Posty

Wyświetlam posty z etykietą polowania

Inwazja

Trwa pełnoskalowa inwazja na Polskę, a zwłaszcza na Warszawę. Inwazja dzików, całe armie których pojawiają się dosłownie wszędzie, aż strach z domu wychodzić, czy iść do sklepu, bo i do placówek handlowych przybysze z lasu się wdzierają. Cel jest jasno określony: zajęcie całego terytorium kraju, obalenie demokratycznie wybranej władzy, utworzenie dziczego rządu – oczywiście dyktatorskiego, a na koniec eksterminacja istot ludzkich. I tylko dzielni myśliwi stoją na straży naszego państwa i społeczeństwa, dzielnie broniąc przed dzikami polskich przyczółków wolności. Takie przynajmniej wrażenie odnieść można, czytając posty, jakie pojawiają się w mediach społecznościowych czy wiadomości z tych tradycyjnych. Dzików ma być zatrzęsienie, natknąć się na nie jakoby można dosłownie wszędzie. Po internecie krążą „dokumentujące” to zdjęcia, w większości, jak przypuszczam, wygenerowano przez sztuczną pseudo-inteligencję. Oczywiście chodzi o wywołanie… no, może nie paniki, ale pewnego lęku owszem...

Mordercy wilków

Do Sejmu trafia obywatelski projekt ustawy o prawach zwierząt. Można przewidywać, osoby obywatelskie z których ugrupowań go poprą, a z których nie. Tymczasem zaś rozkręca się jesienny sezon łowiecki, jak ładnie nazywa się rzeź. Mordercy zwierząt znów będą kąpali się we krwi przedstawicieli różnych gatunków, dając upust swoim zwyrodniałym żądzom, a pieniądze popłyną szerokim strumieniem (o czym za chwilę). W tym roku na celowniku, i to w całej Europie, najprawdopodobniej znajdą się wilki (nie tylko one, po prostu na nich skupia się propagandowa nagonka, gdyż widocznie ktoś chce najwięcej bulić za pozbawianie ich życia). W oczy rzucił mi się post informujący, że o „konieczności ograniczenia liczebności” tych wspaniałych zwierząt (i tak nazbyt mało licznych, aby mogły utrzymać równowagę ekosystemu) wypowiadał się Donald Tusk. Nie wiem, czy to prawda, ale jeśli tak, premier idzie po prostu w ślady Ursuli von der Leyen, przewodniczącej Komisji Europejskiej, która głośno nawołuje do mas...

Lista gatunków inwazyjnych

W Unii Europejskiej, a zatem w Polsce też, funkcjonuje coś takiego jak Lista Inwazyjnych Gatunków Obcych. Obejmuje ona te rośliny i zwierzęta, jakie przybyły na nasz kontynent z innych lądów, rozmnożyły się i w taki czy inny sposób zagrażają rodzimemu ekosystemowi, poprzez chociażby wypierania organizmów żyjących tu wprózdy (znajdują się na niej m.in. szkopy pracze czy słynne od niedawna nutrie). U jej podstaw leżą zapewne naukowe podstawy… niemniej samo istnienie tejże listy ma nader ponure konsekwencje. Jeśli bowiem wpisane na nią zostanie zwierzę, to zamiast poradzić sobie z jego populacją w sposób humanitarny (poprzez sterylizację, tworzenie azylów takich jak Szopowisko, itd.), państwa dają przyzwolenie, aby je do woli mordować, co rzecz jasna określa się mianem „polowań” lub „myślistwa”. W (k)raju nad Wisłą, jak przypuszczam, wygląda to wyjątkowo odrażająco, a zarazem przerażająco, ponieważ mordercy zwierząt są u nas bodaj najbardziej uprzywilejowaną grupą społeczną. Za takim...

Burżuje kontra wilki

Na początek mała dygresja. Wczoraj w Warszawie odbył się Marsz Miliona Serc, zorganizowany przez KO, ale również z udziałem polityków PRAWDZIWEJ demokratycznej opozycji, czyli Lewicy. Frekwencja dopisała (to dobrze), a swoje przemówienia wygłosili między innymi Włodzimierz Czarzasty i Robert Biedroń. Trzeba uczciwie przyznać, że przy jednym i drugim Donald Tusk wypada niczym mucha rozbita na przedniej szybie zdezelowanego, rozbitego trabanta zaparkowanego obok najnowszego lamborghini. I tyle w temacie. A teraz przechodzimy do naszego dzisiejszego tematu. Otóż, w polskich mediach od pewnego czasu mnożą się informacje o atakach wilków już to na ludzi, już to na zwierzęta domowe. Stworzenia owe jakoby zrobiły się ogromnie agresywne i krwiożercze niczym w horrorach/thrillerach, ewentualnie starych filmach przygodowych. Specjaliści – czyli naukowcy, znawcy tematu – apelują, by w owe wiadomości nie wierzyć, a przynajmniej podchodzić do nich z bardzo dużym dystansem oraz ostrożnością. ...

Burżuje i wilki

Wraca w polskich – i nie tylko, bo również w czeskich oraz jeszcze innych europejskich – mediach sprawa naszych wilków, które jakoby to dokonują rzezi zwierząt wolno żyjących i domowych, a nawet z lubością kosztują ludzkiego mięsa. Gdyby tak brać na poważnie te komunikaty, należałoby się dziwić, że ludzie nie barykadują się w domach, a jeśli wychodzą na ulice, to bez wojskowej eskorty. Rzecz jasna, te informacje o atakach to kłamstwa. Niekiedy grubymi nićmi szyte, np. filmik z psem rzucającym się na sarnę rozpowszechnia się jako atak wilka. Zagrożenie dla ludzi, a zwłaszcza wieści o ludzkich ofiarach, też wyssane są z palca; po II wojnie światowej w Polsce potwierdzono jedynie dwa przypadki zaatakowania człowieka przez wilka. Jasne, piękne owe zwierzęta w pewnych, nader sporadycznych sytuacjach mogą być niebezpieczne, najczęściej jednak, widząc lub wyczuwając przedstawiciela gatunku Homo rzekomo sapiens, uciekają; podchodzić nieco bliżej mogą młode, niedoświadczone osobniki, powodowa...

Zabić wilka

Jedną z ulubionych rozrywek części przynajmniej burżuazji (a także głów licznych państw, zarówno republikańskich, jak i monarchicznych) są polowania, czyli mordowanie zwierząt dla przyjemności. Ludzie (no, powiedzmy), którzy nie mają co zrobić z nadmiarem pieniędzy, wydają je na broń palną, noże, ciuchy, jakiś tam sprzęt, często samochody terenowe (do prawdziwego off-roadu, nie żadne SUV-y), i hajda w las, rozlewać krew. Zabijają, bo to daje im euforię, jak narkotyk; znajdują w ten sposób ujście dla swojego bestialstwa. Przy okazji mordy te stanowią źródło zysków dla innych burżujów, już to dla producentów broni i innego sprzętu myśliwskiego, już to dla organizatorów tych rzezi, już to dla księży kapelanów. Im bardziej masowe, tym większa forsa. Mamy tu więc do czynienia z czysto kapitalistyczną machiną, napędzaną śmiercią i krwią. Jednakowoż narasta społeczny opór przeciwko zabijaniu i ogólnie niehumanitarnemu traktowaniu zwierząt. Coraz więcej osób wybiera wegetarianizm oraz wega...

Spacer w kamizelce kuloodpornej

No i wszystko wskazuje na to, że chore, a wręcz zwyrodniałe prawo, czy raczej zalegalizowane bezprawie, wydumane przez PiS i firmowane przez ministra rolnictwa – dlatego też kolokwialnie określane jako Lex Ardanowski – wejdzie w życie. Ustawa przeszła bez problemów przez Sejm i (za sprawą większość PSL-owskiej reprezentacji, która poparła w tym względzie kolegów z Bezprawia i Niesprawiedliwości; senatorowie KO i Lewicy zachowali się przyzwoicie) Senat. Nie wiem, czy niejaki Duda Andrzej, ksywa Adrian , znany też jako PAD, już ją podpisał, czy jeszcze z tym zwleka; w każdym razie, jego poparcie dla tego bubla prawnego wydaje się przesądzone, mimo iż oznaczało będzie złamanie (które to już z rzędu?) obietnicy wyborczej sprzed pięciu lat, że jako prezydent nie podpisze żadnej ustawy oznaczającej krzywdę zwierząt. No, ale sformułowania „Andrzej Duda” i „wiarygodność” pozostają wzajemnie sprzeczne… O co jednak chodzi? Ano o to, że Lex Ardanowski przyznaje kolejne przywileje najbardzie...