Posty

Wyświetlam posty z etykietą zjednoczenie

Węgierska lekcja

W miniony weekend odbyły się wybory parlamentarne na Węgrzech. Wygrał je skrajnie prawicowy Fidesz (odpowiednik naszego Bezprawia i Niesprawiedliwości), w koalicji z Chrześcijańsko-Demokratyczną Partią Ludową; otrzymały one ponad 50 proc. głosów. Zanosi się więc na to, że Viktor Orban będzie premierem przez czwartą kadencję. Z kolei zróżnicowana wewnętrznie – od lewicy po umiarkowaną prawicę – opozycja, startująca z jednej listy jako Koalicja Demokratyczna, poniosła klęskę. Czy węgierskie wybory zostały sfałszowane? Nie da się tego wykluczyć, ponieważ powszechnie wiadomo, iż Orban to dyktator sięgający po metody faszystowskie. Ale wcale tak być nie musiało; zakładać należy, że jego brutalna polityka oraz balansowanie między Brukselą a Moskwą (politykierowi owemu wiele można zarzucić, ale doskonale on wie, że interes jego i Węgier – w tej, nie innej kolejności – leży w tych dwóch stolicach) podobają się większości Madziarów. Orbanowi pomóc mogło złożenie deklaracji, że Węgry nie poprą ...

Zjednoczeni

No i stało się. W minioną sobotę, 9 października 2021 roku Sojusz Lewicy Demokratycznej i Wiosna połączyły się w jedną partię o nazwie Nowa Lewica. Było to jedno z najbardziej pozytywnych wydarzeń politycznych w ostatnim czasie. Wybrano współprzewodniczących (Włodzimierz Czarzasty i Robert Biedroń; takie podwójne przywództwo wydaje się ciekawym pomysłem; zobaczymy, jak będzie funkcjonowało w praktyce) oraz wiceprzewodniczących, zaprezentowano wstępne założenia programowe (szczegółowy program nowa formacja chce opracować we współpracy, konsultacjach z nami, obywatelami, co mnie osobiście naprawdę się podoba) – o czym bardziej szczegółowo wspomnę w innej notce – pokazały się działaczki wraz z działaczami… Ogólnie, konwencja wypadła, moim zdaniem, całkiem nieźle. Co do samego faktu zjednoczenia SLD i Wiosny, aż chce się napisać: NARESZCIE!!! Proces ten trwał około dwóch lat, odkąd liderzy obu partii zapowiedzieli ich połączenie, czyli najzwyczajniej w świecie wlókł się jak brazylijska ...

Operacja Połączenie

Coś się kończy, coś się zaczyna – tym mottem z Sagi o wiedźminie (znanej też jako Pięcioksiąg wiedźmiński ) Andrzeja Sapkowskiego określić można jedno z dwóch najważniejszych politycznych wydarzeń minionego weekendu (drugim był oczywiście wybór Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na kandydatkę na prezydenta, co skomentuję – o ile będzie mi się chciało – innym razem), czyli częściowe zjednoczenie po lewej stronie sceny. Oto Sojusz Lewicy Demokratycznej połączył się z Wiosną Roberta Biedronia, skutkiem czego powstaje partia Nowa Lewica (pytanie, czy nie mogli wymyślić bardziej chwytliwej nazwy). Mamy więc nowy byt polityczny, będący swego rodzaju ewenementem – w pozytywnym tego słowa znaczeniu – o tyle, że w przeciwieństwie do poprzedników powstał nie w drodze podziału ani budowania ugrupowania od podstaw, lecz w drodze zjednoczenia dotychczasowych podmiotów. Czy SLD i Wiosna podjęły dobrą decyzję, czas pokaże (na razie za wcześnie na poważniejsze wnioski), niemniej jednak fakt pozo...

Mądry kierunek

Politycy Lewicy ogłosili dziś, że w Sejmie nowej kadencji utworzą jeden klub parlamentarny. Nie będzie zatem podziału na klub SLD i Wiosny oraz koło poselskie Razem, bo chodziły plotki, jakoby politycy partii pana Zandberga i pani Zawiszy optowali za takim rozwiązaniem. Byłoby ono nader szkodliwe dla całej Lewicy, pokazałoby bowiem, iż całe to zjednoczenie było jedynie picem na wodę, na czas wyborów. A przede wszystkim – szkodliwe dla samego Razem, bo posłowie zrzeszeni tylko w kole mieliby znacznie mniejsze możliwości działania niż w klubie. Tymczasem w Sejmie liczy się drużyna, im liczniejsza, tym lepiej. Dlatego dobrze, że politycy z Razem, podobnie jak ci z pozostałych partii tworzących koalicyjną Lewicę, poszli po rozum do głowy i nie osłabili ani siebie, ani kolegów i koleżanek. Lewica dostała w wyborach premię za zjednoczenie, toteż gdyby znów zaczęła się dzielić, byłoby to oszukiwaniem wyborców. Którzy właśnie współpracy i zjednoczenia od dawna się domagali (tzn. ci ...

O koalicjach

Kiedy przed wyborami do Parlamentu Europejskiego powstała Koalicja Europejska, zrzeszająca główne (poza, niestety, Wiosną, co było ogromnym błędem Roberta Biedronia, oraz mniejszymi partiami lewicowymi) ugrupowania demokratyczne w Polsce, ucieszyłem się. Oto bowiem zaczęła się tworzyć siła zdolna do przeciwstawnia się faszystowskiej mafii/sekcie, czyli oczywiście Bezprawiu i Niesprawiedliwości. To, że tworzące KE ugrupowania były pod względem ideologicznym zróżnicowane – od prawicy po lewicę – bynajmniej nie stanowiło, w moim przynajmniej przekonaniu, jej słabości. Przeciwnie, była to siła, bo formacja ta miała ofertę dla różnych elektoratów (program, jakkolwiek czerpał po trochu z każdej z wchodzących w skład koalicji partii, okazał się całkiem spójny, o czym kiedyś pisałem). Źle, bardzo źle się stało, że owa formacja się rozpadła. Współpraca tworzących ją ugrupowań powinna nie tylko być kontynuowana – oczywiście, jako Koalicja już nie Europejska, lecz Demokratyczna bądź Antyfas...

Kim i Donald

Donald Trump, prezydent USA, który niedawno o mało nie wywołał konfliktu zbrojnego z Iranem (co mogłoby łatwo przerodzić się w III wojnę światową, i bynajmniej tu nie przesadzam), tym razem zrobił coś potencjalnie dobrego. Oto, jak zwykle na Twitterze, zapowiedział, że chciałby spotkać się po raz trzeci z Kim Dzong Unem, przywódcą Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej (czyli Korei Północnej, oczywiście), ot, tak, żeby uścisnąć sobie dłonie i podtrzymać kontakty. Ze strony północnokoreańskiej nadeszła jak najbardziej pozytywna odpowiedź, toteż dyplomacje obu krajów zaczęły na szybko przygotowywać takie spotkanie. No i doszło do niego, kiedy Trump wracał z Japonii. Zatrzymał się na granicy między obu państwami koreańskimi, biegnącej wzdłuż trzydziestego ósmego równoleżnika, w strefie zdemilitaryzowanej. Po drugiej stronie tegoż równoleżnika czekał już Kim Dzong Un. Obaj politycy podali sobie ręce, po czym Kim zaprosił Trumpa na swoją stronę. Amerykański prezydent przekroczył...

Razem mądrzeje?

Wybory samorządowe, druga tura których jest już za nami, okazały się ciężkim przeżyciem dla polskiej lewicy. W przypadku SLD na słaby (aczkolwiek, jeśli spojrzeć na niego od strony liczby oddanych głosów, to podobny jak przed trzema laty, co oznacza, iż partia ta ma stały elektorat) wynik wpłynęły znacznie mniejsze środki, jakie ugrupowanie owo mogło przeznaczyć na kampanię, niż w przypadku PiS i PO, a przede wszystkim fakt, iż media głównego nurtu Sojusz albo ignorowały, albo potępiały w czambuł, totalnie niemerytorycznie zresztą, fałszując przy okazji obraz wyborów i przedstawiając je jako plebiscyt – PiS albo PO. Już kiedyś o tym pisałem. Sojusz Lewicy Demokratycznej, mimo fajnych kandydatów, jakich wystawił, i najlepszego ze wszystkich partii programu, zdecydowanie nie odniósł więc zwycięstwa, ale o klęsce też nie da się mówić. Inaczej sprawy się mają w przypadku partii Razem oraz ruchów miejskich (nimi zajmować się dzisiaj nie będziemy), które poniosły porażkę, i to sromotn...