Posty

Wyświetlam posty z etykietą opłaty

Kwestia systemowa

Dwoje celebrytów – dobra aktorka i marny showman – dojść raczyło do wniosku, że „bieda to stan umysłu”. Stwierdzeniem tym wywołali, w pełni oczywiście zrozumiałą, burzę w internecie, innymi słowy – falę krytyki. Bo i nie ma tu czego chwalić, za to zdecydowanie warto sprawę wyjaśnić. Sama myśl, że „bieda to stan umysłu”, brzmi jak brednie zaczerpnięte z różnorodnych książeczek czy filmików motywacyjnych, będących współczesnym opium ludu, a zarazem nośnikiem kapitalistycznej propagandy. Wiecie, chodzi o porady typu: „Wstawaj rano, kładź się późno spać, a się wzbogacisz”. Za stwierdzeniem o biedzie jako stanie umysłu kryje się jednak pewna doza pogardy – skoro jesteś biedny(a), to z własnej swojej winy. To też często głoszą nam kapitalistyczni propagatorzy. Wyzwól się z myślenia o biedzie, a przestaniesz być biedny(a); innymi słowy, zasuwaj na dobrobyt kapitalisty, a może rzuci jakieś ochłapy. Ot, mit dorabiana się na własnej pracy. Tymczasem żadna forma ubóstwa nie jest „stanem umysł...

Krzyż zastępczy

I znów kroczy (k)raj nad Wisłą drogą krzyżową. Nie chodzi jednak o katolickie nabożeństwo wielkopostne, lecz o to, że po raz któryś w ciągu ostatnich minionych przeszło trzech dekad opinię publiczną ogarnęła debata na temat symboli religijnych, na czele oczywiście z krucyfiksami, w przestrzeni publicznej: urzędach, szkołach, szpitalach, itd. Dyskusje rozgrzewają media, fora internetowe oraz polityków, którzy mają zarąbistą okazję, by nabić sobie punktów przed zbliżającymi się wyborami do Europarlamentu. Z jednej strony padają argumenty, że krucyfiksów ani innej religijnej symboliki w miejscach publicznych zdecydowanie nie może być; powinny się one znajdować w świątyniach poszczególnych kultów, a jak ktoś chce, może sobie dekorować nimi ściany w swoim domu. Po stronie przeciwnej mnożą się deklarację, że „Krzyża ze ściany nie zdejmę”. Rację mają oczywiście wszyscy, którzy chcą świeckiej przestrzeni publicznej. Miejsce symboli religijnych rzeczywiście jest w świątyniach, kaplicach, i...

Nieoszczędni

Co i rusz natknąć się można na analizy, bardziej wszelako przypominające utyskiwania, że znaczny odsetek (ponad połowa, jeśli się nie mylę) osób w Polsce nie ma żadnych oszczędności. Rzekomo, wedle autorów tychże wypowiedzi, „nie potrafimy” i/lub „nie chcemy” oszczędzać. Po stwierdzeniu tegoż „faktu”, autorzy analiz – sami legitymujący się zarobkami idącymi w dziesiątki, o ile nie setki tysięcy złotych (euro tudzież innych walut też bym nie wykluczał) miesięcznie – mniej lub bardziej wymownie dają do zrozumienia, że większość społeczeństwa jest „głupia”, bo, dajmy na to, nie odkłada sobie na emeryturę, a ta z ZUS-u zapowiada się bardzo niska (dziękujemy, panie Buzek, dziękujemy, panie Balcerowicz!). W tych wszelkich niby-analizach prawdą jest jedynie to, że u Polek i Polaków z oszczędnościami faktycznie jest krucho, a często wręcz fatalnie. Inaczej jednak, niż twierdzą neoliberalni/neokonserwatywni pseudo-mędrcy, nie wynika to z niefrasobliwości czy rozrzutności; jeśli nawet, to, jak...

Zakręcony grzejnik

Nie, nie będzie o żonie pewnego PiS-owskiego kryminalisty, która narzeka, że po tym, jak jej mężuś trafił (wreszcie!!!) za kraty, ma zimno w domu, gdyż najwidoczniej sama nie potrafi obsłużyć kaloryfera. Dziś napiszę o czymś znacznie bardziej poważnym. Otóż, miliony ludzi w kapitalistycznej Polsce przykręca, a często całkowicie zakręca grzejniki w swoich mieszkaniach i domach. Robią tak nie tylko na czas wyjścia czy wyjazdu (co jest zachowaniem w stu procentach właściwym), ale również wówczas, gdy przebywają pod dachem. Oczywiście, w celach oszczędnościowych. I jeśli chodzi po prostu o to, aby nie przegrzewać lokalu i nie marnować energii oraz pieniędzy, wszystko jest jak najbardziej okej. Problem zaczyna się, gdy poszczególne osoby zmuszane są do siedzenia w wyziębionych pomieszczeniach przez sytuację ekonomiczną, czyli rzecz jasna naturalne patologie nieludzkiego systemu kapitalistycznego. Mówiąc krótko, milionów ludzi w (k)raju nad Wisłą nie stać, aby dostatecznie dobrze ogrza...

Strefa płatnego parkowania

W Katowicach zwiększono, terytorialnie oczywiście, strefę płatnego parkowania. No cóż, bywa. Podniesiono też opłaty. To źle, niemniej trudno nie zauważyć, iż wszystko drożeje. Nie da się tego pochwalić, niemniej tak wyglądają fakty. Zmianie uległ również system nakładania kar. Otóż, po strefie jeździ auto ze skanerem i skanuje tablice rejestracyjne zaparkowanych pojazdów. Przejazd powtarza co kilka minut; jeśli przy danym aucie wyświetli się, że nie zapłacono za miejsce parkingowe, kara zostanie nałożona automatycznie. Nie będzie wszelako bloczka z informacją o ponurym owym fakcie, umieszczonego za wycieraczką. Kierowca, aby się dowiedzieć, czy będzie mu trzeba zabulić, musi wejść na specjalną stronę i odszukać numer swojego samochodu w rejestrze. No dobra, sama idea stref płatnego parkowania w dużych miastach nie budzi we mnie większych wątpliwości, pod warunkiem wszakże, że ceny są rozsądne, a wprowadzanie tego rozwiązania idzie w parze z poprawą funkcjonowania komunikacji publi...

Z nieba się nie leje

Inflacja bije kolejne rekordy, osiągnęła jeden z najwyższych pułapów od wprowadzenia reformy (lub deformy, zależnie od punktu widzenia) walutowej. Nie trzeba zresztą śledzić danych na bieżąco, wystarczy pójść do pierwszego-lepszego sklepu, a boleśnie odczujemy, jak szybko rosną ceny – tym boleśniej, im niższy dochód uzyskujemy, rzecz jasna. Szef NBP z nadania Bezprawia i Niesprawiedliwości, Glapiński, zapowiada (który to już raz?), że inflacja wkrótce spadnie. Nawet, jeśli tak się stanie, to i tak ceny pozostaną na horrendalnie wysokim poziomie – podstawowe artykuły, w tym żywieniowe, od dawna są przecież zbyt drogie dla licznych osób obywatelskich – tyle, że będą rosły nieco wolniej niż obecnie. No, ale wyznawcy PiS-u dadzą się zapewne nabrać i uwierzą, iż w sklepach będzie taniej… Nie tylko ceny rosną; jak wiemy, wszelkie opłaty też. Wzrost niektórych zmusza ludzi do zaciągania wyniszczających pożyczek, może też spowodować załamanie psychiczne (znam z autopsji). Niestety, dostarcz...