rosnących kosztów życia… Trochę na lepsze ...

Nie dla ludzi

Kilka lat temu w mojej miejscowości zlikwidowany został oddział jednego z banków. Wkurzyło to wiele osób (w tym mnie, bo też mam w tymże banku konto), oznacza bowiem uciążliwość. Nie wszystko można załatwić przez aplikację – no i nie każdy ma ją w telefonie, nie każdy też musi umieć się nią posługiwać, np. dla osób starszych jest to problematyczne – z niektórymi więc sprawami trzeba jechać do oddziału w sąsiednim mieście; jeśli ktoś ma samochód, to pół biedy, w przypadku braku czterech kółek… no, to już gorzej. Na szczęście bankomat został, choć ostatnio nie działa najlepiej. Burmistrz, trzeba mu oddać honor, próbował przeciwdziałać zamknięciu placówki, ale nie zdołał mu zapobiec; cóż, nie jest wszechmocny, a kapitał mu nie podlega. Teraz znów bierze się do podobnej roboty (oby z lepszym efektem), bo drugi bank, po sąsiedzku, też szykuje się do zamknięcia swojego oddziału. Mieszkańcy wzburzyli się jeszcze bardziej – nic dziwnego, sporo osób ma tam otwarte rachunki – powstały apele d...

Zakończyć zbrodnię

Bardzo dobra wiadomość. Rząd, pod wpływem nacisku opinii publicznej, wycofuje się z chorego, czysto nazistowskiego pomysłu karania więzieniem za udzielanie uchodźcom pomocy humanitarnej; pisałem o tym wczoraj. Przeciwko planowi owych zmian w Kodeksie Karnym protestowali działacze społeczni, aktywiści, prawnicy i ogólnie ludzie dobrej woli. Spośród koalicji rządowej na NIE była – czego zresztą należało się spodziewać, a nawet wymagać – Lewica. Należy się więc cieszyć, że władza choć raz posłuchała obywateli i Polska nie zsunie się (jeszcze bardziej) w stronę brutalnego, opresyjnego państwa terroru, gdzie za zwykłe, ludzkie dobro można trafić za kratki. Ale nie zmienia to faktu, że zbrodnia przeciwko ludzkości, wymierzona w uchodźców z Bliskiego Wschodu oraz Afryki, bezustannie popełniana jest na granicy polsko-białoruskiej. Push-backi, tortury, bicie, zostawianie ludzi na śmierć w lesie, gwałty, zamykanie w obozach koncentracyjnych od lat są ponurą normą, strefa natomiast przygrani...