Posty

Ofiary przemilczanych zbrodni

Z powodu głupiej i niepotrzebnej awantury o Order Orła Białego, rozpętanej ze szkodą dla Polski przez Alfonsa, dużo się w ostatnich dniach mówi o Rzezi Wołyńskiej i innych zbrodniach UPA. W praktyce jednak nie mamy do czynienia z refleksją historyczną, lecz z odrażającym politycznym tańcem na grobach ofiar w wykonaniu (głównie skrajnej) prawicy – polskiej tudzież ukraińskiej. A tymczasem są inne, znacznie świeższe zbrodnie, jakie popełniono w Polsce. Te, które oficjalny przekaz medialno-propagandowy przemilcza. O najgorszej z nich, pod względem liczby zabitych, prawie się nie wspomina, a jeśli już, to jako o… zasłudze. Mowa oczywiście o planie Balcerowicza (początek lat 90. ubiegłego stulecia), czyli restauracji nieludzkiego systemu kapitalistycznego w (k)raju nad Wisłą: zniszczeniu państwowych zakładów produkcyjnych (z PGR-ami na czele), rabunkowej prywatyzacji, odnowieniu hiperinflacji, itd. Oprócz zrujnowania polskiej gospodarki i kolonizacji państwa przez obcy kapitał – co był...

Słowiańskie odrodzenie

Wczoraj była Noc Kupały, czyli prasłowiańskie święto początku lata. Nasi przodkowie w najkrótszą noc w roku palili ognie i składali bóstwom ofiary, puszczali wianki na wodzie (a raczej puszczały, gdyż robiły to dziewczęta) gwoli wróżb odnośnie związku, szukali kwiatu paproci… Po przyjęciu chrześcijaństwa Kościół katolicki wprowadził w to miejsce Noc Świętojańską; nie zdołał wykorzenić dawnych zwyczajów, toteż je zawłaszczył i przerobił. Teraz jednak Noc Kupały wraca w oryginalnej dacie, z oryginalnym przesłaniem, podobnie jak Dziady oraz inne słowiańskie święta czy tradycje. Powrót ów ma swój oddźwięk także w polskim kapitalizmie – vide przeceny z okazji Nocy Kupały w ofercie licznych księgarni tudzież wydawnictw. Moda na słowiańskość ma wszak swój element komercyjny. Ale oprócz tego były różne imprezy i wydarzenia kulturalne, mniej lub bardziej nawiązujące do religii przodków. Swoje obrzędy oprawili też rodzimowiercy, których w Polsce jest coraz więcej, zrzeszeni są w różnych zwią...

Poczekalnia VIP

Afera z lekarzem z jednego z warszawskich szpitali (nie pracuje tam już), będącym jednocześnie radnym KO (wystąpił z tego ugrupowania), zatacza coraz szersze kręgi. Okazuje się mianowicie, że facet nie tylko zarabiał grubo ponad milion złotych rocznie i przebywał w kilku miejscach jednocześnie (niby pełnił dyżur na oddziale, a w tym samym czasie udzielał wywiadu lub obradował w radzie dzielnicy), ale też… No właśnie, dociekliwi dziennikarze odkryli, że na SOR, którym kierował, funkcjonowała poczekalnia dla VIP-ów, gdzie w naprawdę godnych, może wręcz luksusowych warunkach na swoją kolej czekali działacze KO; mieli oni też być obsługiwani poza kolejnością. Cała ta sytuacja uderza w Koalicję Obywatelską i może odbić się negatywnie na poparciu dla niej w zbliżających się wyborach. Wielu analityków twierdzi, iż może powtórzyć się efekt ośmiorniczek sprzed lat. Nic zatem dziwnego, że pan Tusk się wścieka i zapowiada rozliczenia; oby na zapowiedziach się nie skończyło. Cała bowiem spraw...

Naziści i państwo polskie

Na polskich lotniskach pojawili się nazistowscy (samym swoim zdradzieckim istnieniem profanują świętą słowiańską ziemię!) bojówkarze z Ruchu Obrony Gaci… znaczy, Granic (ci od Bąkiewicza, co to w Berlinie awanturę urządził, a potem płakał, gdy go tamtejsza policja słusznie ukarała). Mieli na sobie jakieś podrabiane mundury i zaczepiali przybyszów z zagranicy, tych zwłaszcza o cokolwiek ciemniejszej karnacji, usiłując ich legitymować. Oczywiście to element ksenofobicznej, rasistowskiej polityki tych obmierzłych hitlerowców. Ludzie myślący poczuli zaniepokojenie, szybko rozległy się – jak najbardziej słuszne – głosy potępiające paskudną ową akcję. W internecie pojawiły się petycje do władz Polski, aby zareagowały na takie zachowanie nazistów od Bąkiewicza. I słusznie, bowiem reakcja powinna być. Tyle, że jej nie było. Żadnej. Bojówkarze działali sobie spokojnie, nieniepokojeni przez policję ani inne właściwe służby. Pokazuje to wyraźnie, że Polska po 1989 roku stała się badziewnym p...

Racjonalny wybór cenowy

Kiedy jedenaście lat temu pracowałem jako agent ubezpieczeniowy, wmawiano mi, że „ludzie nie kupują tanich rzeczy” (dlatego polisa, która więcej kosztowała, miała jakoby być atrakcyjniejsza dla klientów niż tańsza opcja). Być może reguła ta działa w przypadku burżujów, którzy często faktycznie wydają forsę, żeby mieć coś kosztownego i się tym chwalić, ale większość społeczeństwa wcale tak nie myśli. Prawda jest taka, że ludzie, robiąc zakupy, owszem, kierują się ceną, ale najczęściej chcą zapłacić jak najmniej. Może nie zawsze chodzi o kupowanie taniochy i tandety, lecz o to, żeby stosunek jakości towaru do jego ceny był korzystny. To znaczy, aby nabyć coś, co będzie dobrze służyło, a nie spustoszy portfela czy konta. To najzupełniej normalne, logiczne i racjonalne. Nikt zdrowo myślący nie chce przepłacać. Mogąc coś kupić taniej, zrobi to. Sam tak postępuję. Zwłaszcza, że tańsze wcale nie musi być gorsze; w kapitalizmie wyższe ceny mają często charakter spekulacyjny, są sztucznie ...

Zaharowani medycy

Czy lekarz może być radnym? Ano, może. I tak, pewien radny dzielnicy Ursus (w Warszawie oczywiście) jednocześnie jest zarazem lekarzem Warszawskiego Szpitala Południowego, gdzie pełnił funkcję koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR). Jest w trakcie specjalizacji z anestezjologii i intensywnej terapii. Należał do KO, ale wystąpił z niej; dymisja została przyjęta. A zrobił to, ponieważ rozszedł się wokół niego smrodek. Otóż, okazało się, że rzeczony lekarz-radny w roku 2025 z działalności medycznej uzyskał dochód w wysokości 1,6 mln zł. Czy to źle, nie rozstrzygam; osobiście uważam, że lekarze powinni sporo zarabiać, zawód ten wiąże się wszak z ratowaniem ludzi oraz wymaga naprawdę znaczących kompetencji, ale ich zarobki nie powinny stać w rażącej dysproporcji z płacami np. pielęgniarek czy ratowników medycznych. To wszelako nie wszystko, bowiem dziennikarze Kanału Zero wykryli, iż nasz dzisiejszy bohater w samym tylko Szpitalu Południowym w ubiegłym roku przepracować miał...

Mendy, gestapo i porno

Grupa dzieciarni skorzystała ze sztucznej pseudo-inteligencji. Ale nie do pozyskiwania wiedzy (tak też można, tylko że do uzyskiwanych dzięki temu narzędziu informacji podchodzić należy z dużym dystansem), lecz do wygenerowania materiałów pornograficznych; niestety, są takie programy. Za „modelkę” (cudzysłów oczywiście nieprzypadkowy) posłużyła ich czternastoletnia koleżanka – jak łatwo się domyślić, nie wyraziła na to zgody. Dla dziewczyny oznacza to co najmniej wyjątkowo paskudne przeżycia, może nawet traumę na wiele lat. I ona, i jej rodzic poczuli się pokrzywdzeni, jak najbardziej słusznie, zawiadomili więc organa ścigania. Te sprawą powinny zająć się z urzędu, przestępstwo jest bowiem ewidentne. Ale się nie zajęły. I granatowe mendy (policja), i gestapo (prokuratura) przez długi czas odmawiały wszczęcia postępowania. Serio! Zrobiły to dopiero… pół roku po zgłoszeniu, po tym, jak w sprawie interweniował sam minister sprawiedliwości. A i wtedy instytucje owe olały całą sytuację. ...