Posty

Wyświetlam posty z etykietą nauka

Wsparcia brak

W ostatnich dniach Polacy – ci w każdym razie, którzy interesują się sportem – żyją sukcesami Mai Chwalińskiej, tenisistki. Mnie sport nie interesuję, ale pani Mai gratuluję i życzę dalszych sukcesów. Warto wszakże zauważyć, że zaraz po tym, jak doszła do finału w nader ważnym turnieju tenisowym, w internecie pojawiły się informacje, iż kilka lat temu, gdy dopiero rozkręcała swą karierę, bodajże trzykrotnie (jeśli coś pokiełbasiłem, to przepraszam) zwracała się do, wówczas PiS-owskiego, Ministerstwa Sportu o wsparcie finansowe. Nieodmiennie jej odmawiano, ponieważ jakoby „nie rokowała”. Cóż, najprawdopodobniej PiS-owcy, jako typowi prawicowcy i solidaruchy, woleli paść się osobiście na publicznych pieniądzach, niż przeznaczać je na rozwój, w tym przypadku, tenisa ziemnego. Jak sądzę, przypadek Mai Chwalińskiej nie jest odosobniony. Politycy – prawicowych dotyczy to szczególnie, wszak dosłownie ociekają obłudą tudzież fałszem – uwielbiają grzać się w blasku sportowców (i, w mniejsz...

Więcej na naukę

Więcej pieniędzy oczywiście. Ale po kolei. Przedwczoraj w Warszawie odbyły się demonstracje, osoby uczestniczące w których domagały się przeznaczania większych środków na polską naukę. Konkretnie 3 proc. PKB. Czy tyle by wystarczyło, przyznam szczerze, nie wiem; podejrzewam, iż jest to absolutne minimum. Tak czy owak, sektor ten zalicza się do tych, które w (k)raju nad Wisłą są drastycznie niedofinansowane. Na czym cierpią nie tylko zarobki naukowców i pracowników uczelni, ale też przeprowadzane jest mniej badań, niż mogłoby, rozwój technologiczny Polski również postępuje w tempie spowolnionym (a takie na przykład satelity dobitnie świadczą, na co nas stać – tylko więcej pieniędzy potrzeba). Co najwyżej składamy cudze technologie, zamiast kreować własne. A polscy naukowcy robią kariery na zagranicznych uczelniach (drenaż mózgów). Nie oszukujmy się, sektor naukowy znajdował się i nadal znajduje poza zainteresowaniem solidaruchów, jacy dopchali się do władzy w 1989 roku, oszukawszy sp...

Pasożyt w kosmosie

NASA, po wielu latach przerwy, szykuje się do kolejnych misji na Księżyc. Tym razem nie będą one nosiły kryptonimu Apollo, lecz Artemis (Artemida). Imię niby lotne, ale nie wiadomo, jak to z tymi lotami będzie. A to z kliku powodów. Pierwszy, testowy i bezzałogowy start, Artemis I, już się odbył, w roku 2022. Zakończył się sukcesem. W najbliższych tygodniach wyruszyć ma w przestrzeń kosmiczną misja Artemis II, tym razem załogowa. Amerykańscy astronauci nie wylądują wprawdzie na Księżycu, lecz znajdą się w przestrzeni wokół niego, na dystansie większym od Ziemi, niż dotychczas człowiek dotarł. Celem jest m.in. sprawdzenie, jak taki lot wpłynie na ich zdrowie. Problem w tym, że rakieta, która ma ich wynieść w kosmos, boryka się z… wyciekami rozlicznych płynów. Cóż, nikt nie powiedział, że amerykańska technologia jest dobra i solidna. Termin startu jest więc na razie nieznany. W każdym razie, kolejne etapy Artemis obejmują między innymi budowę stacji orbitalnej, oczywiście na orbicie ...

Moda na słowiańskość

Dziś będzie o zjawisku, moim skromnym zdaniem, pozytywnym. Jest nim panująca w Polsce już od lat moda na słowiańskość. Niektóre związane ze słowiańskością zjawiska wykraczają zresztą poza modę w rozumieniu kulturowym czy marketingowym. Chyba najlepszym przykładem jest rozwijające się rodzimowierstwo, czyli religia odwołująca się z przedchrześcijańskich kultów naszych przodków; powstają i zdobywają coraz więcej członków tego typu związki wyznaniowe, a organizowane przez nich obrzędy stają się zyskującymi na popularności wydarzeniami kulturowymi. Obecnie nie wyznaję wprawdzie żadnej religii, niemniej dla rodzimowierców żywię ogromny szacunek, ponieważ swoje wyznanie rozwijają poprzez ciężką pracę, pieczołowicie wygrzebując, analizując i ożywiając prasłowiańskie elementy, jakie zachowały się w folklorze lub zostały wchłonięte przez chrześcijaństwo. Obok religii, mamy też wysyp – od internetu po literaturę – analiz i opracowań mitologii słowiańskiej. Coraz więcej osób zajmuje się jej ...

Początek złotej epoki

Dziś osiemdziesiąta pierwsza rocznica publikacji Manifestu Lipcowego (22 lipca 1941 r.), stworzonego przez Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, czyli polskich działaczy lewicowych, jacy podczas II wojny światowej znajdowali się w ZSRR. Dokument ten – tak, podpisał się pod nim Józef Stalin, a jego pierwotna wersja powstała w Moskwie – stanowił fundament polityczny dla Polski powojennej i zmian ustrojowych, o czym za chwilę. W poprzednim ustroju rocznica jego opublikowania była świętem państwowym… i nie widzę powodów, dla których nie miałaby pozostawać nim również obecnie. Data ta uchodzić bowiem może za symbol wyzwolenia naszego państwa spod hitlerowskiej okupacji (a raczej początku wyzwalania, bowiem w pełni nastąpiło ono rzecz jasna w roku 1945) i ukazania planu powojennej odbudowy. Znacznie to lepsze Święto Niepodległości niż 11 listopada, który to dzień tak naprawdę jest rocznicą zamachu stanu dokonanego przez Józefa Piłsudskiego, a II RP dawno już nie ma (na szczęście), podczas g...

W kosmosie

Wreszcie sukces zarówno Polaka, jak i Polski. Pan Sławosz Uznański-Wiśniewski leci w kosmos; rakieta z nim na pokładzie już wystartowała. Tym samym został on drugim, po generale Mirosławie Hermaszewskim, polskim astronautą. Odbędzie misję na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, gdzie zajmie się prowadzeniem badań naukowych z zakresu medycy, inżynierii i biologii w warunkach mikrograwitacji. Nie znam się na tym, ale podejrzewam, iż z punktu widzenia astronautyki jest to bardzo ważne zadanie. Sławosz Uznański-Wiśniewski odbywa swój lot na mocy porozumienia, jakie Polska zawarła z Europejską Agencją Kosmiczną i prywatną amerykańską firmą Axiom Space (organizuje loty na Międzynarodową Stację Kosmiczną). Nie obyło się też bez pomocy NASA. Z sukcesu – będzie pełen oczywiście wtedy, gdy astronauta bezpiecznie i bezproblemowo wróci na Ziemię – zdecydowanie warto się cieszyć. Zwłaszcza, że – poza niektórymi dyscyplinami sportu, literaturą, produkcją gier komputerowych i wideo, ostatnio też k...

Chiński statek kosmiczny

Na świecie jest tyle zła (wojna rosyjsko-ukraińska, masowe zbrodnie w Afryce, rzeź Palestyny, krwawa izraelsko-amerykańska okupacja Jemenu, topniejące lodowce w Himalajach, pożary nad Biebrzą…), że chyba warto napisać o czymś pozytywnym. Oto dziś właśnie z Centrum Startowego Jiuquan (chińska część pustyni Gobi) wystartować ma załogowy statek kosmiczny Shenzhou-20. Trzech astronautów poleci nim na znajdującą się czterysta kilometrów nad Ziemią stację Tiangong (Niebiański Pałac), gdzie pozostać mają przez około pół roku, prowadząc badania oraz różnego rodzaju testy, znaczenie których dla przyszłej eksploracji kosmosu ma być ogromne. Jest to nie tylko misja czysto techniczna, ale też część większej strategii, zmierzającej do przyszłych chińskich ekspedycji najpierw księżycowych, a w dalszej kolejności międzyplanetarnych. No, ciekawe, jak się to Chińczykom uda? Całkiem możliwe, że nieźle. Chińska Narodowa Agencja Kosmiczna (CNSA) od lat poczyna sobie w przestrzeni pozaziemskiej cora...

Celebrytet

Kiedy jestem chory, idę do lekarza, stosuję się do jego zaleceń i zażywam leki, jakie mi przepisze (z tej ostatniej zasady wyłamałem się tylko raz, kiedy dostałem receptę na niepotrzebne mi tabletki na ciśnienie). Dzięki temu leczę się ze schorzeń, obecnie z depresji (to, że w ogóle czytacie te słowa, jest efektem tego, że mam psa – opieka nad nim i konieczność wyprowadzania powodują, iż jakoś zbieram siły do codziennej aktywności – oraz przyjmuję lekarstwa, które dosłownie podtrzymują mnie przy życiu i powodują, że mój stan się sukcesywnie poprawia). Owszem, nie gardzę też radami odnośnie zdrowej diety czy trybu życia, które otrzymuję od nie-lekarzy, ale pod warunkiem, że wygłaszają je osoby, które miały z daną chorobą doświadczenie lub dysponują realną wiedzą na jej temat (zaczerpniętą z merytorycznych źródeł medycznych; nie tylko pracownicy systemu opieki zdrowotnej mogą z nich korzystać). Nigdy za to nie diagnozuję się z pomocą wujka Google’a ani portali społecznościowych, a tym ...

Depresja i lenistwo

Często brana za chwilowy dołek, pogorszenie nastroju, a w istocie będąca bardzo groźną, nader często śmiertelną chorobą, depresja pleni się po świecie, stanowiąc jedną z najczęstszych przyczyn zgonów. W Polsce w zeszłym roku, wedle danych Sanepidu, cierpiało na nią 4 mln osób; w 2022 r. prawdopodobnie będzie ich jeszcze więcej (sam zresztą pogorszyłem szkaradną ową statystykę). Wiadomo: skutki pandemii (utrata bliskich osób, przykładowo), pogarszająca się – niejednokrotnie z zawrotną prędkością – kondycja bytowa, inflacja i wzrost opłat, wciąż zbyt niskie płace (w wielu firmach znacząco obniżone, mimo wzięcia przez szefostwo forsy z tarcz antykryzysowych), niestabilne zatrudnienie (a zatem i niestabilny byt), strach o jutro, przyczyny osobiste (nieraz nie zgadlibyśmy, jakie)… Powodów zapadnięcia na paskudną ową dysfunkcję jest multum. Co przerażające, depresję diagnozuje się u osób coraz młodszych, w tym nastolatków, a nawet dzieci poniżej dziesiątego roku życia; ich stan bywa napr...

Ciemnota i kapitalizm

Dziś zajmiemy się takim małym zestawieniem. Oto Teleskop Webba sfotografował powierzchnię Jowisza. Na jego biegunach widać zorze. Coś wspaniałego; naprawdę warto poszukać w internecie zdjęcia i sobie pooglądać. A to tylko jeden z licznych przykładów postępującej eksploracji kosmosu przy użyciu teleskopów, satelitów oraz im podobnych urządzeń. Wprawdzie misji załogowych na inne planety jeszcze nie ma (zbyt drogie, zbyt ryzykowne i szkodliwe dla ludzkiego zdrowia – nieważkość naszym organizmom nie służy, promieniowanie kosmiczne tym bardziej nie), ale mimo to z dnia na dzień wiemy coraz więcej o Układzie Słonecznym, powierzchni zaliczanych do niego planet, składzie ich atmosfery, a nawet o tym, co dzieje się jeszcze dalej w kosmosie, i jakie były początki wszechświata… W ogóle nauka rozwinęła się tak bardzo, że samo śledzenie odkryć z jednej tylko pod-dziedziny określonej dyscypliny jest zajęciem pełnoetatowym, nie wspominając już o tym, że wymagającym gigantycznej wiedzy. Każdego dni...

Elita

Przy okazji awantury wywołanej wielce niefortunną wypowiedzią Olgi Tokarczuk (odniosłem się do niej w zeszłym tygodniu) rozgorzała w Polsce dyskusja o klasizmie i elitaryzmie. Przypomnę, że ten pierwszy jest dyskryminowaniem i gardzeniem osobami ze względu na przynależność do mniej zamożnych i/lub trudniących się ciężką pracą klas społecznych, a ten drugi – dyskryminacją i pogardzą wobec ludzi nieprzynależących do elit. No właśnie, co to są elity? Kogo do nich zaliczyć? Moim zdaniem, kwestia jest wewnętrznie dość rozbudowana i w znacznej mierze subiektywna. Zależy bowiem od tego, o JAKICH elitach mówimy, samo to pojęcie dotyczyć może osób wyróżnianych na podstawie rozmaitych czynników. Dla mnie elitami zawsze byli ludzie, którzy czymś się odznaczali: albo wybitnymi osiągnięciami, albo wyższymi niż reszta kwalifikacjami, albo jakimiś cechami, które wyróżniają ich spośród ogółu. I tak, elitą kultury i sztuki są wybitni twórcy (owszem, Olgę Tokarczuk też za takową uznaję, mimo iż j...

Zalety świeckości

Dawno, dawno temu, bo już w I wieku n. e., pewien żydowski robotnik i rewolucjonista zaapelował o oddanie cesarzowi, co cesarskie, a Bogu, co boskie. Był to pierwszy w historii apel o świeckie państwo. W tamtych czasach iście rewolucyjny; przypomnę, że w starożytności, zwłaszcza w świecie hellenistycznym, w ramach którego działał ów robotnik, polityka była nierozłącznie związana z religią: fundamentem bytu państwowego był kult poszczególnych bóstw, władcy/politycy pozostawali zarazem kapłanami, a uroczystości państwowe miały charakter religijny. Dziś zresztą apel o świeckość życia publicznego też jest, w niektórych przynajmniej krajach (tak, w Polsce również) nad wyraz postępowy. Tak naprawdę, owa Chrystusowa idea pozostawała przez ładnych kilkanaście stuleci zapomniana, aż dopiero w epoce Oświecenia, kiedy to nowoczesne, oparte na rozumie prądy myślowe doprowadzać jęły do rozwoju państwowości opartej o wzorce republikańskie, odkurzyli ją lewicowcy i liberałowie; oni też próbowali wd...

Wizja dla szkoły

W ostatnich dniach podjęto próbę odwołania ministra ciemnoty, Przemysława Czarnka. Biorąc pod uwagę sejmową arytmetykę, była ona z góry skazana na niepowodzenie, niemniej jednak wnioskodawcy (Lewica, Akcja Demokracja, Związek Nauczycielstwa Polskiego, czyli organizacje zbierające podpisy pod obywatelskim wotum nieufności dla rzeczonego neonazisty) celnie wypunktowali to, co bestia owa zamierza uczynić z polską edukacją (i tak od lat wątpliwą). Wskazano zatem na faszerowanie programów szkolnych treściami skrajnie prawicowymi, np. chorym kultem tzw. „żołnierzy wyklętych”, większą troskę o umieszczenie na liście lektur tekstów Jana Pawła II niż o nowoczesność szkolnictwa, próbę wprowadzenia obowiązkowych lekcji religii (lub etyki… ale „uczonej” przez księży tudzież „socjalistów” po uczelniach Rydzyka), brak walki z nietolerancją wobec osób LGBT w placówkach „oświatowych” (a wręcz zachęcanie do niej), itd. Rzecz jasna, to tylko wybrane wady Czarnka jako ministra ciemnoty (edukacją ani ty...

Dlaczego się szczepię

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, jutro przyjmę drugą dawkę szczepionki przeciwko COVID-19 firmy Moderna (w sumie cieszę się, że akurat taka mi się trafiła, gdyż – już po pierwszym szczepieniu – dowiedziałem się, iż ta konkretna marka udostępniła patent swojego preparatu i nie będzie ścigała sądownie producentów, którzy go wykorzystają). Cieszę się na to szczepienie z kilku powodów. Pierwszym jest ten, że po przyjęciu dawki numer dwa będę miał spokój. Przynajmniej na rok, bo może się okazać, iż szczepienie przeciwko koronawirusowi – tak jak przeciw grypie – będzie trzeba regularnie powtarzać . To wszelako kwestia przyszłości, w dodatku niepewnej, zatem szkoda sobie tym teraz nerwy szargać. Drugim powodem, dla jakiego zdecydowałem się na szczepienie, jest to, iż nie muszę za nie płacić. Serio, to ważna kwestia, uważam bowiem, że szczepionki – w każdym razie, te przeciwko najczęściej występującym chorobom zakaźnym (np. grypie), jak i te, co mogą spowodować zastopowanie pandemi...

Przykład niebezpiecznej ciemnoty

Fajny miał pomysł pan prezydent miasta Wałbrzych (gospodarczo zniszczonego przez prawicę postsolidarnościową, ale to inna historia), z zawodu będący lekarzem. Otóż, wyszedł on z inicjatywą obowiązkowych szczepień dla mieszkańców tejże dolnośląskiej aglomeracji. Idea owa spodobała się najwyraźniej większości wałbrzyskich radnych, którzy przyjęli odpowiednią uchwałę. Tę, niestety, uchylił PiS-owski wojewoda, toteż w życie nie weszła. Co jeszcze gorsze, u części wałbrzyszan pomysł obowiązkowych szczepień wywołał istną furię. Grożą teraz swojemu prezydentowi śmiercią, wyzywają go od doktora Mengele (zaiste chory absurd; Mengele przeprowadzał w Auschwitz odrażające eksperymenty i mordował ludzi, prezydent zaś Wałbrzycha chciał ludzkie życia ratować) i – jednym tchem! – do… Żyda (dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat i ludzka głupota, przy czym co do wszechświata nie ma pewności, a na nieskończoność ludzkiej głupoty dowód stanowią przytoczone wyzwiska), gromadzą się pod jego domem; samorz...

Prawica i zacofanie

W kulminacyjnej scenie znakomitego filmu Konopielka (reż. Witold Leszczyński), na podstawie prozy Edwarda Redlińskiego, podlascy chłopi kłócą się o to, czy żniwa przeprowadzać należy kosą – jak chce „postępowy” (akcja rozgrywa się w okresie PRL, kiedy traktory i kombajny mocno się upowszechniły) Kaziuk (Krzysztof Majchrzak), czy też – jak każe wioskowa tradycja – sierpem… a w tle słychać przelatujący odrzutowiec. Jest to chyba najgenialniejszy w polskiej kinematografii – i kulturze w ogóle – portret polskiego zacofania, dotykającego bynajmniej nie tylko wsi. Dziś bardziej niż technologiczne, dotyka nas zacofanie mentalne, znacznie od technologicznego gorsze. Przykładowo, niejaki Czarnek Przemysław, minister ciemnoty w nie-rządzie Bezprawia i Niesprawiedliwości, zamiast troszczyć się o to, by polska nauka się rozwijała, domaga się, żeby lansowała ona konserwatywne wzorce społeczne. I propaguje nową dziedzinę… hm… wiedzy, czyli biblistykę. Cóż, Biblię, podobnie zresztą jak każde inne ...

Sklonowany dinozaur

Kapitalista Elon Musk kojarzony jest, trafnie zresztą, z wyjątkowo tandetnymi, do tego wyposażonymi w powodujące zagrożenie na drodze systemy „bezpieczeństwa” samochodami elektrycznymi marki Tesla, czy też z prywatnymi lotami w kosmos (firma SpaceX, bazująca na technologii ze złomowiska NASA; niedawno rozbiły jej się dwie rakiety), ale to niejedyne dziedziny, w jakie ładuje pieniądze. Jest też założycielem przedsiębiorstwa Neuralink, opracowującego interfejs mózg-komputer; ostatnio zaprezentowało ono film przedstawiający małpę podłączoną do gry wideo i grającą z pomogą własnego mózgu (cóż, gdyby Musk podłączył do tejże gry samego siebie, eksperyment chyba by się nie powiódł, bo miliarder nie miałby czym grać). Owo przedsiębiorstwo znów zabłysnęło. Otóż, współzałożyciel Neuralink, a zarazem bliski współpracownik Muska, Max Hodak, ogłosił, że chciałby… sklonować dinozaury i stworzyć autentyczny Park Jurajski, taki jak ten opisany w powieści Michaela Crichtona i pokazany w filmie Steven...