Posty

Wyświetlam posty z etykietą socjalizm

Dokument wielkiej wagi

Przypada dziś osiemdziesiąta druga rocznica ogłoszenia Manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (PKWN), zwanego Manifestem Lipcowym. Dokument ten miał gigantyczne znaczenie. Określił kierunek rozwoju ustroju Polski po II wojnie światowej, a także to, jak miał rozwijać się jej system społeczno-ekonomiczny (teoretycznie socjalizm, w praktyce – podobnie jak w całym Bloku Wschodnim – wyszła z tego technokracja biurokratyczna, która i tak była pod wieloma względami znacznie lepsza niż obecne kapitalistyczne zniewolenie). Właśnie Manifest Lipcowy dał prawne podstawy do przeprowadzenia z dawna wyczekiwanej reformy rolnej, która pozwoliła wyrwać polskie społeczeństwo, zwłaszcza jego część zamieszkałą na wsiach, z post-feudalnych zależności klasowych. Dzięki postanowieniom tego dokumentu Polskę przeobrażono też w nowoczesne (jak na tamte czasy) państwo przemysłowe; pokonaliśmy kilkusetletnie zacofanie. Oczywiście, obecna prawica – postsolidarnościowa i nie tylko – przedstawia w swo...

Samochody z Wietnamu

Europejskie rynki – w tym polski – zdobyła nie tylko chińska elektronika, ale i motoryzacja. Samochody made in China cieszą się ogromnym powodzeniem, zwłaszcza, że oferują atrakcyjne ceny w porównaniu z europejską (poza ewentualnie Dacią), japońską czy koreańską konkurencją. Sieci sprzedaży i serwisu szybko się rozrastają. Na nic zdała się polityka celna Unii Europejskiej. Ile jest chińskich marek samochodowych w Polsce, w sumie przestałem już liczyć. A teraz bój o nasz kraj rozpoczynają… Wietnamczycy. Na polskim rynku pojawiła się bowiem marka VinFast, która na razie oferowała będzie dwa SUV-y/crossovery z napędem elektrycznym (szkoda, że nie ma hybrydowego i klasycznego spalinowego). Rozmiary duże, silniki – zwłaszcza w przypadku jednego modelu – bardzo mocne, wręcz potężne, wyposażenie nowoczesne i bogate, a ceny, w porównaniu z konkurentami, atrakcyjne (acz tanich samochodów już nie ma). Wietnamskie auta mogą się więc sprzedawać. Czy okażą się hitami, czas pokaże; ewentualności...

Dobra tradycja żydowska

Notka poświęcona pamięci Marka Edelmana. Jednym z piękniejszych elementów polskiej (i nie tylko) historii politycznej była działalność Bundu – Powszechnego Żydowskiego Związku Robotniczego, czyli żydowskiej partii socjalistycznej, w latach 1897-1948, przy czym organizacyjne pozostałości wciąż jeszcze istnieją w USA, Wielkiej Brytanii, Kanadzie oraz Australii. Bund skupiał polskich, litewskich i rosyjskich żydowskich socjalistów. Dążył, w swych początkach, do obalenia caratu, zaprowadzenia socjalistycznego systemu społeczno-gospodarczego i przyznania pełnych praw Żydom. W II RP jego struktury, po zjednoczeniu się z galicyjskimi organizacjami żydowskich socjalistów, były bardzo silne, partia ta startowała w wyborach, podkreślając swój lewicowy, prospołeczny program (aczkolwiek odcinała się od komunistów). Niestety, jej kres położyła II wojna światowa i Holocaust; wielu bundowców zginęło, jakkolwiek to oni w znacznej mierze walczyli o przetrwanie polskich Żydów, stanowili też kadrę do...

Reakcja na burmistrza

Burmistrza nie żadnego polskiego miasta, lecz Nowego Jorku. Albowiem tamtejsze wybory wygrał kandydat Partii Demokratycznej, Zohran Mamdani. Muzułmanin i lewicowiec, przynajmniej wedle amerykańskich standardów. Sam siebie określa mianem socjalisty, co w praktyce oznacza, że w Europie uznany zostałby za typowego socjaldemokratę, kogoś takiego jak polityk naszego Razem. I właśnie na tym pan Mamdani wygrał, podczas kampanii skupił się bowiem na kwestiach socjalno-ekonomicznych, w tym: usprawnieniu funkcjonowania komunikacji miejskiej, rozwoju sklepów z tanią odzieżą czy redukcji nazbyt wysokich czynszów. Dla nowojorczyków takie właśnie sprawy okazały się istotne, toteż większość spośród tamtejszych osób wyborczych oddała swe głosy na Mamdaniego. Z czysto polskiego punktu widzenia jakiegoś wielkiego znaczenia to nie ma, przynajmniej na tym etapie. Warto jednak sprawie się przyjrzeć, z uwagi na reakcję naszego komentariatu, tego prawicowego konkretnie. Poważni analitycy zastanawiają si...

Początek złotej epoki

Dziś osiemdziesiąta pierwsza rocznica publikacji Manifestu Lipcowego (22 lipca 1941 r.), stworzonego przez Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, czyli polskich działaczy lewicowych, jacy podczas II wojny światowej znajdowali się w ZSRR. Dokument ten – tak, podpisał się pod nim Józef Stalin, a jego pierwotna wersja powstała w Moskwie – stanowił fundament polityczny dla Polski powojennej i zmian ustrojowych, o czym za chwilę. W poprzednim ustroju rocznica jego opublikowania była świętem państwowym… i nie widzę powodów, dla których nie miałaby pozostawać nim również obecnie. Data ta uchodzić bowiem może za symbol wyzwolenia naszego państwa spod hitlerowskiej okupacji (a raczej początku wyzwalania, bowiem w pełni nastąpiło ono rzecz jasna w roku 1945) i ukazania planu powojennej odbudowy. Znacznie to lepsze Święto Niepodległości niż 11 listopada, który to dzień tak naprawdę jest rocznicą zamachu stanu dokonanego przez Józefa Piłsudskiego, a II RP dawno już nie ma (na szczęście), podczas g...

Wielkie oszustwo

„ Za kapitalizm nie siedziałbym nie tylko osiem i pół roku, ale nawet miesiąca, tygodnia” – powiedział kiedyś profesor Karol Modzelewski, działacz opozycji w czasach PRL (to on wymyślił nazwę związku zawodowego „Solidarność” i zaliczał się do głównych postaci zgromadzonego wokół niej ruchu), a po 1989 r. wielki krytyk dzikiego kapitalizmu i obrońca praw ludzi przez system ów nieludzki pokrzywdzony. Dlaczego warto przypomnieć ów cytat? Ano, z tej przyczyny, iż dzisiaj 13 grudnia, czyli rocznica – konkretnie czterdziesta trzecia – wprowadzania stanu wojennego, zadaniem którego było zwalczenie ruchu wyrosłego wokół „Solidarności”, obrosłego dziś legendą. A właśnie słowa prof. Modzelewskiego wyrażają, jak wielkim oszustem była tzw. „opozycja demokratyczna”, zgrupowana wokół NSZZ „Solidarność”. Acz, zaznaczyć warto, nie od samego początku. W 1980 roku, kiedy związek ów powstawał, celem faktycznie było wywalczenie lepszych warunków bytowych i wdrożenia w życie idei socjalizmu; postulaty...

Śmierć ruchu robotniczego

Jutro czterdziesta czwarta rocznica zwarcia Porozumień Sierpniowych. Ich stronami były: rząd Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej oraz komitety strajkowe, jakie zaczęły działań nieco wcześniej, podczas strajków. Konkretnie, porozumienia zawierano: 30 sierpnia 1980 r. w Szczecinie, 31 sierpnia w Gdańsku (tam podpisano te najważniejsze, stąd rocznicę obchodzi się właśnie ostatniego dnia tego letniego miesiąca), 3 września w Jastrzębiu-Zdroju oraz 11 września w Dąbrowie Górniczej. Umowy między władzą a związkowcami dotyczyły przede wszystkim rejestracji nowych związków zawodowych, konkretnie NSZZ „Solidarność”, ograniczenia cenzury (i faktycznie ograniczono ją dość mocno), a także publicznego ogłoszenia i przedłożenia do społecznej debaty na temat reformy gospodarczej, zadaniem której było wyprowadzenia państwa z kryzysu drugiej połowy lat 70. ubiegłego stulecia (dotknął on w zasadzie wszystkie światowe gospodarki, najboleśniej te, co rozwijały się na kredyt, w tym polską); opierać...

Gdyby Krzysztof Kamil przeżył

Dziś osiemdziesiąta rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Miało ono na celu wyzwolić stolicę spod hitlerowskiej okupacji tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej. Oczywiście nie udało się, bo nie mogło – Powstańcy z jedną sztuką broni palnej przypadającą na dziesięć osób (co musieli uzupełnić flaszkami z benzyną tudzież wadliwymi bombami domowej roboty) stanęli na czele doskonale uzbrojonych dywizji niemieckich, szykujących się do walki na linii Wisły. Do tego Stalin, któremu idiota Bór-Komorowski groził wypowiedzeniem wojny, celowo wstrzymał ofensywę, aby warszawskie AK się wykrwawiło. I tak właśnie się stało. Postanie, które miało potrać kilka dni, trwało ostatecznie sześćdziesiąt trzy, zginęło ponad czterdzieści tysięcy walczących w nim osób, przeważnie bardzo młodych, często jeszcze dzieci, oraz przeszło dwieście tysięcy cywilów, do tego liczne zwierzęta, hitlerowcy zrównali z ziemią Warszawę, zaś Polskie Państwo Podziemne straciło swoje polityczne znaczenie. Innymi słowy, Pows...

Wyprodukowane w Unii Europejskiej

Chińskie samochody stają się coraz popularniejsze w państwach europejskich. Na drogach, również polskich, przybywa aut MG (marka niby brytyjska, wszelako po bankructwie przejęta przez Chińczyków, przez nich odbudowana i postawiona na nogi), do szturmu szykuje się koncern BAIC i jego samochody Beijnig (Pekin), Volvo chińskie jest już od dłuższego czasu… A to dopiero początek. Pojazdy z Państwa Środka kuszą rozsądniej niż w przypadku większości europejskiej, japońskiej czy koreańskiej konkurencji skalkulowanymi cenami – nie piszę: „niskimi”, takich bowiem na rynku samochodowym już nie ma – całkiem niebrzydką stylistyką, niezłym wyposażeniem, jak również rozwiązaniami technologicznymi i jakością, które wcale nie odstają na niekorzyść od innych aut. Jako się rzekło, kolejni chińscy producenci wchodzą do Unii Europejskiej. Przykładowo, na dniach na kilku pierwszych unijnych rynkach, w tym polskim (ofensywa jest szeroko zakrojona, skoro do końca bieżącego roku ma nad Wisłą powstać trzyd...

Jadłodzielnie

Minęło nam oto Boże Narodzenie/Solstycja/Jule/Gody, przy czym te ostatnie, wedle niektórych źródeł mówiących o Słowianach i ich religii, trwały kilkanaście dni i kończyły się w okolicach 6 stycznia, uznajmy zatem, że niech sobie jeszcze trwają. W każdym razie, jak co roku wielu ludziom zostało to, czego w dwa świąteczne dni (trzy, licząc z Wigilią, która w tym roku wypadła w ustawowo wolną od pracy niedzielę) nie zjedli. I, niestety, większość z tego wyląduje na śmietniku. Innymi słowy, znów będziemy mieli do czynienia z marnowaniem żywności na ogromną skalę. Zjawisko owo patologiczne jest charakterystyczne nie tylko dla Polski, lecz dla chyba wszystkich państw kapitalistycznych, większość obywateli których sterowana jest przy użyciu przekazu reklamowego, nakazującego kupować więcej i więcej, i nie tylko w okresie świątecznym. Dlatego jeszcze przed świętami pojawiło się w mediach (społecznościowych tudzież innych) wiele apeli, aby niezjedzonej żywności – tej przynajmniej, jaka ma dł...

Chińskie zwycięstwo?

Jak wiemy, Europa (i nie tylko, bo w wielu innych państwach i regionach trend ów też postępuje) stawia na elektryfikację motoryzacji. Od 2035 roku nowe samochody z silnikami spalinowymi mają już w UE nie być sprzedawane. Nawet jednak bez unijnych regulacji wszystkie już w zasadzie marki obecne na naszym kontynencie oferują co najmniej jeden model z napędem elektrycznym, a niektóre (Audi i Volvo dla przykładu) zaprzestały rozwijania technologii spalinowej i teraz tylko wykańczają części do obecnej bazy modelowej. Jasne, auta na prąd mają od czorta i jeszcze trochę poważnych wad. Łatwo ulegają pożarom, czas ładowania jest wciąż stosunkowo długi, a zasięgi (w zależności od modelu) dość krótkie, nie radzą sobie z mrozami, są też niezbyt ekologiczne z uwagi na zanieczyszczenia generowane przy produkcji baterii, zaś wydobycie potrzebnych surowców to praca w gorszych warunkach niż w łagrze (ale to już wina kapitalizmu, nie samochodów). Niemniej, mają one też sporo zalet, taką zwłaszcza, że ...

Przygotowania do wojny?

Na początek – serdecznie przepraszam za brak wczorajszej notki. Niestety, miałem bardzo ważną sprawę do załatwienia, nie wygospodarowałem zatem czasu na jej napisanie. No, ale dziś już jestem, toteż zapraszam do lektury. Jak pisałem w tekście o autocenzurze, gościnny wykład na jednej z polskich uczelni wygłosić miał profesor Grzegorz Kołodko, najwybitniejszy obecnie polski ekonomista. Wydarzenie to zostało wszelako odwołane; władze owego przybytku wystraszyły się tego, że pan profesor rzekomo „chwali Chiny”, konkretnie – ich system społeczno-ekonomiczny, czyli wypracowany nad Jangcy i Huang-he model socjalizmu. W istocie nie chwali, ale bada – rzetelnie, co oznacza, iż dostrzega zarówno jego dobre, jak też złe strony. Niestety fakt, iż wymienia te pierwsze, wystarczył do uznania pana Kołodkę za „nazbyt kontrowersyjnego” naukowca. Głupota i autocenzura uczelnianych władz to sprawa przykra, niemniej stanowiąca jedynie część większego problemu… za którym kryć się może coś znacznie, al...

Początek targowicy

Dziś czterdziesta druga rocznica Porozumień Sierpniowych, zawartych w 1980 roku pomiędzy strajkującymi (i wspartymi przez niektórych inteligentów) robotnikami z „Solidarności”, zorganizowanymi w Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, a PZPR-owską władzą. Źródłem strajków – odbywających się, o czym dziś mało kto wspomina, pod hasłami: „Socjalizm – TAK, wypaczenia – NIE!” i „Proletariusze wszystkich krajów, łącznie się!” (zaczerpnięte ono zostało oczywiście z „Manifestu Komunistycznego” Karola Marksa i Fryderyka Engelsa) – była pogarszająca się (ale nie aż tak bardzo, jak głosi dzisiejsza kapitalistyczna propaganda) koniunktura gospodarcza, co wynikało z zawalenia się systemu z Bretton Woods (sztywny kurs dolara wobec złota i sztywny kurs innych walut wobec dolara) kilka lat wcześniej, które mocno walnęło w państwa mające zaciągnięte kredyty, w tym w Polskę, a także z postępującego kryzysu paliwowego. Mówiąc krótko, zasobność naszego społeczeństwa poprawiała się wolniej, niż zapowiadały gier...

Forsa wrogów życia

Na facebookowych profilach polityków Lewicy pojawił się pomysł, by majątki oligarchów rosyjskich poszły na reparacje wojenne dla Ukrainy. Czy to w ogóle byłoby do zrealizowania, nie wiem, ale sama zasada jest słuszna. W końcu Władimir Putin to polityk (coraz bardziej skrajnie) prawicowy, zatem działający w interesie rosyjskich kapitalistów, czyli właśnie oligarchów, stanowiących klasę panującą, a zarazem pasożytniczo-wyzyskującą; atak na Ukrainę też jest realizacją tej zasady, przy czym wszystko wskazuje na to, że władze Rosji, formalne i realne, popełniły wielki błąd. W każdym razie, nie widzę przeciwwskazań, by na szczytny cel uszczuplić konta miliarderów. Nie tylko zresztą rosyjskich. Skoro bowiem wojna w Ukrainie toczy się w interesie USA, to niechże i amerykański kapitał wspomoże naddnieprzańskie państwo. No i Ukraińcy też będą musieli uporać się z własnymi oligarchami. To jednak kwestia przyszłości. Ale pomysł polityków polskiej Lewicy winien być rozszerzony na cały świat. Ko...

Młodych lewicowców marzenia o Polsce

Od dawna uważam, że aby pokonać, czyli odsunąć od władzy Bezprawie i Niesprawiedliwość, potrzebny jest dobry program. Dobry, czyli taki, który zawierał będzie rozwiązania korzystne dla wszystkich obywateli, zarazem proponując pociągającą – i możliwą do zrealizowania – wizję Polski. Oczywistym jest, że taki program może stworzyć jedynie prospołeczna lewica, skoncentrowana nie na kapitale, ale na ludziach (i przyrodzie oczywiście). No i ugrupowania wchodzące w skład sejmowej Lewicy takie właśnie działania podejmują. Jakiś czas temu odbyła się ich konwencja programowa, podczas której oddano głos młodym (działaczom lewicowych młodzieżówek), by zaprezentowali oni swoje postulaty. Na tym się, na szczęście, nie skończyło, bo Federacja Młodych Socjaldemokratów, czyli SLD-owska młodzieżówka, ogłosiła niedawno swój program społeczny, całkiem rozbudowany i kompleksowy (dostępny jest tutaj: https://nowyfms.pl/lib/tye33z/Czas-na-Zmiany-BazaFMS-ko5sh8s9.pdf ). Zawarte w nim postulaty podzielone z...