Posty

Wyświetlam posty z etykietą motoryzacja

Drogie mydelnice

Volkswagen, największy koncern motoryzacyjny Europy i drugi na świecie, przeżywa poważne problemy finansowe. Kryzys, nie ma się co oszukiwać. Z jego wyrobów obecnie dobrze sprzedają się jedynie… firmowe kiełbaski z curry, pierwotnie przeznaczone do kantyny fabrycznej, obecnie dystrybuowane również w sklepach. Z samochodami marek Volkswagen, Skoda, Seat i Cupra, Audi, Porsche (ma autonomię w ramach koncernu), Bentley, Lamborghini i Ducati (produkuje włoskie motocykle sportowe) jest już znacznie gorzej. Koncern stanął oto przed wizją… no, może jeszcze nie bankructwa, ale z pewnością będzie musiał zwolnić tysiące pracowników, zamknąć niektóre fabryki (polskie, ze względu na niższe niż w Niemczech koszta pracy, są niezagrożone… na razie) i być może pożegnać się z kilkoma swoimi markami. Obecnie trwają negocjacje w ramach zarządu, które są oczywiście nader trudne. Tak czy owak, zagrożeni są również liczni podwykonawcy – jeśli spadnie im liczba zamówień na części, tapicerki i im podobne e...

Samochody z Wietnamu

Europejskie rynki – w tym polski – zdobyła nie tylko chińska elektronika, ale i motoryzacja. Samochody made in China cieszą się ogromnym powodzeniem, zwłaszcza, że oferują atrakcyjne ceny w porównaniu z europejską (poza ewentualnie Dacią), japońską czy koreańską konkurencją. Sieci sprzedaży i serwisu szybko się rozrastają. Na nic zdała się polityka celna Unii Europejskiej. Ile jest chińskich marek samochodowych w Polsce, w sumie przestałem już liczyć. A teraz bój o nasz kraj rozpoczynają… Wietnamczycy. Na polskim rynku pojawiła się bowiem marka VinFast, która na razie oferowała będzie dwa SUV-y/crossovery z napędem elektrycznym (szkoda, że nie ma hybrydowego i klasycznego spalinowego). Rozmiary duże, silniki – zwłaszcza w przypadku jednego modelu – bardzo mocne, wręcz potężne, wyposażenie nowoczesne i bogate, a ceny, w porównaniu z konkurentami, atrakcyjne (acz tanich samochodów już nie ma). Wietnamskie auta mogą się więc sprzedawać. Czy okażą się hitami, czas pokaże; ewentualności...

Przejęcie

Ojoj, oj! No to się porobiło! Netflix przejmuje Warner Bros., czyli globalny, acz oczywiście z USA rodem, koncern medialno-kulturowy, w skład którego wchodzą liczne wytwórnie filmowe, kanały telewizyjne z HBO na czele tudzież platformy streamingowe. Mówiąc krótko, powstanie iście gigantyczny ogólnoświatowy konglomerat medialny. Liczni komentatorzy grzmią, że będzie to oznaczało „dyktaturę Netflixa”… a nie wszyscy lubią tę platformę, bowiem produkowane na jej użytek filmy i seriale często zawierają treści postępowe, lewicowe i demokratyczne. Sam Netflix w mailach wysyłanych do swych użytkowników zapowiada, że na ten moment nie zmieni się nic, on i studia Warnera działały będą jak dotychczas, niezależnie od siebie, tyle, że stanowiły będą jedną grupę kapitałową. Zauważyć trzeba, iż takie przejęcia w kapitalizmie nie stanowią niczego dziwnego; są zupełnie naturalną cechą owego systemu i występują na różnych rynkach, nie tylko medialnym, rozrywkowym czy kulturowym. Świetnie widać to c...

System się sypie

Europejska branża motoryzacyjna (a w kolejce czekają pozostałe) przeżywa narastając kryzys. Koncerny mające swe fabryki na Starym Kontynencie ograniczają produkcję, co oznacza zwolnienia i zamykanie poszczególnych zakładów. Firmy, w tym i te z wieloletnią tradycją, upadają. Polskę, twierdzą specjaliści, też to czeka, nad Wisłą funkcjonuje bowiem wiele przedsiębiorstw z tego sektora, toteż kwestią niedługiego czasu pozostaje, kiedy również one wpadną w tarapaty. Co dla naszego społeczeństwa, tak jak i dla zachodnich, będzie bolesne. Niektórzy analitycy o ów stan rzeczy oskarżają Unię Europejską, że niby narzuciła zbyt szybkie tempo elektryfikacji, czyli przejścia na produkcję aut z napędem elektrycznym. Inni – Chiny, bowiem chińscy producenci samochodów sukcesywnie poszerzają swą ofertę w poszczególnych państwach europejskich; nie trzeba specjalnie się rozglądać, aby pojazdy te zobaczyć na ulicach czy parkingach. Czasami trafiają się głosy, że za kryzys odpowiadają producenci aut (eu...

Chiński szturm motoryzacyjny

Targi Motoryzacyjne w Poznaniu to bodaj największe wydarzenie tego typu w Polsce i, z tego, co się orientuję, jedno z najważniejszych w Europie. Można na nich podziwiać modele samochodów, jakie wchodzą na polski rynek. W tym roku targi zdominowane zostały przez producentów… Tak, słusznie się domyślacie – z Chin. Kolejne chińskie koncerny motoryzacyjne szturmują Europę, Polskę wliczając. W Poznaniu zaprezentowało się kilka marek, jakie zamierzają w naszym kraju sprzedawać swoje samochody, rozbudowując sieć salonów i serwisów; w tym zakresie plany mają naprawdę ambitne, chcą bowiem swoje punkty otwierać nie tylko w metropoliach, ale nawet w miastach poniżej 60 tys. mieszkańców – i bardzo dobrze! Unia Europejska chciała – w niezbyt uczciwy, dodajmy, sposób – zastopować napływ chińskich samochodów na swój rynek, stosując w założeniu zaporowe cła… ale jakoś to nie idzie, skoro producenci z Państwa Środka rozkręcają ekspansję, a dla niektórych spośród nich Polska jest bardzo ważnym rynk...

Chińskie auto i brudny prąd

Leapmotor to jeden z licznych chińskich producentów samochodów, jacy w ostatnich miesiącach szturmują europejskie rynki, w tym polski. Ten akurat związany jest (choć bezpośrednio do niego nie należy) z globalnym koncernem Stellantis i produkuje auta elektryczne. Jeden z jego modeli, miejski maluszek T03, składany był w tyskiej fabryce Fiata, czyli marki wchodzącej w skład Stellantis. Składany, bo montowano go tam z przywożonych gotowych części. Jednakże skończyło się to w marcu. Polska pożegnała się z wytwarzaniem Leapmotor T03. Jak odbiło się to na zatrudnieniu w fabryce, nie wiem, ale optymizmu w tym zakresie trudno mi zachować. Ze składaniem tego autka w Tychach od samego początku były problemy. Już po tym, kiedy polski rząd (czy tylko jego członkowie z Lewicy nie są głupcami?) poparł europejskie cła dla chińskich producentów samochodów – mają one na celu podwyższenie ich cen, żeby Chińczykom trudniej było konkurować z koncernami, jakie skolonizowały poszczególne rynki unijne, co...

Nie żal Elona

Ojojoj! Jeden z najbogatszych kapitalistów świata – a przy tym wyjątkowo obrzydliwa persona nawet na tle tego obrzydliwego grona – czyli niejaki Elon Musk, ma kłopoty. Nie dość, że niedawno doszło do (niepierwszej zresztą) katastrofy pojazdu jego agencji kosmicznej, bazującej na technologiach wygrzebanych ze złomowiska NASA, to jeszcze… Ano właśnie, Elon Musk znany jest jako właściciel firmy Tesla i platformy X (dawny Twitter). Ta pierwsza zajmuje się produkcją samochodów elektrycznych, z jednej strony naszpikowanych nowoczesnymi technologiami, z drugiej mających opinię wyjątkowo tandetnych pod względem wykonania. Co ważne, wbrew obiegowej opinii, Musk Tesli nie stworzył, lecz przedsiębiorstwo owo kupił… i całkiem możliwe, że doprowadza je właśnie do upadku. Odkąd bowiem kapitalista ów wstrętny zawarł sojusz z innym wstrętnym kapitalistą, faszystowskim zboczeńcem Donaldem Trumpem, i medialnie pomógł mu powrócić do Białego Domu, akcje Tesli lecą na łeb, na szyję, a sam Musk apeluje ...

Strach przed moto-smokiem

Na europejskim rynku motoryzacyjnym nasila się panika, ekspansja marek chińskich bowiem nie ustaje. Nie pomagają nawet takie rozwiązania jak cła nakładane (pytanie, na ile zgodnie z prawem) przez Komisję Europejską. Samochody rodem z Państwa Środka nadal są tańsze niż konkurencja z Europy, Japonii, Korei Południowej czy USA (Tesla na przykład), a wcale nie wydają się gorsze; spełniają też wszelkie nasze normy bezpieczeństwa oraz emisji spalin. Cieszą się więc coraz większym powodzeniem wśród kierowców w poszczególnych państwach, Polskę wliczając. Warto zauważyć, że niektóre marki wcale nie mają chińskiego rodowodu. Przykładowo, MG to producent brytyjski, przed lat wykupiony i uratowany przez Chińczyków; w Wielkiej Brytanii nadal ma zresztą centrum rozwojowe. Inne, czysto chińskie koncerny, rozglądają się za miejscami pod budowę fabryk w Europie, co pomoże im ominąć cła… oraz pozyskać tanią siłę roboczą. Rzecz jasna, auta nie są pierwszym rodzajem towarów z Chin, jakie wchodzą na e...

Wyprodukowane w Unii Europejskiej

Chińskie samochody stają się coraz popularniejsze w państwach europejskich. Na drogach, również polskich, przybywa aut MG (marka niby brytyjska, wszelako po bankructwie przejęta przez Chińczyków, przez nich odbudowana i postawiona na nogi), do szturmu szykuje się koncern BAIC i jego samochody Beijnig (Pekin), Volvo chińskie jest już od dłuższego czasu… A to dopiero początek. Pojazdy z Państwa Środka kuszą rozsądniej niż w przypadku większości europejskiej, japońskiej czy koreańskiej konkurencji skalkulowanymi cenami – nie piszę: „niskimi”, takich bowiem na rynku samochodowym już nie ma – całkiem niebrzydką stylistyką, niezłym wyposażeniem, jak również rozwiązaniami technologicznymi i jakością, które wcale nie odstają na niekorzyść od innych aut. Jako się rzekło, kolejni chińscy producenci wchodzą do Unii Europejskiej. Przykładowo, na dniach na kilku pierwszych unijnych rynkach, w tym polskim (ofensywa jest szeroko zakrojona, skoro do końca bieżącego roku ma nad Wisłą powstać trzyd...

Strach przed chińskim autem

W Unii Europejskiej zapanował strach, władze z Brukseli nawet nad cłami zaporowymi myślą. A wszystko dlatego, że chińskie koncerny motoryzacyjne rozpoczynają szturm (gospodarczy, rzecz jasna) na rynki poszczególnych państw członkowskich, polski również. Nad Wisłą, przykładowo, można już kupić nowe auta marki MG – brytyjskiej, acz przed laty kupionej wraz z Roverem prze Chińczyków, i teraz przywracanej na rynek – oraz Beijing (co oznacza „Pekin”)… a to dopiero początek, bo kolejne stoją już w kolejce. Jasne, pojazdy te może nie są aż tak wypasione jak europejska, japońska czy (jeszcze do niedawna pogardzana) koreańska konkurencja, niemniej jakościowo i technologicznie specjalnie od niej nie odstają, normy spełniają, zaś cenowo są bardziej niż atrakcyjne (samochody zaliczają się do towarów, które straszliwie drożeją w ostatnich latach). I właśnie ten ostatni czynnik budzi postrach wśród rynkowych potentatów na Starym Kontynencie oraz w działającej na ich rzecz Brukseli. Poza tym, Ch...

Chińskie zwycięstwo?

Jak wiemy, Europa (i nie tylko, bo w wielu innych państwach i regionach trend ów też postępuje) stawia na elektryfikację motoryzacji. Od 2035 roku nowe samochody z silnikami spalinowymi mają już w UE nie być sprzedawane. Nawet jednak bez unijnych regulacji wszystkie już w zasadzie marki obecne na naszym kontynencie oferują co najmniej jeden model z napędem elektrycznym, a niektóre (Audi i Volvo dla przykładu) zaprzestały rozwijania technologii spalinowej i teraz tylko wykańczają części do obecnej bazy modelowej. Jasne, auta na prąd mają od czorta i jeszcze trochę poważnych wad. Łatwo ulegają pożarom, czas ładowania jest wciąż stosunkowo długi, a zasięgi (w zależności od modelu) dość krótkie, nie radzą sobie z mrozami, są też niezbyt ekologiczne z uwagi na zanieczyszczenia generowane przy produkcji baterii, zaś wydobycie potrzebnych surowców to praca w gorszych warunkach niż w łagrze (ale to już wina kapitalizmu, nie samochodów). Niemniej, mają one też sporo zalet, taką zwłaszcza, że ...

Chcieć mniej

Chętnie oglądam w internecie testy samochodów oraz czytam poświęcone im artykuły (kiedyś w tym celu kupowałem czasopisma, dziś wchodzę na portale motoryzacyjne). Nie tylko dlatego, że lubię te pojazdy, interesuję się nimi i chcę poszerzyć swoją wiedzę o poszczególnych modelach, ale też z tej jakże prostej przyczyny, iż ta forma rozrywki po prostu mnie odstresowuje i relaksuje. Nie wszystkie jednak informacje zawarte w takich filmikach tudzież tekstach łagodzą stres; niektóre działają wręcz przeciwnie. Motoryzacja jest branżą szczególnie dotkniętą inflacją. Nowe samochody drożeją, nieraz o kilka do kilkunastu tysięcy złotych, praktycznie z miesiąca na miesiąc, co pociąga za sobą również wzrost cen aut używanych (tych zresztą jest w komisach i ogłoszeniach niewiele; te w dobrym stanie i z prawidłową dokumentacją schodzą na pniu, z egzemplarzami zaś, które sprzedać się nie mogą, coś jest bardzo, ale to bardzo nie w porządku i należy omijać je szerokim łukiem). Za pieniądze, które w ze...

Polak w gracie

Kiedy rozejrzymy się wokół, ujrzymy mnóstwo samochodów. Korki w dużych, a często i średnich miastach to codzienność, zaś nawet w małych miasteczkach często trudno o wolne miejsce na parkingu. Cóż, nic w tym dziwnego, biorąc pod uwagę, że komunikacja publiczna – zwłaszcza w rejonach wiejskich oraz tych, co najmocniej ucierpiały na skutek transformacji gospodarczej – mocno szwankuje. Skoro aż około 20 proc. z nas jest od niej całkowicie lub prawie całkowicie odcięte, posiadanie własnych czterech kółek staje się wręcz koniecznością, jeśli musimy dojechać do pracy. Toteż samochodów przybywa z roku na rok. Gdy jednak przypatrzymy się im bliżej, okaże się, że w większości są to stare, a często wręcz bardzo stare pojazdy. Średnia wieku samochodu osobowego użytkowanego na polskich drogach to kilkanaście lat (w żadnym razie nie rzucam tu kamieniem, bo mój też zbliża się do pełnoletniości). Nowe fury kupują lub biorą w leasing głównie firmy; odbiorcy indywidualni najczęściej muszą zadowolić się...

Zostanie pustynia

Nie miałbym nic przeciwko produkcji samochodów elektrycznych marki Izera. Owszem, przyszłość motoryzacji (pod warunkiem oczywiście, że nasz gatunek przetrwa dłużej niż najbliższe kilkanaście lat, ewentualnie dwie lub trzy dekady) widzę raczej w napędzie wodorowym, póki jednak rozwijają się „elektryki”, nie byłoby źle, gdyby w Polsce powstawały auta rodzimej produkcji z takimi właśnie silnikami pod maską. Nie miałbym więc, powtarzam, nic przeciwko, gdyby… No właśnie, gdyby za rzecz całą odpowiadał NORMALNY rząd. Niestety, nie-rządzi nami Bezprawie i Niesprawiedliwość, a to bardzo źle wróży nie tylko samej Izerze (marce, nie rzece… chociaż, biorąc pod uwagę, jak owa mafia/sekta niszczy naszą przyrodę, to i przyszłość rzeki rysuje się w czarnych raczej barwach)), ale też nam wszystkim. Dlaczego? Już wyjaśniam. Fabryka tychże samochodów powstać ma w Jaworznie w Województwie Śląskim. Wedle nie-rządowych planów, zbudowana zostanie od podstaw. Czy taka właśnie decyzja jest sensowna z ekonom...

Rząd i elektromobilność

Pamiętacie, jak przed sześciu już prawie laty niejaki Morawiecki Mateusz, ówczesny minister, a teraz premier nie-rządu Jarosława Kaczyńskiego, bajał o milionie polskich samochodów elektrycznych? Pojazdy owe stały się wręcz symbolem niezrealizowanych PiS-owskich obietnic (na równi z „promem”, który trzeba było sklejać taśmą). No, ale na słowach Morawieckiego się nie skończyło, bo PiS-owski nie-rząd powołał spółkę odpowiedzialną za stworzenie marki, produkcję i sprzedaż tychże samochodów. No i marka powstała, jakkolwiek z kilkuletnim wobec pierwotnych zapowiedzi opóźnieniem. Nazywa się Izera (od rzeki Izery oraz Gór Izerskich – choć większa część tegoż pasma leży na terytorium… Republiki Czeskiej). Powstał nawet prototypowy model, z nadwoziem typu SUV. Wygląda, przyznać muszę, ładnie i nowocześnie. Nawet sfotografowano go na publicznej drodze, ale nie wiadomo, czy jeździł, czy tylko sobie stał w miejscu, gdzie strzeliło mu się propagandową fotkę. Gorzej, że do końca nie wiadomo, jaka t...

Smutna rocznica motoryzacyjna

Dziś dwie ważne rocznice: setna otrzymania przez Polki praw wyborczych (działaczki PPS wymogły to na Józefie Piłsudskim, protestując przy użyciu czarnych parasolek – z czymś się kojarzy?) oraz pięćdziesiąta pierwsza rozpoczęcia produkcji Fiata 125p. O prawach kobiet w Polsce już pisałem, toteż skupię się dziś na tej drugiej. Rocznica to z jednej strony wesoła, z drugiej natomiast smutna. Skąd się wziął ten paradoks? Wesoła dlatego, że uświadamia nam, jakie sukcesy w okresie PRL-u odnosiła polska motoryzacja. A było ich trochę: FSO Warszawa, różne modele Syren (czysto polska konstrukcja; w chwili debiutu było to jedno z najnowocześniejszych aut produkowanych w Europie, jaki że posiadało przedni napęd), Fiat 126p (znacznie zmodernizowana wersja włoskiego samochodu), Mikrus, FSO Polonez, nasz dzisiejszy bohater, Tarpan i Honker, do tego autobusy, ciężarówki, czołgi (tak, tak!), traktory, motocykle, motorowery, skutery… Fiat (od 1983 roku FSO) 125p to jeden z kluczowych przy...

Marzenia o Polskim Fiacie

Wolny Związek Zawodowy „Sierpień’80” zaapelował ostatnio do rządu, aby ten wpłynął na właścicieli tyskiej (choć de facto leży ona w Bieruniu, ale zostawmy na boku te dywagacje terytorialne) fabryki Fiata i gliwickiej Opla (marki należącej do koncernu PSA, czyli do Peugeota), by te zwiększyły produkcję, a zatem zatrudnienie. W przeciwnym razie – proponując związkowcy – rząd mógłby znacjonalizować oba zakłady i uruchomić w nich produkcję szumnie zapowiadanych przez premiera Morawieckiego samochodów elektrycznych. Cóż, sytuacja w tychże fabrykach rzeczywiście nie prezentuje się ciekawie. Zwłaszcza w tej fiatowskiej, gdzie produkcja w ostatnich latach mocno spadła, a wraz z nią zatrudnienie; zakład ten sukcesywnie pomijano również jako ewentualne miejsce produkcji popularnych modeli, takich jak Panda czy nowe Tipo; obecnie składa się tam dość mocno przestarzałe i coraz mniej popularne Fiaty 500 i Lancie Ypsilon. Z kolei w gliwickiej fabryce Opla skasowano jedną zmianę, zaś część ro...