Posty

Wojna o dynię

Od lat pod koniec października toczy się wojna ideologiczna. A jej zarzewiem jest Halloween. Przypomnijmy, że Halloween (szkocki skrót od All Hallows Eve – Wigilii Wszystkich Świętych) to nic innego, jak celtyckie święto zmarłych, odpowiednik naszych Dziadów – które zresztą też wracają do popularności, i bardzo dobrze. Z pogaństwa przeniknęło Halloween do chrześcijaństwa i zostało przez nie zinternalizowane. A wraz z irlandzkimi i szkockimi migrantami trafiło do Ameryki Północnej. W USA zaś uległo popularyzacji i, jak to zwykle bywa, komercjalizacji. Z pradawnego zwyczaju przekształciło się w dziecinną zabawę: struganie dyni (pierwotnie była rzepa; dynia zastąpiła ją w Ameryce właśnie) i wsadzanie do środka świeczki bądź lampki, przebieranie się za postacie z horrorów i chodzenie po domach, by prosić o słodycze. W tej formie wraz z amerykańską popkulturą rozeszło się Halloween po świecie, trafiając również do Polski. Nad Wisłą jest właśnie tym – zabawą dzieci, dalece zresztą nie w...

Powody do samopodpalenia

Obchodzimy dziś zaiste przykrą rocznicę. Dziewięć lat temu zmarł Piotr Szczęsny, chemik, „szary człowiek” (jak sam siebie określił w liście pożegnalnym, a zarazem manifeście), który 19 października 2017 roku na warszawskim Placu Defilad podpalił się w proteście przeciwko nie-rządkom PiS-u i niszczeniu Polski przez tę mafię/sektę. Lekarzom nie udało się uratować jego życia, Piotr Szczęsny zmarł 19 października 2017 roku. W tragiczny ów sposób zaprotestował przeciwko takim praktykom Bezprawia i Niesprawiedliwości, jak m.in.: ograniczanie wolności obywatelskich, łamanie Konstytucji RP oraz zasad ustroju demokratycznego, dewastowanie przyrody (przypomnę, że za PiS-u trwał rabunkowy wyręb lasów, żeby daleko nie szukać), dyskryminowanie mniejszości, szarganie pozycji Polski na arenie międzynarodowej, używanie mowy nienawiści w debacie publicznej, niszczenie mediów, itd. Jakkolwiek sam akt samopodpalenia był oczywiście tragiczny i heroiczny zarazem, protest Piotra Szczęsnego uznać należy z...

Rewia mody

Szczerze przyznam, że raczej nie będę szerzej pisał o tym, co wychodzi w procesie sądowym na temat Alfonsa (informacje sprowadzają się do tego, że faktycznie był alfonsem właśnie); zwyczajnie potwierdza się to, co liczne ośrodki informacyjne podawały podczas kampanii prezydenckiej. Szacunek dla Pani Nataszy, która zeznaje przed sądem, dostarczając dowodów. No, ale cóż… Mamy do czynienia z typowym solidaruchem i jeszcze do tego klerofaszystą; Alfons po prostu pokazuje, jaki jest „poziom” tego środowiska politycznego. I w zasadzie tyle w temacie, na razie przynajmniej. A dziś zajmiemy się czymś innym. Oto zbliża się okres, kiedy okazujemy pamięć naszym bliskim zmarłym, odwiedzamy cmentarze, palimy znicze (zwyczaj, dodajmy, stanowiący piękną pozostałość po religii słowiańskiej; nasi przodkowie wierzyli, że ognie wskazują drogę duszom i ogrzewają je), stawiamy na nagrobkach chryzantemy i wiązanki… Na drogach tworzą się korki, bo Wszystkich Świętych to bodaj najbardziej wyjazdowe święt...

Zabójczy czynsz

Władze oraz media od lat (zaczęło się to na długo przed atakiem Rosji na Ukrainę) straszą nas Putinem, którego wojska już-już mają przekraczać polską granicę, by siać zniszczenie i śmierć. Ciągle odbywają się szkolenia alarmowe, a specjaliści od edukacji (sic!) wpadli nawet na pomysł, by młodzież ze szkół średnich uczyć strzelać z broni długiej (!!!). Mam nadzieję, że nikt tego nie potraktuje poważnie. Tymczasem prawdopodobieństwo zbrojnej agresji Rosji na Polskę jest bardzo niewielkie, wręcz zerowe; nawet Putin nie jest na tyle głupi, żeby wywoływać wojnę z NATO, zwłaszcza, że wojska państw europejskich mają wypracowany plan szybkiego reagowania w razie wystąpienia takiej sytuacji. A Moskwie raczej nie jest pilno do utraty Królewca… Znacznie większe zagrożenie stanowią rosyjscy agenci (tak patrząc na politykierów obu Konfederacji, zastanawiam się, co robi nasz kontrwywiad?) i ich trolle internetowi. Straszą nas też migrantami i uchodźcami, którzy mają wedrzeć się do (k)raju nad Wi...

Obawy purpury

Po portalach społecznościowych krążą memy i posty informujące, jakoby polscy biskupi obawiali się, że kiedy państwo nasze przestanie finansować Kościół katolicki (czyli chociażby zlikwiduje Fundusz Kościelny, co, swoją drogą, już dawno powinno było nastąpić), wierni nie będą go utrzymywali. Cóż, mają powody do obaw. I nie chodzi o to, że polscy katolicy są zbyt mało zamożni, aby łożyć na (jakoby) swój związek wyznaniowy – przykład podłej działalności Rydzyka jasno wskazuje, że nawet z najuboższej osoby pazerny kler jest w stanie zedrzeć ostatni grosz, a co gorsza, osoba ta jeszcze sama go odda, i to z chęcią. Problem (z kościelnego oczywiście punktu widzenia) leży w tym, że wierni nie będą chcieli płacić. To bardzo możliwe. Społeczeństwo polskie wszak się laicyzuje, zwłaszcza młode pokolenie. Ubywa osób uczniowskich na szkolnej katechezie – w niektórych szkołach całe klasy rezygnują z uczęszczania w tych zajęciach – mało tego, ogromnie spada liczba powołań, do seminariów zapisuje...

Bańka może pęknąć

Co łączy ABSOLUTNIE WSZYSTKIE firmy (z całego świata poza Chinami, w tym, tak, z USA) produkujące i oferujące modele AI, czyli sztucznej pseudo-inteligencji? Ano to, że są deficytowe. Tak, żadna z nich nie przynosi zysku, każda jest na minusie. Może niektóre wyjdą na plus, ale nie stanie się to przed 2030 rokiem; znacznie bardziej prawdopodobny jest upadek całej branży, i to z wielkim hukiem. Innymi słowy, mamy tu bańkę spekulacyjną, podobnie, jak to było z dwoma amerykańskimi bankami, które radośnie padły w 2008 roku, co pociągnęło za sobą globalny kryzys kapitalizmu. Tak naprawdę, na produkcji i udostępnianiu AI zarabiają dostawcy sprzętu komputerowego, niezbędnego, aby te programy w ogóle funkcjonowały. Dokładnie na tej samej zasadzie podczas gorączki złota największe zyski osiągali producenci i sprzedawcy łopat, kilofów, sit oraz ogólne narzędzi używanych przez poszukiwaczy (w tym Jacka Londona, który złota na Alasce nie znalazł, za to dorobił się poważnych problemów zdrowotnych...

Ustawy o prawach kobiet

Wczoraj w Sejmie coś drgnęło w dziedzinie praw kobiet, konkretnie reprodukcyjnych. Oto przegłosowano (PSL-owcy najwyraźniej uświadomili sobie, że po następnych wyborach parlamentarnych najprawdopodobniej odpadną, toteż, żeby tak się mimo wszystko nie stało, walczą o elektorat i zmiękła im rura) lekkie zliberalizowanie zalegalizowanego bezprawia (mylnie nazywanego prawem) antyaborcyjnego. Przywrócono mianowicie stan wprowadzony w 1993 roku, a zatem możliwość przerwania ciąży, jeśli jest ona wynikiem przestępstwa, stanowi zagrożenie dla życia kobiety oraz w wyniku ciężkiego, nieodwracalnego uszkodzenia płodu; tę ostatnią możliwość pod dyktando Kościoła katolickiego zniosło Bezprawie i Niesprawiedliwość. To oczywiście nadal mocno restrykcyjne rozwiązanie, niemniej i tak oznaczające, że ogień w piekle kobiet nieco słabiej by się palił. Jeszcze lepiej, że przyjęto ustawę Lewicy depenalizującą udzielenie pomocy przy aborcji, np. dostarczenie kobiecie środków wywołujących poronienie. Ocz...