Posty

Wyświetlam posty z etykietą Watykan

Komu służy prawica?

Wystarczy nieco uważniej poobserwować polską scenę polityczną, a także zaznajomić się cokolwiek z naszymi dziejami, żeby przekonać się, iż w (k)raju nad Wisłą nie było, nie ma i zapewne nie będzie ugrupowania prawicowego, jakie służyłoby Polsce i jej społeczeństwu (z wyjątkiem oczywiście klas pasożytniczo-wyzyskujących). Już konfederacja targowicka – pierwsza polska formacja prawicowa – służyła carskiej Rosji, która zresztą stała za jej powołaniem. Endecy też długo lepili się do cara, a w II RP wysługiwali się kapitałowi i arystokracji. „Solidarność” i ruch, jaki wokół niej wyrósł, w latach 80. XX wieku, były instrumentami USA oraz Watykanu. I tak dalej. A jak jest obecnie z polską prawicą? To znaczy, komu służy, czy raczej się wysługuje? Wszyscy, ale to wszyscy prawicowi politycy tudzież wszystkie ugrupowania z prawej strony sceny politycznej działają na smyczy wielkiego kapitału, zarówno obcego (amerykańskiego, zachodniego, japońskiego, koreańskiego, ponadnarodowego), jak też lokal...

Nowy papież

No i stało się. Konklawe poszło szybko, nowy papież został wybrany. Jest nim Amerykanin, pochodzący z Chicago Robert Francis Prevost. Przybrał imię Leona XIV. Urodził się w 1955 roku i jest augustianinem. W swoim życiu i karierze duchownej działał nie tylko w USA; wiele lat spędził w Peru jako misjonarz i wykładowca. Podobnie więc jak Franciszek, związany jest mocno z Ameryką Południową, mimo iż pochodzi z Północnej. Przemawia za nim wykształcenie oraz poliglotyzm. Jakim papieżem okaże się Leon XIV, oczywiście czas pokaże. Z mojej perspektywy… cóż, większego znaczenie to nie ma; mógłbym rzec: nie mój cyrk, więc i małpy nie moje. Z drugiej strony, papież pozostaje przywódcą dużego związku wyznaniowego, w Polsce wciąż jeszcze zrzeszającego zdecydowaną większość społeczeństwa i (zdecydowanie zbyt, a co gorsza, po złej stronie) zaangażowanego politycznie, toteż warto rzeczy całej poświęcić trochę uwagi. Ogólnie, wedle kościelnych źródeł, Prevost uchodzi za umiarkowanego. Z jednej st...

Zgon papieża

Dzisiejsza notka miała być o czymś innym, ale zaszło wydarzenie, o którym warto napisać. Mianowicie wczoraj, w wieku lat osiemdziesięciu ośmiu, zmarł Jorge Mario Bergoglio, czyli papież Franciszek. Był on argentyńskim jezuitą, w 1992 roku Jan Paweł II wyświęcił go na biskupa, a w 2001 roku został kardynałem, z kolei pontyfikat rozpoczął 13 marca 2013 roku. Na czele państwa Watykan i Kościoła katolickiego zastąpił konserwatywnego Benedykta XVI (abdykował), no i musiał poradzić sobie z dziedzictwem Jana Pawła II, czyli reakcyjnym gnojem, jaki Polak po sobie zostawił. Franciszek wielu katolikom niósł nadzieję na odnowienie ich Kościoła. Miał znacznie bardziej postępowe i prospołeczne poglądy niż jego poprzednicy (niektórzy komentatorzy określali go wręcz mianem lewicującego), znakiem rozpoznawczym pełnienia przez niego papieskiego urzędu była skromność, zapowiedział też budowę „Kościoła ubogiego i dla ubogich”. Zaczynało się, szczerze przyznam, bardzo ładnie. Papież skierował swą uwa...

Papieski show

Papież Franciszek, lat osiemdziesiąt osiem (jeśli dobrze pamiętam), zmaga się z problemami zdrowotnymi. Nic dziwnego w tym wieku. Niedawno trafił nawet do szpitala. Biorąc pod uwagę stanowisko, jakie ten pan zajmuje, przewodniczenie jednemu z największych związków wyznaniowych oraz (słabnącą, ale wciąż się liczącą) pozycję polityczną papiestwa, media mają używanie. Innymi słowy, znów trwa papieski show, nie tak wprawdzie intensywny (przynajmniej w Polsce; nie wiem, jak w winnych państwach), co w okresie, kiedy zbliżał się zgon Jana Pawła II, niemniej i tak niesmaczny. Te jeszcze jakoś strawne wiadomości dotyczą analiz, kto może zostać następcą Franciszka. W nich akurat nic dziwnego, ani na dobrą sprawę złego nie ma; wiadomo przecież, że pontyfikat obecnego papieża prędzej czy później skończyć się musi, a spekulacje, kto będzie następny i co może sobą reprezentować, są naturalne. To swoisty odpowiednik – w uproszczeniu – sondaży poparcia dla partii czy polityków. Nic dziwnego nie m...

Widmo nowego konklawe

Widmo krąży nad Watykanem i Kościołem katolickim. Widom kolejnego konklawe. Albowiem papież Franciszek, lat osiemdziesiąt osiem, od kilku dni przebywa w szpitalu, zmagając się z obustronnym zapalaniem płuc. A w mediach można już dostrzec spekulacje, kto może zostać jego następcą. Całkiem możliwe, że przedwczesne; nie da się wszak wykluczyć, iż papież z choróbska się wyliże i jeszcze trochę na swoim stanowisku pozostanie. Inna bajka, że może wyzdrowieć i, śladem swojego poprzednika, Benedykta XVI, abdykować. Zobaczymy, jak będzie. Póki co, pontyfikat Franciszka trwa… i podlega ocenom. Nie da się ukryć, że dla wielu katolików wybór Jorge Bergoglia na biskupa Rzymu i szefa Kościoła katolickiego wiązał się z nadziejami, w niektórych przypadkach wielkimi, w innych bardziej wyważonymi i ostrożnymi. Pan Bergoglio pochodzi bowiem z Argentyny, co oznacza, że jest pierwszym od VIII wieku papieżem spoza Europy. Ponadto, żywi też – a przynajmniej takie sprawiał wrażenie – poglądy całkiem (jak...

Śmierć ruchu robotniczego

Jutro czterdziesta czwarta rocznica zwarcia Porozumień Sierpniowych. Ich stronami były: rząd Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej oraz komitety strajkowe, jakie zaczęły działań nieco wcześniej, podczas strajków. Konkretnie, porozumienia zawierano: 30 sierpnia 1980 r. w Szczecinie, 31 sierpnia w Gdańsku (tam podpisano te najważniejsze, stąd rocznicę obchodzi się właśnie ostatniego dnia tego letniego miesiąca), 3 września w Jastrzębiu-Zdroju oraz 11 września w Dąbrowie Górniczej. Umowy między władzą a związkowcami dotyczyły przede wszystkim rejestracji nowych związków zawodowych, konkretnie NSZZ „Solidarność”, ograniczenia cenzury (i faktycznie ograniczono ją dość mocno), a także publicznego ogłoszenia i przedłożenia do społecznej debaty na temat reformy gospodarczej, zadaniem której było wyprowadzenia państwa z kryzysu drugiej połowy lat 70. ubiegłego stulecia (dotknął on w zasadzie wszystkie światowe gospodarki, najboleśniej te, co rozwijały się na kredyt, w tym polską); opierać...

Świecka Polska

W miniony weekend kolejną konwencję programową miała Lewica – tym razem dotyczyła ona świeckiego państwa, czyli czegoś, czym Polska jest na papierze, ale nie w rzeczywistości; odkąd bowiem klerykalna prawica postsolidarnościowa, oszukawszy miliony ludzi, dorwała się w 1989 roku do władzy, buduje nad Wisłą państwo wyznaniowe, które pod PiS-owskim nie-rządem przybiera szczególnie prymitywną, brutalną formę. Solidaruchy podporządkowały nas nie tylko międzynarodowym koncernom i korporacjom, wyprzedając im ojczyznę (cóż, CIA w latach 80. płaciła, światowy kapitał zażądał wyrazów wdzięczności), ale też Kościołowi katolickiemu. Związek ów wyznaniowy zyskał gigantyczną, niezasłużoną pozycję: ogromny wpływ na prawodawstwo (zwłaszcza dotyczące praw kobiet i osób LGBT+), przywileje fiskalne i majątkowe, nieruchomości… Kultura została w znacznej mierze sklerykalizowana, katolicyzm stał się wyznacznikiem norm moralnych, narzucanych i regulowanych przez instytucje publiczne ze szkołami na czele, a ...

Franek i wojna

Wielka krytyka płynie w kierunku papieża Franciszka, głównie ze środowisk lewicowych i liberalnych, nie tylko z Polski, ale też z wielu innych państw. I nie chodzi o to, że jego walka z kościelną pedofilią straciła impet, jaki wykazywała na początku pontyfikatu, reformy Watykanu utknęły w głębokim mule, papieska tolerancja wobec osób LGBT okazała się mniejsza, niż początkowo się wydawało (identycznie zresztą, jak rzekome poszanowanie dla praw kobiet), a skromny styl życia zdążył się przez te wszystkie lata znudzić nawet fanom. Franciszek nagrabił sobie oto wyjątkowo niejednoznacznym stosunkiem wobec obecnej wojny rosyjsko-ukraińskiej; liczni krytycy oskarżają go wręcz o stanie po stronie Putina, a przynajmniej o bycie jego pożytecznym idiotą. Może jest w tym pewna przesada… ale sporo racji też. Otóż, od początku obecnej fazy konfliktu (trwa on, przypominam, od 2014 roku), czyli od momentu wkroczenia wojsk rosyjskich do Ukrainy, papież nie nazwał rzeczy po imieniu (agresja, inwazja,...

Rywalizacja na klerykalizm

Politycy prawicy chyba nie dostrzegają, że społeczeństwo polskie się laicyzuje. Proces ów może nie zachodzi w aż tak nagłym tempie jak kilka lat temu w Irlandii, kościoły nie zapłonęły u nas jak niedawno w Kanadzie… niemniej sukcesywnie spada liczba osób uczestniczących – nie tylko regularnie, ale w ogóle – w nabożeństwach katolickich z mszami na czele, młodzież (zwłaszcza w metropoliach, ale do średnich i małych miast, jak również na wieś trend ów też dotrze w większej niż obecnie skali) masowo wypisuje się ze szkolnej katechezy, w dyskursie społecznym, mediach oraz kulturze i sztuce coraz wyraźniej widoczne są treści krytyczne wobec Kościoła katolickiego, a często wprost antyklerykalne, coraz więcej organizacji społecznych głośno domaga się wprowadzenia świeckiego (REALNIE, czyli nie tylko na papierze) państwa, artykuły/książki/reportaże/filmy poświęcone pedofilskim zbrodniom kleru nie są olewane, lecz zyskują coraz większy rozgłos… Tendencja laicyzacyjna, mówiąc krótko, jest wyraźna...

Rzecznicy obcego interesu

Już wkrótce czekają nas drastyczne podwyżki cen gazu; odczują je ci zwłaszcza obywatele, którzy ogrzewają nim swoje domy, acz walną one w mniejszym lub większym stopniu w nas wszystkich. Dlaczego tak się stanie? Ano, z winy rządzących Polską prawicowców postsolidarnościowych, obecnie pod PiS-owskim logiem. Wolą oni kupować droższy gaz z USA niż tańszy rosyjski; rzecz jasna, od lat dorabiają do tego pomysłu uzasadnienie ideologiczne, jakim jest „uniezależnienie gospodarcze od Rosji” (co nie przeszkadza w importowaniu stamtąd węgla kamiennego). Dywersyfikacja dostaw surowców energetycznych jest oczywiście ważna, ale głównym kryterium przy podejmowaniu decyzji w tym zakresie winna być ekonomia, nie polityka, a już na pewno nie uprzedzenia rządzących, wynikające z ich wstecznictwa. Import gazu ze Stanów Zjednoczonych jest po prostu dla Polski nieopłacalny, co w bardzo już niedługim czasie odczujemy w naszych portfelach… i co negatywnie odbije się na naszym zdrowiu, bowiem głośno się mówi...

Co z tą niepodległością?

Jakkolwiek z czysto merytorycznego, historycznego punktu widzenia jest to średnio uzasadnione, 11 listopada to polskie Święto Niepodległości, kiedy to czcimy rocznicę odrodzenia państwa polskiego po stu dwudziestu trzech latach zaborów (polityczną suwerenność straciła I Rzeczpospolita jeszcze w czasach saskich, a likwidacja państwa przez mocarstwa ościenne było li tylko potwierdzeniem stanu faktycznego). Jest to średnio uzasadnione dlatego, że samo odbudowywanie państwowości było procesem trwającym przez dłuższy czas (granice II RP kształtowały się przez kilka lat, i bynajmniej nie pokojowo), a pierwszy niezależny od zaborców polski rząd powstał w dniu 7 listopada 1918 roku; niestety, cztery dni później obalony został przez Piłsudskiego. Pomijając jednak te historyczne zawiłości, skupmy się na samym słowie „niepodległość”. W języku polskim ma ono kilka znaczeń, wszystkie korelujące z wolnością i niezależnością. Najczęściej używamy jednego z nich, czyli niepodległości jako suwere...