Posty

Wyświetlam posty z etykietą duchowieństwo

Emeryci w purpurze

Bogaty emeryt. W Polsce brzmi jak oksymoron, ponieważ zdecydowana większość nadwiślańskich osób na emeryturze otrzymuje świadczenie na zbyt niskim poziomie, by się utrzymać. Toteż albo podejmują pracę – o ile zdrowie im na to pozwalaj, a często nawet w sytuacji, gdy nie pozwala – albo nie stać ich na żywność, leki, opłaty… Jest to wina przede wszystkim rządu AWS-UW, czyli dzisiejszego POPiS-u, i jego deformy systemu emerytalnego z końca XX wieku. Dla niejednego proletariusza, który całe życie ciężko, uczciwie pracował, żałosne pieniądze, jakie dostaje po zakończeniu pracy, są niczym policzek wraz z plunięciem w twarz. Grup zawodowych, które mogą liczyć na w miarę przyzwoite emerytury, jest w Polsce zaledwie kilka (mowa oczywiście o świadczeniach uczciwie wypracowanych, poprzez stabilne formy zatrudnienia i odprowadzanie składek), i są to najczęściej te, których praca wiąże się ze szkodliwością oraz zagrożeniem dla zdrowia i życia. Jest wszelako jeden wyjątek. Czyli grupa pobierają...

Ciężar dla purpury

Płacz i zgrzytanie zębów rozlegają się w Episkopacie Polski. Oto lamentują faceci w purpurze, że kiedy katecheza zostanie przeniesiona ze szkół do salek, Kościół katolicki „nie udźwignie tego ciężaru”, oczywiście finansowo. Dziwne, że dźwigał go przez ponad trzydzieści lat, odkąd Władysław Gomułka wycofał religię ze szkół, do czasu, aż reformę tę cofnął Tadeusza Mazowiecki (co mu nie pomogło, bo Kościół w wyborach prezydenckich 1990 r. i tak wspierał Lecha Wałęsę). No, ale w III RP katecheza szkolna stała się dla Kościoła katolickiego potężnym udojem, czyli źródłem naprawdę znaczącego bogactwa… a nikt wszak nie lubi być odrywanym od koryta. Rzecz jasna, obawy to przesadzone. Rząd Donalda Tuska – dokładnie tak, jak należało się tego spodziewać – głaszcze kościelnych hierarchów i duchowieństwo po jajkach, przede wszystkim w wymiarze finansowym. Jeśli chodzi o szkolną katechezę, to co najwyżej liczba jej lekcji ograniczona zostanie z dwóch godzin tygodniowo do jednej… o ile pan premi...

Posypcie głowy popiołem

Dziś Walentynki, czyli wspomnienie (świętego w katolicyzmie i prawosławiu) Walentego, chrześcijańskiego biskupa, jaki miał wbrew woli cesarza Klaudiusza II udzielać ślubów obywatelom rzymskim powołanym do woja. Jest on patronem zakochanych, osób chorych psychicznie oraz epileptyków. Dla mnie jako dla singla to zwykły dzień tygodnia, niemniej dla zakochanych Walentynki są raczej miłe. Niestety, kapitalizm skomercjalizował owo nieformalne święto totalnie. No cóż, żądza zysku klas pasożytniczo-wyzyskujących wszystko przesłania i nawet jeśli nie niszczy, to ogołaca z niepieniężnej wartości. W tym roku tak się zbiegło, że Walentynki wypadły we środę popielcową. Dla mnie jako dla apostaty jest to zwykła środa, ale katolicy w ten dzień, rozpoczynający Wielki Post, idą do kościołów, by wziąć udział w nabożeństwie, elementem którego jest posypanie głowy popiołem na znak pokuty. Co w tym złego? Nic – poza faktem, że Kościół katolicki do perfekcji opanował sztukę wmawiania ludziom poczucia win...

Nacisk czerni i purpury

Nowelizacja ustawy o finansowaniu zapłodnienia in vitro z budżetu państwa przeszła przez Sejm i Senat. Mało tego, wbrew obawom wielu osób, podpisał ją również niejaki Duda Andrzej, czyli imitacja prezydenta. Rzeczywiście stanowiło to miłą niespodziankę… choć, jak się okazuje, nie dla wszystkich była ona taka miła, gdyż pan Gądecki Stanisław, arcybiskup katolicki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, wkurzył się na brak Dudowego veta. I napisał do niby-prezydenta krytyczny list w tej sprawie. Kościół katolicki, jak wiemy, ostro tudzież fanatycznie sprzeciwia się tej metodzie leczenia niepłodności. Nowa ministra edukacji (oby wreszcie niewątpliwej), Barbara Nowacka, zapowiedziała, że zmniejszy liczbę godzin szkolnej katechezy do jednej tygodniowo (obecnie są dwie). To oczywiście tylko niewielki kroczek w dobrym kierunku, gdyż katecheza ze szkół publicznych powinna zniknąć, niemniej i tak zasługujący na pozytywną ocenę. Ale arcybiskup, co krzyż zamienił na swastykę, czyli Jędr...

Wizyta dojarska

Boże Narodzenie – czyli wymyślone w IV wieku n. e. święto, które datę zaczerpnęło od Solstycjów, święta przesilenia zimowego, Godów tudzież Jule – dobiegło końca, przynajmniej w katolicyzmie, bo w prawosławiu dopiero nadejdzie. Jak co roku, księża ruszając więc z wizytami duszpasterskimi, czyli, jak to się kolokwialnie określa, po kolędzie. Towarzyszą im ministranci, scholistki czy inne dzieciaki z obsługi parafialnej. Dwa lata temu COVID-19 się szerzył (teraz zresztą też się pewnie szerzy, tyle że testów się nie robi, więc nie znamy skali zarazy, a że sporo osób jest zaszczepionych i/lub chorobę ową przeszło, skutki są mniej bolesne i tragiczne niż w okresie szczytu pandemii), no to wizyt duszpasterskich nie było. Parafia, do której formalnie przynależę, zamiast nich zorganizowała msze dla mieszkańców poszczególnych bloków; nie poszedłem. Przed rokiem chodzili księża do tych osób, które wcześniej ich zaprosiły, wypełniając odpowiednią deklarację; w tym roku, z tego, co się orientu...

Rezygnacja

W Warszawie 63 proc. ślubów zawieranych jest w Urzędzie Stanu Cywilnego, a nie w kościele. Czyli mają one świecki charakter. W tym samym mieście jedynie 19 proc. osób uczniowskich w klasach maturalnych uczestnicy w katolickiej katechezie; podobny trend widoczny jest w innych polskich miastach (w podstawówkach na lekcje religii uczęszcza więcej dzieci i młodzieży niż w szkołach średnich, gdyż wiąże się to z tradycjonalizmem lub lękiem przed ostracyzmem ich rodziców/dziadków/opiekunów). Przybywa placówek podobno edukacyjnych, w których osoby uczniowskie nie chcą uczestniczyć w wigiliach klasowych/szkolnych, łamaniu się opłatkiem i im podobnych religijnych uroczystościach (to łamanie się pochodzi jeszcze z przedchrześcijańskiej religii słowiańskiej, więc z tego bym nie rezygnował, ale to już moje zdanie). Na portalach społecznościowych łatwo znaleźć wpisy osób nieżyczących sobie, by domy ich odwiedzali księża z wizytą duszpasterską; słusznie, też nie zamierzam przyjmować, forsy nawet dla ...

Tasiemiec w sutannie

Papież Franciszek napisał encyklikę, w której wyraża swoje zdanie na temat ekonomii i pracy (recenzja na blogu wkrótce), sprzeciwiając się m. in. prymatowi własności prywatnej i wyzyskowi. A tymczasem w Polsce… No właśnie, o tym, że zyski kapitalistów, czyli prywatnych właścicieli środków produkcji, pochodzą z wyzyskiwania pracowników, wiemy aż za dobrze. Im mniej – w stosunku do ceny wyprodukowanego przez zatrudnionych ludzi pracy dobra lub usługi – kapitalista zapłaci robotnikom za ich pracę, tym więcej kasy jemu zostanie (czyli tym większy zysk – wartość dodatkową – osiąga). Owszem, są kapitaliści, którzy swoich pracowników traktują jako inwestycję, wiedząc, że człowiek będzie dobrze i wydajnie pracował, jeśli dostanie wysokie wynagrodzenie oraz będzie miał zapewnione optymalne warunki pracy. Większość jednak spośród prywatnych właścicieli środków produkcji to typowe pasożyty (niektórzy z własnej woli, inni dlatego, że zmusiły ich do tego nieludzkie, totalitarne prawidła kapitalizm...

Dwa wykłady

W miniony piątek, 3 maja, czyli przy okazji święta państwowego, Uniwersytet Warszawski gościł dwóch wykładowców. Jednym z nich był pan Leszek Jażdżewski, redaktor naczelny pisma Liberte! (które było współorganizatorem całej imprezy). Drugim – pan Donald Tusk, były premier, były lider PO i obecny przewodniczący Rady Europejskiej. Media, początkowo przynajmniej, skoncentrowały się na tym drugim wystąpieniu. Zwolennicy pana Tuska, od polityków, poprzez publicystów, po wyborców, zachwycali się jego wykładem, lecz niektórzy spośród nich żałowali, że nie wygłosił on deklaracji co do swojej politycznej przyszłości w Polsce. To akurat mnie nie dziwi; Donald Tusk jest na razie na etapie sondowania reakcji potencjalnych wyborców na różne warianty swojej dalszej działalności. Innymi słowy, chce określić, co wywoła najbardziej pozytywny odzew: kandydowanie na prezydenta, liderowania jakiemuś nowemu ruchowi politycznemu, rola intelektualnego tudzież ideologicznego mentora czy jeszcze coś in...

Młodzi i Kościół

Polska jest europejskim liderem, a przynajmniej znajduje się w ścisłej czołówce, w wielu negatywnych dziedzinach, takich jak zanieczyszczenie środowiska, liczba ofiar śmiertelnych w wypadkach drogowych czy plaga umów śmieciowych. Co ciekawe, jest coś, w czym (k)raj nad Wisłą wyszedł na prowadzenie, a co jest rzeczą, którą trudno oceniać w czarno-białych kategoriach. Otóż, mamy do czynienia z bezprecedensowym odpływem młodych ludzi od Kościoła katolickiego; Polska stała się w ostatnim czasie pod tym względem europejskim rekordzistą. Zresztą nie tylko młodzi od Kościoła odchodzą (podkreślam – od związku wyznaniowego, co wcale nie musi oznaczać rezygnacji z wiary, będącej osobistym poczuciem kontaktu z Bogiem), bo coraz więcej osób w średnim i starszym wieku również. Nie tylko w miastach, ale i na wsiach. Ktoś może powiedzieć, że po prostu nadrabiamy stratę do Europy Zachodniej i Północnej, gdzie trend laicyzacyjny nastąpił wcześniej niż u nas. Cóż, aby to zweryfikować, potrzeb...