Posty

Wyświetlam posty z etykietą Polska

Klnący Wokulski

Nie ustaje debata na temat Lalki , reż. Paweł Maślona – serialu na motywach arcydzieła Bolesława Prusa. Sześcioodcinkowa produkcja ukazała się w zeszłym tygodniu na Netflix, a w przyszłą środę w kinach premierę będzie miał film pełnometrażowy, będący odrębnym dziełem. Wracając do serialu, jak już pisałem, dyskusja na jego temat zaczęła się na długo przed wejściem na platformę streamingową; teraz, odnoszę wrażenie, biorą w niej udział ludzie, którzy zarówno powieść przeczytali, jak i serial obejrzeli (a przynajmniej próbowali zrobić jedno i drugie). Mnie serialowa Lalka się podobała. Tak, jak to wynikało z zapowiedzi twórców i Netflixa, nie jest to wierna adaptacja literackiego arcydzieła, lecz bardzo luźna wariacja na jego temat. Na tej zasadzie, że współczesne filmy o Batmanie w zasadzie tylko personalia głównych bohaterów mają wspólne z komiksami, jakie ukazywały się w 1939 roku (wtedy Bob Kane i Bill Finger pokazali światu Człowieka-Nietoperza). Innymi słowy, raczej inspiracja, ...

Negujący ludobójstwa

Chyba każdy trzeźwo myślący, znający historię (na poziomie choćby podstawowym) i jako tako wrażliwy człowiek wie i przyznaje, że Holocaust był jedną z największych zbrodni przeciwko ludzkości, straszliwym ludobójstwem, którego nikt ani nic nie może usprawiedliwiać. Niemniej są – rzecz jasna, skrajnie prawicowi – politykierzy, którzy ów fakt kwestionują. Zalicza się do nich między innymi „polski” (cudzysłów, rzecz jasna, nieprzypadkowy, jako że bestia ta więcej ma wspólnego z Putinowskim caratem niż z Polską) hitlerowiec o nazwie Grzegorz Braun. Kilka ładnych razy negował on fakt popełnienia Holocaustu przez nazistów, a komory gazowe w obozie zagłady Auschwitz-Birkenau nazywał „fake’em”. Z tego powodu usłyszał, jakże słusznie, zarzuty, a Europarlament (gdzie zasiada, pasąc się na naszych pieniądzach, mimo iż jest fanatycznym wrogiem Unii Europejskiej) uchylił mu immunitet. I bardzo dobrze! Zarówno ten nazistowski zwyrodnialec, jak i każdy politykier czy działacz jakiejkolwiek organi...

Kłótnia o klasykę

Już wkrótce na ekrany wejdą aż dwie – odrębne, co należy zaznaczyć – ekranizacje Lalki Bolesława Prusa. W tym tygodniu premierę będzie miał serial na platformie Netflix, z kolei 30 września do kin wejdzie film pełnometrażowy. O ile ten drugi zapowiada się na w miarę wierną (acz z pewnością będą duże skróty) adaptację literackiego oryginału, o tyle już wiadomo, że serial będzie raczej jego luźną artystyczną interpretacją, w dodatku mocno uwspółcześnioną. Co z tego wyjdzie, oczywiście dopiero się przekonamy. Ale już teraz słychać wielkie oburzenie – że jak to można tak traktować klasykę, to przecież profanacje. Nie brak również komentatorów, którzy z góry przekreślają film kinowy, ze względu na obsadę chociażby. Dla mnie takie podejście jest głupie. Nie da się sensownie ocenić dzieła, którego się nie poznało. Przykładowo, widziałem kiepskie zwiastuny wspaniałych filmów. A obie Lalki dopiero będą miały swoją premierę, jeszcze więc nie wiadomo, czy są to dzieła dobre, czy złe (dotyc...

Hitlerowskie ostrzeżenie

Szok i niedowierzanie wśród polskich demokratów. Oto w niemieckim landzie Saksonia-Anhalt, leżącym w dawnej NRD, wybory lokalne wygrała skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD), czyli nic innego, jak nowa wersja hitlerowskiej NSDAP. Różnica jest taka, że partia szurniętego malarza ideologicznie bazowała na antykomunizmie, antysocjalizmie i ogólnie antylewicowości, później na antysemityzmie i nienawiści do Słowian, natomiast AfD uderza w imigrantów (w tym Polaków – taka informacja dla polskich idiotów popierających to polityczne guano), Unię Europejską i ogólnie wszystko, co nie niemieckie. Wykazuje też tendencje rewizjonistyczne w stosunku do granicy polsko-niemieckiej (a mimo to w Polsce są idioci, co popierają to guano). Poza tym, same podobieństwa, na czele z kwestionowaniem demokracji i praw człowieka. O chęci reaktywowania obozów zagłady politykierzy AfD nie mówią głośno, ale to nie znaczy, że o tym nie myślą… Wielu komentatorów obawia się, że to dopiero początek drogi ...

Dlaczego nie wrócę

Nawet, gdybym przypadkiem odzyskał wiarę w Boga (a wielce wątpliwe, by tak się stało; III RP i zło na świecie skutecznie mnie z niej wyleczyły), nie wrócę do Kościoła katolickiego. Jednym z powodów jest oczywiście to, co stało się na Osiedlu Maltańskim w Poznaniu. Kuria zachowała się niczym średniowieczny feudał, sprzedając teren wraz z zamieszkującymi go ludźmi, a potem, przy użyciu państwowego aparatu terroru, zaczęła wyrzucać ich z domów. Podobna sytuacja (zbrodnia) powtórzyć się może w całej Polsce, a w zasadzie w każdym państwie, gdzie Kościół katolicki zapuścił macki swe lepkie. Cóż, nie chcę należeć do organizacji, która tak postępuje. A postępowanie owo, jakkolwiek odrażające i godne potępienia, bynajmniej nie jest najgorszą zbrodnią owego związku wyznaniowego. Przecież przez wieki całe, wręcz grubo ponad millenium, Kościół katolicki masowo mordował ludzi, i to w wyjątkowo okrutny sposób. Już to wyniszczał całe nacje czy plemiona, jakie nie chciały się ochrzcić, już to m...

Szkodnik

Rozumiem, dlaczego Mieszko I to zrobił. Potrzebował kadr do zarządzania szybko rozrastającym się w drodze podbojów i na ekonomicznej bazie handlu niewolnikami władztwie (państw w dzisiejszym rozumieniu jeszcze wtedy nie było), czyli ludzi umiejących chociażby czytać i pisać (sami wojownicy nie wystarczali do skutecznego rządzenia), a tych dostarczyć mógł jedynie Kościół. Przyjął więc książę Mieszko I chrzest. Gdyby zresztą go nie przyjął, on sam lub jego potomek tak czy owak zostałby do tego zmuszony przez zachodniego sąsiada, tyle, że wówczas doszłoby do rzezi lokalnej ludności. Chrześcijaństwo i Kościół były zatem Mieszkowi I potrzebne do władania. To zrozumiałe, choć nadejście tej religii dla Słowian było kulturową tragedią (z drugiej strony, obecnie Słowiańszczyzna się odradza, rodzimowierstwo wliczając, z czego, jak kilka razy pisałem, bardzo się cieszę). Dziś wszelako Kościół katolicki w Polsce zalicza się do największych szkodników, zwłaszcza od 1989 roku; nie był nim chyba z...

Alfons i dzienniczek elektroniczny

Weta lokatora Pałacu Prezydenckiego, niejakiego Nawrockiego Karola zwanego Alfonsem i Batyrem, są w większości szkodliwe. Kosztowały już polski budżet (czyli nas wszystkich!) ponad osiem miliardów złotych, nie dopuściły do wejścia w życie pożytecznych rozwiązań, utrzymały liczne patologie. Przykładem jest to, któremu poświęcona zostanie dzisiejsza notka. Oto zaczął się nowy rok szkolny. Wraz z jego początkiem w aplikacji mObywatel miał być dostępny państwowy eDziennik, czyli nic innego, jak elektroniczny dzienniczek szkolny. Dzięki niemu rodzice pozyskiwaliby wiedzę o ocenach swoich pociech, ich obecności (lub nieobecności) na lekcjach, zachowaniu, informacjach klasowych i tym podobnych sprawach. Podobne rozwiązania już funkcjonują, tyle że w postaci aplikacji przygotowanych przez prywatne koncerny informatyczne, oczywiście dla zysku. Ale eDziennika nie będzie, bo Alfons zawetował ustawę. Jakoby w obawie o bezpieczeństwo danych osobowych i w odpowiedzi na apel środowiska nauczycie...

Ponure dziedzictwo

Dziś czterdziesta szósta rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych między rządem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej a komitetami strajkowymi; na ich mocy m.in. zalegalizowano NSZZ „Solidarność”, wokół którego to związku zawodowego narodził się cały ruch społeczny. Z tej okazji obchodzimy Dzień Solidarności i Wolności. Czy jednak słusznie? No, niekoniecznie jest co świętować. Niestety, sterowana przez Watykan i CIA „Solidarność” porozumień dotrzymać nie chciała, obumierała też jako ruch robotniczy, zmieniając się w klerykalną, nacjonalistyczną targowicę o charakterze antypaństwowym. Stawiała coraz to nowe żądania, niemożliwe do zrealizowania, nieuzasadnione zaś strajki pogłębiały kryzys gospodarczy. Z kolei władze PRL krępowane były przez doktrynę Breżniewa. Efektem konfliktu wywołanego przez „Solidarność” była tragedia w postaci stanu wojennego. Jednakże strona solidarnościowa doszła do władzy w 1989 roku; wyodrębniały się z niej poszczególne prawicowe partie polityczne, ewoluując...

Szkoła i purpuraci

Rok szkolny zbliża się wielkimi krokami. W szkołach publicznych planowane są ważne zmiany. Nic zatem dziwnego, że uaktywnili się polscy biskupi i kardynałowie. Oto Konferencja Episkopatu Polski jęczy o dwóch rzekomych problemach, jakie mają ujawnić się po 1 września. Boli ich, że w szkołach PUBLICZNYCH (podkreślenie, jak z pewnością się domyślacie, nieprzypadkowe) będzie „zaledwie” jedna godzina katechezy tygodniowo. Purpuraci chcieliby po staremu – dwie. Apelują zatem, że „młodzi ludzie zasługują na więcej”. Drugim czynnikiem, który wyprowadza ich z równowagi, jest to, że edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa (nareszcie!). Popatrzymy zatem na owe bóle po kolei. Jeśli chodzi o zredukowanie liczby godzin szkolnej katechezy do jednej tygodniowo (powinno być zero, ale dziecko Hanny Suchockiej i Jana Pawła II w postaci konkordatu nie pozwala), to hierarchowie bredzą coś o moralności; nauczanie religii katolickiej w szkołach publicznych ma ją jakoby poprawiać, przeto im takich lekcji...

Afera nie pomoże

Rozkręca się afera Zondacrypto – giełdy kryptowalut, która miała dopuszczać się oszustw (poszkodowanych są tysiące osób) i prania brudnych pieniędzy. Nie będę tu teraz tego szczegółowo opisywał, w każdym razie w sprawie pojawiają się wątki izraelski (do Izraela właśnie nawiał prezes firmy, jako, że ma tamtejsze obywatelstwo) i rosyjski, do tego dochodzą powiązania z politykami PiS-u i Konfederacji, a także z agentami CBA z czasów PiS-owskich nie-rządów. Również fakt, że Nawrocki aż trzykrotnie wetował ustawę mającą na celu uregulowanie i ucywilizowanie rynku kryptowalut, wskazuje, że ma nieczyste powiązania. Anty-PiS-owcy dziennikarze oraz politycy już się cieszą, że afera Zondacrypto zatopi Bezprawie i Niesprawiedliwość. Szczerze przyznam, iż bardzo chciałbym, aby tak się stało. Ale wątpię, by sprawy przybrały pozytywny obrót. Otóż, nie pierwsza to afera, jaka miała pogrążyć tę mafię/sektę, odebrać jej poparcie i doprowadzić ją do kryzysu, a wręcz rozpadu. I nie pierwsza awantura...

Kapitan Żbik i granatowa policja

Na rynku ukazało się wznowienie (z reklam wynika, że to edycja kolekcjonerska) ukazujących się w PRL komiksów z cyklu Kapitan Żbik , o przygodach milicjanta dzielnie walczącego z przestępczością. Jako kultowe, wciąż mają one swoich fanów, a i młode pokolenia chętnie je poznają, toteż wydawca postanowił sobie zarobić. W czym nie ma na dobrą sprawę nic złego, zwłaszcza, że nostalgia wobec poprzedniego systemu coraz mocnej ożywa (nie dziwię się). Kapitan Żbik nie był oczywiście żadnym ewenementem, jeśli chodzi o tematykę. Dzielni milicjanci zwalczający łotrów spod ciemnej gwiazdy pojawiali się nie tylko na kartach komiksów, ale też w powieściach, telewizji (Teatr Sensacji Kobra czy serial 07, zgłoś się ) czy kinie. Dzieła te mały swoją warstwę propagandową, niemniej służyły głównie rozrywce. Identycznie jest w dzisiejszej Polsce (oraz innych państwach kapitalistycznych), z tą jedynie różnicą, że milicjantów zastąpili policjanci. Którzy, w serialach, dajmy na to, wydają się jeszcze bar...

Mord bezkarny

Damian Soból był pracownikiem organizacji humanitarnej. Pomagał wraz z kolegami głodującym ludziom w Strefie Gazy. Gdzie, razem z sześcioma innymi wolontariuszami, zamordowany został przez izraelskie lotnictwo 1 kwietnia 2024 roku. Zbrodnia ta wstrząsnęła światem, zwłaszcza, że był to mord celowy – konwój, mimo iż (a może właśnie z tego powodu) został odpowiednio oznaczony, ostrzeliwano kilkakrotnie. Minęło ponad dwa lata. Izraelskie organa zajęły się sprawą i orzekły, że… na dobrą sprawę żadnej sprawy nie ma. Nikt nie poniesie konsekwencji za zamordowanie wolontariuszy, w tym Polaka. Ot, incydent, ot, błąd (ewentualnie). Zdarza się. W sumie, zaskoczenia tu nie ma. Izrael bardzo chętnie popełnia zbrodnie i nie tylko nie karze, ale wręcz gloryfikuje ich sprawców. Jest to bowiem państwo faszystowskie (acz udające demokratyczne), a nawet nazistowskie, zbrodnicze ze swej natury, nadto wyrastające z krwawego kolonializmu. Cała jego historia to podbój i rozlew krwi arabskiej, oczywiście...

Szkoła i kapitaliści

Kończą się wakacje, jeszcze nieco ponad tydzień i osoby uczniowskie znów pójdą do szkół. Na powrót zacznie się dziesięciomiesięczne oduczanie samodzielnego, krytycznego myślenia, kucie pod testy i ich bezmyślne zdawanie, bo do tego (mimo niewielkich zmian, jakie w ostatnich latach wprowadzono) sprowadza się polski system wątpliwej edukacji. Jeszcze w lipcu, jak zauważyłem, poszczególne sieci handlowe zaczęły reklamować i sprzedawać wyprawki szkolne, od przyborów czy zeszytów po elektronikę, odzież i i obuwie. Zaraz na początku września rozpocznie się sezon na podręczniki, gdy tylko nauczyciele ogłoszą, z jakich na lekcjach będzie się korzystało. Acz już teraz niektóre przynajmniej księgarnie sieciowe oferują promocyjne ceny. Są nawet specjalne meble dla uczniów. Krótko mówiąc, kapitaliści z różnych branż zacierają ręce. Rok szkolny, a zwłaszcza jego początek, kiedy to rodzice robią największe zakupy, jest czasem pieniężnych żniw. Biznes związany ze szkołą jest wszakże o tyle spe...

Wyprane mózgi

W Katowicach odbyły się niedawno protesty – zorganizowane oczywiście przez skrajną prawicę – przeciwko budowie meczetu. Meczetu urojonego, ponieważ planów jego wzniesienia nie ma; nikt nawet o to nie wnioskował. No, ale brunatni rozpowszechnili wieść, że muzułmańska świątynia w stolicy Górnego Śląska ma powstać i zorganizowali protesty przeciwko niezachodzącej islamizacji Polski. Rzecz jasna, mamy tu do czynienia z nienawiścią i nietolerancją, konkretnie – z islamofobią. Naziole wmawiają swoim zwolennikom/wyznawcom, że islam atakuje Polskę, stanowi dla niej zagrożenie, że zniszczy nasza kulturę, a muzułmanie będą gwałcili i mordowali (w najlepszym razie żyli z socjalu, co przecież nad Wisłą jest niewykonalne z powodu zbyt niskich, do tego trudno dostępnych świadczeń). To oczywiście bzdury, islam dla Polski zagrożenia nie stanowi. Polska – ściślej rzecz ujmując, zamieszkujące jej obszar plemiona słowiańskie – miała z nim kontakty handlowe (sprzedawano niewolników) na długo przed przy...

Zbędna inwestycja zbędnej klasy

Pewien polski miliarder (ciekawe, ile osób przez niego głoduje…?) wywalił miliony złotych na najwyższy bodaj na świecie pomnik (statuę, jak określa owo dzieło zatrudniony do jego zaprojektowania rzeźbiarz) Miriam z Nazaretu, w Polsce zwanej Maryją lub, mylnie, Matką Boską/Bożą. Uroczyste odsłonięcie odbyło się 15 sierpnia, który oprócz tego, że jest rocznicą Bitwy Warszawskiej, pozostaje również świętem maryjnym. Rzeczony obiekt liczy sobie pięćdziesiąt pięć metrów wysokości. Maryja stoi na cokole przypominający grill, wedle w każdym razie złośliwych komentarzy, w których jest sporo racji. Na żywo statui nie widziałem, ale na zdjęciach dostępnych w mediach prezentuje się ona niezbyt ładnie, jakkolwiek są i brzydsze. Oczywiście negatywnych, najczęściej prześmiewczych komentarzy nie brakuje. Wielu internautów pisze o pomniku ludzkiej głupoty, o tym, że to wstyd dla Polski, że w XXI wieku czci się pomniki, padają oczywiście porównania (trafne zresztą) do Misia z filmu Stanisława Barei...

Przemilczany głos Żydów

Do tego, że w kwestii Palestyny punkt widzenia Palestyńczyków jest w mediach bardzo rzadko przedstawiany (rzetelne informacje znaleźć można głównie na facebookowych grupach pro-palestyńskich), chyba już wszyscy przywykliśmy… o ile do czegoś takiego można przywyknąć. Palestyńczycy, o ile są wspominani w medialnym przekazie, to nie jako mordowani przez okupanta ludzie, lecz jako „terroryści”, „fanatycy religijni”, którzy „chcą wymordować wszystkich Żydów”. Oczywiście, jest to typowa izraelska propaganda, czyli hasbara. W informacjach tych nie ma słowa prawdy, nijak mają się one do rzeczywistości. Jednakże jeszcze rzadziej, o ile zauważyłem, prezentowany jest punkt widzenia… Żydów. Tych prawdziwych, czyli niesyjonistycznych. Przykładowo, jeśli polskie ośrodki masowego przekazu w ogóle wspominają o mieszkających w Izraelu, a raczej okupowanej Palestynie, ortodoksach żydowskich, to w tym głównie kontekście, że nie chcą oni pełnić obywatelskiego obowiązków i służyć w armii izraelskich. ...

Granatowa szmata

Na Osiedlu Maltańskim w Poznaniu tamtejsza kuria zaczęła eksmisje z należących do niej budynków mieszkalnych (landlordowie w purpurze zamierzają wykorzystać je w celach biznesowych, kapitaluchy wstrętne!). Jednego człowieka wyrzucono już z jego mieszkania; zajął się tym skorumpowany bandzior-komornik, rzecz jasna w asyście wyjątkowo paskudnych typów. Eksmisji usiłowali przeszkodzić działacze lokalnego stowarzyszenia lokatorskiego, walczącego o prawa mieszkańców rzeczonego osiedla. I spotkali się z agresją zarówno cywilnych asystentów komorniczego ścierwa, jak i granatowych mend (uczciwi policjanci zdecydowanie to nie byli). Ci ostatni brutalnie zaatakowali działaczy, wobec starszej pani użyli przemocy; z tego, co się orientuję, jedna osoba wylądowała w szpitalu. W internecie dostępne są filmiki z ponurego owego wydarzenia, można sobie obejrzeć. Rzecz jasna, w tym konkretnym przypadku słowa potępienia skierować należy przede wszystkim do poznańskiej kurii. To purpuraci odpowiadają z...

Walczący z islamem

Przez długi czas paliwem politycznym dla sporej części polskiej prawicy, zwłaszcza oczywiście skrajnej, był antysemityzm – zarówno ten czerpiący z głębin katolickiego, kościelnego przekazu, jak i z urojeń Romana Dmowskiego oraz jego następców. Innym takim paliwem była rusofobia. Potem homofobia. Migracja rozbudziła na nowo rasizm tudzież ksenofobię; posługują się nimi nawet w miarę umiarkowani prawicowcy, tacy jak Donald Tusk czy Rafał Trzaskowski. Od pewnego czasu rozwijała się nienawiść wobec Ukraińców i ogólnie osób mówiących ze wschodnim akcentem (narobiła bardzo dużo szkód, vide ataki słowne i fizyczne). Wydaje się jednak, że owe paliwa w znacznej mierze już się zużyły, coraz rzadkiej tankowane są bowiem do (skrajnie i nie tylko) prawicowych baków. Zastępuje je forma nienawiści i nietolerancji wymierzona w kolejną grupę. Chodzi o islamofobię, znów ożywioną i wyciąganą przez brunatną hołotę na piedestał. W ostatnich tygodniach hitlerowcy związani ze środowiskami konfederackimi ...

Od Nawrockiego dla kapitalistów

Niejaki Nawrocki Karol, czyli obecny lokator Pałacu Prezydenckiego, nazywany jest szyderczo nie tylko Batyrem czy Alfonsem, ale też Wetomanem. Z tej oczywiście przyczyny, że wetowanie ustaw zdaje się jednym z jego ulubionych zajęć; zawetował ich przez rok więcej niż Aleksander Kwaśniewski przez całą swoją prezydenturę. Oczywiście większość tych działań podjął Alfons na rozkaz swojego bezpośredniego przełożonego, czyli Kaczyńskiego Jarosława, prezesa Bezprawia i Niesprawiedliwości. To na jego polecenie wetowane są ustawy tworzone przez koalicję rządową lub nawet obywatelskie; ot, typowa walka polityczna. Niektóre akty prawne zawetował Alfons, żeby przypodobać się najbardziej prymitywnemu elektoratowi – pierwsza wersja ustawy łańcuchowej, chociażby. Ale są jeszcze inne. Otóż, część wet to nic innego, jak realizacja interesów wielkiego kapitału. Przykładowo, chciała koalicja rządowa wprowadzić podatek od nadzwyczajnych zysków działających w Polsce koncernów paliwowych. Dzięki temu zy...