Pakt pogrzebany?
To, że wspólnej listy opozycji (czyi formacji nie-PiS-owskich, jakkolwiek za REALNIE opozycyjną spośród ich uznać można jedynie Lewicę) w wyborach do Sejmuje na dziewięćdziesiąt dziewięć koma dziewięć dziesiątych procenta nie będzie, wiadomo od dawna. I bardzo dobrze, o czym parę ładnych razy pisałem. Zanosiło się jednakowoż na powtórzenie rozwiązania znacznie lepszego i o wiele bardziej sensownego, czyli Paktu Senackiego. Polega on na tym, iż formacje opozycyjne nie wystawiają przeciwko sobie kandydatów w poszczególnych – niestety, jednomandatowych – okręgach wyborczych do izby wyższej parlamentu. Innymi słowy, jeśli w danym okręgu na senatora kandyduje na przykład polityk PO, to z wystawiania swoich kandydatur rezygnują Lewica, PSL, Polska 2050. Biorąc pod uwagę nieszczęsne JOW-y, taka formuła jest słuszna, co potwierdziły wybory z 2019 roku, kiedy to właśnie dzięki Paktowi opozycji udało się zdobyć większość w Senacie. Przy najbliższej elekcji rozwiązanie to miało zostać powtórz...