Posty

Wyświetlam posty z etykietą tradycja

Istota dni wolnych

Już w przyszłym tygodniu będziemy mieli dni wolne od pracy, z okazji świąt: rzymskich Solstycjów, słowiańskich Godów, germańskich Jule i chrześcijańskiego/katolickiego Bożego Narodzenia. Wszystkie, z wyjątkiem tych ostatnich, obchodzonych dopiero od V wieku n. e. i powstałych na bazie obrzędów mitraistycznych (Jezus Chrystus urodził się prawdopodobnie wiosną i był oczywiście człowiekiem), nawiązują do przesilenia zimowego i wiążą się z tym, że dni będą dłuższe od nocy. Dla ludzi, jako istot solarnych, od niepamiętnych czasów był to powód do radości, z czego wzięły się różnorakie święta, gdy już nasz gatunek wymyślił bogów oraz religie. W naszej części świata dominuje obchodzenie Bożego Narodzenia, co wynika rzecz jasna z wielowiekowej dominacji różnych odłamów chrześcijaństwa. Przy czym obecnie w poszczególnych państwach kapitalistycznych święto to jest mniej lub bardziej skomercjalizowane; niejednokrotnie w takim stopniu, że całkowicie wręcz obdarte z wymiaru religijnego. Do tego...

Na zaproszenie

Katolickie Boże Narodzenie – oparte na Solstycjach, Saturnaliach, Godach i Jule – minęło, a to oznacza, że rozpoczął się (w Polsce, bo to, z tego, co się orientuję, nadwiślański jeno zwyczaj) okres wizyt duszpasterskich, popularnie zwanych kolędowaniem. Polega to na tym, że księża z parafii chodzą, w towarzystwie ministrantów i/lub scholistek, od domu do domu, od mieszkania do mieszkania. Tam dzieciaki śpiewają kolędy, kapłan zaś rozsiada się wygodnie przy stole, mniej lub bardziej życzliwie tudzież interesująco rozmawia z parafianami (o ile ma ochotę), czasami je i pije, święci lokum, a na koniec – co stanowi najistotniejszą część całego wydarzenia – bierze datek „co łaska” w kopercie. Przy czym przyzwoici księża (tacy też się trafiają), widząc złą sytuację danej osoby czy rodziny, zostawia kopertę z pieniędzmi; przynajmniej kiedyś zostawiał, bo nie wiem, czy co bardziej pazerni biskupi nie przymusili swoich podwładnych do zaniechania takich działań. Wizyta duszpasterska dla niek...

Świętuj, jak lubisz

Zbliża się Boże Narodzenie/Solstycja/Gody/Jule (zależnie od religii), czyli po prostu kolejne święta. Z tej okazji wiele osób jest coraz bardziej zestresowanych – a to porządkami, a to zakupami (jakże często nadmiernymi), a to „koniecznością” wpisania się w świąteczne tradycje i zwyczaje. Czyli przyrządzenia takich czy innych potraw, zrobienia takiego czy innego wystroju, zaproszenie (lub wproszenia się do) takich czy innych osób, bo jakoby wiadomo, że „święta bez rodziny to nie święta”. Innymi słowy, nadchodzi czas, kiedy liczne osoby będą jadły to, czego nie lubią, celem podtrzymania tradycji na siłę. Z tego samego powodu spotkają się z ludźmi, towarzystwo których uznają za niemiłe. Włożą masę wysiłku, a często też pieniędzy, w dekoracje, które po kilku dniach zdejmą. I zapomną o tym, co we wszystkich świętach (religijnych, państwowych czy osobistych) jest najważniejsze: odpoczynku, radości, chwili wytchnienia. I to dochodzimy do zjawiska, które oceniam jak najbardziej pozytywnie...

Dynią podzieleni

Dziś 31 października, czyli wigilia Wszystkich Świętych. A zatem Dziady (słowiańskie święto zmarłych, służące upamiętnieniu przodków oraz oddaniu czci im duchom, jakie obchodzono kilka razy w roku, w tym na przełomie października i listopada) i Halloween. To drugie wywodzi się z celtyckich tradycji, które przetrwały w formie brytyjskich i irlandzkich ludowych zabaw, jakie z Wielkiej Brytanii i Irlandii trafiły do USA i Kanady, stamtąd zaś na cały świat. W formie rozrywkowej oraz, niestety, dość mocno skomercjalizowanej. Polegają one między innymi za przebieraniu się przez dzieci/młodzież/każdego, kto chce za duchy, zombie, wampiry tudzież inne monstra, odwiedzaniu sąsiadów i proszeniu o cukierki. Do halloweenowych tradycji zalicza się również wycinanie „strasznego” uśmiechu w dyni, a także rozwieszanie ozdób wystylizowanych na nietoperze, sowy czy inne nocne stworzenia. Wiele osób, mnie wliczając, w tę noc lubi czytać oraz oglądać horrory. W Polsce Halloween stopniowo zaczynało ro...

Tuż przed świętami

Już jutro Wigilia (niegdyś katolicka, obecnie coraz bardziej skomercjalizowana, a jeśli chodzi o tradycję, to więcej w niej elementów pogańskich niż chrześcijańskich – serio!), w niedzielę zaś i oniedziałek Boże Narodzenie. A w zasadzie Solstycja, Gody tudzież Jule, czyli zimowe święta mitraistyczne, słowiańskie, germańskie/skandynawskie, z których chrześcijanie w IV wieku n. e. (po zalegalizowaniu ich wyznania przez Konstantyna Wielkiego i połączeniu go z mitraizmem) zaczerpnęli datę i przekształcili je w rocznicę narodzenie Chrystusa. Tak czy owak, jedni będą świętowali (jak wczoraj pisałem, pamiętajmy, iż głównym celem jest odpoczynek!), inni – cieszyli się długim weekendem, inni jeszcze, niestety, będą musieli pracować. Bez względu na to, co planujecie na nadchodzące dni, i jak zamierzacie je spędzić, wszystkim Wam, Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, serdecznie życzę, aby upłynęły one w zdrowiu, bezpieczeństwie, relaksie i przyjemności. Niech stanowią dla Was czas zrzucen...

Złe tradycje

Konserwatyści (i nie tylko!) lubią podkreślać wartość tradycji, mówić/pisać, jakie to one są cudowne, przytaczać argumenty, dlaczego nie można od nich odchodzić. I okej, wolno im tak twierdzić; bywa zresztą, że mają rację, np. w przypadku pięknych tradycji wywodzących się z poczucia humanitaryzmu lub podkreślających odrębność kulturową (która wszak nie może prowadzić do nienawiści!) danej grupy. Jednakże umiłowanie owo nie powinno wiązać się z fanatyzmem bądź inną formą bezmyślności. Nie ma otóż sensu podtrzymywanie zwyczaju czy choćby kultywowanie określonego zachowania tylko dlatego, że bywa nazywany tradycyjnym (niekiedy zresztą fałszywie, o czym więcej będzie w dalszej części notki). I tak, wegetarianie lub weganie w żadnym razie nie mają obowiązku jeść karpia ani innych potraw rybnych, mięsnych, itd. z okazji Wigilii tudzież jakichkolwiek świąt. Ich sumienie, miłość do zwierząt oraz życia jako takiego są ważniejsze niż to, co pewna – nawet bardzo duża – część społeczeństwa uwa...

Święta bez mięsa

Zbliża się Boże Narodzenie, czyli okres wzmożonej konsumpcji, do jakiej zachęcają nas już to media działające w interesie kapitalistów (im więcej kupimy, tym większe będą oni mieli zyski, i nieważne, że to, czego nie przeżremy, znajdzie się później na śmietniku), już to związki wyznaniowe (na czele oczywiście z Kościołem katolickim), już to źle pojęte tradycje, nakazujące obeżreć się, opić i na siłę włazić komuś (z reguły krewnym i powinowatym) na głowę. Przez to wszystko wielu z nas umyka prawdziwy sens świąt – tych oraz wszystkich innych – czyli odpoczynek, relaks, odstresowanie się, regeneracja sił. No, ale do rzeczy. Otóż, jedną z tradycji bożonarodzeniowych jest karp (ewentualnie inna ryba) na stole wigilijnym, i dowolny rodzaj mięcha na stole we właściwe Boże Narodzenie (25 i 25 grudnia oczywiście); mamy się tym obeżreć niemal aż do pęknięcia. W tym miejscu zaznaczyć warto, że opychanie się mięsem jest dziedzictwem sarmackim – to kuchnia szlachecka bazowała na potrawach przy...

Karp na talerzu, drzewko na śmietniku

Boże Narodzenie zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim, jak co roku, nadchodzi rzeź karpi oraz drzewek iglastych, przeznaczonych na choinki. Wiadomo, tradycji musi stać się zadość. Czy jednak musi być ona powiązana z mordowaniem istot żywych? Przy czym karpiowa tradycja wcale taka stara nie jest; sięga zaledwie lat 50. ubiegłego stulecia. Znacznie starszym zwyczajem jest spożywanie ryby na Wigilię (w dzień ów w Kościele katolickim obowiązuje post, jednym zatem mięsem, jakie zgodnie z religijnymi wytycznymi można wtedy jeść, pozostaje rybne właśnie), lecz w okresie międzywojennym i jeszcze wcześniejszym na polskich stołach (oczywiście u ludzi, których stać było na jakiekolwiek potrawy mięsne, co w II RP i pod zaborami oczywiste bynajmniej nie było) dominował śledź. Na skutek jednak zniszczenia polskiej żeglugi morskiej przez nazistów, o rybę tę było po II wojnie światowej trudno, władza ludowa zatem zapewniła Polakom karpia, którego masową hodowlę można było szybko i w miarę ta...

Facet od prezentów

Nadszedł nam oto 6 grudnia, czyli Mikołajki. W Kościele katolickim i prawosławnym jest to święto upamiętniające biskupa Mikołaja z Miry, zwanego też (o ile się orientuję, częściej w prawosławiu niż w katolicyzmie) Mikołajem Cudotwórcą,. Według legendy – autentyczności jego istnienia historycy bowiem nie potwierdzają – był on greckim biskupem (demokratycznie wybranym przez lokalną wspólnotę chrześcijańską, co wówczas było normą), żyjącym na przełomie III i IV wieku naszej ery, nadto człowiekiem zamożnym, który jednak, w odróżnieniu od większości współczesnych kapitalistów i burżujów, bogactwa swojego nie przeżerał ani nie magazynował, lecz wykorzystywał je, by nieść pomoc innym, np. wykupywał więźniów niesprawiedliwie skazanych na śmierć, finansował posagi pannom, które gdyby nie wyszły za mąż, zostałyby sprzedane do burdelu (domu pielgrzyma?), itd. Czyli taki proto-komunista. Podobno wsławił się też licznymi cudami o charakterze nadprzyrodzonym. Czy św. Mikołaj istniał, czy ...

Krótka rzecz o prezentach

No i nadszedł nam grudzień, czyli czas dawania sobie prezentów, już to na Mikołajki, już to na Dziadka Mroza, już to na Boże Narodzenie. Jest to jeden z dwóch głównych okresów prezentowych w roku; drugi to oczywiście maj i początek czerwca, czyli czas, kiedy w Kościele katolickim odbywają się uroczystości pod nazwą Pierwsza Komunia Święta. Rzecz jasna, nie ma w tym absolutnie nic złego. Wręczanie sobie podarków, bez względu na okazję, jest przecież miłym zwyczajem. To po prostu pokazanie, że o drugiej osobie pamiętamy, szanujemy ją, cieszymy się z jej obecności; prezentem wyrazić też można wdzięczność. Znacznie bardziej liczy się w tym kontekście sam fakt obdarowania niż przedmiot będący podarunkiem/prezentem. Ciemną, wiążącą się ściśle z coraz dzikszym kapitalizmem, stroną okresów prezentowych jest komercjalizacja owego wspaniałego zwyczaju. I tak, już od początku listopada (w tym roku zaczęło się to jeszcze przed Świętem Niepodległości, o czym niedawno pisałem) zasypywani ...