Posty

Wyświetlam posty z etykietą kultura

Na okupowanym obszarze

Do kin wszedł film Odyseja w reżyserii Christophera Nolana. Wybierałem się do kina na seansik, ponieważ, nie ukrywam, produkcja owa mnie ciekawi i chciałbym ją obejrzeć. Wszelako, zastanawiam się, czy warto. I nie, czynnikiem zniechęcającym nie jest fakt, że Helenę Trojańską gra czarnoskóra aktorka (jej przynależność rasowa jest mi głęboko obojętna), lecz fakt, że część zdjęć nakręcono w Saharze Zachodniej. Konkretnie, na obszarze okupowanym przez Maroko od 1975 roku. Jasne, okupacja owa – nielegalna, dodajmy – nie jest aż tak krwawa, jak to, co Izrael wyczynia w Palestynie, ze szczególnym uwzględnieniem Strefy Gazy… niemniej brutalności nie można jej odmówić. Już w latach 70. ubiegłego wieku, po marokańskiej inwazji, połowę Saharyjczyków wyrzucono z ich domów; żyją oni, a także ich potomkowie, obecnie na algierskiej pustyni, w skrajnie trudnych warunkach. Pozostali mieszkają, praktycznie pozbawieni wolności, w państwie policyjnym, odcięci od bliskich wybudowanym przez Maroko murem...

Słowiańskie odrodzenie

Wczoraj była Noc Kupały, czyli prasłowiańskie święto początku lata. Nasi przodkowie w najkrótszą noc w roku palili ognie i składali bóstwom ofiary, puszczali wianki na wodzie (a raczej puszczały, gdyż robiły to dziewczęta) gwoli wróżb odnośnie związku, szukali kwiatu paproci… Po przyjęciu chrześcijaństwa Kościół katolicki wprowadził w to miejsce Noc Świętojańską; nie zdołał wykorzenić dawnych zwyczajów, toteż je zawłaszczył i przerobił. Teraz jednak Noc Kupały wraca w oryginalnej dacie, z oryginalnym przesłaniem, podobnie jak Dziady oraz inne słowiańskie święta czy tradycje. Powrót ów ma swój oddźwięk także w polskim kapitalizmie – vide przeceny z okazji Nocy Kupały w ofercie licznych księgarni tudzież wydawnictw. Moda na słowiańskość ma wszak swój element komercyjny. Ale oprócz tego były różne imprezy i wydarzenia kulturalne, mniej lub bardziej nawiązujące do religii przodków. Swoje obrzędy oprawili też rodzimowiercy, których w Polsce jest coraz więcej, zrzeszeni są w różnych zwią...

Mokosz i Perun w szkole

Moda na słowiańszczyznę trwa od lat i ma się dobrze. Jak kiedyś pisałem, uważam ją za zjawisko pozytywne, pomimo pewnej komercyjnej otoczki, takiej jak nazywanie różnych produktów „słowiańskimi” po to, by je sprzedać; ogólnie jednak moda owa pomaga w szerzeniu wiedzy o religii, kulturze tudzież historii naszych przodków. Wiedzy, dodajmy, zakres której stale się rozszerza. Jednym z elementów tego zjawiska jest powtarzany co jakiś czas postulat różnych środowisk społecznych, aby mitologia słowiańska nauczana była w polskich szkołach. Obecnie w programach nauczania jest grecka (a konkretnie grecko-rzymska) i oczywiście biblijna, brakuje za to lekcji o tym, w co wierzyli nasi przodkowie, nim przyjęli chrzest (i dużo później, wiele bowiem dawnych, pogańskich wierzeń przetrwało pod chrześcijańskim płaszczykiem aż do dziś). Chociaż nie do końca, bo zajęcia takie, w niektórych placówkach oświaty (no dobra, tu mam wątpliwości, zwłaszcza od czasów PiS-owskich) się pojawiają, w formie chociażb...

Rasizm trojański

Wielkimi krokami zbliża się premiera filmu Odyseja w reżyserii Christophera Nolana. Czyli oczywiście ekranizacj i (któr ejś z rzędu) eposu Homera (tak przy okazji, Iliada jest lepsza z literackiego punktu widzenia). Z tej okazji niektóre wydawnictwa wypuszczają na rynek wznowienia tego dzieła. To dobrze, ale temat notki będzie, niestety, bardziej ponury. Oto, kiedy jeszcze film był w fazie produkcji, zaczęły się ataki na niego, które im bliżej premiery, tym bardziej się nasilają. Idzie o to, że w roli Heleny T rojańskiej obsadzona została czarnoskóra aktorka Lupita Nyong'o. Gdy ogłoszono tę decyzję obsadową, rozpętała się burza. Bo jakże to – Greczynkę (a raczej Achajkę; w czasach wojen trojańskich, bo było więcej niż jedna, Greków-Hellenów w klasycznym tego słowa znaczeniu jeszcze nie było, cywilizacja minojska miała charakter przed-helleński) miałaby zagrać kobieta o czarnej skórze?!!! Przecież powinna to być bladolica blondynka! Oczywiście wiele z tych ataków dokonyw...

Patronka uciśnionych i wykluczonych

Obecnie Meksyk znany jest z tego, że jego prezydentka przeciwstawia się Trumpowi, a także wprowadza zakrojoną na wielką skalę reformę systemu opieki zdrowotnej (w Polsce też by się przydała, ale to temat na inną analizę). Oprócz tego kraj ten kojarzy się z Matką Bożą z Guadalupe, mariachi, pikantną kuchnią, piłką nożną, kartelami narkotykowymi i paroma jeszcze rzeczami. A w ostatnich latach coraz większą popularność – choć w Europie i Polsce zjawisko to traktowane jest na razie głównie jako ciekawostka – zdobywa kult (tak konkretnie, to szkoła misteryjna) La Santa Muerte, Świętej Śmierci. Postać ta jest uosobieniem/symbolem ducha końca życia. Przedstawiana jest w postaci szkieletu w ciemnym stroju przypominającym kobiecy habit, często z kosą w ręku, niekiedy w otoczeniu chryzantem. Łączy w sobie elementy katolickiej świętej oraz bóstw azteckich (tu ważna uwaga – w kulturze i mitologii Azteków śmierć odgrywała ważną rolę, ale wiązała się nierozerwalnie z odrodzeniem i uznawana była z...

Ikony blaski i cienie

Kilka dni temu w wieku lat dziewięćdziesięciu jeden zmarła Brigitte Bardot, aktorka, modelka i piosenkarka. Jedna z ikon francuskiego kina – i nie tylko, bowiem odkąd w 1973 roku zakończyła karierę artystyczną, poświęciła się aktywizmowi prozwierzęcemu. A na forach w internecie po jej zgonie działalność pani Bardot wywołała spory. Nic w tym dziwnego. Z jednej bowiem strony nie da się zaprzeczyć, że jako aktywistka robiła dla zwierząt naprawdę wiele. Nagłaśniała takie tematy, jak: polowania dla rozrywki (moim zdaniem, powinny zostać zakazane), handel futrami (na szczęście, świat powoli od tego odchodzi), eksperymenty laboratoryjne (leki czy kosmetyki znacznie lepiej jest testować na skrajnych prawicowcach… ale to Brigitte by się nie spodobało, o czym za chwilę), ubój rytualny (występuje m.in. w judaizmie i islamie), wykorzystywanie zwierząt w cyrkach (również coraz rzadsze, na szczęście) i wiele innych. Prowadziła własną fundację oraz schronisko, wspierała różne akcje na rzecz istot ...

Oswajanie śmierci

Obchodzimy dziś Dziady (jesienne, bo są, a raczej były też wiosenne) i/lub Halloween. Te pierwsze to oczywiście słowiańskie święto zmarłych, podczas którego oddaje się cześć bliskim, którzy odeszli. Nasi przodkowie urządzali dla nich uczty, wpuszczali duchy, w które wierzyli, do domów i palili ognie, aby wskazać im drogę do Nawii oraz dostarczyć ciepła; ten ostatni zwyczaj przekształcił się w świecenie zniczy. Z kolei Halloween wywodzi się z tradycji celtyckiej. To również dzień oddawania czci zmarłym i duchom. Z Irlandii (gdzie święto to przefiltrowane zostało przez katolicyzm) oraz Anglii (gdzie po katolicyzmie nastąpił protestantyzm) przedostało się do brytyjskich kolonii. W USA z biegiem czasu uległo komercjalizacji i przyjęło bardziej rozrywkową formę, jaką znamy dziś, i która wraz z amerykańską popkulturą rozprzestrzeniła się po całym świecie zachodnim. W ramach obchodów Halloween dzieci, młodzież, a czasem też dorośli przebierają się za postaci typu czarownice, wampiry i inne s...

Moda na słowiańskość

Dziś będzie o zjawisku, moim skromnym zdaniem, pozytywnym. Jest nim panująca w Polsce już od lat moda na słowiańskość. Niektóre związane ze słowiańskością zjawiska wykraczają zresztą poza modę w rozumieniu kulturowym czy marketingowym. Chyba najlepszym przykładem jest rozwijające się rodzimowierstwo, czyli religia odwołująca się z przedchrześcijańskich kultów naszych przodków; powstają i zdobywają coraz więcej członków tego typu związki wyznaniowe, a organizowane przez nich obrzędy stają się zyskującymi na popularności wydarzeniami kulturowymi. Obecnie nie wyznaję wprawdzie żadnej religii, niemniej dla rodzimowierców żywię ogromny szacunek, ponieważ swoje wyznanie rozwijają poprzez ciężką pracę, pieczołowicie wygrzebując, analizując i ożywiając prasłowiańskie elementy, jakie zachowały się w folklorze lub zostały wchłonięte przez chrześcijaństwo. Obok religii, mamy też wysyp – od internetu po literaturę – analiz i opracowań mitologii słowiańskiej. Coraz więcej osób zajmuje się jej ...

Czy nie za późno?

Wielka Brytania, Kanada i Australia uznały państwo palestyńskie (Polska, dla porównania, uznaje je od 1988 roku, czego wszelako ani minister, ani – zwłaszcza – wiceminister spraw zagranicznych zadają się nie wiedzieć lub przynajmniej nie dostrzegać). To samo zrobiła Portugalia, szykuje się do tego też Francja. Coraz więcej europosłów (z Polski np. Robert Biedroń) podpisuje się pod społecznymi apelami o wykluczenie Izraela z Eurowizji. Są kraje europejskie, które wprost deklarują, że zbojkotują ów festiwal, jeśli wystąpią na nim muzycy z bliskowschodniego faszystowskiego państwa, ostatniego wypustu europejskiego kolonializmu. Powodem jest oczywiście popełniane w Gazie ludobójstwo; aczkolwiek zastanowić się należy, dlaczego organizm polityczny leżący w AZJI miałby brać udział w EUROPEJSKIM wydarzeniu kulturalnym…? Ze strony polskiej oficjalna deklaracja jeszcze nie padła, lecz w jednym z wywiadów ministra kultury stwierdziła, że jej zdaniem Izrael w Eurowizji udziału brać nie powinie...

Kraj istniejący

Pan Władysław Teofil Bartoszewski, wiceminister spraw zagranicznych z ramienia Polskiego Stronnictwa niezbyt Ludowego, nie kryje, że stoi po stronie izraelskich faszystów. Niby nie pochwala ich działań, jednocześnie jednak zaprzeczając – mimo ogólnodostępnych dowodów czy chociażby postępowań Międzynarodowego Trybunału Karnego – aby popełniali oni ludobójstwo w Palestynie. To tak, jakby zaprzeczać, że hitlerowcy popełnili Holocaust. Mało tego, pan Bartoszewski uparcie twierdzi, iż „nie ma czegoś takiego jak Palestyna”. Albo zatem nie zna historii i nie ma wiedzy o współczesności, albo (co wydaje się bardziej prawdopodobne) łże jak PiS. Jako człowiek pracujący (???) w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, wiedzieć powinien, że Polska uznaje państwo palestyńskie od 1988 roku. Autonomia Palestyńska powstała w 1993 roku, na mocy porozumień z Oslo. Ale tożsamość Palestyny jest znacznie starsza. Otóż, jest to dawny Kanaan, zasiedlony już w paleolicie. Od tysięcy lat miejsce to było zamieszk...

Męczenie dla zysku

Jedno z polskich miast, na Śląsku tak konkretnie, zamierza we wrześniu zorganizować wydarzenie o wszystko mówiącej nazwie American Rodeo. Organizacje społeczne, zwłaszcza oczywiście pro-zwierzęce, biją na alarm i upubliczniają petycje o odwołanie owej imprezy. Słusznie. Rodeo, jak wiemy, jest sportem wywodzącym się z kowbojskiej tradycji zachodnich USA (tzw. Dzikiego Zachodu). Teoretycznie sprowadza się do umiejętności pracy z końmi i bydłem rogatym; kowboj wszak to nikt inny, a amerykański pasterz. Dzieli się na kilka dyscyplin: jazda na nieujarzmionym koniu (broncobusting), łapanie byka na lasso i jazda na byku. Jak łatwo się domyślić, kto dłużej utrzyma się na końskim lub byczym grzebiecie, bądź szybciej złapie rogacza na lasso, ten wygrywa. Wielkim fanem rodeo jest podobno niejaki Kaczyński Jarosław, znany skądinąd. Przeciwnicy wydarzenia, jakie ma się odbyć w Polsce, podają liczne argumenty przeciwko niemu. Wszystkie są słuszne. Otóż, rodeo reklamowane jest jako „tradycja”...

Początek złotej epoki

Dziś osiemdziesiąta pierwsza rocznica publikacji Manifestu Lipcowego (22 lipca 1941 r.), stworzonego przez Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, czyli polskich działaczy lewicowych, jacy podczas II wojny światowej znajdowali się w ZSRR. Dokument ten – tak, podpisał się pod nim Józef Stalin, a jego pierwotna wersja powstała w Moskwie – stanowił fundament polityczny dla Polski powojennej i zmian ustrojowych, o czym za chwilę. W poprzednim ustroju rocznica jego opublikowania była świętem państwowym… i nie widzę powodów, dla których nie miałaby pozostawać nim również obecnie. Data ta uchodzić bowiem może za symbol wyzwolenia naszego państwa spod hitlerowskiej okupacji (a raczej początku wyzwalania, bowiem w pełni nastąpiło ono rzecz jasna w roku 1945) i ukazania planu powojennej odbudowy. Znacznie to lepsze Święto Niepodległości niż 11 listopada, który to dzień tak naprawdę jest rocznicą zamachu stanu dokonanego przez Józefa Piłsudskiego, a II RP dawno już nie ma (na szczęście), podczas g...

Polityka kulturalna

Jedną z bodaj najbardziej niedocenionych składowych polityki społecznej wydaje się polityka kulturalna. Uskuteczniać ją powinno zarówno państwo (na przykład poprzez finansowanie państwowych instytucji kultury, organizowanie różnych programów czy działania w ramach państwowych mediów), jak też jednostki samorządu terytorialnego. W Polsce różnie to wychodzi i na poziomie państwowym, i samorządowym. Tak naprawdę, wszystko zależy od tego, kto zasiada w Ministerstwie Kultury (obecnie nie jest najgorzej, za PiS-u to była jedna wielka porażka) oraz w samorządowych ośrodkach, no i od tego, jak ludzie ci potrafią się między sobą dogadać. Muszę przyznać, że w mojej gminie jest pod tym względem naprawdę nieźle. Zarówno lokalny ośrodek kultury, jak i podlegająca pod niego biblioteka niemal stale coś organizują, aktywnie też korzystają z rządkowych czy unijnych programów. Odbywają się w ramach ich pracy wydarzenia nieodmiennie zachowują nader wysoki poziom; można poznać twórców, artystów i inne ...

Nagonka na halloweenowego szatana

Trwa nam oto radośnie 31 października (gdy piszę te słowa, pogoda jest z deka pochmurna, czyli w sam raz na ów dzień), a zatem Dziady i Halloween. Te pierwsze są słowiańskim świętem zmarłych, jakie nasi przodkowie obchodzili prawdopodobnie dwa razy w roku. Wiązało się ono z wiarą, iż w tym właśnie czasie duchy odwiedzać mogą Ziemię; bywają przyjazne, lecz mogą się też okazać wkurzone lub jawnie wrogie, przeto należy je obłaskawić, najlepiej żywnością. Do dziś w niektórych państwach słowiańskich, na przykład u naszych wschodnich sąsiadów, pozostał zwyczaj zostawiania jedzenia i alkoholu na grobach. Oczywiście z czasem Dziady wchłonięte zostały przez chrześcijaństwo, katolickie i prawosławne, ale ich elementy przetrwały, a od czasu pewnego święto owo się odradza, w formie możliwie zbliżonej do oryginału; odpowiadają za to Kościoły rodzimowiercze, co jest ich sporą zasługą, moim skromnym zdaniem. Swoją drogą, większość polskich zwyczajów związanych z upamiętnianiem zmarłych, z paleniem...

Niech żyje różnorodność

Mieszkam w małej miejscowości na pograniczu Małopolski i Śląska, niemniej nie da się o niej powiedzieć, aby była jednolita etnicznie, rasowo czy wyznaniowo (owszem, dominują katolicy, ale są też protestanci czy osoby niewyznające żadnej zinstytucjonalizowanej religii – na przykład ja). Obecność osób z Ukrainy – nie tylko uchodźców, wielu Ukraińców przyjechało za pracą jeszcze przed 24 lutego 2022 r. i z tego, co wiem, cieszą się dobrą opinią jako pracownicy – jest w miarę oczywista, gdyż migracja z tego kraju do Polski trwa od lat. Ale widuję też na ulicy osoby czarnoskóre, zaś sklep z odzieżą, obuwiem i różnymi artykułami gospodarstwa domowego prowadzą Chińczycy (lubię tam robić zakupy, zwłaszcza, że buty sprzedają bardzo dobre i w korzystnych, jak na dzisiejsze czasy, cenach). Miejscowa biblioteka kilka razy organizowała spotkania z przedstawicielami mniejszości (w tym owymi Chińczykami), przy okazji szerząc wiedzę o krajach, skąd przybyli. I bardzo dobrze! Uważam, że zarówno ...

Dzień UFO

Jak donoszą posty na Facebooku, obchodzimy dziś Światowy Dzień UFO. Czyli niezidentyfikowanych obiektów latających, powszechnie uznawanych za pojazdy kosmitów. Cóż, ogólnie rzecz biorąc, uważam, że istnieje życie pozaziemskie; wydaje mi się skrajnie nieprawdopodobne, aby jedna, jedyna Ziemia w całym nieskończonym wszechświecie (a wszechświatów też ponoć jest nieskończenie wiele) była planetą, na jakiej wykształciły się biologiczne procesy. Idąc jednak o krok dalej, podzielam sceptycyzm, który w kwestii kontaktu międzyplanetarnego w swoich najbardziej dojrzałych utworach wyrażał Stanisław Lem. W ślad za nim przypuszczam mianowicie, iż życie na innych globach, jeśli faktycznie istnieje, przybrało formę tak dalece odmienną od ziemskiego, że dla nas, ludzi, pozostać może wręcz nierozpoznawalne (i odwrotnie, my dla niego też), a nawet jeśli, to dogłębniejsze poznanie (jedno- lub obustronne) czy choćby klasyfikacja zapewne okazałyby się niemożliwe. Zatem międzyplanetarny kontakt nie nastą...

Krótka rzecz o bibliotece

Dziś 8 maja, czyli nie tylko (obok jutra) Dzień Zwycięstwa, ale też Dzień Bibliotekarza i Bibliotek. Z tej okazji wszystkim osobom wykonującym ten piękny i ogromnie pożyteczny dla społeczeństwa zawód składam serdecznie życzenia. Przede wszystkim tego, aby nigdy nie zabrakło osób czytelniczych ani wspaniałych pozycji literackich na bibliotecznych półkach. Ani też pieniędzy na funkcjonowanie owej jakże istotnej instytucji. Tak, jednym z najważniejszych obowiązków władz publicznych – państwowych i samorządowych – jest, a w zasadzie powinno być łożenie na szeroko pojętą kulturę, do czego zalicza się również utrzymywanie bibliotek publicznych (w tym szkolnych). Rzecz jasna, jakość ich funkcjonowania zależy nie tylko od tego, jakie środki otrzymają już to od gminy, już to od rządu (np. z programu Ministerstwa Kultury), już to z Unii Europejskiej, lecz także – czy wręcz PRZEDE WSZYSTKIM – od kadry. Mam to szczęście, że w mojej miejscowości w bibliotece publicznej, wchodzącej w skład ośrodk...

Boju o język ciąg dalszy

Trwa – a ściślej rzecz ujmując, rozpoczyna się na nowo – batalia na rzecz uznania języka śląskiego (czyli tego, którym posługują się tradycyjnie mieszkańcy Górnego Śląska) za odrębny od polskiego, tak, jak to swego czasu stało się z kaszubskim. Wczoraj odbyło się w Sejmie pierwsze czytanie projektu regulującej to ustawy. Rzecz nie jest nowa, Ślązacy bowiem od wielu lat dopominają się o to, aby ich mowa uznana została za odrębny język – nie dialekt, nie gwarę (którą zresztą nie jest!), lecz właśnie język. Ostatnia próba prawnego uregulowania tej kwestii podjęta została pod rządami koalicji PO-PSL, jednak ówczesne władze stosownej chęci nie wykazały. A kiedy nie-rządziło Bezprawie i Niesprawiedliwość, o języku śląskim nie było nawet mowy. PiS-owcy to typowi klerofaszyści, co oznacza między innymi, iż w ich ideologii znaczące miejsce zajmuje przaśny, tępy, betonowy nacjonalizm, dążący do ujednolicenia Polski i polskiej kultury, choćby przymusowo. Przekłada się to na lansowanie wszędz...