Posty

Dlaczego nie wrócę

Nawet, gdybym przypadkiem odzyskał wiarę w Boga (a wielce wątpliwe, by tak się stało; III RP i zło na świecie skutecznie mnie z niej wyleczyły), nie wrócę do Kościoła katolickiego. Jednym z powodów jest oczywiście to, co stało się na Osiedlu Maltańskim w Poznaniu. Kuria zachowała się niczym średniowieczny feudał, sprzedając teren wraz z zamieszkującymi go ludźmi, a potem, przy użyciu państwowego aparatu terroru, zaczęła wyrzucać ich z domów. Podobna sytuacja (zbrodnia) powtórzyć się może w całej Polsce, a w zasadzie w każdym państwie, gdzie Kościół katolicki zapuścił macki swe lepkie. Cóż, nie chcę należeć do organizacji, która tak postępuje. A postępowanie owo, jakkolwiek odrażające i godne potępienia, bynajmniej nie jest najgorszą zbrodnią owego związku wyznaniowego. Przecież przez wieki całe, wręcz grubo ponad millenium, Kościół katolicki masowo mordował ludzi, i to w wyjątkowo okrutny sposób. Już to wyniszczał całe nacje czy plemiona, jakie nie chciały się ochrzcić, już to m...

Szkodnik

Rozumiem, dlaczego Mieszko I to zrobił. Potrzebował kadr do zarządzania szybko rozrastającym się w drodze podbojów i na ekonomicznej bazie handlu niewolnikami władztwie (państw w dzisiejszym rozumieniu jeszcze wtedy nie było), czyli ludzi umiejących chociażby czytać i pisać (sami wojownicy nie wystarczali do skutecznego rządzenia), a tych dostarczyć mógł jedynie Kościół. Przyjął więc książę Mieszko I chrzest. Gdyby zresztą go nie przyjął, on sam lub jego potomek tak czy owak zostałby do tego zmuszony przez zachodniego sąsiada, tyle, że wówczas doszłoby do rzezi lokalnej ludności. Chrześcijaństwo i Kościół były zatem Mieszkowi I potrzebne do władania. To zrozumiałe, choć nadejście tej religii dla Słowian było kulturową tragedią (z drugiej strony, obecnie Słowiańszczyzna się odradza, rodzimowierstwo wliczając, z czego, jak kilka razy pisałem, bardzo się cieszę). Dziś wszelako Kościół katolicki w Polsce zalicza się do największych szkodników, zwłaszcza od 1989 roku; nie był nim chyba z...

Alfons i dzienniczek elektroniczny

Weta lokatora Pałacu Prezydenckiego, niejakiego Nawrockiego Karola zwanego Alfonsem i Batyrem, są w większości szkodliwe. Kosztowały już polski budżet (czyli nas wszystkich!) ponad osiem miliardów złotych, nie dopuściły do wejścia w życie pożytecznych rozwiązań, utrzymały liczne patologie. Przykładem jest to, któremu poświęcona zostanie dzisiejsza notka. Oto zaczął się nowy rok szkolny. Wraz z jego początkiem w aplikacji mObywatel miał być dostępny państwowy eDziennik, czyli nic innego, jak elektroniczny dzienniczek szkolny. Dzięki niemu rodzice pozyskiwaliby wiedzę o ocenach swoich pociech, ich obecności (lub nieobecności) na lekcjach, zachowaniu, informacjach klasowych i tym podobnych sprawach. Podobne rozwiązania już funkcjonują, tyle że w postaci aplikacji przygotowanych przez prywatne koncerny informatyczne, oczywiście dla zysku. Ale eDziennika nie będzie, bo Alfons zawetował ustawę. Jakoby w obawie o bezpieczeństwo danych osobowych i w odpowiedzi na apel środowiska nauczycie...

Ponure dziedzictwo

Dziś czterdziesta szósta rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych między rządem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej a komitetami strajkowymi; na ich mocy m.in. zalegalizowano NSZZ „Solidarność”, wokół którego to związku zawodowego narodził się cały ruch społeczny. Z tej okazji obchodzimy Dzień Solidarności i Wolności. Czy jednak słusznie? No, niekoniecznie jest co świętować. Niestety, sterowana przez Watykan i CIA „Solidarność” porozumień dotrzymać nie chciała, obumierała też jako ruch robotniczy, zmieniając się w klerykalną, nacjonalistyczną targowicę o charakterze antypaństwowym. Stawiała coraz to nowe żądania, niemożliwe do zrealizowania, nieuzasadnione zaś strajki pogłębiały kryzys gospodarczy. Z kolei władze PRL krępowane były przez doktrynę Breżniewa. Efektem konfliktu wywołanego przez „Solidarność” była tragedia w postaci stanu wojennego. Jednakże strona solidarnościowa doszła do władzy w 1989 roku; wyodrębniały się z niej poszczególne prawicowe partie polityczne, ewoluując...

Czynniki rozleniwienia

Wedle kapitalistycznej i prawicowej (liberalnej, konserwatywnej, faszystowskiej, itd.) propagandy, świadczenia socjalne wszelkiego typu rozleniwiają. Sprawiać bowiem mają, że pobierającemu je człowiekowi nie chce się pracować; niby to lepiej żyć z socjalu, niż tyrać. To oczywiście bzdura na resorach, a już na pewno w Polsce. Świadczenia socjalne są u nas szczątkowe, mizerne i trudno dostępne, nawet dla osób najbardziej potrzebujących. Zdecydowanie nie da się z nich utrzymać, jakżeby więc miały zniechęcać beneficjentów do podejmowania pracy? Zresztą, samo ich otrzymanie nie jest prostą sprawą, aby je uzyskać, trzeba pokonać własne lenistwo i włożyć sporo wysiłku w załatwianie spraw biurokratycznych. No i progi dochodowe są absurdalnie niskie, nie mają zdecydowanie zbyt wiele z kosztami utrzymania. Prawda zresztą jest taka, że zasiłek dla osób bezrobotnych oraz zarabiających poniżej progu ubóstwa (który musi zostać pilnie podniesiony, i to znacznie, bo obecny ma się do realiów życia ...

Szkoła i purpuraci

Rok szkolny zbliża się wielkimi krokami. W szkołach publicznych planowane są ważne zmiany. Nic zatem dziwnego, że uaktywnili się polscy biskupi i kardynałowie. Oto Konferencja Episkopatu Polski jęczy o dwóch rzekomych problemach, jakie mają ujawnić się po 1 września. Boli ich, że w szkołach PUBLICZNYCH (podkreślenie, jak z pewnością się domyślacie, nieprzypadkowe) będzie „zaledwie” jedna godzina katechezy tygodniowo. Purpuraci chcieliby po staremu – dwie. Apelują zatem, że „młodzi ludzie zasługują na więcej”. Drugim czynnikiem, który wyprowadza ich z równowagi, jest to, że edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa (nareszcie!). Popatrzymy zatem na owe bóle po kolei. Jeśli chodzi o zredukowanie liczby godzin szkolnej katechezy do jednej tygodniowo (powinno być zero, ale dziecko Hanny Suchockiej i Jana Pawła II w postaci konkordatu nie pozwala), to hierarchowie bredzą coś o moralności; nauczanie religii katolickiej w szkołach publicznych ma ją jakoby poprawiać, przeto im takich lekcji...

Afera nie pomoże

Rozkręca się afera Zondacrypto – giełdy kryptowalut, która miała dopuszczać się oszustw (poszkodowanych są tysiące osób) i prania brudnych pieniędzy. Nie będę tu teraz tego szczegółowo opisywał, w każdym razie w sprawie pojawiają się wątki izraelski (do Izraela właśnie nawiał prezes firmy, jako, że ma tamtejsze obywatelstwo) i rosyjski, do tego dochodzą powiązania z politykami PiS-u i Konfederacji, a także z agentami CBA z czasów PiS-owskich nie-rządów. Również fakt, że Nawrocki aż trzykrotnie wetował ustawę mającą na celu uregulowanie i ucywilizowanie rynku kryptowalut, wskazuje, że ma nieczyste powiązania. Anty-PiS-owcy dziennikarze oraz politycy już się cieszą, że afera Zondacrypto zatopi Bezprawie i Niesprawiedliwość. Szczerze przyznam, iż bardzo chciałbym, aby tak się stało. Ale wątpię, by sprawy przybrały pozytywny obrót. Otóż, nie pierwsza to afera, jaka miała pogrążyć tę mafię/sektę, odebrać jej poparcie i doprowadzić ją do kryzysu, a wręcz rozpadu. I nie pierwsza awantura...