Szkodnik

Rozumiem, dlaczego Mieszko I to zrobił. Potrzebował kadr do zarządzania szybko rozrastającym się w drodze podbojów i na ekonomicznej bazie handlu niewolnikami władztwie (państw w dzisiejszym rozumieniu jeszcze wtedy nie było), czyli ludzi umiejących chociażby czytać i pisać (sami wojownicy nie wystarczali do skutecznego rządzenia), a tych dostarczyć mógł jedynie Kościół. Przyjął więc książę Mieszko I chrzest. Gdyby zresztą go nie przyjął, on sam lub jego potomek tak czy owak zostałby do tego zmuszony przez zachodniego sąsiada, tyle, że wówczas doszłoby do rzezi lokalnej ludności.

Chrześcijaństwo i Kościół były zatem Mieszkowi I potrzebne do władania. To zrozumiałe, choć nadejście tej religii dla Słowian było kulturową tragedią (z drugiej strony, obecnie Słowiańszczyzna się odradza, rodzimowierstwo wliczając, z czego, jak kilka razy pisałem, bardzo się cieszę). Dziś wszelako Kościół katolicki w Polsce zalicza się do największych szkodników, zwłaszcza od 1989 roku; nie był nim chyba zresztą tylko w latach 1944-89.

Związek ów wyznaniowy jest, jak wiemy, nadmiernie uprzywilejowany; można śmiało stwierdzić, że wywodzące się z „Solidarności” władze oddały mu (k)raj nad Wisłą. Ma więc Kościół katolicki gigantyczny majątek, przysługują mu liczne przywileje podatkowe, ciągnie forsę z budżetu państwa (czyli od nas wszystkich, niezależnie, jaką religię wyznajemy, i czy jakąkolwiek!), prowadzi liczne biznesy, wpływa na ustawodawstwo – przede wszystkim drastycznie ogranicza, nieraz ze skutkiem śmiertelnym, prawa kobiet, uniemożliwia przestrzeganie praw osób LGBT+, blokuje korzystne zmiany w systemie edukacji, itd. – miesza się do polityki (co gorsza, popierając skrajną prawicę), jego funkcjonariusze najczęściej bezkarnie popełniają zbrodnie pedofilskie… No i zachowuje się jak feudał, czego przykładem tragedia Osiedla Maltańskiego w Poznaniu.

Dosłownie wczoraj doszło tam do brutalnej eksmisji, w dodatku nielegalnej, rodziny, jeden z członków której jest osobą z niepełnosprawnością. Aktywiści z różnych organizacji społecznych usiłowali zablokować wstrętny ów czyn, zostali jednak rozbici przez granatowe mendy (uczciwych funkcjonariuszy policji raczej tam nie było) i już szykują się zarzuty. Skoro przy nich jesteśmy, to usłyszy je również… czternastoletnia dziewczyna; dobrze, że jej nie zastrzelono, bo Polska spadłaby do poziomu Izraela.

Wszystko dlatego, że Osiedle Maltańskiej powstało na terenie, jaki w latach 90. polskie państwo przekazało, oczywiście za bezcen, poznańskiej kurii. Rzekomo jako zwrot „zrabowanego” za poprzedniego ustroju majątku. Tyle, że już wówczas istniały tam domy mieszkalne, żyły sobie spokojnie kolejne pokolenia lokatorów. A skoro kościelni postanowili zarabiać, rodziło to konflikty. Ostatecznie teren ów kuria sprzedała deweloperowi, razem z mieszkańcami, ma się rozumieć. Ci otrzymali od purpuratów obietnicę, że jeszcze będą mogli pozostać w swoich domach… lecz nie została ona dotrzymana. Wygląda na to, że kuria czyści z ludzi Osiedle Maltańskie, żeby przekazać je deweloperskiemu kapitaliście. Wczorajsza eksmisja była, jeśli się nie mylę, drugą; pierwsza odbyła się także brutalnie, z udziałem granatowych mend (też pisałem o niej notkę). A szykują się kolejne…

Sprawa ta, tragiczna zresztą, pokazuje, jak Kościół katolicki wespół z funkcjonariuszami rzekomo demokratycznego państwa traktuje ludzi, niekiedy w trudnej sytuacji bytowej, niekiedy schorowanych, niekiedy z niepełnosprawnościami. Najlepiej oddaje to Orwellowska metafora buta miażdżącego ludzką twarz. Tym razem but wystaje już to spod sutanny, już to spod spodni policyjnego munduru (czy nie pisałem przypadkiem o tym, że współczesna granatowa policja jest gorsza niż MO i SB?).

To, co dzieje się z Osiedlem Maltańskim to również jeden z licznych dowodów, iż dla przedstawicieli Kościoła katolickiego, zwłaszcza na najwyższych szczeblach, liczą się wyłącznie pieniądze. Nie Bóg, który tak czy owak nie istnieje, nie wiara, nie religia, nie świeccy katolicy w końcu, lecz ciężka forsa. Tenże związek wyznaniowy jest wszak korporacją, organizacją czysto kapitalistyczną, zatem działającą wyłącznie dla zysku. Człowiek w tym wszystkim traktowany jest jako narzędzie pozyskiwania tegoż, środek produkcji. Ma więc przynosić pieniądze, jeśli zaś nie przynosi, to na bruk z nim! Wyrzucając ludzi z ich domów, korporacyjny Kościół wysługuje się państwowym aparatem terroru, co jest typowe dla kapitalistycznego totalitaryzmu.

Krótko mówiąc, we współczesnej Polsce Kościół katolicki szkodzi. Szkodzi państwu. Szkodzi społeczeństwu. Nareszcie szkodzi sam sobie, bo takim ohydztwem jak w Poznaniu zniechęca do siebie wiernych.

Tylko, że żadna prawicowa władza nic z tym fantem nie zrobi. Nie odbierze Kościołowi przywilejów, nie zmusi go do zaprzestania niszczenia ludzi. Albowiem prawica w (k)raju nad Wisłą jest jednolicie klerykalna, a zarazem z definicji prokapitalistyczna. Liczą się więc dla niej interesy klas uprzywilejowanych, koncernów i korporacji. Tej z Watykanu również.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odbieranie dobrego

Kapitalistyczni esesmani

Udział w ludobójstwie