Posty

Wyświetlam posty z etykietą prezydent

Znów bez prezydenta

Smutny nam dzień dziś nastał, mianowicie dzień zaprzysiężenia niejakiego Nawrockiego Karola, ksywa Alfons (ze względu oczywiście na sutenerską przeszłość) na Prezydenta RP. Smutek ów zawdzięczamy przede wszystkim Rafałowi Trzaskowskiemu. Bo to on, jak już pisałem (zgadzam się zresztą w tym zakresie z licznymi analitykami, którzy trafnie wskazywali przyczyny jego porażki), przerżnął kampanię wyborczą. Jasne, wątpliwości co do liczenia głosów były, i to poważnie, niemniej nie da się ukryć, że Trzaskowski nawet bez niech przegrał, przez co w Pałacu Prezydenckim przez najbliższe co najmniej pięć, a – do czego nie dopuśćcie, słowiańscy bogowie! – dziesięć lat będziemy mieli… ale o tym za chwilę. Bo nie oszukujmy się, gdyby Rafał Trzaskowski skupiał się na merytorycznych kwestiach, zamiast gadać bez sensu, gdyby nie darł mordy językiem skrajnej prawicy (szczucie na uchodźców i migrantów było niedopuszczalne), gdyby był konsekwentny, gdyby nie rzucał idiotycznych pomysłów typu odebranie...

Bez prezydenta

Kolejne pięć lat (a może i, o zgrozo, dziesięć!) męczyli się będziemy z PiS-owskim lokatorem Pałacu Prezydenckiego. Którego to lokatora znów nie da się nazwać prezydentem. Na miano owo Nawrocki Karol nie zasługuje z samych tylko powodów proceduralnych. Podczas liczenia głosów w drugiej turze wyborów doszło do licznych nieprawidłowości, które stawiają pod znakiem zapytania jego zwycięstwo, a już na pewno rzucają na nie gęsty cień. Nadto, ważność jego wyboru uznała wczoraj izba Sądu Najwyższego, co do legalności działania której (obsadzenie neo-sędziami) też są nader poważne wątpliwości. Krótko mówiąc, nie wiadomo, czy Nawrocki wprowadzi się do Pałacu Prezydenckiego na najbliższe pięć lat zgodnie z prawem. Bardzo źle to świadczy o jakości „demokracji” wprowadzonej przez klerykalną prawicę (targowicę) postsolidarnościową, z jakiej wszak również Bezprawie i Niesprawiedliwość się wywodzi. Dalej, spodziewać się należy, że Nawrocki, identycznie jak Duda Andrzej, będzie nikim więcej, a dłu...

Zero nadziei powyborczych

Jak wiemy, w najbliższą niedzielę druga tura wyborów prezydenckich. Zmierzą się w niej: Karol Nawrocki – PiS-owski sutener, gangster, bramkarz, kibol, fanatyk religijny i jawny faszysta – oraz Rafał Trzaskowski – rzekomy demokrata, a w realu przeciwnik praw człowieka (prawa do azylu na przykład), który nie brzydzi się faszyzmem, zmuszaniem kobiet do rodzenia dzieci z gwałtu, przemocą wobec dzieci i prześladowaniem osób LGBT+ (gdy się tym wszystkim brzydził, nie wypiłby piwa z Mentzenem, ani nawet by z nim nie rozmawiał). Jasne, Rafał Trzaskowski jako osoba prezentuje zdecydowanie wyższy poziom cywilizacyjny od rywala, ale za oboma stoi ten sam polityczny układ, czyli klerykalna prawica postsolidarnościowa, pozornie podzielona na PO i PiS, coraz mocniej przechylona w brunatną stronę. Nie tylko jednak to sprawia, że z niedzielnymi wyborami trudno wiązać nadzieję na lepszą Polskę. Niezależnie od tego, kto wygra, (k)raj nad Wisłą się nie zmieni… chyba, że na gorsze. Nadal popełniana b...

Powody głosowania

W najbliższą niedzielę (o ile oczywiście dożyję) wybiorę się na wybory i oddam głos – ważny. Tak, jak to czynię zawsze od chwili uzyskania pełnoletności. W tym roku, jak zwykle w przypadku pierwszej tury wyborów prezydenckich, głosował będę za programem, a jeszcze ściślej rzecz ujmując, za stojącymi za nim wartościami. Za propozycjami dla Polski, które są najbliższe wizji kraju, w jakim chciałbym żyć. Toteż pójdę na wybory i oddam głos, ponieważ nie chcę mieszkać w państwie, które popełnia masową zbrodnię na granicy z Białorusią. W którym zwłoki uchodźców usiłujących ratować swoje życie wyławiane są z rzek lub znajdowane w lasach, a ci, którym uda się przeżyć, pakowani są do obozów koncentracyjnych. W państwie, gdzie osoby niosące pomoc uchodźcom są sądzone, bo humanitaryzm jest karany. A politycy zawieszają prawa człowieka. Pójdę na wybory i oddam głos, bo nie chcę, aby moje podatki szły na jeden z największych i najbogatszych związków wyznaniowych, który aktywnie głosi nietole...

Mój potwór kontra twój potwór

Trzeba uczciwie zauważyć, że dwaj kandydaci, którzy przodują w prezydenckich sondażach, a zatem mają największe szanse dostać się do drugiej tury, nie różnią się od siebie niczym… no, może w drobnych zaiste szczegółach. Obaj są radykalnymi prawicowcami, przy czym jeden udaje, że nie jest, a drugi swego faszystowskiego nachylenia bynajmniej nie kryje. Jeden niby nie jest klerykalny, ale przed Kościołem klęka, drugi to klerykał pełną gębą. Obaj działają w interesie kapitalistów, obaj też są wrogami kobiet (aczkolwiek jeden twierdzi, że nie jest), osób LGBT+ (jw.), uchodźców i obcokrajowców (poza ewentualnie białymi Europejczykami). Obaj popierają kapitalizm w jego najdzikszej, skrajnie wolnorynkowej wersji. Jeden ma nad sobą przewodniczącego Donalda, drugi prezesa Jarosława. Obaj mają dziwne związki z mafią, jeden mieszkaniową, drugi sutenerską. I tak dalej… Każdy z nich ma też zaprzysięgłych wyznawców. No właśnie – wyznawców, nie wyborców. To bowiem nie tyle nawet osoby, które popie...

Tęczowa chorągiewka

Przyznam szczerze, że nie oglądałem na żywo debaty prezydenckiej w Końskich, jaka odbyła się w miniony piątek; po prostu ją przegapiłem. Obejrzałem sobie jednak retransmisję i oczywiście poczytałem dużo na temat tego, co się w jej trakcie stało. Cóż, tego typu debaty zawsze traktuję z pewną rezerwą, rzadko bowiem mówią cokolwiek więcej o kompetencjach danej osoby kandydującej; zresztą, minutę czy półtorej na odpowiedzenie na pytanie dotyczące takiej na przykład polityki zagranicznej to bezsens. Niemniej, można się z nich czasami dowiedzieć czegoś ważnego na temat charakteru, a co ważniejsze, postaw poszczególnych uczestników. I tak właśnie stało się ostatnio. Jak wiemy, niejaki Nawrocki Karol, Alfonsem zwany, czyli kandydat Bezprawia i Niesprawiedliwości, podczas debaty wręczył Rafałowi Trzaskowskiemu z PO tęczową chorągiewkę – symbol osób LGBT+, tolerancji wobec nich i walki o ich prawa. Chciał w ten sposób zasugerować, iż prezydent Warszawy kandydujący na prezydenta Polski nad o...

O krok od krachu

Donald Trump, jako kapitalista i faszysta, pełniąc drugą kadencję prezydenta USA, miał rządzić w interesie amerykańskich klas pasożytniczo-wyzyskujących. Na razie jednak mu to zdecydowanie nie wychodzi, a jego działania biją nie tylko w interesy kapitalistów, ale też, co gorsza, w społeczeństwo. Jak wiemy, ledwo objął urząd, Trump (co zresztą zapowiedział jeszcze jako elekt) zaczął bawić się w wojny celne, już to z Kanadą, już to z Meksykiem, już to z Unią Europejską. W założeniu miały one wzmocnić amerykańską gospodarką, chroniąc tamtejszy rynek przed „obcymi” towarami. Dlatego walnęły między innymi w europejskie firmy. Przykładowo, liczne samochody marki BMW utknęły w portach w Stanach, a działające w Polsce przedsiębiorstwa z sektora motoryzacyjnego już liczą straty. Jednakże wygląda na to, iż gospodarka USA oberwała o wiele mocniej. Otóż, brutalna polityka celna administracji Trumpa sprawiła, że amerykańskie firmy mają coraz gorsze notowania na giełdzie. A w zasadzie fatalne –...

Burda wśród imperialistów

Wołodymyr Zełenski, prezydent Ukrainy, odbył wizytę w Białym Domu. Która rychło przerodziła się w awanturę. Czemu w żadnym razie nie należy się dziwić. Zełenski spotkał się tam z prezydentem USA Donaldem Trumpem i wiceprezydentem J. D. Vencem. Panowie mieli rozmawiać o sytuacji Ukrainy, wciąż pogrążonej w wojnie w Rosją. Merytorycznej dyskusji, o negocjacjach nie wspominając, jednak nie było. Zełenski nazwany został „terrorystą” (wiele można mu zarzucić, ale terroryzmu akurat nie; ukraińskimi terrorystami są środowiska skrajnie prawicowe), zarzucono mu, iż nie chce pokoju, a następnie usiłowano na nim wymusić przekazanie Rosji części ukraińskiego terytorium, USA natomiast – ukraińskich surowców naturalnych. Oczywiście czegoś takiego nie wytrzymał, no i wybuchła awantura, za którą Trump i Vence zostali w wielu miejscach świata, w tym w ich własnym kraju, nader mocno skrytykowani… delikatnie rzecz ujmując. Słusznie, bo ich zachowanie było niedopuszczalne. Nie lubię Wołodymyra Zełensk...

Rola prezydenta

Wczoraj swoją konwencję miała Magdalena Biejat, kandydująca z ramienia Lewicy na prezydenta, a raczej prezydentkę. Mówiła dużo o tym, że chce reprezentować „zwykłych ludzi”, skupiła się też na polityce zagranicznej, podkreślając – jak najbardziej słusznie – konieczność silniejszego jednoczenia się Unii Europejskiej, wynikającą z tego, że na USA pod władzą Donalda Trumpa próżno polegać, jeśli chodzi o takie na przykład bezpieczeństwo. Kandydatka zaprezentowała również hasło swojej kampanii: „Łączy nas więcej”, precyzując, że walcząc o głosy, zamierza skupić się na tym, co polskie społeczeństwo łączy, a nie na tym, co dzieli. Cóż, średnio to chwytające za serce i poruszające emocje – przynajmniej w moim odczuciu – niemniej trudno nie zauważyć kryjącej się za owym hasłem i podejściem strategii. Mianowicie, stanowią one pozytywną odpowiedź na kampanię szczucia (m.in. na obcokrajowców z Ukraińcami oraz uchodźcami na czele), jaką rozkręcają prawicowi kandydaci, Rafała Trzaskowskiego wli...

Nie na prawicowca

Stało się. Ogłoszony został termin wyborów prezydenckich. Pierwsza tura odbędzie się 18 maja, a druga, jeśli będzie potrzeba (a zapewne będzie) – 1 czerwca. Rzecz jasna, nie wiem, czy dożyję do tego czasu, ani czy stan zdrowia pozwoli mi głosować. Jeżeli jednak odpowiedź w obu przypadkach okaże się twierdząca, jestem pewien, że ŻADEN z prawicowych kandydatów na mój głos liczyć nie może. Na dzień dzisiejszy największe szanse na moje poparcie swojej kandydatury ma Magdalena Biejat, reprezentująca Lewicę. Przy czym czekam jeszcze na decyzję Razem, kogo wystawi lub poprzez. Związkowca Piotra Szumlewicza też uważam na bardzo dobrego kandydata, obawiam się jednak, iż uzyska śladowe jeno poparcie, a szkoda. Okienka przy personaliach kandydatów prawicowych na liście wyborczej ominę możliwie najszerszym łukiem oczywiście z tej przyczyny, iż ich światopoglądy są sprzeczne z moim; dotyczy to przede wszystkim skrajnego prawactwa, ale i z umiarkowaną prawicą ideologicznie mi nie po drodze. A j...

Kandydatka

No i stało się – parlamentarna Lewica (tzn. bez Razem, które niestety się oddzieliło; szkoda, choć rozumiem pobudki – jakkolwiek paradoksalnie może to zabrzmieć – obu stron) wystawiła kandydaturę na wybory prezydenckie, jakie odbędą się w przyszłym roku. W tym, że jest to kandydatka, wielkiej niespodzianki nie ma; Lewica popełniłaby spory błąd, wystawiając mężczyznę. W tym, że kandydowała będzie Magdalena Biejat (obecna senatorka, kandydatka na prezydentkę Warszawy), też w sumie nie ma większego zaskoczenia. Obstawiałem, iż będzie to albo ona, albo Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Przy czym wybór Magdaleny Biejat z partyjnego punktu widzenia jest o tyle bardziej sensowny, że kandydatura pani Dziemianowicz-Bąk oznaczałaby utratę przez Lewicę Ministerstwa Pracy. Dodać tu trzeba jeszcze, że pani ministra pełni swoją funkcję najlepiej z całego rządu. Co do pani Biejat, uważam ją za bardzo dobrą kandydatkę. Raz, że od dawna powiązana jest z licznymi organizacjami prospołecznymi, np. Helsiń...

Powrót zboczonego faszysty

Wygląda na to, że wczorajszy pierwszy etap (są dwa: najpierw osoby wyborcze głosują na elektorów, a potem ci na konkretnego kandydata, co jest przestarzałe i wadliwe) wyborów prezydenckich w imperium zła wygrał Donald Trump. Czyli zboczeniec, faszysta oraz kapitalista z miliardami na koncie (pochodzącymi oczywiście z wyzyskiwania proletariatu). Nadto przestępca, ale tak czy owak teraz sam siebie ułaskawi. Standardy republiki bananowej, czyż nie? Trumpowi w zwycięstwie pomogły właśnie ogromne pieniądze (w kapitalizmie są one niezbędne do wygrywania wyborów) oraz marna kampania jego głównej kontrkandydatki, Kamali Harris z Partii Demokratycznej (Jill Stein i Claudię De la Cruz wykosił system wyborczy, choć właśnie one miały dobre programy). Pani Harris nie potrafiła zmobilizować elektoratu, manifestując typowe dla liberalnej prawicy oderwanie od kwestii społecznych (o nich za chwilę); nie pomógł jej też Joe Bidem, podkreślając swoje poparcie dla rasistowskiej ideologii syjonizmu w cz...

Upadek imperium?

Już jutro w kapitalistycznym imperium zła, najbogatszym państwie Trzeciego Świata (ponad czterdzieści milionów osób tam głoduje, lawinowo przybywa ludzi w kryzysie bezdomności!), agresywnym supermocarstwie atomowym i największym zagrożeniu dla światowego pokoju oraz bezpieczeństwa, czyli w USA odbędą się wybory prezydenckie. A przy okazji wiele innych, w tym lokalne, nimi jednak dziś zajmowali się nie będziemy. Tamtejszy przestarzały i, zauważyć trzeba, coraz słabiej odpowiadający wymogom ustroju demokratycznego system wyborczy sprawił, że główny pojedynek rozegra się między szalonym, zboczonym miliarderem-faszystą, czyli oczywiście starającym się o reelekcję Donaldem Trumpem, a nieco od niego łagodniejszą, ale i tak konserwatywną, wsteczną i działającą ze smyczy wielkiego kapitału Kamalą Harris. Ten pierwszy reprezentuje Partię Republikańską, ta druga – Partię Demokratyczną, oboje zaś – największe koncerny tudzież korporacje. Na nich jednak lista się nie kończy, ponieważ na prezyde...

Pan na włościach

Przybył do Polski Joe Biden, prezydent USA, najbogatszego państwa Trzeciego Świata, a zarazem wyjątkowo agresywnego, zagrażającego globalnemu pokojowi imperium i supermocarstwa. Przybył po raz drugi w swej kadencji, w związku oczywiście ze zbliżającą się rocznicą (pojutrze będzie) jednej z największych tragedii współczesnej Europy, czyli rozpoczęcia obecnej fazy trwającej od 2014 r. wojny rosyjsko-ukraińskiej. Wcześniej Biden odwiedził Ukrainę właśnie, gdzie przespacerował się po Kijowie, zdaniem naszych dziennikarzy (tzn. tych, co pracują w stacji telewizyjnej należącej do kapitału amerykańskiego; tak, o TVN24 chodzi), wykazując się „wielką odwagą”. Oczywista bzdura; Rosjanie dobrze wiedzieli o jego wizycie (od czegoś mają w końcu wywiad), nie podejmowali zatem żadnych kroków militarnych, które mogłyby doprowadzić do śmierci Bidena. Oznaczałaby ona wszak początek wojny amerykańsko-rosyjskiej – już jawnej, bez ukraińskiego pośrednictwa, jak to się teraz dzieje – którą Rosja prawdopodob...

Co zmieni Joe

Jeżeli zwolennicy (wyznawcy) Donalda Trumpa nie wywołają wojny domowej, to odbędzie się dziś zaprzysiężenie Joe’ego Bidena na prezydenta amerykańskiego imperium, czyli USA. Spora część osób o poglądach liberalnych i postępowych/lewicowych spogląda na nadchodzącą kadencję Bidena z pewną nadzieją, przy czym dobre myśli wzbudza nie tyle sam prezydent-elekt, ile desygnowana na wiceprezydentkę Kamala Harris oraz przyszła administracja (odpowiednik Rady Ministrów) złożona z przedstawicieli wielu ras, nacji i religii. Co do mnie, to w zachwyt nie popadam… niemniej jednak warto się zastanowić, jaka może być prezydentura pana Bidena. Przy czym nie będę tu analizował, jak on i jego ludzie poradzą sobie z wewnętrznymi problemami USA, np.: kryzysem gospodarczym, gwałtownym przyrostem skali nędzy, koronawirusem, rozplenieniem się postaw skrajnie prawicowych w społeczeństwie, itd. Spróbuję określić, co jego wejście do Białego Domu oznacza dla świata, w tym dla Polski. Dobra wiadomość jest taka,...

Idę na wybory

Odkąd uzyskałem czynne prawo wyborcze, czyli możliwość głosowania w wyborach powszechnych i referendach, zawsze z niego korzystam. Chodzę na wszystkie wybory, byłem też na tamtym porąbanym referendum Bronisława Komorowskiego – dla zasady. Pamiętam, że nie głosując, wspieram swojego przeciwnika. Mam o tyle dobrze, że lokal wyborczy mieści się po drugiej stronie ulicy, przy której mieszkam, toteż nie muszę chodzić daleko. Na drugą turę wyborów prezydenckich, jaka odbędzie się 12 lipca, czyli w najbliższą niedzielę, też się oczywiście wybiorę. Mimo iż nie mam za bardzo na kogo głosować, ponieważ obaj kandydaci, pan Rafał Trzaskowski oraz Duda Andrzej, są prawicowcami, czyli na zdrowy rozum każdego z nich powinienem uznać za nie do zaakceptowania. Ten pierwszy jest konserwatystą, acz o całkiem otwartym umyśle (co często spotykanej wśród polskich konserwatystów cechy bynajmniej nie stanowi, a zatem pozytywnie wyróżnia obecnego prezydenta Warszawy), drugi to faszysta, ostatnimi ...

Przegrany bój

Dla każdego myślącego człowieka oczywistym jest, że Duda Andrzej, ksywa Adrian , znany też jako PAD i Anżej, powinien przegrać wybory prezydenckie, nawet, jeśli jego kontrkandydat, pan Rafał Trzaskowski jest politykiem, któremu do ideału naprawdę daleko. Facet, który odczłowiecza osoby LGBT, głosi nienawiść, przez pięć lat wysługiwał się rządzącej Polską mafii/sekcie w dziedzinie łamania konstytucji i demolowania ustroju, podpisywał ustawy, w wyniku których umierali ludzie (np. represyjną z grudnia 2016 r.), itd., zdecydowanie MUSI zakończyć swoją nędzną imitację prezydentury. Ale nie ma się co łudzić, że zwycięstwo pana Trzaskowskiego wniesie jakieś gigantyczne pozytywne zmiany. Owszem, jako prezydent Rafał Trzaskowski będzie wetował PiS-owskie ustawy demolujące ustrój, a Bezprawie i Niesprawiedliwość nie ma większości, by odrzucić jego veta… Niemniej jednak, zawsze mogło będzie w tym celu skorzystać z pomocy (p)osłów Konfederacji, PSL-u, a w i klubie Koalicji Obywatelskiej ...

Warianty mniejszego zła

Lewicowy kandydat, Robert Biedroń, odpadł w wyborach prezydenckich. Do drugiej tury dostali się dwaj prawicowcy: faszysta Duda Andrzej (wykonawca poleceń dyktatora z tylnego siedzenia, czyli oczywiście Kaczyńskiego Jarosława) i konserwatysta Rafał Trzaskowski. Obaj – jak to na prawicy – są reprezentantami interesów wielkiego kapitału, nie ma się zatem co łudzić, że którykolwiek z nich podpisze ustawę zakazującą stosowania umów śmieciowych czy niewolnictwa w postaci bezpłatnych staży, lub jakąkolwiek inną zmniejszającą wyzysk oraz inne kapitalistyczne patologie. Żaden z kandydatów nie przyłoży też ręki do poszerzenia katalogu praw człowieka. Rafał Trzaskowski – w odróżnieniu od Andrzeja Dudy – nie odczłowieczy mniejszości seksualnych ani żadnych innych, nie będzie szerzył mowy nienawiści… lecz o podpisie i jego, i Dudy pod ustawą o związkach partnerskich dla par jednopłciowych można zapomnieć (przedwyborcze obietnice skończą się… na stadium obietnic właśnie). Którykolwiek z n...