Posty

Wyświetlam posty z etykietą sukces

Wsparcia brak

W ostatnich dniach Polacy – ci w każdym razie, którzy interesują się sportem – żyją sukcesami Mai Chwalińskiej, tenisistki. Mnie sport nie interesuję, ale pani Mai gratuluję i życzę dalszych sukcesów. Warto wszakże zauważyć, że zaraz po tym, jak doszła do finału w nader ważnym turnieju tenisowym, w internecie pojawiły się informacje, iż kilka lat temu, gdy dopiero rozkręcała swą karierę, bodajże trzykrotnie (jeśli coś pokiełbasiłem, to przepraszam) zwracała się do, wówczas PiS-owskiego, Ministerstwa Sportu o wsparcie finansowe. Nieodmiennie jej odmawiano, ponieważ jakoby „nie rokowała”. Cóż, najprawdopodobniej PiS-owcy, jako typowi prawicowcy i solidaruchy, woleli paść się osobiście na publicznych pieniądzach, niż przeznaczać je na rozwój, w tym przypadku, tenisa ziemnego. Jak sądzę, przypadek Mai Chwalińskiej nie jest odosobniony. Politycy – prawicowych dotyczy to szczególnie, wszak dosłownie ociekają obłudą tudzież fałszem – uwielbiają grzać się w blasku sportowców (i, w mniejsz...

Czynniki sukcesu

Zakończył się strajk w fabryce Jeremias w Gnieźnie. Był bardzo długi – trwał czterdzieści dni – i trudny, niemieccy bowiem kapitaliści, właściciele zakładu, nie chcieli ugiąć się przed słusznymi oczekiwaniami załogi. Mało tego, nasyłali – wbrew obowiązującemu w (k)raju nad Wisłą prawu! – na strajkujących policję/granatowych, a nawet szczuli ich mafią, czyli amerykańską (sic!) kancelarią prawniczą, jaka na siłę i kompletnie niezgodnie z naszymi przepisami próbowała załatwić strajk od strony niby-prawnej; ot, i to by było na tyle, jeśli chodzi o „niepodległość” kapitalistycznej Polski… W końcu jednak kapitał musiał pójść na ustępstwa; proletariat okazał się nieugięty. I wywalczył sobie 700 zł brutto podwyżki, dwudziestominutowe przerwy, a także rozliczanie sobót (poza jedną w miesiącu) jako nadgodzin. Innymi słowy, odniósł sukces. Nie wiem, na ile w tymże odniesieniu tegoż sukcesu pomogło robotnikom z Gniezna wsparcie ministry pracy, Agnieszki Dziemianowicz-Bąk, a także innych polityk...

Sukces pracowitych

Według mitów szerzonych przez kapitalistyczną propagandę, sukces – rozumiany w kategoriach głównie zawodowych i finansowych – zależy od pracowitości czy kreatywności. Do pewnego stopnia jest to prawda, gdyż bez pracy faktycznie nie ma kołaczy. Kłamstwem pozostaje wszelako, że osoby rzeczywiście pracowite i kreatywne dorabiają się w kapitalizmie wielkich pieniędzy, fortuny wliczając. Przeciwnie – jeśli spojrzymy na niejednego miliardera (przykłady: Elon Musk, Donald Trump, Jeff Bezos), przekonamy się, iż są to jednostki ani specjalnie inteligentne (Trump czy Musk cechą tę zdecydowanie się NIE odznaczają, a pierwszy z nich jest wręcz straszliwie durny, podobnie jak ci idioci, co weszli na pokład tandetnej łódki i spłynęli nią do wraku Titanica, co skończyło się dla nich tragicznie), ani kreatywne, ani pracowite. Ogromne swoje majątki z reguły odziedziczyli, a jeśli nie, to tak czy owak wygenerowali je inni ludzie. Jak bowiem wiemy, kapitaliści zyski swe czerpią z wyzysku, czyli okra...

Los pracowitego

Wedle jednego z najbardziej rozpowszechnionych kapitalistycznych (acz genezą swą sięgającego o wiele wcześniejszych systemów społeczno-ekonomicznych, opartych na prywatnej własności środków produkcji) mitów, dzięki własnej pracowitości można się dorobić nawet fortuny. A nawet jeśli nie jej, to ta właśnie cecha osobowa ma jakoby gwarantować sukces zawodowy. Ile w tym prawdy? Cóż, pracowitość sama w sobie jest zaletą. Dzięki niej można łatwiej i w większym stopniu rozwinąć swoje talenty, umiejętności i kompetencje, a to faktycznie polepsza szanse na rozwój i sukces zawodowy. Są ludzie, którzy odnieśli go dzięki tej właśnie cesze; w zasadzie, będąc leniwym, trudno mówić o jakimkolwiek samorozwoju i pracy. Mit bazuje więc na faktach. Problem wszelako leży w tym, kto tak naprawdę spożywa owoce pracowitości. W przypadku twórców, artystów i osób wykonujących tzw. wolne zawody najczęściej są to ci właśnie ludzie, pracują bowiem na siebie. Choć nie zawsze, bo bywają wyzyskiwani przez swo...

Efektywność czynnikiem sukcesu

Mówi się, że nie ma sukcesu bez ciężkiej pracy. Ostatnio taką właśnie myślą wszem i wobec dzieli się pewien neoliberalny idiota z tytułem profesorskim, lansując model zatrudnienia stosowany od XIX wieku w obozach koncentracyjnych, czyli pracę maksymalnie długą (ów idiota chce szesnastu jej godzin na dobę), a zarazem maksymalnie ciężką, bo taka właśnie ma prowadzić, jego zdaniem, do sukcesu. Cóż, jak niedawno pisałem, doprowadzi ona do licznych chorób i przyspieszonego zgonu; niby można to uznać za sukces, ale warto pamiętać, iż są lepsze, a w każdym razie szybsze tudzież mniej bolesne sposoby na popełnienie samobójstwa. Brednie neoliberałów należy, rzecz jasna, wywalić na wysypisko antyintelektualnych śmieci, niemniej jednak faktem pozostaje, że nie da się odnieść sukcesu – zawodowego, bo o nim będzie mowa w niniejszej notce – bez pracy nad nim. Przy czym nie jest to czynnik jedyny, ponieważ dochodzi do niego również zbieg korzystnych, acz niezależnych od nas okoliczności, czyli to, ...

System zabijania talentów

Wprawdzie nie interesuję się sportem, ale wieść o sukcesie Igi Świątek oczywiście do mnie dotarła. Tenisistce gratuluję i składam wyrazy szacunku. Jednakowoż, w medialnych informacjach o wyczynie jej oraz innych wybitnych zawodników pojawiały się też znacząco smutniejsze, a jednocześnie zaiste wiele mówiące wątki. Otóż, pani Iga swoich sponsorów miała, ale nawet pomimo tego trening, dzięki któremu osiągnęła mistrzostwo, stanowił gigantyczne obciążenie finansowe dla jej rodziny. Jakiś czas wcześniej dziadek słynnych sióstr tenisistek musiał sprzedać kolekcję obrazów, żeby zdobyć dla nich środki na trenowanie. Inny znany tenisista nie miałby za co uprawiać owego sportu, gdyby jego rodzice nie sprzedali sklepu. Jeszcze inny finansowo wyszedł na swoje po… PIĘTNASTU LATACH odnoszenia ogromnych sukcesów (oznaczających pokaźne nagrody pieniężne) na korcie. I tak dalej. Żeby osiągnąć dobre wyniki w tenisie – czy jakimkolwiek innym sporcie – trzeba zacząć poświęcać się w młodości, a wręcz d...