Posty

Wyświetlam posty z etykietą lekarze

Poczekalnia VIP

Afera z lekarzem z jednego z warszawskich szpitali (nie pracuje tam już), będącym jednocześnie radnym KO (wystąpił z tego ugrupowania), zatacza coraz szersze kręgi. Okazuje się mianowicie, że facet nie tylko zarabiał grubo ponad milion złotych rocznie i przebywał w kilku miejscach jednocześnie (niby pełnił dyżur na oddziale, a w tym samym czasie udzielał wywiadu lub obradował w radzie dzielnicy), ale też… No właśnie, dociekliwi dziennikarze odkryli, że na SOR, którym kierował, funkcjonowała poczekalnia dla VIP-ów, gdzie w naprawdę godnych, może wręcz luksusowych warunkach na swoją kolej czekali działacze KO; mieli oni też być obsługiwani poza kolejnością. Cała ta sytuacja uderza w Koalicję Obywatelską i może odbić się negatywnie na poparciu dla niej w zbliżających się wyborach. Wielu analityków twierdzi, iż może powtórzyć się efekt ośmiorniczek sprzed lat. Nic zatem dziwnego, że pan Tusk się wścieka i zapowiada rozliczenia; oby na zapowiedziach się nie skończyło. Cała bowiem spraw...

Zaharowani medycy

Czy lekarz może być radnym? Ano, może. I tak, pewien radny dzielnicy Ursus (w Warszawie oczywiście) jednocześnie jest zarazem lekarzem Warszawskiego Szpitala Południowego, gdzie pełnił funkcję koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR). Jest w trakcie specjalizacji z anestezjologii i intensywnej terapii. Należał do KO, ale wystąpił z niej; dymisja została przyjęta. A zrobił to, ponieważ rozszedł się wokół niego smrodek. Otóż, okazało się, że rzeczony lekarz-radny w roku 2025 z działalności medycznej uzyskał dochód w wysokości 1,6 mln zł. Czy to źle, nie rozstrzygam; osobiście uważam, że lekarze powinni sporo zarabiać, zawód ten wiąże się wszak z ratowaniem ludzi oraz wymaga naprawdę znaczących kompetencji, ale ich zarobki nie powinny stać w rażącej dysproporcji z płacami np. pielęgniarek czy ratowników medycznych. To wszelako nie wszystko, bowiem dziennikarze Kanału Zero wykryli, iż nasz dzisiejszy bohater w samym tylko Szpitalu Południowym w ubiegłym roku przepracować miał...

Dobry pomysł dla zdrowia

Kampania wyborcza powinna (tak, wiem, że to utopia, zwłaszcza w czasach komercjalizacji polityki i jej daleko posuniętego sprymitywizowania) bazować na propozycjach dotyczących rozwiązań kwestii społecznych. Prezydencka również, jako że w naszym ustroju prezydent ma inicjatywę ustawodawczą, a co jeszcze ważniejsze – nie czarujmy się, za poszczególnymi osobami kandydującymi stoją partie parlamentarne, ewentualnie organizacje społeczne. Jedną z takich kwestii jest oczywiście system publicznej opieki zdrowotnej, w (k)raju nad Wisłą, jak wiemy, daleki od ideału. I tu na plus wypada Magdalena Biejat, kandydująca z poparciem Lewicy, a dawniej należąca do Razem. Zaproponowała ona, aby zlikwidować składowy model finansowania (ujęła rzecz prościej, jako likwidację składki zdrowotnej) publicznego sektora zdrowotnego, i zastąpić go rozwiązaniem podatkowym, funkcjonującym w licznych krajach Europy Zachodniej orz Skandynawii, np. w Danii. Postulat ten nowy nie jest, Lewica – także, gdy była je...

Opowieść z Gileadu

Na Podlasiu czternastolatka z niepełnosprawnością intelektualną została zgwałcona przez własnego wujka (mam nadzieję, że zwyrodnialec ów zostanie za to surowo ukarany). I zaszła w ciążę. O gwałcie nikomu przez dłuższy czas nie wspominała, a o ciąży jej rodzina dowiedziała się z opóźnieniem. I spróbowała dziewczynie pomóc, czyli poszukać jej szpitala, gdzie przeprowadzony zostałby zabieg aborcji. Niestety, na Podlasiu nie udało się takowego znaleźć – w całym województwie!!! Dopiero interwencja Fundacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny FEDERA doprowadziła do tego, że ciążę usunięto… ale w szpitalu w Warszawie; by się tam dostać, nastolatka musiała przebyć ponad dwieście kilometrów. Przypomnieć należy, że nawet zgodnie ze straszliwie restrykcyjnym, fanatycznym prawem antyaborcyjnym, jakie z winy fanatyków religijnych oraz kleru katolickiego obowiązuje w Polsce (stopniowo przekształcanej w totalitarny, teokratyczno-faszystowski Gilead rodem z twórczości Margaret Atwood, odkąd w 1989 ...

Uciekający lekarze

O tym, że polska służba zdrowia jest niewydolna, wiadomo od dawna. Spowodował to wprowadzony przez postsolidarnościowy rząd Buzka składkowy system finansowania, przerzucający ciężar płacenia za opiekę zdrowotną na obywateli i powodujący, że kasy brakuje na wszystko. Za mało jest zatem placówek (co widać wyraźnie teraz, podczas pandemii), personelu (jw.), leków, sprzętu… Owa niewydolność, do spółki z wyjątkowo szkodliwym dla naszego zdrowia lockdownem, skutkuje tym, że każdego dnia setki osób umierają na COVID-19, żniwo zaś śmierci, jakie zbierają inne choroby, jest znacznie większe, tyle, że media o nim nie wspominają. Kiepsko działająca służba zdrowia stanowi zatem, wraz z koronawirusem, element ludobójstwa uskutecznianego obecnie przez PiS, ale owo kiepskie działanie jest winą całej prawicy postsolidarnościowej. Nieważne tak naprawdę, czy rządzi PiS, czy PO, czy też rządziły ich poprzedniczki, jakie dorwały się do władzy w 1989 roku, żadna bowiem z tych partii nie radzi sobie z pr...

Zdanie eksperta

Nie będąc specjalistą w danej dziedzinie, specjalistów słucham, stosuję się do ich rad. I tak, nie jestem lekarzem, epidemiologiem ani biologiem, toteż swoje opinie na temat trwającej nam radośnie (w Polsce, Europie USA i kilku innych państwach, bo większość świata z problemem sobie już poradziła) pandemii koronawirusa wyrabiam po zapoznaniu się z tym, co na jej temat mówią eksperci z tychże dziedzin. Biorę oczywiście pod uwagę, że oni również nie wiedzą wszystkiego (jakkolwiek nasza wiedza na temat owego mikroba jest o wiele większa niźli jeszcze kilka miesięcy temu), jak również i to, że ich opinie różnią się między sobą; rzecz naturalna, w końcu każdy człowiek ma indywidualne spojrzenie na świat. Dwóch różnych ludzi zawodowo badających dane zjawisko (np. w tym wypadku pandemię), może mieć na jego temat diametralnie rozbieżne opinie, o czym trzeba po prostu pamiętać. W każdym razie, kiedy szukam informacji o COVID-19 i sposobach walki z tą zarazą, słowa lekarzy, biologów czy epide...

Wizyta u lekarza

Bezprawie i Niesprawiedliwość radośnie podeptało jeden z fundamentów ustroju demokratycznego, jakim są wolne wybory. I tyle w temacie. A teraz do meritum. Otóż, na czerwiec tego roku miałem termin wizyty u lekarza-specjalisty. Wiem, że wtedy do niego nie pójdę (z powodu kryzysu , w jakim służbę zdrowia trwa od lat, a który pogłębiła nie tyle epidemia koronawirusa, ile rządowe, skrajnie durne metody „walki” z nią); kiedy to się stanie, nie mam najbledszego pojęcia, ale na ten rok się nie nastawiam. Dla mnie to jeszcze nie jest jakiś poważny problem; wizyta miała być tylko kontrolna, mój stan zdrowia jest dobry, a jeśli zabraknie mi leku przepisywanego przez tegoż specjalistę, receptę bez problemu dostanę od lekarza rodzinnego. Lecz mam pewną świadomość, że u wspomnianego pana doktora leczą się ludzie ciężko chorzy. Dla nich przełożenie wizyty nawet o tydzień, a co tu mówić o kilku miesiącach, stanowić może poważne zagrożenie. Dla ich życia! Kiedy rząd zaczynał wielce nie...

Zbukiem w lekarza

W ciągu kilku ostatnich tygodni doszło do licznych ataków na lekarzy, pielęgniarki oraz innych pracowników medycznych, walczących z COVID-19. A to nie chciano tych ludzi wpuścić do autobusu, a to oblano farbą podjazd do domu, a to obrzucono wyzwiskami (słownie lub na piśmie), a to zniszczono samochód lekarki… Medycy co chwilę otrzymują mniej lub bardziej agresywne sygnały, iż są niemile widziani wśród innych obywateli, rzekomo obawiających się zarażenia koronawirusem. Oczywiście, paskudne owe sytuacje jak najbardziej można, a nawet trzeba złożyć na karb ludzkiej zawiści, ciemnoty, zdziczenia, hipokryzji, itd. Jeszcze niedawno rządzący wespół ze społeczeństwem bili lekarzom i pielęgniarkom brawo (o podwyżki czy lepsze warunki pracy wszelako nie zadbali), teraz mamy do czynienia z nasileniem się skali pogardy, wrogości oraz ataków. Tylko czekać, aż ktoś zostanie pobity lub, nie daj Boże, zabity… Z drugiej strony, nie można dziwić się ludziom, że ulegają strachowi, w tym wypadku...

Zamknięty szpital

Zapewne pamiętacie, że jeszcze niedawno zamykano oddziały szpitalne bądź nawet całe szpitale. Bo zadłużone, bo nie ma lekarzy (kolejne rządy, swoją drogą, nic nie zrobiły, żeby poprawić stan zatrudnienia personelu medycznego: lekarzy, pielęgniarek, ratowników, itd.), bo niepotrzebne. Ten ostatni „argument” słyszałem ponad dziesięć lat temu z ust Krzysztofa Szczerskiego, który twierdził, że w Polsce jest zbyt dużo szpitali, wybudowanych w okresie PRL-u po to, by było gdzie leczyć ludzi w czasie wojny; ergo, w okresie pokoju są one zbędne i tylko obciążają budżet. No i wkroczyła do (k)raju nad Wisłą pandemia koronawirusa. Nie tak zaraźliwa jak odra, która przed tysiącami lat niemal oczyściła z ludzi dzisiejszą Eurazję, a zawleczona do Ameryki przez już na nią uodpornionych Europejczyków, masakrowała Indian i Eskimosów. I nie tak śmiertelna jak gorączka krwotoczna, wywoływana przez wirus ebola. Niemniej jednak, budząca – rozbuchaną przez media – panikę i polityczny chaos, z którego...

Kooperacja i świadomość klasowa

Bardzo szanuję ludzi, którzy potrafią się zorganizować i grupowo walczyć o swoje. Wyznaję bowiem pogląd, że człowiek jako jednostka nie ma żadnego wpływu na kształtowanie swojego losu oraz świata, np. polityki; zbyt wiele bowiem czynników jest od pojedynczej istoty ludzkiej niezależnych. Co innego ludzie w zbiorowości, ludzie ze sobą kooperujący. Dlatego kibicuję strajkującym nauczycielom. Nie tylko popieram ich postulaty (oczywiście sądzę, iż są oni jedną z naprawdę licznych grup zawodowych, jakie powinny zarabiać o wiele więcej niż obecnie; wypłaty w Polsce są generalnie zbyt niskie), ale też wielce podziwiam ich za to, że potrafili się zorganizować, współdziałać i razem walczyć o swoje. W tym miejscu wyrazy szacunku składam członkom (tym, którzy rzucili legitymacjami, jak też tym, którzy nadal formalnie pozostają w owym związku) nauczycielskiej „Solidarności”, jacy mimo podpisanego z rządem przez PiS-owca Proksę, lipnego porozumienia, przystąpili do akcji protestacyjnej wraz ...